Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
pustelnik27

jak czarna owca, sztuczne życie.

Rekomendowane odpowiedzi

Mam już 27 lat. Mężczyzna. Od lat udaje życie, przy rodzinie w domu i dalszej rodzinie zachowuje się jak by moje obecne życie tak jak wygląda było moim świadomym wyborem i że tak chce żyć a w środku przeżywam dramat i siedzę w pierwszym rzędzie oglądając go na żywo. Mieszkam z rodzicami ale unikam ich całkowicie. Kiedy jest np. taka sytuacja. Przyjeżdża brat ze swoja żoną w niedziele, rodzice robią grilla, siedzą gadają a ja siedzę u siebie w pokoju na poddaszu, łokieć oparty o biurko, głowa wsparta na dłoni i patrze się tępo w monitor i toczę w głowie wojnę czy zejść do nich czy nie. Ostatecznie zawszę w tego typu sytuacjach schodzę i się dosiadam i siedząc z nimi albo nic nie mówię albo się tylko wtrącam do ich rozmowy jakimś zdaniem ponieważ w mojej głowie rośnie napięcie coraz większe, że powinienem się odezwać a potem złość na siebie, ze się odezwałem. W mojej głowie jest jedno wielkie gradobicie myśli za i przeciw pisaniu więc może się to przekładać na tekst. Siedząc z nimi próbuję siebie przekonać, że mogę mieć ich gdzieś, że są mi niepotrzebni i mogę żyć bez ich towarzystwa ale zawsze jest to z góry przegrana walka bo ostatecznie wygrywa argument" bo to rodzina i tak nie powinienem się zachować". Nie mam już siły dalej w tej chwili pisać, już mam pustkę w głowie. Siedzę w domu odkąd skończyłem 22 lata. Popijam od tamtej pory do dziś alkohol przed snem siadając na fotelu o godzinie 22-23 ponieważ wtedy czuję ulgę i odprężenie, oglądam filmy, zasypiam na fotelu, od roku już potrafię tak wysiedzieć do godziny 3 w nocy żeby móc pójść spać. Rodzice trzymają mają jakiś alkohol w barku to jak któryś jest otwarty to po trochu sobie nalewam nie licząc się z tym, że widać, że jest mniej. A następnego dnia wieczorem robię znowu to samu. A potem muszę się przyznawać, że wypiłem sam prawie całą butelkę jak się spytają. Wypicie mi jej zajęło mi cały tydzień. Można powiedzieć, że cały dzień jest tylko czekaniem do godziny 22 żebym mógł usiąść i napić się co mnie uspokaja i i wtedy coś oglądam aż zasypiam na fotelu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy napisałem cos istotnego czy jakieś strzepki swojego trybu zycia po prostu. Traz jestem kompletnie rozbity po napisaniu tego posta. To nie jest mój pierwszy post. Od ostatniego na innym forum mineło z 6 miesięcy. mam coraz większą pustkę w głowie tak jakbym wykasowywał z siebie to co mnie tak dręczy ale nic na puste miejsca w psychice nie wkładał. Jeszcze dwa lata temu miałem ochotę pisać o wszystkim od swojego dzieciństwa. Od 10 roku życia. Dziasiaj już nie wiem co chciałbym napisać. MAskakra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy gdybyś przyszedł na świat w domu obok, to twoi rodzice nadal by Cie kochali? Nie jesteś nikomu nic winny za to że urodziłeś się tu, a nie dom obok. Teraz się trąbi że najwyzsza wartością jest "rodzina". Pytanie które się narzuca, która rodzina? Corleone? :) Jesteś odpowiedzialny za wszystko co jest wokół Ciebie, nie tylko za dwoje ludzi w twoim domu.

Poza tym pomysl sobie jakie twoje dzialania i mysli maja znaczenia w skali calego wszechswiatai jego czasu. Da ci to pewna perspektywe. Spoleczenstwo i telewizja trabi ze wiele rzeczy jest "waznych" m.in. wspomniana rodzina, bycie miłym, nieuzywanie przemocy, a ludzie w to wierzą i pozniej sie katują że są "zbyt mało" żeby zabrać głos przy rozmowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Teraz się trąbi że najwyzsza wartością jest "rodzina". ..

Eeee.... nie - wcześniej jest bóg, honor i ojczyzna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pustelnik27,

 

Zmień tryb życia, bo ten co prowadzisz jest bardzo wyjaławiający, więc nic dziwnego, że teraz jest znacznie gorzej niż jeszcze kilka lat temu i masz pustkę w głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Teraz się trąbi że najwyzsza wartością jest "rodzina". ..

Eeee.... nie - wcześniej jest bóg, honor i ojczyzna.

jaki Bóg, czyj honor, która ojczyzna ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc,

mialem jakis czas temu podobnie,

unikalem wszystich mozliwych sytuacji, gdzie trzeba zabrac glos,

a znowu siedziec i suchac..... jakos tak dziwnie sie czulem w ogole.

Milion mysli w glowie, tylko wszystkie hu*ja warte,

nic tam madrego w glowie sie nie kotlowalo, co wartaloby wlozenia sily w otwarcie ust....

 

Czy uwazasz, ze alkohol dobrze na Ciebie dziala?

Jak przesadzisz, rano nie masz tak, ze nie jest milion mysli tylko 10 milionow?

 

Co robisz jak nic nie robisz?

 

Bierzesz jakies leki,

szukales w ogole pomoc u specjalisty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czesc,

mialem jakis czas temu podobnie,

unikalem wszystich mozliwych sytuacji, gdzie trzeba zabrac glos,

a znowu siedziec i suchac..... jakos tak dziwnie sie czulem w ogole.

Milion mysli w glowie, tylko wszystkie hu*ja warte,

nic tam madrego w glowie sie nie kotlowalo, co wartaloby wlozenia sily w otwarcie ust....

 

Czy uwazasz, ze alkohol dobrze na Ciebie dziala?

Jak przesadzisz, rano nie masz tak, ze nie jest milion mysli tylko 10 milionow?

 

Co robisz jak nic nie robisz?

 

Bierzesz jakies leki,

szukales w ogole pomoc u specjalisty?

 

Ja się właśnie tym zadręczam, że próbuję unikać. Każda impreza z rodziną( imieniny, urodziny, wigilia, chrzciny, wesela) jest dal mnie dramatem i kontynuacją pogrążania się, wychodzenia na coraz bardziej a społecznego. jestem tylko dobrym milczącym kompanem do picia z tymi osobami w rodzinie które potrafią wypić. I niedługo to będzie mój jedny atut. Nie nawiązuje z nikim rozmowy dłuższej niż dwa zdania bo siedzi we mnie jakby uśpiony przezemnie tym człowieka którym nie chcę być ale też nie mogę stać się innym. Więc niby cos powiem, ale nie dopowiem do konca, albo coś palnę, że wszyscy są na chwilę poirytowani albo wychodzę na głupiego, a głowie siebie karcę za to że robie z siebie głupka.W mojej głowie odbywa się coś takiego jak przeciąganie liny mieć z nimi kontakt i rozmawiać czy olać ich i nie rozmawiać. Odcinam się od wszystkich robiąc z siebie takiego jakby samotnika z wyboru któremu jest dobrze tak jak jest. Z bratem nie gadam jak bysmy bili dwiema osobami z dwóch róznych rodzin. On gada z rodziną a ja nie gadam z tego powodu. On jest tym dobrym a ja mam rolę odbitki czyli czarnej owcy.

Nie wiem czy alkohol dobrze działa na mnie.Raczej samo napicie się dobrze na mnie działa.Jakbym wracał do siebie, wracał do życia. Nie piję chyba dużo. Powiedzmy, że butelka wódki wypijam w 5-6 dni. Czasami wypijałem kilka łyczków sącząc i tyle, a czasmi kilkukrotnie dolewam małe porcje. Najcześciej dzieki temu rano nie miewam snów które mnie dobijają z osobami z którymi już od lat się nie widuję. Ale i nie tylko wiele mam też wyimaginowanych snów, po których wstaje zdołwony, niewyspany i zmeczony psychicznie jak po całonocnej pracy np. operatora monitoringu.

 

Co robię jak nic nie robię? Praktycznie codziennie przez wiekszość dnia nic nie robię czyli siedze przy komputerze zabijając czas a to internetem a to włączeniem jakiejś gry bo np gra akcji zajmuje moje myśli. Wchodzę na strony porno. popalam papierosy w kotłowni przy lufcie od kotła nasłuchując czy najcześciej ojciec nie wchodzi. Jak wejdzie to wyrzucam papierosa do kotła a i tak czuć, ale i tak palę takdalej i cieszę z tego kiedy uda mi się to zronić bez świadków.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się właśnie tym zadręczam, że próbuję unikać. Każda impreza z rodziną( imieniny, urodziny, wigilia, chrzciny, wesela) jest dal mnie dramatem i kontynuacją pogrążania się, wychodzenia na coraz bardziej a społecznego. jestem tylko dobrym milczącym kompanem do picia z tymi osobami w rodzinie które potrafią wypić. I niedługo to będzie mój jedny atut. Nie nawiązuje z nikim rozmowy dłuższej niż dwa zdania bo siedzi we mnie jakby uśpiony przezemnie tym człowieka którym nie chcę być ale też nie mogę stać się innym. Więc niby cos powiem, ale nie dopowiem do konca, albo coś palnę, że wszyscy są na chwilę poirytowani albo wychodzę na głupiego, a głowie siebie karcę za to że robie z siebie głupka.W mojej głowie odbywa się coś takiego jak przeciąganie liny mieć z nimi kontakt i rozmawiać czy olać ich i nie rozmawiać. Odcinam się od wszystkich robiąc z siebie takiego jakby samotnika z wyboru któremu jest dobrze tak jak jest. Z bratem nie gadam jak bysmy bili dwiema osobami z dwóch róznych rodzin. On gada z rodziną a ja nie gadam z tego powodu. On jest tym dobrym a ja mam rolę odbitki czyli czarnej owcy.

Nie wiem czy alkohol dobrze działa na mnie.Raczej samo napicie się dobrze na mnie działa.Jakbym wracał do siebie, wracał do życia. Nie piję chyba dużo. Powiedzmy, że butelka wódki wypijam w 5-6 dni. Czasami wypijałem kilka łyczków sącząc i tyle, a czasmi kilkukrotnie dolewam małe porcje. Najcześciej dzieki temu rano nie miewam snów które mnie dobijają z osobami z którymi już od lat się nie widuję. Ale i nie tylko wiele mam też wyimaginowanych snów, po których wstaje zdołwony, niewyspany i zmeczony psychicznie jak po całonocnej pracy np. operatora monitoringu.

 

Co robię jak nic nie robię? Praktycznie codziennie przez wiekszość dnia nic nie robię czyli siedze przy komputerze zabijając czas a to internetem a to włączeniem jakiejś gry bo np gra akcji zajmuje moje myśli. Wchodzę na strony porno. popalam papierosy w kotłowni przy lufcie od kotła nasłuchując czy najcześciej ojciec nie wchodzi. Jak wejdzie to wyrzucam papierosa do kotła a i tak czuć, ale i tak palę tak dalej i cieszę z tego kiedy uda mi się to zronić bez świadków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytaj jak będziesz miał czas post z mojej stopki.

 

Nadmiar wolnego czasu jet Twoim największym problemem - to jest źródło.

Sam to przerabiałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedział bym, że raczej nie. Nadmiar wolnego czasu (o ile mozna go tak nazwać) to raczej skutek tego co jest prawdziwym źródłem. Ja nie czuję się jakbym miał wolny czas w którym mogę się polenić i leżeć i patrzec w sufit z nudów. Żyje w domu tak jakbym siedział w więzieniu już 5 rok (chciaż jeżdże do sklepów samochodem jak mam coś kupić) . Więzień żyje rutyną w więzieniu powtarzając jakieś zajęcia a ja robię to samo. Marnuje każdy dzień w ten sposób a nie jestem zamknięty na klucz. Moja rutyna to sniadanie, potem kawa , kamputer. potem telewizor, czytanie ksiażki (bardziej dla zabicia czasu a teraz już nie czytam w ogóle), potem znowu kawa albo nie, komputer albo telewizor, zbliża się późny wieczór i szukam czegoś w internecie co mógłbym obejrzeć sącząć alkohol i zasnąć na fotelu albo jeszcze rok temu na kanapie w innym pokoju. Czuje jak wten sposób przepuszczam przez palce życie. W takim tempie że teraz to już nie wiem czy chce obudzić się z tej wegetacji i dowiedzieć się jak zmarnowałem chyba jaważniejsze i najmłodsze lata życia. Czasami się to przedziera do mojej świadomości i czuję strach i panikę ale mój umysł zaraz się tego pozbywa i sprowadza mnie z powrotem . Nawet i teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Marnuje każdy dzień w ten sposób a nie jestem zamknięty na klucz. Moja rutyna to sniadanie, potem kawa , kamputer. potem telewizor, czytanie ksiażki (bardziej dla zabicia czasu a teraz już nie czytam w ogóle), potem znowu kawa albo nie, komputer albo telewizor, zbliża się późny wieczór i szukam czegoś w internecie co mógłbym obejrzeć sącząć alkohol i zasnąć na fotelu albo jeszcze rok temu na kanapie w innym pokoju. Czuje jak wten sposób przepuszczam przez palce życie. W takim tempie że teraz to już nie wiem czy chce obudzić się z tej wegetacji i dowiedzieć się jak zmarnowałem chyba jaważniejsze i najmłodsze lata życia. Czasami się to przedziera do mojej świadomości i czuję strach i panikę ale mój umysł zaraz się tego pozbywa i sprowadza mnie z powrotem . Nawet i teraz.

Chyba jednak tak.

 

Z jednej strony czujesz, że chcesz więcej od życia,

z drugiej masz obawy przed relacjami z ludźmi.

Jak dla mnie ewidetnie rozwiązaniem tych dwóch problemów jest wyjście z zasiedzenia, podjęcie działania.

 

Jest sporo miejsc, gdzie nie musisz nawiązywać bezpośredniego kontatku z innymi,

gdzie możesz powoli zacząć oswajać się z przebywaniem w społeczeństwie.

Ja sam zaczynałem od chodzenia na msze. Chodziłem niemal że codziennie na 11.

Nawet jak nie miałem siły, ochoty szedłem bo wiedziałem że musze, musze to zrobić dla siebie.

Przy okazji zbliżyłem się do Boga, to co było kiedyś efektem ubocznym obecnie stało się najważniejszym fundamentem mojego świata.

 

Zacznij robić cokolwiek, tylko nie siedź i nie marnuj czasu.

Zacznij żyć, a nie myśleć o życiu,

zobaczysz, że dużo więcej możesz niż Ci się wadaje.

Nie mówie że zawsze będzie łatwo, bo większość czasu będzie bardzo ciężko,

ale jak tylko będziesz chciał to wypracujesz u siebie takie cechy jakie tylko zapragniesz.

 

Ale warunek jest jeden: działaj,

Dalej twierdze że nadmiar wolnego czasu jest szkodliwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój brat cioteczny kilka lat starszy, który nigdy nie odwiedzał nas, pół roku temu nagle przyjechał i wparował od razu do mnie do pokoju "pogadać". On kilka lat temu też odnalazł Boga zrobił się religijny. Wszedł do mnie do pokoju, zaczął mi opowiadać o swoich sekretach co go w życiu spotkało o czym nikomu nie mówił (poza księdzem chyba). Ja słuchając go pół godziny raz patrzyłem na niego raz wbijałem wzrok w podłogę i tylko byłem zły (a raczej miałem taką złość jak dziecko, które się złości ale nic nie może poradzić), że nie mogę mu przerwać albo powiedzieć "po co mi to mówisz? tak osobiste sprawy. nie chcę tego wiedzieć". Potem wyciągnął nagle z kieszeni różaniec i trzymał go przed sobą patrząc na mnie. Zerknął na mnie, chyba sprawdzając moją reakcję (czy jestem opętany i się skrzywię czy nie). Tak przynajmniej to odebrałem. Na koniec wyjął z plecaka biblię i tu już się zebrałem i odmówiłem choć mało stanowczo. Po wszystkim tylko byłem zły i dręczyłem się kilka dni, że dopuściłem do takiej sytuacji w moim życiu. Nie chodzę w ogóle do kościoła ale nie dlatego, że nienawidzę religii. Po prostu nie chcę chodzić do kościoła z powodu tego na jakiego człowieka wyglądam i do puki tego nie zmienię to nie mogę pójść bo nie chcę taki być i żeby ludzie mnie takiego widzieli.

 

W ogóle pisząc tego posta wywołałem u siebie znowu chyba ten atak lęku. zaczęło mi się lekko mienić w oczach, strach i uczucie że mdleje i walka z tym. Tak jakby coś w mojej głowie, czy jakiś mechanizm w mojej głowie chciał zablokować to co piszę. A po napisaniu tego zdania właśnie przygasło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeleżałem na dywanie prawie godzinę z zamkniętymi oczami oddychając przez nos. Tak psychicznie zmęczyło mnie napisanie decyzja o wysłaniu tego postu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przleżałem prawię godzinę na dywanie z zamkniętymi oczami, oddychając przez nos. Tak psychicznie zmeczyło mnie napisanie i podjęcie decyzji o wsłaniu tego posta. Ale czuję się wiele lepiej niz przed. Nabrałem ochotę żeby coś zrobć. Nie mogę się podjąć żadnego działania bo w mojej głowie nie moge podjąć żadnej konkretnej decycji. Przykład jest taki, że od 2 lat ciągle maluję i po jakimś czasie przemalowuję pokój bo ciągle wychodzi kolor ,który mi nie pasuje. Nie mogę ustalić swojego typu osobowości a co za tym idzie jak ma wygladać mój pokój i jaki ma mieć styl. Nie słucham w wolnym czasie muzyki bo nie mam żadnej ulubionej. A w samochodzie zawsze przeskakuje pomiędzy stacjami i wmawiam samemu sobie, że to co leci podoba mi się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stawiasz sobie za dużo ograniczeń,

i co gorsze to ograniczenia są takie że razem blokują jakiekolwiek działanie.

Taka patowa sytuacja, ani w prawo ani w lewo.

 

Chcesz się zmienić, ale nie chcesz teraz wychodzić co ludzi,

czekasz aż nadejdą lepsze czasy, a nic nie robisz by tak sie stało.

 

Kościół to tylko przykład,

napisałem jak ja zaczynałem działać, walczyć o siebie.

Każda droga jest dobra, jeżeli prowadzi do celu.

 

 

Pierd*ol wszystko!

Serio! Co się obchodzi co pomyśli o Tobie ktoś kogos widzisz pierwszy i ostatni raz na oczy?

Serio przejmujesz się tak opinią innych? Co Ci inni zrobili dla Ciebie, kim oni są, żebyś starał się zaimponowaś się w ich oczach?

Miej wyje*bane. Nie liczy się nic poza Tobą samym - taka jest prawda.

Inni ludzie nie zwracają uwagi na Ciebie,

dopóki nie masz ku*tasa na czole nikt nie zwróci na Ciebie uwagi,

może spojrzeć w Twoją stronę, jednak na pewno nic więcej.

Każdy patrzy na siebie i swoich bliskich, a na reszte ma wyje*bane z automatu.

Miej jeszcze bardziej wyje*bane.

Nie masz nic do stracenia - taka jest prawda, obecna sytuacja w ogóle Cię nie zadowala,

nie chcesz nic z obecnego stanu zachować. Możesz iść na całość, gwarantuję, że jak będziesz wykonywał

przemyślane ruchy szybko Twoje życie zmieni się na plus.

I gwarantuje Ci, że nikt poza Tobą samym i Twoimi najbliższymi tego nie zauważy, bo ludzie mają na innych wyje*bane.

Pierd*ol wszytko i pracuj a potem bierz co Twoje.

W życiu nie ma co liczyć na szczęscie, przypadek....

na ile zapracujesz tyle dostaniesz.

Miej wyje*bane najbardziej jak potrafisz, ale nie na swoje życie jak dotychczas,

a na wszystkich innych.

To działa! Mnie uratowało d*pe i gwarantuje że Tobie też uratuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poprostu ciągle jakby zataczam krąg. Wychodzę ze złego stanu i nie potrafię w swojej głowie obrać jednego kursu, tego kim jestem i wedle tego żyć, zachowywać się, rozmawiać mjąc swoją jedną opinię na dany temat tylko robie pętle i wracam ciesząc sie przez krótka chwile dobrym smopoczuciem i iluzją życia. Nie potrafię się wstrzelić w jakiś typ życia dla siebie i żeby nie żałować, że mógłbym żyć inaczej.

Ten tekst motywacyjny to ty napisałeś czy wkleiłeś go? Unikam takiego języka jakim ten teks jest napisany bo właśnie w takim środowisku przebywałem do 21 roku zycia i z dnia na dzień odciąłem się od niego nie wychodząc juz z domu na piwo na osiedle, nie odbierałem telefonów od już byłych kolegów, chciaż ciągle mi się śni, że kontynuuje to życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeden cel na poczatek ktory przyblizy Cie do celu finalnego?

Konkret wymysl cos i napisz.

Dalej pomyslimy razem jak kurs obrac :)

 

 

Tak mniej wiecej wygladal moj tok myslenia dzieku ktoremu jestem tu gdzie jestem,

dzieki ktoremu zaczalem walke o siebie i codziennie ja wygrywam.

Ja tak widze swiat i codziennie utwierdzam sie w przekonaniu ze zle go nie odbieram.

 

Napisz z czym sie nie zgadzasz, z tego co napisalem,

chetnie poznam Twoja opinie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj jakby wyczyściła się moja głowa z myśli i zostoła tylko jedna: "przestać się oszukiwać" poczólem jakby mrowienie w głowie i na ciele . Postałem tak wpatrzony w ziemie z tym uczuciem. To jest chyba mój główny cel którego nie moge osiągnąć. Teraz nie mogę zebrąć mysli. Z tego powodu mam chyba epizody depresyjne, a w tych epizodach-dniach mam wtedy myśli o tym że mógłbym się zabić i strach, że może przejąć nademną stery.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od mysli do dzianania daleka droga,

zobacz sobie, wyszkuaj w internecie jak dluga jest sciezka od mysli do konkretnego ruchu miesni.

Mysli to tylko mysli,

moze i czasami za przerazajace, jednak to tylko mysli.

 

Sam nie raz balem sie swoich mysli,

wiesz kiedy zaczely one ustepywac?

Gdy nie przywiazywalem do nich wagi.

Umysl czlowieka jest tak skonstruowany, ze zapamietuje wazne dla nas mysli,

nad waznymi sprawami dlugo myslimy.

Gdybysmy kazdy jeden bodziec ze swiata ktory nas otocza odbierali i analizowali nie bylo juz dawno ludzi.

Nasz umysl sam by nas zabil.

Myslisz nad tym do czego przywiazujesz emocje, nad czym sie skupiasz.

Emocje - slowo klucz.

Staraj sie ( wiem ze jes to na poczatku trudne, ale staraj sie podwojne w takim razie ) nie przywiazywac emocji do swoich mysli.

Jest mysl - nawet bardzo przerazajaca, dziwna... - ok jest ale to tylko mysl. Zobaczysz ze duzo szybciej przerwiesz lancuch natrenych mysli.

 

Zastanowiles sie nad celem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zastanawiam się, ale nie mogę okręślić teraz jakiegoś celu do którego mam dążyć. Jakbym miał wybrać tylko jedno narzędzie z całej skrzynki którym juz zawsze będnę pracował. takiej uzyję metafory.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt nie powiedzial ze cel ma byc jeden,

ale od czegos trzeba zaczac.

Jak za duzo wezmie sie na siebie na raz,

to czasami jest tak ze ogrom tego skutecznie nas powstrzymuje przed zaczeciem dzialania.

Cel musi byc wyzwaniem ale nie moze tez byc za bardzo odrealiony ( na poczatku przynajmniej ), zupelnie nierealny patrzac z dzisiejszego punktu widzenia.

 

Na pewno jest cos, co wiesz ze dalbys rade ogarnac,

oczywscie troche trzeba bedzie poswiecic na to czasu, energi,

ale juz teraz wiesz ze jest duza szansa na to ze da rade.

Cos takiego na czym Ci zalezy, co w niedlugim czasie,

w kilka tygodni da rade na tyle poprawic, zeby efekty wlozonego trudu byly na pierwszy rzut oka widoczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Takich drobnych celów stawiam sobie codziennie co nie miara. Nie realizuje ich, a napewno wiekszość bo mak konflikt w głowie że nie chce osiągać takich celów jakie sobie wymyślam codziennie a nie moge , albo nie chce sobie też postawić innych. Tą walke ze sobą tocze w każdej sekundzie. Może być to cięzkie do zrozumienia, albo i nie. Zrażam do siebie siebie ludzi przez to bo jednocześnie się do nich zbliżam i jednocześnie odpycham co potęguje to drugie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sam tak mialem ze pisalem wiczorem co mam zrobic nastepnego dnia

i.... wiekszosci nie robilem.

 

U mnie cel musi miec jakis wiekszy sens,

gdy zaczolem wazne dla mnie rzeczy rozbijac na mniejsze zadania, latwe do wykonania,

duzo wiekszy procent zaczolem odchaczac w notesie.

 

Jak widac efekty wlozonej pracy, wiesz ze cos jest dla Ciebie wazne, ze jest to dobre,

dlugo nie zajmuje, zeby wpasc w uzaleznienie od wypelniania zyciowych celow.

Nawet male rzeczy, ktore sa dla nas wazne, ktore przyblizaja nas do czegos wieszego

daja radosc, Im wicej tych rzeczy tym radosc rosnie.

Potrafi to uzaleznic.

Robisz cos co jest wazne, dostajesz zastrzyk motywacji, i na tej fali kolejne zaplanowane rzeczy wykonujesz,

fala bardzo szybko rosnie i nawet jak na chwile sie stanie, to sila rozpedu samoistnie ta sila popycha nas do dalszych dzialan.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×