Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
xyz1234

Moje życie już dawno się skończyło.

Rekomendowane odpowiedzi

6 minut temu, przypadkowy napisał:

ale chodziło mi o to, że po prostu ucieczka od życia jest prostszym wyjściem niż trwanie w nim...

 Każda jednostka nadaje sobie znaczenia. Wielkie wspólne narracje już dawno umarły. Po prostu to co ty nazywasz ucieczką ktos inny oznaczy sobie jako "wybawienie".

Tak, jest instynkt, jest lęk przed bólem, ale to wszystko blednie, jest za mgłą.

Tak po prostu jest, tak pracuje psyche.

Co jest odważnego w "trwaniu w życiu"? Jak tak stawiasz sprawę to jest pod tym, że życie jest do d..y, ale ty będziesz udawał dzielnego. Kto na ciebie wtedy patrzy? Kto jest ważny na tyle że cię spojrzeniem trzyma?

Dla kogoś kto chce się zabić nikt już nie jest ważny.

Trudno zrozumieć to komuś kto nie nadaje takich znaczeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@doi

"Spróbuj sobie krzywdę zrobić i zobacz czy to tak łatwo jak ci się wydaje." - W punkt, ciekawe spojrzenie i spostrzeżenie.

Chociaż rozumiem obie strony. 

 

"Tchórzostwo, ucieczka"- a czy przed np. toksycznymi związkami, znajomymi nie uciekamy?

A co jeśli przez pryzmat choroby chociażby, całe życie, sens istnienia itd. wydają się być toksyczne, pozbawione sensu i w sumie są jednym wielkim cierpieniem?

 

Osobiście uważam, że żeby chociażby spróbować się zabić (nie na pokaz oczywiście)- ból psychiczny musi znacznie przeważać nad bólem fizycznym i strachem przed nim.

A to też nie jest łatwe. Dodatkowo można skończyć na wózku, z rozwalonymi organami od prochów itd.

 

Wydaje mi się że jeśli ktoś sam na sobie tego nie doświadczył, to nie jest w stanie do końca zrozumieć. 

I jednocześnie najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby doświadczył...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, xyz1234 napisał:

@doi

"Spróbuj sobie krzywdę zrobić i zobacz czy to tak łatwo jak ci się wydaje." - W punkt, ciekawe spojrzenie i spostrzeżenie.

Chociaż rozumiem obie strony. 

 

"Tchórzostwo, ucieczka"- a czy przed np. toksycznymi związkami, znajomymi nie uciekamy?

A co jeśli przez pryzmat choroby chociażby, całe życie, sens istnienia itd. wydają się być toksyczne, pozbawione sensu i w sumie są jednym wielkim cierpieniem?

 

Osobiście uważam, że żeby chociażby spróbować się zabić (nie na pokaz oczywiście)- ból psychiczny musi znacznie przeważać nad bólem fizycznym i strachem przed nim.

A to też nie jest łatwe. Dodatkowo można skończyć na wózku, z rozwalonymi organami od prochów itd.

 

Wydaje mi się że jeśli ktoś sam na sobie tego nie doświadczył, to nie jest w stanie do końca zrozumieć. 

I jednocześnie najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby doświadczył...

Tak. Wielu z nas wiele o tym wie i doswiadczylo tego wszystkiego. Nie mysl, ze tylko ty jedna tkwisz w takim stanie. Tyle ze to choroba a nie ty sama. Twoja psychika zle funkcjonuje. I to mozna wyleczyc.

Skoro jestes na tym forum to jakas mala iskierka nadzieji w tobie tkwi. Odrzucasz wszystkie mozliwosci. Co jest tez normalne w depresji. Niczyje rady do ciebie nie docieraja bo nie maja sensu. Nikt nie ma tak jak ty. Ty i tak wiesz lepiej. To tez typowe w depresji. Zlap sie tej ostatniej iskierki nadzieji. Wygrzeb sie z lozka i idz na szybki spacer z muzyka. To jest bez sensu dla ciebie. Ale zrob to i tak. Pozniej wejdz na forum i powiedz jak zle bylo na tym spacerze, jak sie zmeczylas, jak bez sensu to bylo. Nawet przez lzy cierpienia idz tym szybkim marszem. 

Pewnie nie posluchasz zadnego z nas.  Ale co ci szkodzi sprobowac. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@doi napisałaś dużo mądrych rzeczy, z którymi się zgadzam, ale czasem m. in. tu:

 

Godzinę temu, doi napisał:

 

To jest właśnie powszechne zdanie laików, którzy wierzą w narrację jak w rzeczywistość, nakładają na swoje cierpienie iluzje i nie rozumieją co się dzieje w głowie cierpiącego człowieka, który skontaktował się z pustką.

 

brzmi to trochę tak, jakby jedynie ludziom w depresji została objawiona jakaś epifaniczna, egzystencjalna prawda o rzeczywistości, o bezsensie, czy hipokryzji świata. To tak generalnie nie jest :) - jasne, że pewna część ludzi nigdy tego nie doświadcza, ale wszyscy w ten czy inny sposób głębiej myślący ludzie zmagają się z doświadczeniem tak, czy inaczej rozumianego bezsensu istnienia i nie ma to do końca związku z ich stanem psychicznym (w rozumieniu tzw. zdrowia czy zaburzenia) - negatywny stan psychiczny jest bardziej wynikiem tego, że układ neurologiczny niektórych sobie po prostu z różnych powodów (ogólnie słabszy - z niczyjej winy, układ neurologiczny, złe doświadczenia życiowe) samoczynnie nie radzi z tym doświadczeniem bezsensu i dlatego mu się w tym pomaga, m. in. lekami.

 

To nie jest też tak, że psychiatrzy zapisują leki, bo negują doświadczenie bezsensu na zasadzie "Jakie to straszne/trzeba to natychmiast zlikwidować" (niektorzy pewnie tak, ale to są raczej kiepscy psychiatrzy ^^) - bo dobrzy psychiatrzy też to doświadczenie przeżywają. Tak całkowicie obrazowo - znam psychiatrę, który czyta do poduszki Heideggera i Sartre'a, i mocno przeżywa te lektury, pisze wiersze, które przesiakniete są do głebi egzystencjalną pustką, co nie przeszkadza mu być tzw. normalnym człowiekiem (jakkolwiek idiotycznie to nie brzmi, bo też nie lubię podziału na normalny/nienormalny w takim kształcie jak on ogolnie w społeczeństwie funkcjonuje). Dobrzy psychiatrzy, podobnie jak myslę znaczna czesc głębiej myślących, przeżywających ludzi, mieli też w życiu, w tej czy innej formie, mysli samobójcze - oczywiście nigdy by ich nie zrealizowali, i są to myśli zupelnie innego rodzaju niż chociażby osób w depresji, ale takie myśli w autentycznej, swiadomej konfrontacji ze światem są gdzies tam w życiu zawsze nieuniknione.

 

A mimo to lekarze przepisują leki - nie dlatego, zeby ktoś "przestał gadać głupoty", tylko zeby zmotywować układ neurologiczny do jakiegos, jakby to nazwac, aktywnego stawania w obliczu tego bezsensu? (Rety, jak to brzmi xD) Bo ogolnie zakładając nawet całkowity bezsens życia (w tym czy innym rozumieniu, nie wdając się za bardzo w szczególy jak ten bezsens rozumiemy) możemy - rzeczywiście w jakimś akcie wolności, niezależnie od jakichkolwiek schematów zycia, okreslonego systemu zycia - się zabić, możemy nurzac się w tym bezsensie, i możemy tez postarac sie, nawet bardzo malymi krokami, by po prostu, mimo bezsensu, mimo wszystko, w miarę fajnie nam sie żyło (mój wykładowca mawiał : "Prosze panstwa, zycie jest do dupy, więc cieszmy sie zyciem"). Nie neguję zadnego z tych rozwiazań (ani nawet nie mam prawa, bo nigdy w depresji nie bylam), ale dla mnie to ostatnie jest w zasadzie celem wszelkiego leczenia, terapii, autoterapii czy w ogole życia (nie mówię przy tym, że osiagniecie tego jest latwe, zdaję sobie sprawe, ze bywa to cholernie trudne). Ale jeśli leki mogą w tym pomóc - to taki jest chyba cel ich zapisywania i brania.

Edytowane przez Kierkegaard Na Księżycu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, doi napisał:

@minouok, rozumiem, wzięłam więc na serio prowokację.

Mam wrażenie że robisz to co się z depresantami robi: mówi się "no weź się w garść, poszukaj pomocy, rusz się". Problem w tym, żeby się choć ruszyć, trzeba uznać tę drobną część swojego Ja, które chce żyć. Trzeba się z tym fragmencikiem skontaktować, uznać że w ogóle  jest. Powiedzieć sobie "wczoraj było ch.owo, teraz jest ch.jowo, będzie ch.owo", ale teraz po prostu "jest"- bez określania przez umysł jak jest. Nie wiem czy Xyz ma kontakt z tą częścią, która trwa. Z pewnoością ją w sobie ma, ja ją widzę jak na dłoni, w ironii, w autodestrukcji ego, w nienawiści do ojca. Na razie Autorka mówi sobą, swoimi próbami samobójczymi nie widząc ich znaczenia, tego że one mają treść ważną dla niej. Ale ma pełne prawo ten fragmencik zagłuszyć, olać. Na razie Autorka prosi o zrozumienie, że można nie chcieć. Ja rozumiem, bo wiem doskonale że można nie chcieć i że nie ma takiej siły na świecie żeby zmusić do życia oprócz własnej siły wewnętrznej. Ja mogę jedynie zachęcić do ciekawości  i uczciwej odpowiedzi na pytanie co trzyma, czemu tak? I do tego, że skoczyć można zawsze, ale warto zrobić to -dla siebie-uczciwie.

Oczywiście, że samemu nie da się rady, zgadzam się. Ale "rusz się" tylko budzi poczucie winy i tę różnicę między "jest" a "powinnam". W depresji przecież każdy widzi tę różnicę, widzi swoją nieadekwatność, Xyz w sposób wydatny. Chodzi o to by nie nalepiać sobie naklejek a uznać że jest teraz tak jak jest- bez określania. Że faktycznie jak piszesz- nie wszystko jedno, bo mimo wszystko są preferencje (z nieświadomego). Że jest oddech i każdy oddech jest wygraną, bo jest.

Nie umiem tego oddać słowami.

Myśle, ze rozumiem o co Ci chodzi, ale ja trochę coś innego miałam na myśli. Wiem, ze osoba chora na depresje nie może „wziąć się w garść” i sama sobie pomoc. Żeby się wyleczyć potrzebna jest profesjonalna pomoc, często leczenie farmakologiczne potem uzupełnione długa, może i wieloletnia terapia. Leki są jak koło ratunkowe - pomagają się nie utopić, ale to terapia uczy pływać samodzielnie - kiedyś coś takiego przeczytałam i myśle, ze to fajna metafora.

Ale leczenie nie jest łatwe - leki maja skutki uboczne a na dodatek czasem trzeba dość długo eksperymentować żeby znaleźć ten, który zadziała. Terapia wymaga dyscypliny i samozaparcia i jest bolesna. Żeby przejść przez leczenie, trzeba odnaleźć w sobie jakąś sile napędową: jeśli nie jest to nadzieja, radość życia czy entuzjazm, to musi to być coś innego, np zwykła zadaniowość, poczucie obowiązku lub bunt czy złość. Napisałam tą małą prowokacje, żeby wywołać u autorki bunt. Bunt jest dobry, bo w przeciwieństwie do smutku czy użalania może być motorem do działania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, xyz1234 napisał:

Widzisz, to ciekawe. Bo mnie chyba właśnie spełnianie oczekiwań innych (i swoich własnych względem innych) do takiego stanu doprowadziło.

PS. Oczekiwań wszystkich i tak nie spełnisz.

Masz racje. Ale tutaj znów granica między tym, co dobre a co złe jest cienka. Np strach jest naturalnym mechanizmem przezyciowym i jest nam potrzebny. Ale w nadmiarze, lub strach nieadekwatny prowadzi do nerwicy lękowej. Tak samo z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Spełnianie oczekiwań innych zawsze kosztem siebie jest bardzo złe. Ale nieliczenie się z uczuciami innych tez jest złe i tez może prowadzić do depresji jeśli reakcje innych na nasze zachowanie będą negatywne. Smierć ukochanej osoby to jedna z najgorszych tragedii, jaka może spotkać człowieka, a jeśli na dodatek to smierć samobójcza, to wywołuje ogromne poczucie winy u rodziny, bliskich, przyjaciół. Jeśli zrealizujesz swoje plany, skrzywdzisz prawdopodobnie wiele kochających Cię osób. Czy w tym wypadku spełnienie ich oczekiwań, które pewnie sprowadzają się do tego, ze na poważnie podejmiesz leczenie i spróbujesz wyzdrowieć, to za duże wymagania? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@minou Chodziło mi raczej o spełnienie oczekiwań z zamieszłych czasów, które (wydaje mi się), odbijają się teraz.

Pewnie niejedna osoba zna przykład rodzica, który swoje niespełnione ambicje przelewa na dziecko. I tak jest nawet do tej pory.

Mama koniecznie chciała znaleźć mi dziedzinę, w której będę mistrzem i osiągnę wielki sukces.

Postawówka- balet, taniec współczeny, rysunek/malarstwo, dodatkowy angielski oczywiście, a nawet "Klub dobrej kuchni"- nauka gotowania. W niedziele praca w radio w programie dla dzieci, w ferie "Szkoła dla przyszłych modelek". Szkoła oczywiście też nie mogła być normalna, musiała być dla zawodników pływackich. To wszystko w tym samym czasie. Dodatkowo trzeba było wygrać wszystkie miejscowe konkursy- nawet na "najlepiej udekorowanego ziemniaka" (i wcale nie żartuję w tym momencie).

Oczywiście w żadnej z wymienionych dziedzin nie odniosłam międzynarodowego sukcesu. Czyli zawiodłam...

W międzyczasie nabawiłam się też anoreksji na swojej cudownej diecie 300 kcal dziennie, bo przecież wiecznie byłam za gruba do najlepszych agencji w kraju.

I to będzie na tyle użalania się nad sobą.

Może moje postrzeganie jest błędne, ale wydaje mi się że przez to, jeśli nie jestem w czymś perfekcyjna i nie dam z siebie 200%, to czuję się zerem, które nigdy nic nie osiągnie.

 

PS. Mama nadal nie rozumie choroby, cały czas nie wyobraża sobie, że mogłabym nie skończyć swoich "prestizowych studiów" i nie zostać kij wie kim (pewnie najlepiej prezydentem).

 

Pewnie zaraz znowu ktoś mi dowali, że wymyślam i próbuję zrzucać winę na innych ale to było chyba najbardziej szczere moje wyznanie tu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A tak przy okazji...

 

PRAGNĘ OFICJALNIE OŚWIADCZYĆ, ŻE JEDNAK ŻADNEGO SAMOBÓJSTWA NIE ZAMIERZAM POPEŁNIAĆ.

 

I z tego miejsca pozdrawiam osobę ze Szczecina, która sprawiła, że po pierwszej w nocy wparowała mi do mieszkania Policja, Pogotowie i chyba wszystkie możliwe służby specjalne (ironia ^^). W każdym razie było tłoczno, a ja kolejny raz odwiedziłam swój ukochany szpital. I na odwiedzinach się skończyło :) 

 

Szkoda, że w realu ludzie nie są tak życzliwi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, xyz1234 napisał:

Pewnie zaraz znowu ktoś mi dowali, że wymyślam i próbuję zrzucać winę na innych ale to było chyba najbardziej szczere moje wyznanie tu.

Ja nie dowalę. Też pomysł! Nawet się uśmiechnę, bo moi też mieli "ambicje"...

Piszesz straszne rzeczy. To przecież nie depresja jest problemem. Depresja jest logicznym oczywistym rozwinięciem twojej historii. Jest - w takich okolicznościach- oczywista, naturalna. Jest naturalną logiczną reakcją psyche wobec tego co ci wgrano do głowy. Problemem jest twoja historia jak ją opisujesz. Z tym nie da się żyć normalnie, bo właśnie to ma być oświetlone, wyciągnięte na powierzchnię i o tym myśli S są. Problemem jest twój ojciec, jest twoja matka, są twoje wspomnienia i twoja postawa wobec siebie samej.  Problemem jest wyraz twojego buntu i wściekłość skierowana na ciebie a nie na tych którzy cie nie przyjęli i skrzywdzili.

Zaczęłaś ten wątek z pretensją że ludzie nie rozumieją. Ten żal w sumie kierujesz do matki- bo to ona nie rozumie. I nie zrozumie nic, nie licz na to.

Życzę ci sił na znalezienie sensownego terapeuty, który nie będzie cię tresował jak zwierzaka w zakresie zniechęcenia do samobójstwa, zachęcania do spacerów i wmawiania kolejnych iluzji a który pomoże ci zrozumieć czym -w twoim kontekście- pragnienie samobójstwa jest.  Hillmana serdecznie polecam-w wolnym czasie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, minou napisał:

Żeby przejść przez leczenie, trzeba odnaleźć w sobie jakąś sile napędową: jeśli nie jest to nadzieja, radość życia czy entuzjazm, to musi to być coś innego, np zwykła zadaniowość, poczucie obowiązku lub bunt czy złość. Napisałam tą małą prowokacje, żeby wywołać u autorki bunt. Bunt jest dobry, bo w przeciwieństwie do smutku czy użalania może być motorem do działania.

Tak, może to być też pragnienie analizy, ciekawość. Spojrzenie Innego czasem trzyma.

Tak, bunt jest dobry- depresanci niszczą się sami (nieświadomie, świadomie) bo przekierowują złość na kogoś na siebie. Realizują czyjeś wgrane im polecenia. Bunt uwalnia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
17 godzin temu, Kierkegaard Na Księżycu napisał:

brzmi to trochę tak, jakby jedynie ludziom w depresji została objawiona jakaś epifaniczna, egzystencjalna prawda o rzeczywistości, o bezsensie, czy hipokryzji świata.

Nie wiem czy jedynie. Ale faktem dla mnie jest że przez depresję prowadzi droga ku rozwojowi. Akurat w moim przypadku depresja dała dużo w tym względzie. Nie w zakresie "bezsensu świata" i filozofii, bo to są wszystko gry umysłu, ale w zakresie odsunięcia etykiet, narracji społecznych i płynięcia bezpośrednio z energią  świata, poczuciem niedualności etc.

 

17 godzin temu, Kierkegaard Na Księżycu napisał:

Tak całkowicie obrazowo - znam psychiatrę, który czyta do poduszki Heideggera i Sartre'a, i mocno przeżywa te lektury, pisze wiersze, które przesiakniete są do głebi egzystencjalną pustką, co nie przeszkadza mu być tzw. normalnym człowiekiem

Mnie także nie przeszkadza być "normalnym człowiekiem" i nikt patrząc z zewnątrz złamanego grosza by nie dał za mnie. Przecież tutaj nie da się inaczej funkcjonować jak przez ego, w egotycznym ubraniu. Ciało, biologia, narracje, postawy- to są przebrania. Iluzje, ale tutaj wszystko jest rodzajem teatru, iluzji. Robić coś bo to ma sens- to jest dopiero bez sensu, bez- myślne. Sens jest grą umysłu, niczym więcej, klatka umysłową. Depresja- jako forma przeżywania, forma życia psyche, pewna energia- pozwala to dojrzeć.

Pewnie nie wszystkim, może rzadko. Piszę o swoich doświadczeniach.

Edytowane przez doi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, xyz1234 napisał:

@minou Chodziło mi raczej o spełnienie oczekiwań z zamieszłych czasów, które (wydaje mi się), odbijają się teraz.

Pewnie niejedna osoba zna przykład rodzica, który swoje niespełnione ambicje przelewa na dziecko. I tak jest nawet do tej pory.

Mama koniecznie chciała znaleźć mi dziedzinę, w której będę mistrzem i osiągnę wielki sukces.

Postawówka- balet, taniec współczeny, rysunek/malarstwo, dodatkowy angielski oczywiście, a nawet "Klub dobrej kuchni"- nauka gotowania. W niedziele praca w radio w programie dla dzieci, w ferie "Szkoła dla przyszłych modelek". Szkoła oczywiście też nie mogła być normalna, musiała być dla zawodników pływackich. To wszystko w tym samym czasie. Dodatkowo trzeba było wygrać wszystkie miejscowe konkursy- nawet na "najlepiej udekorowanego ziemniaka" (i wcale nie żartuję w tym momencie).

Oczywiście w żadnej z wymienionych dziedzin nie odniosłam międzynarodowego sukcesu. Czyli zawiodłam...

W międzyczasie nabawiłam się też anoreksji na swojej cudownej diecie 300 kcal dziennie, bo przecież wiecznie byłam za gruba do najlepszych agencji w kraju.

I to będzie na tyle użalania się nad sobą.

Może moje postrzeganie jest błędne, ale wydaje mi się że przez to, jeśli nie jestem w czymś perfekcyjna i nie dam z siebie 200%, to czuję się zerem, które nigdy nic nie osiągnie.

 

PS. Mama nadal nie rozumie choroby, cały czas nie wyobraża sobie, że mogłabym nie skończyć swoich "prestizowych studiów" i nie zostać kij wie kim (pewnie najlepiej prezydentem).

 

Pewnie zaraz znowu ktoś mi dowali, że wymyślam i próbuję zrzucać winę na innych ale to było chyba najbardziej szczere moje wyznanie tu.

 

Niestety rodzice umieją spieprzyć człowieka, ale chyba z 90% rodziców to robi bo nikt się nie rodzi ani nie uczy być idealnym rodzicem... Znam przypadek gdzie rodzice pozwalali na wszystko, niczego nie wymagali i ta osoba dzisiaj jest uzależniona i z dużymi problemami życia w społeczeństwie i w rodzinie... Tam było przegięcie w 2 stronę... Niestety nikt się nie rodzi idealnym rodzicem, ale pamiętajmy, że w 99% robią to naprawdę z miłości, z przekonania, że to dla nas... Myślę, że na pewno pomogła by szczera rozmowa z mamą lub nawet wspólna terapia...

 

Natomiast musisz też sobie uświadomić, że to Twoje "nawet nie 200%" to pewno dla większości Polaków coś czego nigdy nie osiągną przez całe życie - mam na myśli studia, służbowe i prywatne wyjazdy zagraniczne, pozycja itd itd Ja wiem, że to nie ma wpływu na depresję na którą chorują bardzo znane, bogate osoby np. co ostatnio się słyszy o Młynarskim; bo to choroba wewnątrz nas i ma się nijak do OBIEKTYWNEJ prawdy jak daleko zaszliśmy i jakimi jesteśmy wartościowymi ludźmi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, przypadkowy napisał:

że w 99% robią to naprawdę z miłości, z przekonania, że to dla nas... Myślę, że na pewno pomogła by szczera rozmowa z mamą lub nawet wspólna terapia...

To nie do mnie ale jednak się wtrącę, bo to kolejna szkodliwa iluzja. Nazywając przemoc miłością zaciemniasz jej obraz.  Pudrujesz, osłaniasz, nie pozwalasz się z nią skonfrontować wprost. Oczyścić się.

Niszczenie kogoś z miłości nie istnieje. Miłość do dziecka i niszczenie go jest niemożliwe. To właśnie racjonalizacja rodzica, który daje upust swojemu sadyzmowi.

Rodzice kochają siebie w swoich dzieciach a nie swoje dzieci. Kochają dzieci w tym zakresie w jakim przypominają ich. To nie jest miłość bezwarunkowa w żadnym względzie.

Matkę to XYZ powinna wyrzucić z okna (obrazowo, symbolicznie rzecz ujmując) a nie z nią rozmawiać. Wyrzucić ją a nie siebie.

Terapia to nie mediacja. Pracuje się na własnej głowie a nie zmienia innych.

Obiektywne nie istnieje.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@xyz123 jesteś wystarczająco dobra, nawet jeśli nie jesteś modelka, baletnica i prawniczka w jednym. Z taką matką, jaką masz, nic dziwnego ze trudno Ci w to uwierzyć, ale tak jest. 
Nie jest też Twoją winą, ze nie udało Ci się za pierwszym zamachem znaleźć super terapeuty, wybrać leków i w poczuciu sukcesu wrócić do zdrowia i obowiązków. To z systemem jest coś nie tak, a nie z Tobą. Najlepiej wziąć to za oczywistość i po prostu nastawić się na to, ze zanim dostaniesz to, czego chcesz i potrzebujesz (odpowiedniego leczenia) to będziesz musiała się naużerac z konowałami. W sumie nie dziwie się, ze sceptycznie podchodzisz do leczenia, bo może wydaje Ci się, ze powrót do zdrowia będzie dla Ciebie oznaczał powrót do prób bycia idealną i osiągnięcia sukcesu w rozumieniu innych. A to przecież byłby powrót do koszmaru, który spowodował Twoje problemy. Ale tak nie jest. Jak wyzdrowiejesz i popracujesz nad swoimi problemami z odpowiednim terapeutą, będziesz mogła być sobą, tym kim chcesz być, a nie tym, kim widzą Cię inni. Ważne, by spełniać oczekiwania bliskich, ale nie, jeśli te oczekiwania są chore. Terapeuta może pomoc rozróżnić pomiędzy nimi i może nauczyć Cię, jak reagowac, jak odmawiać i jak sobie radzić z pewnymi osobami i sytuacjami. Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, xyz1234 napisał:

A tak przy okazji...

 

PRAGNĘ OFICJALNIE OŚWIADCZYĆ, ŻE JEDNAK ŻADNEGO SAMOBÓJSTWA NIE ZAMIERZAM POPEŁNIAĆ.

 

I z tego miejsca pozdrawiam osobę ze Szczecina, która sprawiła, że po pierwszej w nocy wparowała mi do mieszkania Policja, Pogotowie i chyba wszystkie możliwe służby specjalne (ironia ^^). W każdym razie było tłoczno, a ja kolejny raz odwiedziłam swój ukochany szpital. I na odwiedzinach się skończyło 🙂

 

Szkoda, że w realu ludzie nie są tak życzliwi...

To ja jestem ta osobą ze Szczecina, która zadzwoniła na 112. W realu tez  są ludzie życzliwi, tylko na przykład ja jestem daleko od Ciebie i nie mam jak Ci pomóc, mimo ze bym chciała to nie mam jak. To właśnie była moja pomoc dla Ciebie, ale ty z niej zrezygnowałaś skoro powiedziałaś psychiatrze, ze nic się nie dzieje i cię wypuścili. 

Ja nie choruje na depresje, ale bardzo bliska mi osoba choruje i wiem co czujecie i z czym się zmagacie. Nie zadzwoniłam bo mi się nudziło i szukałam sensacji, tylko zadzwoniłam po to żeby uchronić cię przed tragedią którą planujesz  zgotować bliskim i sobie. Skoro ktoś wyciąga do Ciebie rękę to przyjmuj pomoc, skoro chcesz wyzdrowieć to chociaż daj sobie pomóc. Jakby nikt nie zadzwonił na 112 i nie poinformował o twoich planach to napisałabys ze wszyscy maja cię gdzieś i nawet się nie przejęli ze piszesz otwarcie o swoim samobojstwie, a jak ktoś w trosce o Ciebie zgłosił to, to ty rezygnujesz z pomocy i ironicznie dziękujesz za pomoc. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, xyz1234 napisał:

PRAGNĘ OFICJALNIE OŚWIADCZYĆ, ŻE JEDNAK ŻADNEGO SAMOBÓJSTWA NIE ZAMIERZAM POPEŁNIAĆ.

czyli kolejna osoba szukająca atencji! :evil: kolejny troll który świetnie się bawi uczuciami innych!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
26 minut temu, exodus! napisał:

czyli kolejna osoba szukająca atencji! :evil: kolejny troll który świetnie się bawi uczuciami innych!

 

Przeczytaj jedno zdanie wyrwane z kontekstu i oceniaj ludzi- good job :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@xyz1234 trolejbus nie ma tutaj racji bytu! śledzimy twoje płody od początku, pomyliłaś fora, to nie miejsce na zabawy i szantaż emocjonalny!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prawdę mówiąc - uważam tak samo. Widziałam wiele osób, które groziły samobójstwem, a później, kiedy ktoś to zgłaszał i próbował pomóc - wylewały na tego kogoś pomyje. Stworzyłam nawet punkt w Regulaminie, który pozwala usuwać takie osoby z Forum, ponieważ szkodzą innym. Osoby, które chcą pomóc - zostają wyssane emocjonalnie, spadają w dół, a osoba, która chce wzbudzić zainteresowanie - ma się dobrze. Nie wzbudziłaś mojej sympatii. Ba! Wręcz przeciwnie. Aż mnie świerzbi, żeby Cię usunąć, bo rzucasz na Forum info, że chcesz popełnić samobójstwo i zostawiasz z tym wszystkim ludzi, którzy sami mają problemy, którzy są bardzo wrażliwi i emocjonalni, a później, kiedy ktoś zareaguje dopiero tak naprawdę wychodzi, że pragniesz jedynie uwagi i to kosztem innych ludzi. W ten sposób się nie robi. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba nikt oprócz mnie nie siedzi w mojej głowie i nie wie czego tak naprawdę pragnę...

Ale oczywiście mogę się mylić.

W 100% popieram pomysł usunięcia tego wątku, mnie z Forum, czy jak regulamin nakazuje. Wyjdzie z korzyścią dla wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, xyz1234 napisał:

W 100% popieram pomysł usunięcia tego wątku, mnie z Forum, czy jak regulamin nakazuje. Wyjdzie z korzyścią dla wszystkich. 

bezapelacyjnie i w 100% się zgadzam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, xyz1234 napisał:

W 100% popieram pomysł usunięcia tego wątku, mnie z Forum, czy jak regulamin nakazuje. Wyjdzie z korzyścią dla wszystkich.

Oj nie. Nie tak szybko. Męczennicy, to Ty teraz z siebie nie zrobisz. Wypij piwo, które nawarzyłaś i pokaż ludziom, którzy się zaangażowali, że nie jesteś trollem tylko potrzebujesz pomocy. Przemyśl sobie to wszystko i pamiętaj, że Forum, to żywi, czujący i myślący ludzie, którym można zrobić krzywdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
19 minut temu, Lilith napisał:

Osoby, które chcą pomóc - zostają wyssane emocjonalnie, spadają w dół, a osoba, która chce wzbudzić zainteresowanie - ma się dobrze. Nie wzbudziłaś mojej sympatii. Ba! Wręcz przeciwnie. Aż mnie świerzbi, żeby Cię usunąć, bo rzucasz na Forum info, że chcesz popełnić samobójstwo i zostawiasz z tym wszystkim ludzi, którzy sami mają problemy, którzy są bardzo wrażliwi i emocjonalni, a później, kiedy ktoś zareaguje dopiero tak naprawdę wychodzi, że pragniesz jedynie uwagi i to kosztem innych ludzi.

Nie do końca. Nie mnie się wypowiadać na temat Regulaminu i doceniam troskę o bezpieczeństwo, ale jednak to co się robi, pisze, jakie fantazje sie innym przedstawia etc etc jest znaczące. Znaczące jest że ktoś tak się przedstawia jak się przedstawia Xyz.

Nie czuję się osobiście wyssana i uważam, że taki wątek mogą czytać też inni, którzy w portrecie zarysowanym przez Xyz się odnajdą. Może komuś się to przyda.

Edytowane przez doi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, doi napisał:

Nie czuję się osobiście wyssana i uważam, że taki wątek mogą czytać też inni, którzy w portrecie zarysowanym przez Xyz się odnajdą.

Bo masz zdrowe podejście. Jednak na Forum są osoby, które takiego podejścia nie mają i też muszę brać to pod uwagę. Co innego jest rozmawiać na temat myśli samobójczych, a co innego rzucać hasło i zostawiać z tym ludzi. Sama osobiście miałam z tym setki razy do czynienia. I z ludźmi, których trzeba było wyciągać z ciężkiego doła po takich akcjach również. Dlatego na pewne rzeczy nie pozwolę. I tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Lilith napisał:

Oj nie. Nie tak szybko. Męczennicy, to Ty teraz z siebie nie zrobisz. Wypij piwo, które nawarzyłaś i pokaż ludziom, którzy się zaangażowali, że nie jesteś trollem tylko potrzebujesz pomocy. Przemyśl sobie to wszystko i pamiętaj, że Forum, to żywi, czujący i myślący ludzie, którym można zrobić krzywdę.

Znaczy mam się wylegitymować z dowodu osobistego?

No i właśnie o tym piszę- chyba lepiej skasować, zanim znów ktoś gdzieś zadzwoni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

×