Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

wyjdz_do_ludzi_pobiegaj

Użytkownik
  • Zawartość

    267
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

1219 wyświetleń profilu
  1. Pełna motywacji do działania. ALE RÓWNIEŻ Rozczarowana. Zawiedzona. Stęskniona. Bezustannie.
  2. Źle mi. Miotam się między radością życia, a zmęczeniem, przytłoczeniem i samotnością.
  3. Życiówka. Kawa. Dużo kawy. Całe jedzenie, które zjadłam.
  4. Dzisiaj różnie. Startowałam w zawodach, poprawiłam mocno swoją życiówkę, spotkałam mnóstwo znajomych, nawiązałam jeszcze więcej nowych znajomości, potem jeszcze poszłam na spacer i szczerzyłam się jak głupia. Miałam wybitny nastrój. Potem trzeba było trochę poleżeć, więc odpaliłam sobie jakąś gównokomedię romantyczną i na niej szlochałam. Niestety, ten człowiek, którym się zauroczyłam, nie wyszedł jednak z mojej głowy. No, ale jak to mówią, nie dla psa kiełbasa... Ech.
  5. Zmęczona jestem, chyba za dużo wzięłam sobie na głowę, albo muszę złapać lepszy balans. Do tego usycham z tęsknoty. Może trochę z samotności. Z drugiej strony wiem, że przy obecnym zapierdzielu nie ma u mnie miejsca na związek. A może właśnie byłoby... i dałoby mi to trochę ucieczki od pracoholizmu, w który się chyba wpakowałam. A przynajmniej dodałoby trochę skrzydeł, bo póki co tylko zaprząta mi to myśli i utrudnia skupienie się na rzeczach istotnych. Bo nie wiem o co chodzi. Nie rozumiem. Nie wiem czego i czy w ogóle czegoś mogę się spodziewać. Bo niby nie, ale jednak trochę tak. Bo niby "to by było na tyle", ale jednak mała furteczka zostaje otwarta. Pokręcone to wszystko. Mimo to niezmiennie chodzę po tym świecie z bananem na twarzy i staram się wierzyć, że to wszystko to część jakiegoś większego planu. Nawet jeśli ptak mi narobi na ramię uznam, że to było po coś.
  6. Dziękuję, że jesteś i odważyłaś się podjąć działanie!
  7. Dzisiaj płakałam oglądając tygrysy przygarnięte przez poznańskie zoo. Normalnie się rozbeczałam jak zobaczyłam małe tygrysiątko szukające swojej mamy. Okres mi się zbliża, poza tym chyba po tych wszystkich miesiącach twardości po prostu potrzebuję sobie popłakać. Miewam takie dylematy i rozważania moralne. Z jednej strony potępiam tych ludzi, z drugiej - wiem, że palenie "byle czym" to niekiedy rezultat biedy. Idąc dalej - bieda może być efektem zaniedbań i lenistwa, ale równie dobrze pecha czy jakiegoś nieszczęścia w życiu. To tylko dowodzi, że życie nie jest czarno białe, istnieje mnóstwo odcieni szarości i jedyne co możemy robić to starać się po prostu być dobrymi ludźmi, zarówno dla innych ludzi, jak i dla naszej planety. Ja np. jako jedyna ze swojego bloku idę 5 minut dalej do śmietnika, trochę dookoła (choć mamy zsyp), bo tylko to daje mi możliwość sortowania śmieci. Wszyscy mi się dziwią, a ja czuję dumę, że dokładam ziarenko do ochrony planety. Poza tym dzisiaj, jak już wspominałam, mam nastrój płaczliwy, ale i bojowy. Rzucam sarkazmem na prawo i lewo, ciskam gromami i biada temu, kto odważy się mi podskoczyć (na szczęście mogłam dzisiaj pracować zdalnie ). To ja dzisiaj: Do tego zrobiłam coś, co wymagało zgniecenia, zakopania, przyklepania i wjazdu czołgu na miejsce pochówku mojego honoru. Nie czuję się z tym dobrze, ale, no właśnie, takie jest życie i czasami po prostu... trzeba.
  8. Za dzisiejsze bieganie. Za mojego kota. Za dobry obiad, który sobie dzisiaj zrobiłam, i to, że zostawiłam sobie struclę z Biedry i teraz mi wchodzi cudownie z kawą po treningu.
  9. Asertin, Apoescitaxin i coś tam jeszcze, w połączeniu z różnymi nasennymi (beznadziejnie lub w ogóle nie sypiałam w najgorszym czasie i to było niezbędne). Skończyłam na Seronilu, który, choć nie od razu, w końcu zadziałał. Podzielam opinię @Heledore, że to dupy wołowe. Z lekami trzeba kombinować, bo na każdego działają inaczej i to psychiatra jest od tego, żeby je dobrać. Widzisz, ja po Seronilu dostałam kopa i byłam jak króliczek z reklamy Duracell, z tą różnicą, że moimi bateriami były piguły, a wiem, że są ludzie, którzy są po nim zamuleni. Dziękuję. Cieszę się, że udało mi się wyjść z tego bagna i gorąco wierzę, że i Tobie się uda!
  10. Czasami pomoc i rozwiązania przychodzą w najmniej spodziewanych momentach. Wiem, że to trudne, ale - cierpliwości!
  11. Hmm, polemizowałabym. Raczej jest prawdopodobieństwo, że gdyby nie jego śmierć, to i tak byś się pojawiła, bo może między Twoimi rodzicami byłoby więcej zbliżeń. Powiem Ci, że też się kiedyś zastanawiałam nad tym, czy byłam chcianym, czy nie, dzieckiem. To dość złożony temat, moje myśli wynikały z bardzo dużej różnicy wieku między mną, a bratem i opowieści mojej mamy, zbyt skomplikowanych, by je tu przytaczać. Ale wiesz co? Przestałam się nad tym zastanawiać. Po prostu tego nie rozważam, jak to mawiał niegdyś mój szef, którego notabene źle wspominam, "nie ma co rozbijać gówna na atomy". Czy to nie wspaniałe? Wiesz co to oznacza? Że Cię kochają i jesteś dla nich ważna. Czasami trzeba popracować nad punktem widzenia. Oczywiście, że najważniejsze jest czuć się dobrze samej ze sobą, ale mieć dobrych ludzi dookoła to już coś!
  12. Tak Ci powiedział psychoterapeuta? Boże, co za baran!
  13. Nie, nie, nie. Twój brat pojawił się na świecie, wypełnił swoją "misję" i odszedł. To nie był Twój czas. Nie każdy musi przeżywać swoje życie pełną parą, czerpać z niego garściami, szczerzyć się ciągle jak głupi do sera.
  14. Absolutnie nie są na miejscu i niech spadają na drzewo. Pomogą. A wiesz, że dokładne tak czułam się w lutym tego roku? Wtedy zaczęłam brać leki i zmieniałam je 3-krotnie, zanim trafiłam na takie, które zadziałały. Teraz już je odstawiłam, a o tym, jak się czuję, możesz przeczytać w innych wątkach. Było mi bardzo ciężko. Bardzo, bardzo. Bywało tak, że szłam na wizytę do psychiatry i szlochałam, siedziałam w poczekalni zapłakana, całą wizytę lało mi się z oczu. Na szczęście lekarz trochę potrafił mnie stawiać na nogi i po każdej wizycie u niego choć na chwilę widziałam jakieś światło w tunelu... choć nie od razu. Na początku było mi bardzo głupio, że tak się zachowuję. Wstydziłam się, no bo jak to? Dorosła kobieta, a ciągle tylko płacze i nie potrafi podjąć sensownych decyzji i działań, a maile w pracy przyprawiają ją o spazmy rozpaczy. Bardzo pomogło mi czytanie książek o depresji, emocjach, problemach natury psychicznej. Zrozumiałam swój stan, potrafiłam to nazwać i mogłam jakoś zacząć działać. Powoli, pomalutku, małymi krokami. I się udało. A jak udało się jedno, to nabierałam siły, żeby udało się drugie. Przestałam mieć przekonanie, że nigdy nie będzie dobrze, bo nagle coś co robiłam, przynosiło pozytywne rezultaty. Powoli zaczęłam odnajdować drobne, tycie przyjemności i zaczęłam się tego trzymać, choć było trudno, ale łapałam się wszystkiego. Szukałam. Czy generalnie jesteś pod opieką tego samego lekarza, czy już zmieniałaś? Może warto poszukać innego specjalisty? To nie jest normalne, że dostajesz takie leki i nikt tego nie kontroluje.
×