Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
one man show

jak wyjść z wegetacji.

Rekomendowane odpowiedzi

od jakiegoś czasu moje życie nie wygląda tak jak dawniej. nigdy aktywność nie była na dobrym poziomie jednak zachowywałem pozory życia aktywnego. dziś budzę się i obserwuje już nie biały sufit z nudów tylko pędzącą wskazówkę godziną zegarka. i tak mija dzień za dniem. jeszcze nie dawno marzyłem żeby kupić sobie psa i zamieszkać w mieszkaniu na parterze i odciąć się od świata jak bohaterzy myszy i ludzie. jest jeden problem. środki finansowe. dlatego zostałem zmuszony do wyjścia z marazmu. co prawda leki na to nie pozwalają. gdybym zażywał leki w mniejszej porcji to problemu by nie było. ale biorę przynajmniej do 21.06 bo wtedy mam wizytę u lekarza który być może zmniejszy dawkę. i wtedy poczuje się lepiej i usunę temat. powtórzę ludzie wegetują chorując na schizofrenie bo mają źle dobrane leki.

jednak nie poddaje się i nawet na lekach staram się pokonać marazm. dlatego zacząłem zażywać środki przeciwbólowe z kofeiną. zapisałem się także na projekt z unii europejskiej.

reasumując:

ludzie wegetują bo:

1)maja źle dobrane leki

2)mają ograniczone fundusze

3)nie mają perspektyw.

4)prowadzą mało satysfakcjonujący tryb życia.

5)nie chęć do zmian ze względu na niepowodzenia.

6)złe leczenie

7)lekarz który zbywa pacjenta przepisując złe leki co prowadzi do braku perspektyw na lepsze samopoczucie.

8)rodzina która zmusza do leczenia w takiej sytuacji.

jak wyjść z wegetacji:

a) zredukować leki

b) spotkać lekarza który jest zaangażowany.

c) gry komputerowe poprawiające funkcje poznawcze.

d) projekty europejskie pomagające poprawić umiejętności i znaleźć pracę.

e) wzbudzić w sobie chęć lepszego życia.

 

Przeżywał ktoś kiedyś okres wegetacji? Jako sobie poradziliście?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...masz czas dla siebie...masz czas na przemyślenie pewnych rzeczy...masz czas zastanowienia się co dalej
nawet jeśli nie masz pracy to nie znaczy, że masz nic nie robić!!!
często piszesz, że rodzice cię tak załatwili bo stłukłeś szklankę i ty tak teraz siedzisz i wegetujesz.
Tak jakbyś sam nie potrafił decydować o sobie - co ty chłopie poddałeś się!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pomyśl nad tym co sam możesz zrobić dla siebie, pomyśl czy jesteś choć w stanie zrobić coś ponad siedzenie w pokoju. Mam taki sam stan wegetacji jak ty ostatnio i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że to wyłącznie moja wina nie innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja wegetuję w sumie od paru lat, ciężko z tego wyjść, bo to wymaga wielu zróżnicowanych działań oraz wyrzeczeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, liptint napisał:

...masz czas dla siebie...masz czas na przemyślenie pewnych rzeczy...masz czas zastanowienia się co dalej
nawet jeśli nie masz pracy to nie znaczy, że masz nic nie robić!!!
często piszesz, że rodzice cię tak załatwili bo stłukłeś szklankę i ty tak teraz siedzisz i wegetujesz.
Tak jakbyś sam nie potrafił decydować o sobie - co ty chłopie poddałeś się!!!

dzięki lpit. tu nie chodzi o to że podważam pośrednio szacunek i kompetencje i poczytalność rodziny i systemu leczenia. ale niestety już za kłotnie trafiałem do szpitala i nie zgadzałem się na podpisanie zgody dlatego odbywały się rozprawy o zasadność, ale na nie mnie nie dopuszczano. chociaż zawsze nalegałem.

teraz mnie straszą ZOL-em, więc fajnie ci się mówi, żebym sam o sobie stanowił. rodzice mnie kochają, ale mam żal jak opowiadam że wpierdalałem 10 tabletek zalasty na natłok myśli, a oni mówią lądowałęś w szpitalu bo nie brałeś leków.

raz jak miałem faze bo za szybko odstawiłem leki (bo to nie cukierki) to mnie nagrywali na komórkę żeby mieć "dowód". po czym zadzwonili na pogotowie. jakoś nikt ze mną nie rozmawiał.

nieważne teraz chodzę na zastrzyki któych mam w cholere i nie dam rady nawet myśleć, ale przynajmniej jak jestem ważywem i nie mam swojego zdania to nie słyszę że się nie lecze.

mam mieszkanie, ale nie mogę sam mieszkać nie chodząc na zastrzyki, bo skończę w ZOL-u (albo przynajmniej się boję)

 

fajnie lipt że jesteś jedyną osobą w internecie która potęguje moje skrzywdzenie do świata nie pisząc żebym przestał trollować albo przestał pierdolić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
14 minut temu, liptint napisał:

...oj biedny mały żuczek.

 

wiesz jak dostałem diagnozę w 10 minut to nie wiedziałem że będę lekceważony i poniżany i nie będę miał prawa do wyrażania tego co czuje i wyrażania tego w różnych formach ekspresji (ale i tak się uważam za złego człowieka dlatego to piszę i się biczuje, bo uważam że zasłużyłem - zawsze raniłem ludzi twierdząc że oni to robią mi)

jaki masz w tym cel że nie wierzysz wariatowi, bo to za duże słowo, ale przyjmujesz to co pisze nie za bredzenie tylko "relacje", z którą wchodzisz polemikę, bez "uprzedzeń stereopotyzacji" ??

Edytowane przez one man show

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja od wielu miesięcy mam tak jak piszesz, po prostu wegetuję. Całymi dniami albo usiądę na ławce nad jeziorem i tak mogę siedzieć godzinami, albo gapię się w ścianę, ewentualnie chodzę po mieście bez celu. Nie wiem jak z tego wyjść, wydaje mi się, że musimy zacząć żyć tak jak normalni ludzie, czyli wychodzić z domu do ludzi, z tym, że nie mam co robić na dworze albo spotykać się ze znajomymi, których w sumie nie mam, może na jakąś imprezę warto iść, napić się piwa no nie wiem jakoś sobie musimy radzić, wydaje mi się, że musimy wzbudzić w sobie chęć lepszego życia, co chyba nie jest łatwe ale musimy próbować. Problem jest w tym, że nic nas nie interesuje. Zatem trzeba znaleźć jakieś zainteresowania, może trochę adrenaliny by się przydało, może sport? Tak więc w sumie ja sam wegetuje i nie wiem jak to zmienić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po utracie pracy mam podobnie, straciłem jedynych znajomych, zaostrzyła się fobia społeczna, praktycznie jestem zdany na siebie, bez doświadczenia, z erytrofobią wegetuje i nie robię postępów i nic tego nie zmieni do póki sam tego nie zmienię. Muszę zacząć od początku, mam wrażenie, że po raz drugi przeprowadziłem się do tego samego miasta praktycznie z niczym.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też wegetuję, cały czas spędzam na jakiś pierdołach. Większość czasu spędzam w łóżku. Czuję bezsilność. Nie mam się z kim spotkać, ale w sumie to tego nie chcę. Wolę spać. Wtedy jest ten czas kiedy nie myślę. Straciłem zainteresowanie czymkolwiek. Każda wizja wyjścia z domu mnie przeraża. Czuję jak ucieka mi życie. Ale czy takie życie jest coś warte? Mam wrażenie, że całe je zmarnowałem. Nigdy niczego nie potrafię docenić w chwili, gdy to istnieje. Potem pojawia się smutek, a w końcu pustka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znalazłem zajęcie! Zacząłem czytać książkę :D to lepsze niż leki na uspokojenie 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co czytasz ? Ja też ostatnio idę w książki...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Opisze na swoim przykładzie, jestem ze wsi, co poniektórzy mają z tego bekę, trudno. Zbyt duża liczba godzin pracy mieście spowodowała, przekręcenie się u mnie śruby. Powrót do natury i kontakt z nią mnie uratował. Jestem ewolucyjnie nieprzystosowany do miejskiego życia :D 
W skrócie - zwierzęta, rośliny, zajmowanie się nimi, wypady do lasu, nie wyobrażam sobie innego życia. 
Oprócz tego:

- granie w gry przygodowe i rpg, wiedzmin, final fantasy, to jak czytanie książki, przeżywanie emocji, podejmowanie decyzji, piękna grafika, cud miód. Nie lubię bijatyk, horrorów, zręcznościówek, nie ma z tego pożytku. Grać z umiarem, nałogowe granie od niedawna też jest chorobą ;)

- słuchanie muzyki 

- modlitwy/medytacje, posty.
Sztuką jest wyrzec się czegoś, a nie ułatwiać życie na maksa, to do nikąd nie prowadzi.   

- ostatnio, obserwacje nieba i natury przez lornetkę.

Nie wiem w jakiej jestem formie psychicznej, ja tego nie ocenię. Wy, na podstawie, tego co piszę, też za bardzo nie. Moja lekarka mówi, że jest ze mną ok. Mam odstawioną
zolaxę, radzę sobie jakoś.
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 14.06.2018 o 08:25, tictac napisał:

Co czytasz ? Ja też ostatnio idę w książki...

Wampir z KC Pilipiuka 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×