Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość mariusz75

Skłonności do znęcania się nad innymi, które posiadają wszys

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Temat ten powstaje dzięki obserwacjom ludzkich zachowań, m.in. dzięki doświadczeniom na własnej skórze. Zauważyłem, że w człowieku wyzwalają się pewne mechanizmy w zależności w jakiej sytuacji się znajduje. W pewnych warunkach (nie zawsze) wyzwala się w człowieku chęć do okazania własnej wyższości nad innym. Może to przybierać różne formy, czynnikiem wyzwalającym jest wyczucie słabości w innym osobniku. A jeżeli do tego jeszcze jest okazja by się popisać przed innymi, to jest prawdopodobne, że dojdzie do jakichś zachowań upokarzających słabszą jednostkę (chyba, że jest zrozumienie w osobie, która mogłaby się tego czynu dopuścić i nie chce tego robić). Podam przykład: W szkole mieliśmy chłopaka, który był zawsze zdołowany, miał gorsze oceny, i nie był super za.ebisty. Było masa dobrych chłopaków, w których ten mechanizm się wyzwolił, m.in. we mnie 8) Byliśmy empatyczni i współczujący w wielu przypadkach, osobiście czułem się dobrym człowiekiem. Jednak czasem wyzwalała się ta rządza, żeby kogoś upokorzyć, zgnębić a wyzwalaczem była sama osoba, jej słabość, bezbronność, bycie gorszym. Nie to, że człowiek czuł, że musi komuś dowalić, nie, nie. Człowiek miał ochotę robić dobre rzeczy, jednak sama obecność słabszej jednostki wyzwalała te mechanizmy. (Raz go zgnębiliśmy dosyć mocno, później naszła mnie głęboka refleksja i już mało co się go czepiałem, byliśmy dziećmi, sam później jednak doświadczyłem tego od innych). Tak właśnie, samo to, że wśród nas jest słabsza osoba wyzwala w nas wewnętrznego potwora (a czasem na odwrót, może powodować chęć niesienia pomocy, może to zależy m.in. od sympatii i antypatii).

 

Wydawało by się, że to z wiekiem zanika, kiedy człowiek dorasta (i mądrzeje), to już powinien się wyzbywać tych zachowań. Jednak nie do końca tak jest. Byłem w życiu na różnych pozycjach, od silnej pewnej siebie jednostki do chorej, zalęknionej i słabej. Wielokrotnie widziałem jak ludzie do mnie się odnoszą w zależności od tego w jakim stanie jestem. W im lepszym stanie byłem, im bardziej pewny siebie byłem, tym większym szacunkiem, sympatią mnie darzyli. I na odwrót, im byłem bardziej zalękniony i słaby, ludzie wydawali się być bardziej skłonni do traktowania mnie bez szacunku, czasem jeszcze gorzej. (Można się tutaj zastanawiać dlaczego nie wyzwalała się w nich empatia, cechy, które wyzwalały by współczucie? Być może brak zrozumienia, antypatia do zachowań nerwicowo-lękowych bo gdy to zrozumienie było wtedy pojawiało się współczucie o ile ktoś mnie lubił). Ale nie o mnie tutaj mowa ;) Dziecinne skłonności do gnębienia innych nie zanikają do końca. Co najwyżej są kontrolowane w ramach zrozumienia, jednak często przyjmują inne formy, mniej prymitywne. Jeżeli jesteś zdrowy i silny nie ma z tym problemu. Co najwyżej możesz konkurować o wyższą pozycję i ewentualnie tam doznać upokorzeń ale ogólnie będziesz sobie dobrze radził. Nawet nie musisz być lubiany, wystarczy, że nie dasz sobie wejść na głowę. Czasem tak jest, że jednostka, która nie potrzebuje współczucia ani sympatii dostaje jej w nadmiarze, natomiast jednostka, która potrzebuje nie dostaje tego, zamiast tego dostaje więcej pogardy, w ramach demonstracji własnej siły. Podejrzewam, że to osobniki beta mają takie skłonności aby przypodobać się liderom.

 

Trzeba być ciągle świadomym tego, że takie mechanizmy w ludziach powstają, zwłaszcza jeżeli masz problem z asertywnością, bo jak nie to kaplica :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Myślę, że to jest naturalny schemat, który występuje u osób, które nie potrafią panować nad swoimi emocjami (panować nad emocjami można się nauczyć, ale np. dzieci jeszcze nie posiadają tej umiejętności, a przynajmniej w pełni rozwiniętej, dlatego pewnie te przypadki prześladowań w szkołach). Osoby te zapewne w większości przypadków mają świadomość swojego destrukcyjnego działania (choć nie zawsze chcą dopuścić to do swojej świadomości), a jednak nie potrafią go opanować. Najprostsze przykłady to rodzice gnębiący swoje dzieci (dziecko jako słabsza jednostka) albo mężowie żony (kobieta - słabsza jednostka), choć zdarza się i odwrotnie. Są też pewnie oprócz tego osoby, którym to sprawia przyjemność, ale to już są przypadki medyczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciągle to prawie zauważam, ale nie poddaję się. Jedno ostre wejrzenie na gościa czy gości i jest ok. Nie dostaję zaczepek słownym. Głupie uśmiechy owszem, ale w miarę zlewam. Co podejdę dam w ryja i psychicznie przegrywam batalię. Mogę zaproponować solówkę w miejscu do tego przeznaczonym i nad tym się często zastanawiam. Najlepiej wtedy ( w zależności kto w co wierzy ) pomyśleć o tym Panie ( nie tylko w takich chwilach ) no i jest łatwiej pokonać gniew, lęk, strach itd

Sam czasami mam ochotę podręczyć jakiegoś Lewostronnego, Gieksiarza, Żabola, KODziarza itd itp. Wjechać w niego z Partyzanta :twisted: Z drugiej strony się przed tym bronię i wzywam Pana w tych kluczowych momentach. Czasami nawet jak wzywam Pana, to mnie nerwica dalej nie puszcza. Jest jednak łatwiej o wiele.

Każdy dzień, jest dla Nas lekcją! Egzamin pod koniec życia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Alutka_86, naturalny schemat, jak najbardziej, tyle, że ludzie cierpią przez to. Dlaczego przez fakt, że boję się innych (ich reakcji) oni widząc ten strach wykorzystują go przeciwko mnie? Serio! Moja nerwica wyzwala w innych zwierzęce skurwy.yństwo. Jeżeli debilowi nie pokarzesz, że jesteś silny to nie ważne jak dobry z niego człowiek, wyzwala się w nim chęć upokarzania. Dlatego nie ma miejsca w moim życiu na słabości, muszę walczyć o własną godność. kiedy byłem zdrowy, moje naturalne zachowanie wzbudzało w innych szacunek do mnie. Dlatego, koryguję swoją zmianą zachowania te ich zapędy zwierzęce. I widzę coś w stylu: "Ooo, on nie jest debilem, mało co się odzywał, a jak się odzywał, to bardzo oszczędnie, myślałem, że jest głupi czy coś, ewentualnie na tyle głupi, że nie potrafi się obronić, dlatego go znieważyłem, jakże się pomyliłem, odgryzł mi się i wyeksponował moje wady, nie rozumiem tego" (Moja interpretacja myśli skurwiela)

 

Dla przyjemności też to ludzie robią, nie tylko dla określenia własnej pozycji, czy wyładowania frustracji. Czasem wystarczy wyłączyć empatię i pobawić się w psychopatę.

 

BratKat, w realu możesz walnąć w łeb ale w internecie już tak łatwo nie jest ;) A po za tym, każdego tak na każdym kroku w łeb walić? W kobietach i dzieciach też wyzwalają się te instynkty :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Najprostsze przykłady to rodzice gnębiący swoje dzieci (dziecko jako słabsza jednostka) albo mężowie żony (kobieta - słabsza jednostka), choć zdarza się i odwrotnie.

 

To są przykłady najsłabszych jednostek, które są gnębione przez życie (jak i innych) a że nie mają się na kim wyżyć (albo nie mają dość, to jeszcze gnębią rodzinę). Silna i usatysfakcjonowana życiem jednostka nie ma potrzeby gnębić innych (zazwyczaj).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
To są przykłady najsłabszych jednostek, które są gnębione przez życie (jak i innych) a że nie mają się na kim wyżyć (albo nie mają dość, to jeszcze gnębią rodzinę). Silna i usatysfakcjonowana życiem jednostka nie ma potrzeby gnębić innych (zazwyczaj).

 

To prawda, że gnębienie rodziny to wyraz frustracji, która narasta w człowieku. Ale najczęściej w otoczeniu zewnętrznym człowiek chce zachować tzw. maskę przyzwoitości i zdarza się, że całą frustrację wylewa na rodzinie, a poza domem jest "przykładnym obywatelem".

 

Co się jednak tyczy samego tematu wykorzystywania słabszych, to nie wiem czy przez to, że człowiek sam siebie postrzega w ten sposób, to czy to to nie wyzwala w nim takiego nastawienia, że jedynie wydaje mu się , że ktoś przypuszcza na niego atak. Stan psychiczny wg mnie ma ogromny wpływ na odbiór otoczenia. Ja np. potrafię jednego dnia mieć świetny humor i świetnie się bawić wśród pewnej grupy osób, a innego nie mogę na nich patrzeć. Wszystko zależy od mojego stanu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
To prawda, że gnębienie rodziny to wyraz frustracji, która narasta w człowieku. Ale najczęściej w otoczeniu zewnętrznym człowiek chce zachować tzw. maskę przyzwoitości i zdarza się, że całą frustrację wylewa na rodzinie, a poza domem jest "przykładnym obywatelem".

 

Zależy, jeżeli nie ma nikogo do zgnębienia to instynkty nie wyzwolą się, jeżeli ktoś się znajdzie czemu nie. (chyba, że jest kontrola nad tymi instynktami)

A w rodzinie też różnie bywa, czasem typek może znaleźć sobie ofiarę i znęcać się nad nią, jednocześnie nie widząc, że to on jest tyranem. Po czym może spokojnie sobie usiąść, rozluźnić się, oddać swoim pasjom, czy nawet śpiewać (ze szczęścia), po czym wejść w zadumę: "Jaki ten świat jest nie sprawiedliwy".

 

Co się jednak tyczy samego tematu wykorzystywania słabszych, to nie wiem czy przez to, że człowiek sam siebie postrzega w ten sposób, to czy to to nie wyzwala w nim takiego nastawienia, że jedynie wydaje mu się , że ktoś przypuszcza na niego atak. Stan psychiczny wg mnie ma ogromny wpływ na odbiór otoczenia. Ja np. potrafię jednego dnia mieć świetny humor i świetnie się bawić wśród pewnej grupy osób, a innego nie mogę na nich patrzeć. Wszystko zależy od mojego stanu.

 

Może mu się tylko wydawać, pewnie. Choroba może nie co zniekształcać rzeczywistość. Jednak jeżeli jest się w miarę świadomym człowiekiem to można zauważyć w miarę klarownie powtarzające się schematy. Jeżeli widzisz, że ktoś robi z Ciebie debila, wykorzystując Twoje słabości, (czy to rozumiejąc, że Ty to rozumiesz, czy nie rozumiejąc nic), to z pewnością nie ma do Ciebie szacunku i trzeba przywołać taką osobę do porządku, żeby sobie nie pozwalała na zbyt wiele.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ludzie często są nie świadomi tego co robią albo nie do końca świadomi. Czasami zgnębienie innej osoby jest nie uświadomione jako zły uczynek. Typek myśli czasem, że spotkał jakiegoś frajera czy debila, no to normalne żeby mu nawrzucać, czuje się wręcz usprawiedliwiony a jeżeli nie będzie innej osoby, która mu wyperswaduje dokładnie co źle zrobił, to nawet nie pójdzie po rozum do głowy (chyba, że ma jakiś rozum).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A innym razem są w pełni świadomi, czasem wystarczy perswazja typu: musisz się ze mną liczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Życie to nie jest bajka, tylko jest walką o byt i jakość tego życia… Ludzi, podobnie, jak inne zwierzęta, ciągle walczą, rywalizują, chociaż dziś nie biega się z maczugami po lesie… Dziś walczy się głównie ekonomicznie, za pomocą słowa i za pomocą układów społecznych. Zadaje się ciosy za pomocą odrzucenia społecznego… Ale także dzieje się przemoc fizyczna.Stada ludzkie bywają opresyjne wobec osobników (osób), które są słabe, odstają… Taki jest w ludziach instynkt zwierzęcy. Kiedy jeszcze nie nazywaliśmy się „homo sapiens” stado „dziobało” najsłabsze ogniwa, bo takie ogniwa potencjalnie narażały stado, zmniejszały szanse stada… Instynkt pchał do wyeliminowania słabych genów… I to w nas ludziach pozostało. Bo jesteśmy tylko kolejnym gatunkiem zwierząt (tutaj mogą się ze mną nie zgodzić kreacjoniści i religijni), gatunkiem który cały czas ewoluuje i cały czas walczy o przetrwanie i swoją pozycję na tym świecie i od niedawna w kosmosie…Taka jest przyczyna zjawiska, które jest, było i będzie: odrzucania i złego traktowania słabszych i innych…Los nie rozdaje po równo i niektórzy rodzą się silniejsi, inni słabi, jedni ładniejsi, drudzy brzydcy, jedni mądrzejsi, drudzy „wolnomyśliciele”, jedni w silniejszych rodzinach, drudzy sierotami… I Ci, co mieli mniej szczęścia bywają przez silniejszych odrzucani, eliminowani, bici, wykorzystywani, zabijani. Bo takie są reguły biologicznego życia na tym Przykłady:świecie. Te reguły pozostaną aktualne, mimo regulacji obyczajowy-prawnych dających w teorii równość…Wyśmiewanie, odrzucanie i szykanowanie w szkole – wystarczy każda „pięta achillesowa” jak np. słabość fizyczna, zbyt dobre wyniki w nauce, zły złe wyniki w nauce, inne ubranie niż wszyscy, inne zachowanie niż wszyscy

Wyzywanie słabych i nietypowych mężczyzn od pedałów, niezależnie od preferencji seksualnych wyzywanych osób

Wyzywanie nieatrakcyjnych kobiet od pasztetów

Jeśli tylko do wojska trafi słaby chłopak, odstający choćby niskim wzrostem, to bywa gnojony…

Jeśli do więzienia trafi słaby człowiek, odstający, to może być bardzo brutalnie gwałcony i traktowany jak szmata przez współwięźniów, choćby nic złego nikomu nie zawinił… Wystarczy, że inni MOGĄ na niego „wejść”, a czynią to. Słaby przegrywa… Okazanie litości to frajerstwo.

Oszczerstwa rzucane pod Twoim adresem przez osobę, której zależy na dokopaniu Ci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nieboszczyk, no i co robić w takim przypadku? Jak eksponować swoją siłę (psychiczną), wartość, pewność siebie, będąc chorym, gdzie zewnętrzne objawy chorobowe ujawniają brak pewności siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nieboszczyk, no i co robić w takim przypadku? Jak eksponować swoją siłę (psychiczną), wartość, pewność siebie, będąc chorym, gdzie zewnętrzne objawy chorobowe ujawniają brak pewności siebie.

nic nie robić.poddać się.tak już musi być że najsłabsze ogniwo musi sie poddać utylizacji,zostać zadziobane i to jak najszybciej bo siły zdrowia czy urody sobie nie wyczaruje.człowiek jest zależny od drugiego człowieka.żeby przeżyć i dożyć póznej starości nieststy do tego potrzeba popleczników.czyli albo jesteś silny i zdrowy albo ciebie fizycznie nie ma.stado jakoś nie ucierpi na tym iż kolejne słabe ogniwo zostanie zamordowane bądz zdechnie na odludziu i nawet nagrobka nie dostanie.chomiczka która urodzi kilkoro dzieci w miocie i instynktownie wyczuje że z takim i takim jest coś nie halo,że przyszło na świat "niedorobione" to zjada je żywcem na miejscu.właśnie motłoch ma rozum chomika.czym jest najsłabsze ogniwo?zabijesz muchę to nie pójdziesz siedzieć.to tak jak byś jechał samochodem pod prąd i narzekał że tysiące wariatów wjeżdża na ciebie ALE droga do jazdy z pradem została zamknieta.żeby przetrwać do poznej starości musisz każdego dnia produkować WIĘCEJ niż konsumujesz.inaczej drogi Panie,proszę uzasadnić sens swego istnienia.jeśli Pan tego nie zrobi,bo nie przykłada się Pan do pracy i nie produkuje tyle ile konsumuje a jeszcze lepiej więcej społeczeństwo nie będzie utrzymywało Pana przy życiu,bo Pańskie życie nie przynosi na żadnej korzyści i zapewne Panu tak samo.w Holandii nie było by nad kim się znęcać kogo bić gwałcić wyzywać i zamykać bo kogo?same ślicznoty typu Dorota Rabczewska?samych macho typu Mariusz Pudzianowski?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
nic nie robić.poddać się.tak już musi być że najsłabsze ogniwo musi sie poddać utylizacji

 

Nie no ja nie zamierzam się poddawać, musiałbym samobójstwo popełnić. Bardziej chodzi mi o to jak się wpasować w ten system ze swoimi zaburzeniami i żyć sobie w spokoju.

 

Raczej zabiorę ze sobą do grobu 100 osób niż sam odejdę w ciszy, zgnębiony :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Po za tym, wśród zdrowych widzę te mechanizmy, wzajemnie sobie ciągle dopieprzają, może nie są aż tak wrażliwi ale też przeżywają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Najprostsze przykłady to rodzice gnębiący swoje dzieci (dziecko jako słabsza jednostka) albo mężowie żony (kobieta - słabsza jednostka), choć zdarza się i odwrotnie.

 

To są przykłady najsłabszych jednostek, które są gnębione przez życie (jak i innych) a że nie mają się na kim wyżyć (albo nie mają dość, to jeszcze gnębią rodzinę). Silna i usatysfakcjonowana życiem jednostka nie ma potrzeby gnębić innych (zazwyczaj).

Ja byłem całe życie gnębiony i nie mam ochoty robić tego innym choć nie jestem silny i usatysfakcjonowany. Ale często tak bywa że osoba gnębiona gnębi innych jeszcze słabszych aby się odegrać, dowartościować, cześć ludzi chyba gnębi innych z braku świadomości, wrażliwości i nawet nie wie że to robi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ja byłem całe życie gnębiony i nie mam ochoty robić tego innym choć nie jestem silny i usatysfakcjonowany.

 

Prawdopodobnie jest to spowodowane zrozumieniem, że bycie gnębionym to nic fajnego. Być może dojrzałeś na tyle aby nie odgrywać się innym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nic nie robić.poddać się.tak już musi być że najsłabsze ogniwo musi sie poddać utylizacji

 

Nie no ja nie zamierzam się poddawać, musiałbym samobójstwo popełnić. Bardziej chodzi mi o to jak się wpasować w ten system ze swoimi zaburzeniami i żyć sobie w spokoju.

 

Raczej zabiorę ze sobą do grobu 100 osób niż sam odejdę w ciszy, zgnębiony :mrgreen:

nie tyle samobójstwo popełnić ile dać się zamordować przez "stado" poprzez pobicie ze skutkiem śmiertelnym,brak opieki medycznej,brak reakcji na nagłe pogorszenie się stanu samopoczucia,wyroki z górnej półki za błahe wykroczenia lub na podstawie pomówień które nie wymagają żadnego udowodnienia,brak adwokata,amputacje części ciała które można z powodzeniem uratować,głodowe racje żywnościowe,unieruchomienie na czas nieokreślony co za tym idzie zatorowość,odleżyny,zesztywnienie stawów,zanik mięśni.wpasować się w ten system i żyć sobie w spokoju?TYLKO oddać swoje nerki do przeszczepu jeśli jesteś psychicznie chory,jeśli zostałeś wpisany na "liście proskrypcyjnej do odstrzału"tak jak w CHRL zaprotestujesz przeciwko rządowi,strzał w tył głowy aby nie uszkodzić narządów i oddasz nerki do przeszczepu.wedle niepisanego prawa zostaniesz ukarany z najwyższą surowością za to że jesteś nieszczęśliwy.samobójstwo?PROSZĘ BARDZO-jednego debila mniej powie "stado"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nieboszczyk, widzę tu sporo goryczy w tych Twoich postach. Jest aż tak źle z tym światem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nieboszczyk, widzę tu sporo goryczy w tych Twoich postach. Jest aż tak źle z tym światem?

dowiesz się czy jest aż tak zle z tym światem jeżeli nigdy w życiu nie miałeś rodziny,kolegi,znajomych,przyjaciół,domu,opieki medycznej.oczywiście do tego często i śmiertelnie chorujesz i jesteś pauper którego nie stać na dentystę i ortopedę.i jeszcze w takich warunkach idz do szpitala w obcych województwach na operację gdzie tam o tobie zadecydują czy dostaniesz narkozę,czy podpajęczynówkowe czy też świadomą narkozę.błąd w sztuce?paraliż po spieprzonym znieczuleniu podpajęczynówkowym i jak przyszedłeś do szpitala o własnych siłach tak po operacji już nigdy nie będziesz chodzić?a kogo to obchodzi?radz sobie sam głupku.nie masz się gdzie podziać?lekarze przyślą psychiatrę który zgłosi sprawę do sądu o ubezwłasnowolnienie i detencję na czas nieokreślony.to nie koniec koszmaru.tam oczywiście zabiorą ci na dzieńdobry twoje ubranie,komórkę,pieniądze i dokumenty,pokażą palcem "to jest twoje łóżko" i każą leżeć w nim całymi dniami.łóżko na którym będziesz leżeć do końca życia,łóżko które okaże się twoim grobem,faszerowany codziennie haloperidolem,dla odmiany elektrowstrząsy jak któryś z personelu sie bardziej na ciebie wkurwi i twojego trupa wywiozą na wózku inwalidzkim na cmentarz naprzeciwko psychiatryka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nieboszczyk, przykro mi. Jednak nie można się poddawać, trzeba walczyć o siebie, bo co innego wtedy pozostaje jak się poddamy. W miarę własnych możliwości trzeba sobie wywalczyć najlepsze możliwe warunki. One mogą być bardzo złe w porównaniu do warunków innych, trudno, takie życie, taki los, dla jednych sprzyjający dla innych nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nieboszczyk, przykro mi. Jednak nie można się poddawać, trzeba walczyć o siebie, bo co innego wtedy pozostaje jak się poddamy. W miarę własnych możliwości trzeba sobie wywalczyć najlepsze możliwe warunki. One mogą być bardzo złe w porównaniu do warunków innych, trudno, takie życie, taki los, dla jednych sprzyjający dla innych nie.

nie poddawać się?nie poddawać się można jedynie w dwóch sytuacjach.regułą jest jedynie posiadanie popleczników i adwokatów słowem przyjaciół,znajomych,drugą połówkę,kochającą rodzinę lub ochroniarzy na których cie stać albo też kiedy jesteśmy dobrze poinformowani kiedy i zaco grozi czapa.jeżeli chcemy umrzeć i mamy trochę pieniędzy a sami jesteśmy za wielkie tchórze aby popełnić samobójstwo lub jesteśmy okropnie głupi lecimy do Indonezji,tam kupujemy sobie od byle kogo 8kg heroiny,przyklejamy ją sobie do klaciszona i usiłujemy z tym wrócić do kraju."wpadamy" na kontroli bezpieczeństwa kiedy pakunki zostaną wymacane czy piesek wyniucha i automatycznie zostaje uruchomiona przeciwko nam machina prawna służąca do usuwania przestępców z tego świata przeciwko nam. raz rozpoczęty proces przez jednego pieska służbowego czy pracownika straży granicznej już nie da się w żaden sposób zatrzymać.czyli kajdanki na łapy,areszt,rozprawa sądowa,kilka lat oczekiwania na śmierć w celi śmierci,pewnej nocy pobudka,przychodzi duchowny i po północy czasu lokalnego wyprowadzają w łańcuchach na polanę za lasem na wyspie Nusakambangan.i dorobisz się darmowej indonezyjskiej kulki w skroń od dowódcy jeżeli wcześniej przeżyjesz wielokrotny postrzał w serce od batalionu egzekucyjnego.a słabe ogniwa?wychodzą z łona matki "niedorobione" co zostanie zauważone w krótkim czasie pózniej przez lekarzy i pielęgniarki i zostaje wydany wyrok śmierci-diagnoza psychiatryczna i dylemat-"coś z tym trzeba zrobić"-tudzież musi zniknąć,społeczeństwo nie może o nim wiedzieć.tutaj zabójcza machina instynktowna zostaje już uruchomiona której nie da się już w żaden sposób zatrzymać zanim wadliwy genetycznie czy niedotleniony człowiek zaczyna żyć.właśnie najbardziej w tym "pomaga" matka tegoż dziecka i ojciec w tym zazwyczaj sami uruchamiając tą machinę zostawiając dziecko w szpitalu.jakoś żadne niemowlę nie przychodzi na świat z łona matki z myślami samobójczymi.każde przychodzi z podstawowymi potrzebami fizjologicznymi i instynktem samozachwawczym.to twoje "nie poddawać się ma się tak jak powiedzieć do tych skazanych na rozstrzelanie i kremację "powróćcie z deszczem".walczyć?czym walczyć z dziobaniem i ze stadem?nawet jak byś pierdolnoł drugą Car bombę pozostając sam na świecie,żyjąc "ze świniobicia" tudzież przywłaszczania sobie jedzenia z opustoszałych sklepów spożywczych twoja śmierć z głodu czy chorób nastąpiła by kilka lat pózniej.a kto da wariatowi atomówke?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
"nie poddawać się ma się tak jak powiedzieć do tych skazanych na rozstrzelanie i kremację "powróćcie z deszczem".walczyć?czym walczyć z dziobaniem i ze stadem?nawet jak byś pierdolnoł drugą Car bombę pozostając sam na świecie,żyjąc "ze świniobicia" tudzież przywłaszczania sobie jedzenia z opustoszałych sklepów spożywczych twoja śmierć z głodu czy chorób nastąpiła by kilka lat pózniej.a kto da wariatowi atomówke?

 

Uuuuuu, panie, opanuj się pan. Daję Ci najlepszą radę jaką można dać w tych okolicznościach a Ty tym gardzisz? Jeżeli ja od serca daję Ci radę, żebyś się nie poddawał a Ty tym gardzisz to ja w takim razie mam to gdzieś, niewdzięczniku. Rób sobie co chcesz.

 

Po za tym wydaje się, że korzystasz właśnie z "mojej" rady, nie poddajesz się, gdybyś się poddał nie byłoby Cię na tym świecie. Pewnie byłbyś dopiero zadowolony gdybym wysłał Ci kilka milionów, wybudował dom i przysłał najładniejsze pielęgniareczki do opieki albo w ogóle dał nowe ciało, żeby można było go użyć właściwie.

 

Po za tym, jak nie masz nic ciekawego w temacie do napisania to nie pisz nic, bo robisz tylko burdel tutaj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niewdzięczniku?jestem realistą.mówie to co dokładnie robi motłoch po zdiagnozowaniu danego chuchra.to nie jest moje widzimisie i kaprys.nie poddaję się na teraz ponieważ mieszkam u jednego poplecznika który powoli umiera przez postępujący paraliż.moje możliwości są na szczęście wystarczające aby mu pomagać w bieżących sprawach życia codziennego.nie mam rodziny.z dnia na dzień nie jestem młodszy.z roku na rok podupadam na zdrowiu.nie widze żadnej możliwości poznania kogokolwiek podobnego po nim.a zdrowym nie jestem potrzebny i ich traktuję tak samo jak oni mnie tudzież darzę ich podobną wrogością lękiem i obrzydzeniem.oddaję im to co mi dali w ciągu życia.i co dalej?miejski survival?miejski survival zabija.najtwardsi w nim przeżywają zaledwie kilka lat.znałem z widzenia jednego takiego co przesiadywał na przystanku całymi dniami.raz miał krwiaka po lewym okiem.nie ma go już od 2 lat.napewno nie spakował się i nie wyleciał za granicę.wygrana w totka i dom dało by jakieś czasowe zabezpieczenie materialne jednak też nie gwarantuje powrotu do społeczeństwa.wymagania "stada" to właśnie dorobić sobie nowe ciało tudzież przeszczep mózgu i mięśni.a mózgu się nie przeszczepi.i kto tu ma paranoję?ja czy to zakłamane stadko?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Treść tematu - gówno prawda, nie wszyscy mają skłonności do znęcania się nad słabszymi, to ma tylko około 20-25 % populacji i to w specjalnych okolicznościach.

Może to przybierać różne formy, czynnikiem wyzwalającym jest wyczucie słabości w innym osobniku.

Bardzo zawężone. Czynnikami wyzwalającymi u ludzi agresje w stosunku do innych są: (z moich obserwacji): długotrwały dyskomfort, stres, przeciążenie obowiązkami, strach, poczucie presji czasu, poczucie zagrożenia ze strony określonej osoby (dziesiątki jak nie setki powodów w zależności od kompleksów agresora względem tej osoby) instynkt stadny i poczucie identyfikacji (jak autorytety tak robią lub grupa albo mi każą to będę tak samo postępował) lęk przed tym co nieznane (ci co dopieprzali "słabym" ludziom pod publiczkę bali się ich i nie byli zdolni do agresji w kontakcie sam na sam z tą osobą bo nie była ona wtedy już słaba jak nie było grupki tylko "dziwna") osobiste kompleksy i pojechanie po nich (świadome bądź nie), zwyczajne nielubienie kogoś, chęć wyrównania rachunków, nuda....

A jeżeli do tego jeszcze jest okazja by się popisać przed innymi, to jest prawdopodobne, że dojdzie do jakichś zachowań upokarzających słabszą jednostkę

Żeby zaistnieć w grupie leszczy jako prowodyr, bo sam na sam byś się bał albo byłoby głupio?

Było masa dobrych chłopaków, w których ten mechanizm się wyzwolił, m.in. we mnie 8)

Emota jako podkreślenie poczucia własnej zajebistości?

Byliśmy empatyczni i współczujący w wielu przypadkach, osobiście czułem się dobrym człowiekiem.

Czuliście się tak sami, czy tak was ktoś rzeczywiście podsumował?

Jednak czasem wyzwalała się ta rządza, żeby kogoś upokorzyć, zgnębić a wyzwalaczem była sama osoba, jej słabość, bezbronność, bycie gorszym. Nie to, że człowiek czuł, że musi komuś dowalić, nie, nie. Człowiek miał ochotę robić dobre rzeczy, jednak sama obecność słabszej jednostki wyzwalała te mechanizmy. (Raz go zgnębiliśmy dosyć mocno, później naszła mnie głęboka refleksja i już mało co się go czepiałem, byliśmy dziećmi, sam później jednak doświadczyłem tego od innych). Tak właśnie, samo to, że wśród nas jest słabsza osoba wyzwala w nas wewnętrznego potwora (a czasem na odwrót, może powodować chęć niesienia pomocy, może to zależy m.in. od sympatii i antypatii).

Tego nie rozumiem, po co kopać i gnoić coś co i tak nie zareaguje? Słabe jednostki są najłatwiejsze do przeciągnięcia na własną stronę i do zmanipulowania a i często wcale nie są głupie, tylko nie mają jaj i mogą się przydać.

 

Byłem w życiu na różnych pozycjach, od silnej pewnej siebie jednostki do chorej, zalęknionej i słabej. Wielokrotnie widziałem jak ludzie do mnie się odnoszą w zależności od tego w jakim stanie jestem. W im lepszym stanie byłem, im bardziej pewny siebie byłem, tym większym szacunkiem, sympatią mnie darzyli. I na odwrót, im byłem bardziej zalękniony i słaby, ludzie wydawali się być bardziej skłonni do traktowania mnie bez szacunku, czasem jeszcze gorzej

W jakim sensie słaby? Przelękniony, niesolidny, nieodpowiedzialny czy jak?

(Można się tutaj zastanawiać dlaczego nie wyzwalała się w nich empatia, cechy, które wyzwalały by współczucie?

U większości się wyzwala

Dziecinne skłonności do gnębienia innych nie zanikają do końca. Co najwyżej są kontrolowane w ramach zrozumienia, jednak często przyjmują inne formy, mniej prymitywne

I tu szkoda, bo te prymitywne są najlepszą formą rozładowania stresu.

Jeżeli jesteś zdrowy i silny nie ma z tym problemu. Co najwyżej możesz konkurować o wyższą pozycję i ewentualnie tam doznać upokorzeń ale ogólnie będziesz sobie dobrze radził. Nawet nie musisz być lubiany, wystarczy, że nie dasz sobie wejść na głowę. Czasem tak jest, że jednostka, która nie potrzebuje współczucia ani sympatii dostaje jej w nadmiarze, natomiast jednostka, która potrzebuje nie dostaje tego, zamiast tego dostaje więcej pogardy, w ramach demonstracji własnej siły. Podejrzewam, że to osobniki beta mają takie skłonności aby przypodobać się liderom.

JA tam widzę 3 rodzaje ludzi, liderów, indywidualistów potrafiących swoje ugrać i najbardziej żałosnych jak by tu ich określić - followersów którzy najmniej akurat będą mieli.

 

A tak poza tym to widzę tu ciekawy przypadek projekcji i usprawiedliwiania się: zakładasz temat że wszyscy się znęcają nad innymi i że to kwestia siły i słabości jednostek, potem w temacie wypowiada się jednostka wybitnie słaba, wykonujesz minimum wysiłku żeby jej pomóc a potem dopierdalasz z podwójną zawziętością z jaką próbowałeś jej pomóc. Problemy z jajami czy co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na każdym etapie życia odbywa się selekcja naturalna, eliminowanie słabszych ludzi. Od poczęcia do śmierci. Oczywiście część zachowań jest nieświadoma, powiedziałbym nawet, że znakomita większość. Nie zmienia to faktu, że instynkty ścierają się z lewicową kulturą wrażliwości, która na pewnym etapie ewolucji zaczęła pojawiać się w ludzkich umysłach.

 

W momencie kiedy lewicowość zwycięży, nastapi koniec ludzkości. Dlatego konserwatyści nie lubią ideologii lewicowej jako zdroworozsądkowej i jedynie słusznej z punktu widzenia dowodów naukowych, nie żadnych bajkowych teorii kreacjonistycznych czy religijnych baśni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×