Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Zatrzymałam się na poboczu zapalić papierosa. Jak spaliłam otworzyłam drzwi żeby przydeptac niedopałek. W momencie gdy kładłam go na ulicę żeby to zrobić, wiatr spod nogi mi go zwiał pod auto. Odjechałam że 2 metry i odeszłam żeby poszukać i zdeptac. Ale wiatr gdzieś go zwiał i nie znalazłam. Do najbliższych zabudowań było tam na oko z 300metrow, tak sądzę. Załóżmy że mniej, że może 100m. Szosa, po bokach rośnie coś żółtego. Niewiem  co to o tej porze roku, na pewno nie kukurydza. Małe, z 40cm wysokości i żółte kwiatki. Temperatura powietrza 14-15 stopni C, pochmurno ale nie pada, silny wiatr. Jakie jest prawdopodobieństwo że ten niedopałek spowoduje pożar? Jak daleko wiatr może ten niedopałek porwać zanim sam zgaśnie? Czy jak za 4 godziny przejade tamta droga, i w zasięgu wzroku  nie zauważe że coś się działo, że byl pożar, to będę mogła spać spokojnie? 

Edytowane przez Forumtylko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Latem podczas suszy i jakbyś rzuciła na stóg siana to byłby pożar. Sytuacja którą opisujesz, to ryzyko znikome. Poza tym papieros ma maks. temperaturę 600stopniC. Żar zapałki to 800 stopni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, pacjent13 napisał:

Latem podczas suszy i jakbyś rzuciła na stóg siana to byłby pożar. Sytuacja którą opisujesz, to ryzyko znikome. Poza tym papieros ma maks. temperaturę 600stopniC. Żar zapałki to 800 stopni.

Dziękuję za i formacje. A ten żar, i jego temperatura. Skoro papieros upadł na asfalt zimny i wiatr go powiał to i temperatura chyba spadła? Tak bardzo się boję 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spokojnie. Teraz gleba jest wilgotna, a kwitnące rośliny mokre, pożaru nie będzie🤗

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś (sporo lat temu) jak paliłem w piecu centralnego ogrzewania, to się zastanawiałem co tak straszą pożarami, jak ja męczyłem się z rozpalaniem w piecu, dolewałem denaturatu, zapali się na tylko na chwilę i zaraz zgaśnie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
2 godziny temu, rudzikrudzik napisał:

Spokojnie. Teraz gleba jest wilgotna, a kwitnące rośliny mokre, pożaru nie będzie🤗

Dziękuję za pomoc!!! Tak bardzo potrzebowałam takich słów! 

 

2 godziny temu, pacjent13 napisał:

jak ja męczyłem się z rozpalaniem w piecu, dolewałem denaturatu, zapali się na tylko na chwilę i zaraz zgaśnie. 

No właśnie jak nawet czasem ognisko chce się rozpalić to ciężko, a czasem wystarczy niewiele... 

 

 

Wróciłam tam po pracy, w to miejsce. Zatrzymałem samochód, wyszłam w jedną stronę jakieś 200 kroków (mam krótkie nogi to i kroki małe :)) i w drugą stronę jakieś 200 kroków, nic tam nie widziałam, żadnych śladów pożaru. A minęły ponad 4 godziny od tego zdarzenia. I zaczynał padac deszcz. Będę już spać spokojnie. Przyszło mi jeszcze do głowy żeby jutro też jeszcze sprawdzić, tak na wszelki wypadek. Ale chyba już tego nie zrobie. Chyba nie ma sensu. Przecież przez 4 godziny to nie ma bata, musiało już samo zgasnąć. 

Edytowane przez Forumtylko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś znowu mnie to męczy. Powiedzcie, jak wczoraj wróciłam po 4 godzinach w to formalne miejsce gdzie wiatr wziął mi niedopałka, i nie widziałam żeby spowodowało to jakikolwiek pożar, to dziś mogę już sobie darować i już tam nie wracać? Męczy mnie żeby jechać tam raz jeszcze.... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Heh, ty się pytasz, jakie jest ryzyko pożaru pola kukurydzy. Lepiej zapytaj, jakie jest ryzyko rozedmy płucnej i postaraj się wyobrazić, w jakim stanie są teraz ścianki Twoich żył — ponoć po 20 latach palenia drą się jak stare szmaty.

 

Ja nigdy więcej nie sięgnąłem po papierosa (nie to, żebym kiedykolwiek regularnie palił), jak uświadomiłem sobie, że wciągam w najdelikatniejsze miejsce swojego organizmu (może poza mózgiem) jakiś wyziew, w którym nikt nie wie, co się dokładnie znajduje. To tak jakbym podszedł pod komin jakiejś fabryki, z którego bucha czarny gaz — jakieś nieznane chemiczne świństwo. 

 

Umyłabyś się w tej rzeczce?

09cnd-pollutespan-articleLarge.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ojej, oczywiście że palca w tej rzece bym nie zamoczyla... Wiem że to nie zdrowy nałóg, ale nie tak łatwo też się z nim rozstać. Tym się zajmę jak mi nawrót przejdzie. Na razie palenie daje mi złudne poczucie uspokojenia. Pozwala się na chwilę zatrzymać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@vpprofna prawdę muszę rzucić.... Znowu się wkręcam.wyszlam przed blok zapalić, stałam przy drzwiach klatki i paliłam. I nagle dzieciaczek wyszedł z klatki. I wystraszylam się że może w tym momencie strzepywalam popiół i on spadł na to dziecko i teraz to dziecko przeniesie ogień do szkoły i spali się szkoła i on. Co za głupie myśli. Po pierwsze wiem że  nie strzepywalam w tym momencie popiołu, a po drugie zanim to dziecko by doszło do szkoły to jakby się mu ubranie miało podpalic to by się podpaliło i by było widać i by czuł gorąco. I już teraz by się coś działo pod blokiem. A do szkoły ma z 50m bo obok jest. Teraz przynajmniej łatwo się przekonam że to wkrętka, bo jak wrócę po pracy i szkoła będzie stała jak stoi to znaczy że nic się nie stało temu dziecku i wszystkim dzieciom. Poza tym skoro dalej fajek mi się palił to żaru nie strzepałam.... Ewentualny popiół. Tyle ludzi chodzi ulicami i pali i nikt od tego się nie zapala. I najważniejsze, ja pamiętam że w tym momencie miałam fajka w ręku ale nie strzepywałam a wystraszylam się bo ten dzieciaczek jak proca z klatki wystrzelił i jak otwierał z impetem drzwi to się wystraszylam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poza tym do pracy jadę za 2 godziny, więc jakby miało się coś zapalić to do tej pory by się zapaliło więc słyszałabym jak straż jedzie bo szkoła jest obok mojego bloku. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Głupia jestem. Ten niedopałek był przed wczoraj, a ja dziś znowu chce jechać tamtędy i znowu wychodzić z samochodu i sprawdzać czy jest ok.... Nie wiem czy to ma sens. I czy mnie w ogóle uspokoi... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, Forumtylko napisał:

Ojej, oczywiście że palca w tej rzece bym nie zamoczyla... Wiem że to nie zdrowy nałóg, ale nie tak łatwo też się z nim rozstać. Tym się zajmę jak mi nawrót przejdzie. Na razie palenie daje mi złudne poczucie uspokojenia. Pozwala się na chwilę zatrzymać. 

I jednocześnie Cię nakręca. Nikotyna zwiększa poziom stresu. Poza tym jakie masz dokładnie rozpoznanie, nerwica natręctw (OCD) czy coś innego? No i jak się leczysz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, dokładna diagnoza to Nerwica Natrectw, zdiagnozowana 10 lat temu, biorę paroksetyne w dawce 40mg na dobe, ponad 5 lat  już chodzę na terapię. Obecnie mam silny nawrót nerwicy, którego początek zbiegł się z próbą odstawienia paroksetyny (koniec czerwca, początek lipca). 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Może nie wyrzucaj petów, tylko miej ze sobą pojemnik niepalny i dopiero w domu spuszczaj w toalecie. Np. Słoik, butelka z metalową zakrętką i trochę wody nalać. Puszki metalowe po napojach lub puszki zamykane, po czekoladkach, perfumach, herbacie. Ale tutaj lepiej wsypać piasku, bo są niezbyt szczelne.

No nie wiem, takie coś mi przyszło do głowy.

Edytowane przez pacjent13
.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@pacjent13 teraz to już nie tylko petów się boję, ale nawet popiołu który strzepuje. Najlepszym rozwiązaniem jest nie palić, na razie palę tylko w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie nie ma ludzi lub są tylko palący. Może akurat to natrectwo wyjdzie mi na dobre i w końcu rzucę. Zobaczymy, na razie mecze się z natretnymi myslami. 

Edytowane przez Forumtylko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 17.09.2019 o 13:16, Forumtylko napisał:

Zatrzymałam się na poboczu zapalić papierosa. Jak spaliłam otworzyłam drzwi żeby przydeptac niedopałek. W momencie gdy kładłam go na ulicę żeby to zrobić, wiatr spod nogi mi go zwiał pod auto. Odjechałam że 2 metry i odeszłam żeby poszukać i zdeptac. Ale wiatr gdzieś go zwiał i nie znalazłam.

 

To był moment, który miał Cię skłonić do refleksji mniej więcej w stylu "szukaj wiatru w polu", "nie odnajdę wszystkich niedopałków, nie policzę kropel oceanu", "nie wiem kędy wiatr wieje, dokąd zmierza mrówka i pyły, które strząsam, nie policzę włosów na swojej głowie i nie dopędzę mojego peta" itp. Ale przegapiłaś sens kluczowej sceny w tym filmie.

Edytowane przez refren

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@refren mówisz o jakimś konkretnym filmie czy o życiu? Jaki kluczowy sens przegapiłam? Że nie mam na wszystko wpływu? Że nie mogę wszystkiego kontrolować? Czyli byłby to jednocześnie jeden z kluczowych problemów w NN, strach przed utratą kontroli przy jednoczesnej ogromnej potrzebie kontrolowania wszystkiego w około. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Forumtylko napisał:

@refren mówisz o jakimś konkretnym filmie czy o życiu? Jaki kluczowy sens przegapiłam? Że nie mam na wszystko wpływu? Że nie mogę wszystkiego kontrolować?

 

Tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 19.09.2019 o 19:22, Forumtylko napisał:

Tak, dokładna diagnoza to Nerwica Natrectw, zdiagnozowana 10 lat temu, biorę paroksetyne w dawce 40mg na dobe, ponad 5 lat  już chodzę na terapię. Obecnie mam silny nawrót nerwicy, którego początek zbiegł się z próbą odstawienia paroksetyny (koniec czerwca, początek lipca). 

No to widzisz co Ci szkodzi, prawda? 🙂

 

Rozumiesz, uzależniłaś swoje dobre samopoczucie od związku chemicznego. Nie wykonałaś pracy (tak mi się przynajmniej wydaje, mogę się mylić!!) nad psychogennymi źródłami swojej nerwicy, tylko ją zamaskowałaś. W jaki sposób zmierzysz skuteczność psychoterapii, skoro maskujesz objawy choroby?

 

PS. Podpisuję się pod wypowiedzią @refren a co do wymyślania pojemników na pety to mam mieszane odczucia. Bo to jest leczenie dżumy cholerą. Mam nadzieję, że Ci przejdzie ochota na palenie 🙂 

Edytowane przez vpprof

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobra, szybka piłka 🙂

 

Tu masz filmik faceta, który po latach odstawił paroksetynę w ciągu ok. dziesięciu tygodni: https://youtu.be/qAjRZjiXCcg

 

Jest po angielsku, więc mogę go streścić 🙂 Facet POWOLI redukował dawkę o 1/8 oryginalnej dawki, czyli o 12,5 punktu procentowego (12,5% oryginalnej dawki). Każda redukcja następowała po ustabilizowaniu się jego stanu psychicznego (brak objawów odstawiennych), co następowało po około tygodniu.

 

Więc teraz dla Ciebie @Forumtylko zadanie. Jesteś uzależniona od paroksetyny i to, czego doświadczasz, to silne objawy odstawienne.

 

  1. Wracasz do tej dawki paroksetyny, którą brałaś, żeby objawy odstawienne ustąpiły.
  2. Mówisz lekarzowi, że chcesz przestać brać.
  3. Kupujesz wagę laboratoryjną/jubilerską: https://allegro.pl/oferta/waga-precyzyjna-laboratoryjna-dokladna-500g-oslona-8478019859 (przykładowo)
  4. Zmniejszasz sobie stopniowo dawkę paroksetyny powiedzmy o 10% dawki oryginalnej, stosując zasadę, że po każdym zmniejszeniu objawy muszą ustąpić!
  5. Ostatnie 10% możesz podzielić jeszcze na dwa etapy.

Na pewno się uda. Bez tego, walczysz z dwoma przeciwnikami naraz: ze swoją nerwicą i ze swoim uzależnieniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytam ulotkę tego Seroxatu i pusty śmiech mnie ogarnia:

Cytat

Osoby z zaburzeniem lękowym z napadami lęku powinni być leczeni dostatecznie długo, aby zapewnić ustąpienie objawów. Okres ten może trwać kilka miesięcy lub nawet dłużej. O czasie stosowania preparatu zawsze decyduje lekarz.

Ciekawe, że ja miałem bardzo nasilone napady lęku, po kilka na dobę, i poradziłem sobie z nimi zupełnie sam, bez żadnych lekarzy ani tym bardziej leków, oglądając relacje na YT innych osób oraz rozpracowując to zagadnienie intelektualnie. I cholera od 3 lat nie miałem ani jednego napadu. Nabijanie kasy producentom leków i tyle. I niszczenie ludziom życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, vpprof napisał:

No to widzisz co Ci szkodzi, prawda? 🙂

 

Rozumiesz, uzależniłaś swoje dobre samopoczucie od związku chemicznego. 

 

PS. Podpisuję się pod wypowiedzią @refren

@vpprof przeszło mi przez myśl uzależnienie od paroksetyny, ale w takim razie dlaczego po 2 miesiącach brania pełnej dawki objawy nadal są tak silne? Dodatkowo jak było dobrze to zeszłam do pół tabletki czyli do 10mg co przy NN nie jest dawka terapeutyczna i długo na takiej dawce dawałam sobie świetnie radę. To z jednej strony świadczy o tym że psychicznie w jakimś stopniu czułam się bezpieczniej ja biorąc, ale z drugiej strony... Z jakichś powodów istnieje teoria o biologicznych przyczynach nerwicy, co skłania mnie do refleksji że może jednak mój mózg potrzebuje wspomagacza. Ponadto przez miesiąc po odstawieniu czułam się świetnie i nagle z dnia na dzień dosłownie wpadłam w ro gówno które trwa do dziś. 

Co prawda Pan o którym wspominasz zmniejszal dawkę dużo dłużej, ale ja też nie robiłam tego radykalnie. Byłam wtedy na 10mg, schodzilam na 5mg codziennie potem co drugi dzień i mimo wszystko klapa. Pogodziłam się z myślą że niektórzy ludzie muszą być na lekach długo, bardzo długo, nawet do końca. Podziwiam Cię jednocześnie że udało Ci się wygrać samemu z nerwica lękową. Brawo! 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

2 miesiące w przypadku paroksetyny to za krótko. U mnie pełny potencjał paroksetyna rozwinęła dopiero po 3-4 miesiącach. 

 

Dzisiaj jestem 5 dzień bez tabletki. Zszedlem do zera w jeden dzień z 20 mg. Fizycznie czuje się źle ale psychicznie jest bardzo dobrze.

 

Należy rozwiązać swoje problemy bedac na lekach, wtedy objawy dyskontynuacji nie są dokuczliwe.

Edytowane przez giroditalia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@giroditalia wcześniej paroksetyna działała na mnie już po miesiącu, może z czasem przez to odstawianie teraz trwa to dłużej (to była 4 próba odstawienia w ciągu 10 lat). A może to moja większa świadomość przez terapię sprawia że teraz mimo leków muszę odnaleźć sedno sprawy i dopiero zaczyna powoli przechodzić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×