Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
xyz1234

Moje życie już dawno się skończyło.

Rekomendowane odpowiedzi

@doi mam bardzo podobne poglądy do Ciebie, ale na pewno mniej obciazajcą historię niż Wy. Zasadniczo mam nerwicę i dwa epizody umiarkowanej depresji za sobą, ale bez myśli samobójczych. I tez uważam, ze depresja to choroba egoistyczna a samobójstwo jest egoistycznym wyjściem. Mam wrażenie, ze mówienie o tym jest „niepoprawne politycznie” ale nawet specjaliści są zgodni, ze w depresji następuje duże skupienie na sobie - MI jest źle, JA cietpię, JA jestem nieszczęśliwy. No niby tak, ale w sumie co z tego? Czemu to takie ważne? Skad w ogole pomysł, ze szczęście i dobre życie należy nam się jak psu buda? Ja jak miałam depresję, to stwierdziłam, ze jeśli mi nie przejdzie, to poświęcę się całkowicie pracy charytatywnej. Tam potrzeba każdej pary rąk, np w schronisku dla zwierząt albo coś takiego, a skoro moje życie i tak nie ma sensu, to zabicie się byłoby egoistyczne. Nie mam przecież życia ani zainteresowań wiec jestem idealna siłą roboczą. Jednak z doświadczenia wiem, ze większość chorych na depresje nawet nie pomyśli, żeby pomoc innym - są za bardzo skupieni na sobie i na tym, jak im źle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, minou napisał:

@doi mam bardzo podobne poglądy do Ciebie, ale na pewno mniej obciazajcą historię niż Wy. Zasadniczo mam nerwicę i dwa epizody umiarkowanej depresji za sobą, ale bez myśli samobójczych. I tez uważam, ze depresja to choroba egoistyczna a samobójstwo jest egoistycznym wyjściem. Mam wrażenie, ze mówienie o tym jest „niepoprawne politycznie” ale nawet specjaliści są zgodni, ze w depresji następuje duże skupienie na sobie - MI jest źle, JA cietpię, JA jestem nieszczęśliwy. No niby tak, ale w sumie co z tego? Czemu to takie ważne? Skad w ogole pomysł, ze szczęście i dobre życie należy nam się jak psu buda? Ja jak miałam depresję, to stwierdziłam, ze jeśli mi nie przejdzie, to poświęcę się całkowicie pracy charytatywnej. Tam potrzeba każdej pary rąk, np w schronisku dla zwierząt albo coś takiego, a skoro moje życie i tak nie ma sensu, to zabicie się byłoby egoistyczne. Nie mam przecież życia ani zainteresowań wiec jestem idealna siłą roboczą. Jednak z doświadczenia wiem, ze większość chorych na depresje nawet nie pomyśli, żeby pomoc innym - są za bardzo skupieni na sobie i na tym, jak im źle.

Oczywiście że następuje skupienie na sobie, jak w każdej chorobie, nie tylko z rodzaju "psychicznych". Ale mówienie o ludziach chorych na depresję, że są egoistami jest bardzo krzywdzące i wzmaga dodatkowo poczucie winy. Często depresja przebiega z zaburzeniami lękowymi np. lękiem przed wyjściem z domu, przed podejmowaniem działań i decyzji, lękiem społecznym. Pojawiają się też objawy ze strony organizmu: męczliwość, senność, brak energii, spowolnienie ruchowe, problemy z koncentracją, problemy ze snem, co przekłada się na funkcjonowanie w dzień. W depresji ludzie nie mają siły chodzić do pracy, żeby zarobić na jedzenie i mieszkanie, a Ty mówisz o pracy charytatywnej. To tylko Twój obraz depresji poparty Twoim doświadczeniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 2.11.2019 o 20:52, xyz1234 napisał:

@FoxM, to może ja przedstawię to z mojego "chorego" punktu widzenia?

Ja naprawdę uważam, że moim bliskim będzie lepiej, kiedy mnie nie będzie. 

Mama sprzeda moje mieszkanie i auto- mocno podreperuje budżet finansowy.

Narzeczony ma ostatnią szansę jeszcze kogoś poznać, ułożyć sobie normalnie życie, a na pewno na to zasługuje.

Kiedy leżę całymi dniami i nie mam siły na nic, to wtedy nie cierpią?

Kiedy codziennie płaczę z bezsilności- nie cierpią?

 

PS. Miałam kilka prób samobójczych, na pewno więcej niż 5. Żadna nie była demonstracyjna.

Mam tachykardię, w sierpniu wzięłam 90 tabletek na obniżenia pulsu (BETO 100 ZK)- jak widać nawet diabeł mnie u siebie nie chce...

Hej. Nie ma opcji ze bedzie im lepiej. Jak by cie strscili to by nie nie mogli pozbierac i przez cale zycie by ich wyrzuty sumienia szargaly, ze czegos nie zrobili, ze cos zle zrobili, ze to ich wina itd itp. Cierpieli by tez bo by byli pewni, ze mialas ich w dupie skoro zdecydowalas ich zostawic w bolu i takie im zaserwowalas przezycie. Wiec nie. Ten pomysl odbierania sobie zycia to wyrzuc do smieci.

Psycholog twoj to debil. Domyslam sie o co chodzilo ale zle to powiedziala. Majac co innego na mysli. A mianowicie to ze czulas sie lepiej tylko przez leki bo nie zmienialas swojego zycia i myslenia - nie chodzilas na terapie. A jak chodzilas to na jakas bezsensowna. 

Ja bralam leki wiele razy i jak odstawialam to zawsze to gowno wracalo. Wiec jasne ze czulam sie lepiej tylko.przez leki. Ale te leki nie lecza depresji. Tylko jak je bierzesz to sztucznie dzialaja. To tak jakbys miala raka i daja co morfine. Bol usnieza ale raka dalej masz. Trzeba operacji, chemioterapii itd. Z depresja to samo. Bierzesz leki zeby wyjsc z czarnej dupy. Ale powodu choroby nie dotykasz. A powod choroby to mysli, zachowania, schematy(obojetne czy wywolane przez dlugi stres, traume, nawyki wyniesione z domu, itd itp) tabletki myslenia ci nie zmienia. Natomiast przytlumia nerwice i depresje i nie czujesz sie jak dno. Wiec leki trzeba brac bo pomagaja szybciej. Psychoterapia to dluzsza robota. Pare sesji nic nie da. Na lekach chodzi sie na psychoterapie i tam staraja sie wykryc problem i powod calego tego gowna. Wtedy zaczyna sie plan zmieniania zachowan, emocji, myslenia. Powoli trzeba mozg odzwyczajac od wielu lat schematycznych negatywnych mysli i zachowan. Trzeba cwiczyc czesc mozgu odpowiedzialna za dobre emocje, przyjemnosc, pozytywne mysli, checi do dzialania itd. W tym samym czasie ograniczac funkcjonowanie czesci mozgu odpowiedzialna za lęk, strach, smutek, negatywne myslenie itd. Mozg jest bardzi plastyczny i mozna go cwiczyc i do tego jest potrzebny psycholog. Nie ma takiej opcji zebys nie wyszla z tego. Poprostu musisz sie za to wziac.  Jak masz kase to chodz prywatnie. Jak nie.masz to.pchaj sie do takiego za darmo. Chodz i badz szczera. I staraj sie robic co ci mowia. Teraz zacznij brac leki. Jak nie dzialaja to niech ci zmienia. Naprawde ten psycholog, tak mi sie wydaje, nie mial nic zlego na mysli. Taka jest prawda. Ze my co.mamy zwichniete psychiki to "nacpani" sie czujemu lepiej. Jak przestaniemy brac leki to za pare dni czy miesiecy mamy znowu jazde. Bo niestety ale leki nie zmieniaja naszego myslenia. Tylko sztucznie podwzyszaja serotonine wiec czujemy sie lepiej. Niestety u nas bardziej aktywny jest obszar mozgu odpowiedzialny za to wszystko zle i serotonina jaka mamy nie daje rady. Tabletki ja dokladaja wiec jest lepiej i wszystko bardziej pozytywne. Wiec pomysl o tym jak zmniejszysz ta "zla" czesc mozgu a troszke zwiekszysz ta "dobra" czesc mozgu. Wtedy ta dobra czesc mozgu bedzie dominowac i wtedy bedziesz sie czuc lepiej. To wszystko to nie zadna przenosnia tylko naprawde widoczne zmiany na rezonansie, wielkosci i aktywnosci tych obszarow. 

Takze do lekarza i do psychologa. A na serio sie wyleczysz. Narazie tabletki dopoki terapia nie zacznie przynosic skutkow. A tabletki dlaczego cie tak zalamuja? Jedni potrzebuja tabletek na cisnienie, inni na cukrzyce, inni cholesterol itd itp. A dlaczego takie to.zle jesli po tabletkach sie lepiej czujesz? Nic  w tym zlego. A z czasem i tabletek nie bedziesz potrzebowac. 

Jakies cwiczenia aerobowe uprawiasz? Jesli nie to dalabys rade wyjsc codziennie na 30min na spacer szybkim marszem? Nie powoli tylko tak szybko jakbys sie bardzo spieszyla. Sluchawki na uszy z szybka ulubiona muzyka. Dasz rade?

Sory jesli wiesz to wszystko ale nie wiem co wiesz a czego nie I sory ze pisalam troche chaotycznie ale na telefonie mi ciezko i powoli sie pisze 

odzywaj sie co i jak ja odpowiedza na te pytania co ci zadalam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, bezniczego napisał:

Oczywiście że następuje skupienie na sobie, jak w każdej chorobie, nie tylko z rodzaju "psychicznych". Ale mówienie o ludziach chorych na depresję, że są egoistami jest bardzo krzywdzące i wzmaga dodatkowo poczucie winy. Często depresja przebiega z zaburzeniami lękowymi np. lękiem przed wyjściem z domu, przed podejmowaniem działań i decyzji, lękiem społecznym. Pojawiają się też objawy ze strony organizmu: męczliwość, senność, brak energii, spowolnienie ruchowe, problemy z koncentracją, problemy ze snem, co przekłada się na funkcjonowanie w dzień. W depresji ludzie nie mają siły chodzić do pracy, żeby zarobić na jedzenie i mieszkanie, a Ty mówisz o pracy charytatywnej. To tylko Twój obraz depresji poparty Twoim doświadczeniem.

 

Sama, w swoim aktualnie, jakże ciulowym stanie, lepiej bym tego nie ujęła.

Pocieszające, że ktoś potrafi jeszcze spojrzeć na to z "mojej strony". Chociaż mam głęboką nadzieję, że to bagno Cię nie dotyczy.

 

 

Co do poprzedniego postu...

Wolontariat?

Popieram w 100%!

Jeśli tylko ma się osobę, która będzie płacić rachunki, żywić i ubierać do końca życia, to naprawdę jest doskonały pomysł.

No i dodatkowo trzeba mieć w nosie swoje "JA", czuć się świetnie z byciem pasożytem niezdolnym do samodzielnej egzystencji i nie zaniżać przy tym swojego poczucia własnej wartości na liczby ujemne. U mnie niestety odpada ale zazdroszę sytuacji, możliwości, a przede wszystkim pomysłowości...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Miss Worldwide dziękuję za wszystko, co napisałaś. Przez te kilka lat dużo czytałam i wiem, że masz rację. U mnie to aktualnie nie ten etap, żeby wyjść z domu. Raczej heroiczna walka z samą sobą, żeby umyć zęby (zaraz znowu ktoś na mnie naskoczy o czym ja w ogóle piszę).

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, xyz1234 napisał:

 

Sama, w swoim aktualnie, jakże ciulowym stanie, lepiej bym tego nie ujęła.

Pocieszające, że ktoś potrafi jeszcze spojrzeć na to z "mojej strony". Chociaż mam głęboką nadzieję, że to bagno Cię nie dotyczy.

 

 

Co do poprzedniego postu...

Wolontariat?

Popieram w 100%!

Jeśli tylko ma się osobę, która będzie płacić rachunki, żywić i ubierać do końca życia, to naprawdę jest doskonały pomysł.

No i dodatkowo trzeba mieć w nosie swoje "JA", czuć się świetnie z byciem pasożytem niezdolnym do samodzielnej egzystencji i nie zaniżać przy tym swojego poczucia własnej wartości na liczby ujemne. U mnie niestety odpada ale zazdroszę sytuacji, możliwości, a przede wszystkim pomysłowości...

 

Nieprawda. Wolontariat daje uczucie ze jestes komus potrzebna i satysfakcje z wykonanej pracy. Nie trzeba chodzic codziennie i rzucic prace zarobkowa. Mozna chodzic do schroniska raz na tydzien pomoc biednym zwierzakom. Wyprowadzic na spacer. Ja sama mam depreche silna. Bylam w schronisku wczoraj. Popatrzalam co tam robia. Wyprowadzilam 2 psy na spacer. Kocham psy ale nic mnie nie cieszy i na nic nie mam ochoty. Psycholog kazala isc kilka razy. Nie rzucic po.pierwszym razie.  Bede sie jej sluchac. Wczoraj nie czulam jakiegos spelniania czy zadowolenia. Ale ona powiedziala, ze tak bedzie. Pozwala mi oceniac rozne proby robienia czegos ale nie po 1 razie. Powiedziala ze jak po 4 czy 5 razach jej powiem, ze cos mi sie nie podoba to wtedy ok. 

Nie bede sie rozpisywac sae wolontariat to bardzo dobra rzecz w naszej chorobie bo w zyciu kazdego czlowieka potrzbene jest uczucie bycia potrzebnym i robienia czegos dla kogos innego. Kazdy ma swoj sposob na to. Jednego znajduje to w wychowywaniu dzieci, inny uwaza, ze jego praca to w czym pomaga komus czy ogolnie swiatu. Niewazne co ja czy ty sadzisz np o pracy na kasie albo praniu i gotowaniu. Ale dla tej osoby praca na kasie moze mu dawac poczucie ze cos robi dla innych (extremalny przypadek hahaha) W depresji wszystko wydaje sie bez sensu. Nic do niczego nie wniesiemy, do niczego sie nie nadajemy, inni juz to robia to po co my, nam to nie sprawi przyjemnosci, nie chce mi sie bo bez sensu i tak bedzie ze mna zle, a co to da ze ja gdzies w czym pomoge i tak swiata nie zmienie i nie ulecze. No i zwykle poprostu mi sie nie chce bo zle sie czuje jestem zdolowana i nie chce zyc a co dopiero pomagac w czyms komus. Najwazniejsze punkt w aktywacji behawioralnej na ciezka depresje to wlasnie "nasze zycie codzienne ma opierac sie na planach a nie na emocjach" czyli trzeba wyznaczac sobie, ze musze sprobowac tego czy tamtego, zrobic to czy tamto, i poprostu to robic a nie rozkminiac jak sie akurat czujemy i czy mamy ochote czy nie i czy to ma sens czy nie, czy jestem za smutna na to.dzisiaj wiec dzisiaj nie. 

Co waszych wypowiedzi. Ja tez nie chce nic robic i jestem w czarnej dupie. Miesiac temu wylam skulona na podlodze i blagalam o pomoc dzwoniac na pogotowie ze dluzej nie dam rady. Depresje, nerwice lékowa, ataki paniki mam o 20 lat i tylko przestwalam brac tabletki to.od razu wszystko wracalo z podwojona sila. Nigdy nie przeszla. Przez terapie bo uwzalam ze to nie dla mnie i nic mi to nie da. No i po co skoro leki dzialaly. Teraz siegnelam dna. Praktycznie umieralam. Sama bym sobie zycie odebrala tyle ze jeszcze balam sie smierci przez nerwice lękowa. Bo ataki paniki i nerwica dalymi silny lęk staly przed smiercia moja jak i bliskich. Gdyby nie tem strach to by bylo po mnie bo nie dawalam juz rady. Zdecydowalam ze ostatnia moja szansa to terapia. Narazie nie ma skutkow bo dopiero 4 sesje wiec dopiero mnie w sumie poznala. Ale zadawlam duzo pytan. Co i jak i dlaczego i czy mi pomoze itd itp. Nie jestem ufna i ktos musi pokazac, ze wie o czym mowi zebym uwierzyla a i tak sprawdze w necie i w ksiazkach. I wszystko co mi mowila jak co dziala i jak dziala nasz mozg to ma racje jak narazie. Przekonala mnie bo ma poparcie w nauce to co ona mowi.

Wiec idz do psychologa. Tylko sie nie zdziw ze tez bedzie ci kazala probowac robic rozne rzeczy. Nawet jak nie masz na nie ochoty ani ci sie nie podobaja. Bedzie ci tez zmieniac myslenie. Pokaze ktore mysli negatywne sa mechanicznie wytwarzane wbrew faktom i cie niszcza. 

Jak nie kochasz zwierzat to idz do chorych dzieci. Lub gdzies zupe nalewac bezdomnym. Jak po kilku probach stwierdzisz, ze nic nie czujesz to wtedy dasz sobie spokoj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla tych, którzy czują się całkiem nieźle i nijak nie potrafią mnie zrozumieć...

 

"Depresja: Kiedy niskie poczucie własnej wartości i brak celu staje się nie do zniesienia"

 

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,115167,19324544,depresja-kiedy-poczucie-wlasnej-wartosci-i-brak-celu-staje.html

 

Pod filmikiem polskie tłumaczenie tekstu. Trochę nieudolne ale ogólnie sens jest zachowany.

 

Podpisuję się pod każdym jednym słowem.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, xyz1234 napisał:

@Miss Worldwide dziękuję za wszystko, co napisałaś. Przez te kilka lat dużo czytałam i wiem, że masz rację. U mnie to aktualnie nie ten etap, żeby wyjść z domu. Raczej heroiczna walka z samą sobą, żeby umyć zęby (zaraz znowu ktoś na mnie naskoczy o czym ja w ogóle piszę).

 

Niestety nie odpisalas na reszte pytan. Co z lekami teraz?

Widzisz, tak jak w punkcie w aktywacji behawioralnej. Musisz sie starac robic co masz do zrobienia i co zaplanujesz. Nog nie masz polamanych wiec nie musisz sie czolgac zeby isc umyc zeby. Nie masz robic tego co ci twoj stan emocjonalny podpowiada. Emocje nie maja rzadzic co zrobisz a co nie. Gorzej sie nie bedziesz czuc jak pojdziesz umyc zeby pomimo okropnego samopoczucia i deprechy. Tak samo nie poczujesz sie gorzej jak wlaczysz myzyke i pojdziesz na szybki spacer. Czy nie warto sprobowac? To tak niedobry syrop. Nie chcesz go wziac ale musisz zeby wyleczyc kaszel. Wiec nawet jak czujesz sie jak ostatnie dno to wiesz ze chcesz czuc sie lepiej. A zeby czuc sie lepiej to musisz zaczac dzialac. Nawet malymi kroczkami. Jest ciezko. Wiem naprawde. Latami sie mecze z tym gownem. Tez z lozka nie wychodzilam czesto jak nie bylam na tabletkach. Takze nie mozesz mi powiedziec, ze co ja tam wiem albo ze latwo mi mowic. Mi tez jest ciezko. Teraz troche lepiej na lekach ale sensu zycia nadal nie widze. Ale mam nadzieje. Ostatnia moja nadzieja i zaczelam wierzyc. Wiec robie co karza. Chociaz tez nie chce. Nie moge. Nie widze sensu. Nie mam przyjemosci zadnej z niczego. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, bezniczego napisał:

Oczywiście że następuje skupienie na sobie, jak w każdej chorobie, nie tylko z rodzaju "psychicznych". Ale mówienie o ludziach chorych na depresję, że są egoistami jest bardzo krzywdzące i wzmaga dodatkowo poczucie winy. Często depresja przebiega z zaburzeniami lękowymi np. lękiem przed wyjściem z domu, przed podejmowaniem działań i decyzji, lękiem społecznym. Pojawiają się też objawy ze strony organizmu: męczliwość, senność, brak energii, spowolnienie ruchowe, problemy z koncentracją, problemy ze snem, co przekłada się na funkcjonowanie w dzień. W depresji ludzie nie mają siły chodzić do pracy, żeby zarobić na jedzenie i mieszkanie, a Ty mówisz o pracy charytatywnej. To tylko Twój obraz depresji poparty Twoim doświadczeniem.

Masz racje ze to trochę mój obraz depresji, ale nie do końca, bo jak napisałam - specjaliści wymieniają skrajny egocentryzm jako jeden z objawów. Co w tym krzywdzącego? Zaprzeczanie temu to tak samo, jakbyś powiedziała, ze wymienianie nietrzymania moczu jako objawu np po trudnym porodzie jest niesprawiedliwe, bo jest wstydliwe i może zniechęcić do rodzenia. Prawda nie zawsze jest wygodna i przyjemna. 
Ja miałam depresje i znam te objawy, które wymieniasztez, nie mogłam spać, jeść, byłam wyczerpana, płaczliwa, lęki miałam takie, ze bałam się iść do toalety, bałam się zasnąć itd. Później dostałam leki, po których spałam 16 godzin ma dobę, pociłam się jak szczur, schudłam i nie mogłam jeść, wyglądałam jak smierć, miałam sztywne mięśnie itd. Wstydziłam się tego, jak wyglądam, na twarzy miałam pełno krostek, bo nie miałam siły na pielęgnacje, nic mi się nie chciało. Ale zdałam egzaminy na studiach a potem poszłam do pracy i nawet nie wiem kiedy leki zaczęły działać a depresja przeszła. Bo w pewnym momencie postanowiłam sprawdzić, co się stanie, jeśli jednak wstanę i pójdę na uczelnie, spełnię oczekiwania innych jak odpowiedzialna i dorosła osoba, nawet jeśli mnie to nie cieszy. Świat się zawali? Okazało się, ze się nie zawalił. 

Edytowane przez minou

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Miss Worldwide napisał:

Niestety nie odpisalas na reszte pytan. Co z lekami teraz?

Widzisz, tak jak w punkcie w aktywacji behawioralnej. Musisz sie starac robic co masz do zrobienia i co zaplanujesz. Nog nie masz polamanych wiec nie musisz sie czolgac zeby isc umyc zeby. Nie masz robic tego co ci twoj stan emocjonalny podpowiada. Emocje nie maja rzadzic co zrobisz a co nie. Gorzej sie nie bedziesz czuc jak pojdziesz umyc zeby pomimo okropnego samopoczucia i deprechy. Tak samo nie poczujesz sie gorzej jak wlaczysz myzyke i pojdziesz na szybki spacer. Czy nie warto sprobowac? To tak niedobry syrop. Nie chcesz go wziac ale musisz zeby wyleczyc kaszel. Wiec nawet jak czujesz sie jak ostatnie dno to wiesz ze chcesz czuc sie lepiej. A zeby czuc sie lepiej to musisz zaczac dzialac. Nawet malymi kroczkami. Jest ciezko. Wiem naprawde. Latami sie mecze z tym gownem. Tez z lozka nie wychodzilam czesto jak nie bylam na tabletkach. Takze nie mozesz mi powiedziec, ze co ja tam wiem albo ze latwo mi mowic. Mi tez jest ciezko. Teraz troche lepiej na lekach ale sensu zycia nadal nie widze. Ale mam nadzieje. Ostatnia moja nadzieja i zaczelam wierzyc. Wiec robie co karza. Chociaz tez nie chce. Nie moge. Nie widze sensu. Nie mam przyjemosci zadnej z niczego. 

100% racja. Ja właśnie tak zrobiłam. Skoro i tak czułam się jak g*wno, niezależnie co robiłam, to dlaczego by nie zrobić tego, co do mnie należy? Gorzej mi nie będzie od tego, jak posprzatam, zdam egzamin czy wyczołgam się do pracy. Okazało się wręcz, ze po pół roku było dużo lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, minou napisał:

I tez uważam, ze depresja to choroba egoistyczna a samobójstwo jest egoistycznym wyjściem. Mam wrażenie, ze mówienie o tym jest „niepoprawne politycznie” ale nawet specjaliści są zgodni, ze w depresji następuje duże skupienie na sobie - MI jest źle, JA cietpię, JA jestem nieszczęśliwy. No niby tak, ale w sumie co z tego? Czemu to takie ważne?

Ależ mi nie chodzi o jakiś społeczny egoizm godny potępienia ani prace charytatywne!

 

Chodzi o to, że psyche podsuwa Ja (skrótem mówiąc), podsuwa siebie jako ten obiekt którym należy się zająć, zgłębić, zerwać wszelkie więzy, żeby skupić się tylko i wyłącznie na tym obiekcie.  Stanąć nagim wobec siebie. Nie chodzi o pozwolenie na zalanie się smutkiem ale uznanie, że to co się dzieje jest znaczące, trzeba to poddać refleksji. Depresanci nienawidzą siebie tak bardzo że aż kochają- i o to chodzi by zaczęli kochać wprost. Nie maskę, nie ego, nie swoją histprię - ale siebie jako pole świadomości, odczuwania, czystego bycia.

Prace charytatywne w depresji- to nonsens, zaprzeczenie tego co trzeba zrobić. To jest dopiero ucieczka.

To samo-tresura, samo-zaprzeczenie.

Depresanci są w normalnej ludzkiej sytuacji egzystencjalnej tyle że sobie z niej nie zdają sprawy, nie wyciągają z niej konsekwencji, nie chcą jej, nie naklejają na nie pocieszajek. Mamy wszyscy tylko i wyłącznie swoje własne pole świadomości. Ubieramy się w ego i maski, bo tu w teatrze tak jest, ale to pole świadomości, to Ja, które obserwuje siebie i tworzy (nazywa) świat jest najważniejsze. Nie istnieje nic poza tym.  Lub inaczej-nie ma dowodów na istnienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, xyz1234 napisał:

 

Sama, w swoim aktualnie, jakże ciulowym stanie, lepiej bym tego nie ujęła.

Pocieszające, że ktoś potrafi jeszcze spojrzeć na to z "mojej strony". Chociaż mam głęboką nadzieję, że to bagno Cię nie dotyczy.

 

 

Co do poprzedniego postu...

Wolontariat?

Popieram w 100%!

Jeśli tylko ma się osobę, która będzie płacić rachunki, żywić i ubierać do końca życia, to naprawdę jest doskonały pomysł.

No i dodatkowo trzeba mieć w nosie swoje "JA", czuć się świetnie z byciem pasożytem niezdolnym do samodzielnej egzystencji i nie zaniżać przy tym swojego poczucia własnej wartości na liczby ujemne. U mnie niestety odpada ale zazdroszę sytuacji, możliwości, a przede wszystkim pomysłowości...

 

Skoro Twoje życie to walka o umycie zębów i nie wychodzisz z domu, to chyba aktualnie i tak nie pracujesz? Wiec i Ty masz możliwości finansowe, żeby nie pracować?
Co do mienia w nosie własnego JA, to może chyba odrobina tego niektórym by się przydała 😉 

bycie wolontariuszem to bycie pasożytem? Cóż, są programy, gdzie pracujesz charytatywnie za wikt i opierunek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, minou napisał:

Skoro Twoje życie to walka o umycie zębów i nie wychodzisz z domu, to chyba aktualnie i tak nie pracujesz? Wiec i Ty masz możliwości finansowe, żeby nie pracować?
Co do mienia w nosie własnego JA, to może chyba odrobina tego niektórym by się przydała 😉 

bycie wolontariuszem to bycie pasożytem? Cóż, są programy, gdzie pracujesz charytatywnie za wikt i opierunek.

Ktoś kto uderza w wolontariat w depresji opiekuje się - symbolicznie- jakimś aspektem Ja, zaniedbanym. To nie biedne psy ani dzieci wzruszają- to wzrusza ten kawałek Ja, biedny właśnie. Pompowanie ego ale nie jest to praca nad sobą i ze sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 minuty temu, doi napisał:

Ktoś kto uderza w wolontariat w depresji opiekuje się - symbolicznie- jakimś aspektem Ja, zaniedbanym. To nie biedne psy ani dzieci wzruszają- to wzrusza ten kawałek Ja, biedny właśnie. Pompowanie ego ale nie jest to praca nad sobą i ze sobą.

Masz racje, ale to nie o to mi chodziło. Autorka postu twierdzi, ze nie ma dla niej szans. Leczyć się nie chce. Do szpitala nie pójdzie, bo nie ma sensu. Do psychologa chodzić nie będzie, bo nie pomaga. Skoro tak, to napisałam jej, ze po co marnować taką dobrą siłę roboczą? Jej życie nie ma sensu, ale innych ma, jak najbardziej. Wiec nich sobie popracuje na rzecz innych, tych, którym taka pomoc ułatwi życie, które jest dla nich ważne - np zwierzętom, samotnym matkom. Nie pisałam tego poważnie. Chciałam sprowokować autorkę, żeby zdała sobie sprawę, ze jednak nie jest taka nieważna dla siebie samej jak jej się wydaje i nie jest tak obojętna na swój los, jak pisze. I potwierdziło się to.

Zyję w otoczeniu chorób psychicznych od dziecka. Babcia, 3 ciotki, tato, teściowa, to tylko początek listy. Depresje, dwubiegunowki, nerwice, psychozy. Sama mam nerwice i miałam depresje. Szybko zobaczyłam jedna rzecz -różnica między tymi, którzy wygrywają z depresja a tymi, którzy latami przewlekłe z nią walczą często sprowadza się do jednego - ta pierwsza grupa zmusza się, by się leczyć (tak jak @Miss Worldwide pisze - wykonać plan a nie poddać się emocjom, chociaż to mega trudne i nieprzyjemne), natomiast ta druga szuka każdej możliwej wymówki, żeby się nie leczyć. Ja wiem, wiem, ze leczenie jest trudne, ze służba zdrowia jest do d.py, ze trzeba się nachodzić, nazmieniac psychiatrów i psychologów, bo połowa to konowaly, wiem ze leki są nieprzyjemne w działaniu. No są, ale jednak trzeba przez to przejść, żeby mieć szanse na zdrowie. Nikt nie mówił, ze będzie łatwo. Nie da się pomoc komuś, kto nie chce pomocy.

Edytowane przez minou

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@minouok, rozumiem, wzięłam więc na serio prowokację.

Mam wrażenie że robisz to co się z depresantami robi: mówi się "no weź się w garść, poszukaj pomocy, rusz się". Problem w tym, żeby się choć ruszyć, trzeba uznać tę drobną część swojego Ja, które chce żyć. Trzeba się z tym fragmencikiem skontaktować, uznać że w ogóle  jest. Powiedzieć sobie "wczoraj było ch.owo, teraz jest ch.jowo, będzie ch.owo", ale teraz po prostu "jest"- bez określania przez umysł jak jest. Nie wiem czy Xyz ma kontakt z tą częścią, która trwa. Z pewnoością ją w sobie ma, ja ją widzę jak na dłoni, w ironii, w autodestrukcji ego, w nienawiści do ojca. Na razie Autorka mówi sobą, swoimi próbami samobójczymi nie widząc ich znaczenia, tego że one mają treść ważną dla niej. Ale ma pełne prawo ten fragmencik zagłuszyć, olać. Na razie Autorka prosi o zrozumienie, że można nie chcieć. Ja rozumiem, bo wiem doskonale że można nie chcieć i że nie ma takiej siły na świecie żeby zmusić do życia oprócz własnej siły wewnętrznej. Ja mogę jedynie zachęcić do ciekawości  i uczciwej odpowiedzi na pytanie co trzyma, czemu tak? I do tego, że skoczyć można zawsze, ale warto zrobić to -dla siebie-uczciwie.

Oczywiście, że samemu nie da się rady, zgadzam się. Ale "rusz się" tylko budzi poczucie winy i tę różnicę między "jest" a "powinnam". W depresji przecież każdy widzi tę różnicę, widzi swoją nieadekwatność, Xyz w sposób wydatny. Chodzi o to by nie nalepiać sobie naklejek a uznać że jest teraz tak jak jest- bez określania. Że faktycznie jak piszesz- nie wszystko jedno, bo mimo wszystko są preferencje (z nieświadomego). Że jest oddech i każdy oddech jest wygraną, bo jest.

Nie umiem tego oddać słowami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, minou napisał:

Bo w pewnym momencie postanowiłam sprawdzić, co się stanie, jeśli jednak wstanę i pójdę na uczelnie, spełnię oczekiwania innych jak odpowiedzialna i dorosła osoba, nawet jeśli mnie to nie cieszy. Świat się zawali? Okazało się, ze się nie zawalił. 

Widzisz, to ciekawe. Bo mnie chyba właśnie spełnianie oczekiwań innych (i swoich własnych względem innych) do takiego stanu doprowadziło.

PS. Oczekiwań wszystkich i tak nie spełnisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, xyz1234 napisał:

Bo mnie chyba właśnie spełnianie oczekiwań innych (i swoich własnych względem innych) do takiego stanu doprowadziło.

Tak. Dobrze ujęte. Mnie też. Kontakt ze sobą i poczucie wolności to jest to. Teraz dobrze mi się żyje.

Być może samobójstwo jest rodzajem ucieczki od wgranego społecznego g..na w głowie, aktem niezależności. Może ostatecznym ale niezależności.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, przypadkowy napisał:

Nie warto się zabijać nie tylko z tego powodu, ale również z tego powodu co może nam przynieść przyszłość. Może w ciągu 2 lat nawiążemy kontakt z inną cywilizacją pozaziemską, może Lewandowski w barwach Barcelony zdobędzie w końcu LM, a może doczekamy momentu kiedy PO i PiS przestaną ze sobą walczyć i stworzą jeden rząd... A może będzie coś strasznego i za 5 lat wojska rosyjskie nas zaatakują i wtedy każdy, łącznie z Tobą będzie potrzebny do obrony RP... ?  Nie jesteś tego wszystkiego ciekawa co może się zdarzyć, ale Ty tego nie doświadczysz bo już Ciebie nie będzie ??? A może wydarzą się w Twoim życiu inne, trywialne chwile szczęścia dla których warto żyć jak uśmiech dziecka, urodzonego lub adoptowanego, który będzie dla Ciebie najszczęśliwszą chwilą w życiu ? A może nadejdzie taka chwila, że zachwycisz się zachodem słońca lub po prostu odkryjesz niesamowite jedzenie, którego smak będzie dla Ciebie super doznaniem ? Po prostu nawet jak teraz, a nawet i przez wiele długich lat wszystko wydawało się bezsensowne, prozaiczne, głupie a sama masz o sobie jak najgorsze zdanie to wszystko może być jednym wielkim kłamstwem, które narzuca ci choroba i po prostu być może wiele z tych rzeczy o których pisałem Cię otacza, ale Ty nie umiesz się na nie otworzyć...

Lewandowski w barwach Barcelony zdobędzie LM?? Nieeee, za stary jest już i nie pasuje do Barcelony, jak już do Realu....

W takim razie czas umierać. ;)) <joke> Sorry za offtop 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, xyz1234 napisał:

 

Sama, w swoim aktualnie, jakże ciulowym stanie, lepiej bym tego nie ujęła.

Pocieszające, że ktoś potrafi jeszcze spojrzeć na to z "mojej strony". Chociaż mam głęboką nadzieję, że to bagno Cię nie dotyczy.

 

 

Co do poprzedniego postu...

Wolontariat?

Popieram w 100%!

Jeśli tylko ma się osobę, która będzie płacić rachunki, żywić i ubierać do końca życia, to naprawdę jest doskonały pomysł.

No i dodatkowo trzeba mieć w nosie swoje "JA", czuć się świetnie z byciem pasożytem niezdolnym do samodzielnej egzystencji i nie zaniżać przy tym swojego poczucia własnej wartości na liczby ujemne. U mnie niestety odpada ale zazdroszę sytuacji, możliwości, a przede wszystkim pomysłowości...

 

Mam zaburzenia osobowości i lękowo-depresyjne.Od 2012 roku przez kilka lat na lekach, obecnie bez leków. Mam myśli samobójcze codziennie od długiego czasu, ale bez prób. Nie chcę wchodzić znowu w leki, nie czułam na nich poprawy, a mam ciągnące się do dziś skutki uboczne. Czekam w kolejce na terapię poznawczo-behawioralną na NFZ (psychodynamiczna nie odpowiada mi), prywatnie mnie nie stać. Czas oczekiwania to 2 lata 👍

Edytowane przez bezniczego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja uważam, że odważni są ludzie, którzy zdecydują się na śmierć, bo nie ma po co żyć na tym chorym świecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, przypadkowy napisał:

A dla mnie to nie żadna odwaga tylko wielkie tchórzostwo bo skończyć ze sobą można bardzo łatwo, ale sztuką jest właśnie żyć w tym chorym świecie i trwać mimo wszystko...

 

To jest właśnie powszechne zdanie laików, którzy wierzą w narrację jak w rzeczywistość, nakładają na swoje cierpienie iluzje i nie rozumieją co się dzieje w głowie cierpiącego człowieka, który skontaktował się z pustką. Spróbuj sobie krzywdę zrobić i zobacz czy to tak łatwo jak ci się wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, przypadkowy napisał:

ale chodziło mi o to, że po prostu ucieczka od życia jest prostszym wyjściem niż trwanie w nim...

 Każda jednostka nadaje sobie znaczenia. Wielkie wspólne narracje już dawno umarły. Po prostu to co ty nazywasz ucieczką ktos inny oznaczy sobie jako "wybawienie".

Tak, jest instynkt, jest lęk przed bólem, ale to wszystko blednie, jest za mgłą.

Tak po prostu jest, tak pracuje psyche.

Co jest odważnego w "trwaniu w życiu"? Jak tak stawiasz sprawę to jest pod tym, że życie jest do d..y, ale ty będziesz udawał dzielnego. Kto na ciebie wtedy patrzy? Kto jest ważny na tyle że cię spojrzeniem trzyma?

Dla kogoś kto chce się zabić nikt już nie jest ważny.

Trudno zrozumieć to komuś kto nie nadaje takich znaczeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@doi

"Spróbuj sobie krzywdę zrobić i zobacz czy to tak łatwo jak ci się wydaje." - W punkt, ciekawe spojrzenie i spostrzeżenie.

Chociaż rozumiem obie strony. 

 

"Tchórzostwo, ucieczka"- a czy przed np. toksycznymi związkami, znajomymi nie uciekamy?

A co jeśli przez pryzmat choroby chociażby, całe życie, sens istnienia itd. wydają się być toksyczne, pozbawione sensu i w sumie są jednym wielkim cierpieniem?

 

Osobiście uważam, że żeby chociażby spróbować się zabić (nie na pokaz oczywiście)- ból psychiczny musi znacznie przeważać nad bólem fizycznym i strachem przed nim.

A to też nie jest łatwe. Dodatkowo można skończyć na wózku, z rozwalonymi organami od prochów itd.

 

Wydaje mi się że jeśli ktoś sam na sobie tego nie doświadczył, to nie jest w stanie do końca zrozumieć. 

I jednocześnie najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby doświadczył...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, xyz1234 napisał:

@doi

"Spróbuj sobie krzywdę zrobić i zobacz czy to tak łatwo jak ci się wydaje." - W punkt, ciekawe spojrzenie i spostrzeżenie.

Chociaż rozumiem obie strony. 

 

"Tchórzostwo, ucieczka"- a czy przed np. toksycznymi związkami, znajomymi nie uciekamy?

A co jeśli przez pryzmat choroby chociażby, całe życie, sens istnienia itd. wydają się być toksyczne, pozbawione sensu i w sumie są jednym wielkim cierpieniem?

 

Osobiście uważam, że żeby chociażby spróbować się zabić (nie na pokaz oczywiście)- ból psychiczny musi znacznie przeważać nad bólem fizycznym i strachem przed nim.

A to też nie jest łatwe. Dodatkowo można skończyć na wózku, z rozwalonymi organami od prochów itd.

 

Wydaje mi się że jeśli ktoś sam na sobie tego nie doświadczył, to nie jest w stanie do końca zrozumieć. 

I jednocześnie najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby doświadczył...

Tak. Wielu z nas wiele o tym wie i doswiadczylo tego wszystkiego. Nie mysl, ze tylko ty jedna tkwisz w takim stanie. Tyle ze to choroba a nie ty sama. Twoja psychika zle funkcjonuje. I to mozna wyleczyc.

Skoro jestes na tym forum to jakas mala iskierka nadzieji w tobie tkwi. Odrzucasz wszystkie mozliwosci. Co jest tez normalne w depresji. Niczyje rady do ciebie nie docieraja bo nie maja sensu. Nikt nie ma tak jak ty. Ty i tak wiesz lepiej. To tez typowe w depresji. Zlap sie tej ostatniej iskierki nadzieji. Wygrzeb sie z lozka i idz na szybki spacer z muzyka. To jest bez sensu dla ciebie. Ale zrob to i tak. Pozniej wejdz na forum i powiedz jak zle bylo na tym spacerze, jak sie zmeczylas, jak bez sensu to bylo. Nawet przez lzy cierpienia idz tym szybkim marszem. 

Pewnie nie posluchasz zadnego z nas.  Ale co ci szkodzi sprobowac. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@doi napisałaś dużo mądrych rzeczy, z którymi się zgadzam, ale czasem m. in. tu:

 

Godzinę temu, doi napisał:

 

To jest właśnie powszechne zdanie laików, którzy wierzą w narrację jak w rzeczywistość, nakładają na swoje cierpienie iluzje i nie rozumieją co się dzieje w głowie cierpiącego człowieka, który skontaktował się z pustką.

 

brzmi to trochę tak, jakby jedynie ludziom w depresji została objawiona jakaś epifaniczna, egzystencjalna prawda o rzeczywistości, o bezsensie, czy hipokryzji świata. To tak generalnie nie jest :) - jasne, że pewna część ludzi nigdy tego nie doświadcza, ale wszyscy w ten czy inny sposób głębiej myślący ludzie zmagają się z doświadczeniem tak, czy inaczej rozumianego bezsensu istnienia i nie ma to do końca związku z ich stanem psychicznym (w rozumieniu tzw. zdrowia czy zaburzenia) - negatywny stan psychiczny jest bardziej wynikiem tego, że układ neurologiczny niektórych sobie po prostu z różnych powodów (ogólnie słabszy - z niczyjej winy, układ neurologiczny, złe doświadczenia życiowe) samoczynnie nie radzi z tym doświadczeniem bezsensu i dlatego mu się w tym pomaga, m. in. lekami.

 

To nie jest też tak, że psychiatrzy zapisują leki, bo negują doświadczenie bezsensu na zasadzie "Jakie to straszne/trzeba to natychmiast zlikwidować" (niektorzy pewnie tak, ale to są raczej kiepscy psychiatrzy ^^) - bo dobrzy psychiatrzy też to doświadczenie przeżywają. Tak całkowicie obrazowo - znam psychiatrę, który czyta do poduszki Heideggera i Sartre'a, i mocno przeżywa te lektury, pisze wiersze, które przesiakniete są do głebi egzystencjalną pustką, co nie przeszkadza mu być tzw. normalnym człowiekiem (jakkolwiek idiotycznie to nie brzmi, bo też nie lubię podziału na normalny/nienormalny w takim kształcie jak on ogolnie w społeczeństwie funkcjonuje). Dobrzy psychiatrzy, podobnie jak myslę znaczna czesc głębiej myślących, przeżywających ludzi, mieli też w życiu, w tej czy innej formie, mysli samobójcze - oczywiście nigdy by ich nie zrealizowali, i są to myśli zupelnie innego rodzaju niż chociażby osób w depresji, ale takie myśli w autentycznej, swiadomej konfrontacji ze światem są gdzies tam w życiu zawsze nieuniknione.

 

A mimo to lekarze przepisują leki - nie dlatego, zeby ktoś "przestał gadać głupoty", tylko zeby zmotywować układ neurologiczny do jakiegos, jakby to nazwac, aktywnego stawania w obliczu tego bezsensu? (Rety, jak to brzmi xD) Bo ogolnie zakładając nawet całkowity bezsens życia (w tym czy innym rozumieniu, nie wdając się za bardzo w szczególy jak ten bezsens rozumiemy) możemy - rzeczywiście w jakimś akcie wolności, niezależnie od jakichkolwiek schematów zycia, okreslonego systemu zycia - się zabić, możemy nurzac się w tym bezsensie, i możemy tez postarac sie, nawet bardzo malymi krokami, by po prostu, mimo bezsensu, mimo wszystko, w miarę fajnie nam sie żyło (mój wykładowca mawiał : "Prosze panstwa, zycie jest do dupy, więc cieszmy sie zyciem"). Nie neguję zadnego z tych rozwiazań (ani nawet nie mam prawa, bo nigdy w depresji nie bylam), ale dla mnie to ostatnie jest w zasadzie celem wszelkiego leczenia, terapii, autoterapii czy w ogole życia (nie mówię przy tym, że osiagniecie tego jest latwe, zdaję sobie sprawe, ze bywa to cholernie trudne). Ale jeśli leki mogą w tym pomóc - to taki jest chyba cel ich zapisywania i brania.

Edytowane przez Kierkegaard Na Księżycu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

×