Skocz do zawartości
Nerwica.com

Smutek, żal, niemoc


asia1988

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień dobry, 

Zdecydowałam się napisać... ponieważ wszystko się we mnie dosłownie "gotuje" i nie mam gdzie wylać myśli. Do psychologa chodzę raz w tygodniu. Zdecydowałam się pójść tam w październiku, ponieważ we wrześniu wyjechała za granicę osoba mi bardzo bliska, do której pozwoliłam sobie czuć więcej niż (jak się później okazało) powinnam. Ma na imię Paweł. Spotykaliśmy się od lutego 2018. To było jak grzmot z jasnego nieba. Pawła poznałam na dyskotece, wśród znajomych. Specjalnie nie zwrócił mojej uwagi. Po kilku dniach znalazł mnie na instagramie i facebooku i tak zaczęliśmy pisać. Okazało się, że strzeliło mnie jak nigdy! Paweł okazał się "bratnią duszą", a ja z dnia na dzień ciągłych rozmów przyzwyczajałam się do jego obecności. Widywaliśmy się w weekendy, ponieważ 2 lata temu przeprowadziłam się z rodzinnego miasta, 200 km i jedyna możliwość przyjeżdżania do rodzinnego miasta gdzie mieszkał Paweł były weekendy. On często przyjeżdżał w tygodniu i tak sobie radziliśmy. Wspólne chwile, wesela, wypady za miasto, do rodziny, na obiad, wspólne "wiszenie" na telefonie, wiadomości od rana do wieczora. Gdy go poznawałam, poinformował mnie że wyjeżdża do Dubaju, ale nie zna terminu, ponieważ są ciągłe perypetie z papierologią. Mój poprzedni związek skończył się tragicznie, gdy mój chłopak wyjechał za granicę i tym samym zerwał ze mną kontakty, nie mogłam sobie z tym poradzić i przedawkowałam tabletki nasenne, długo mi zajęło pozbieranie się po tej całej sytuacji. Od tego czasu minęło 5 lat. Ja zaczęłam twardo stąpać po ziemi. Nie chętnie chciałam się związywać z kimś, nie byłam jeszcze gotowa. Aż pojawił sie na mojej drodze Paweł. Gdy powiedział mi o wyjeździe, zaniepokoiłam się, bo obiecałam sobie że już nigdy nic nie poczuje do osoby która wyjeżdża. Opowiedziałam mu całą historię, powiedziałam mu ze się boję, gdy wyjedzie i powiedziałam mu że teraz jest dobry moment na to żeby nie brnąć w to dalej. Paweł mocno tuląc powiedział ze nic złego się nie stanie i że będzie dobrze, że damy rade, że nie widzi rozłąki dłużej niż jego okres próbny i tutaj trzeba jedynie mądrze rozmyśleć plan. Uwierzyłam, bo czułam że jest, każdego dnia. Nawet gdy się kłóciliśmy, gdy wychodził na weekendowe imprezy ze znajomymi nie uwzględniając mnie w tym, wierzyłam że jest i nie odtrąci mnie. Jednak imprezowe weekendy powtarzały się coraz częściej, mimo że widywaliśmy się od rana do wieczora- Paweł na noce znikał z kuplami w dyskotekę. Czułam się strasznie, nie rozumiałam... czułam ze mnie odtrąca i na głos apelowałam mu ciągle o tym. On powtarzał ze jest dobrze i ze wcale nie odtrąca, ze potrzebuje (tym bardziej przed wyjazdem) poszaleć z kumplami. Z jednej strony rozumiałam to, ale z drugiej strony tak bardzo się bałam. Dzień przed jego wyjazdem do Dubaju, byłam z nim u jego rodziców i dziadka, mówił ze nikt mnie nie odtrąca, ze jestem wartościowa i ze chciałby żebym przyjechała do niego, tulił i całował. Po tygodniu (gdy wyjechał) zrozumiałam, że kurcze zależy mi na tym człowieku ze to przy nim czuje się spokojna, szczęśliwa i bezpieczna. Napisałam mu ze tęsknie, ze strasznie mi jego brakuje. On napisał, ze nic ode mnie nie chce... ze zrobiłam mu syf jak był w polsce, żałuje ze wogle się do mnie odezwał i cieszy się ze spierdolił ode mnie jak najdalej. Załamałam się, poszłam do psychologa- chodzę na terapię indywidualną, przy zyciu trzyma mnie praca, bo wiem ze musze wstac, pojsc do pracy zeby mieć z czego opłacić rachunki, schudłam, już nie trenuję, a wcześniej trening sprawiał mi przyjemność, zmienił moje ciało, teraz nie mogę na siebie patrzeć. Zdarza się, ze kilka dni w tygodniu nie mogę się zmusić żeby się wykąpać, umyć zęby... Zamówiłam dietę pudełkową bo od października nie wchodzę wogle do kuchni, nie mam siły... przychodzę z pracy to kładę się do łóżka... leżę i zasypiam. U psychologa wyszło, że mam syndrom dziecka bitego. Nie zdawałam sobie sprawy, że problem kryje się gdzieś indziej. Od małego byłam uczona że jestem nic nie warta, ze muszę sama na wszystko zarobić, sama sie postarać. Psycholog powiedziała mi, że tak na prawdę mimo ze ojciec był to nie miałam od niego poczucia wsparcia, jedynie poczucie strachu. Nigdy nie myślałam, że to jest problem, myślałam, że to jest normalne ze mam takie relacje z tatą- że nie każdy musi mieć idealnie.. a jednak nie. Do dziś dnia nie mogę ojcu spojrzeć w twarz, nie jeżdżę do rodzinnego miasta, nie rozmawiam nawet z mamą. To nie tak, że oni nie chcą... to ja nie chcę. Gdy był Paweł to czułam jego obecność i opiekę, taką którą zawsze potrzebowałam od ojca. Paweł coś przeczuwał że moje relacje z ojcem są nie tak jak powinny, ale ja nie wiedziałam o co w tym chodzi i mówiłam, mu że tak już po prostu jest. Strasznie brakuje mi Pawła, zależy mi na nim i bardzo mi jego brakuje. Czuję, że wszystko zniszczyłam, jego życie, moje życie... i nie dam rady teraz tego pozbierać :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×