Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
SCF

Niekończąca się opowieść - czy to juz koniec mojego zycia ;(

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie,

 

Problemy z nerwica mam od okresu dorastania przy czym pierwsze epizody byly bardzo łagodne i bardzo rzadko sie pojawialy wiec nawet bez terapii sobie z nimi radzilem. Problemy zaczely sie 3 lata temu gdy bylem na ostatnim roku studiów.

Zaczely się jazdy z lekami natretnymi myślami uczuciem rozpaczy i na koniec zaczely sie pojawiac zaburzenia nastroju. Od tych 3 lat zaczalem brac stabilizator nastroju i przez ten okres bylo tak że bylo ok roku spokoju po czym pojawial sie nowy epizod który trwal 3 tygodnie potem kolejny trwal miesiąc ale one mijaly i stopniowo stawalo sie dobrze. Od sierpnia 2015 do listopada 2016 bylo ok, czulem się dobrze zaczynalem zapominac juz o nerwicy chodzilem juz wtedy ponad rok do psycholog która stwierdziła ze pora kończyć wizyty. Ja się cieszylem jak dziecko na nadchodzace swieta na 1 listopada itp.

Jeszcze w pazdzierniku zaczelo mnie cos brac bo i takie stany lękowe itp. Ale ignorowalem to. Przelomowy moment nastąpił gdy zaczalem rozmyslac o swoim libido które zniknelo 4 lata temu bezpowrotnie i nie ma momentow w ktorych w pelni wraca. Naraz pojawila mi sie myśl w głowie z okropnym lękiem: "skoro libido mi tak zniknęło to czemu np nie moze byc tak ze strace emocje na stale ?" poczułem ogromny strach nie do opanowania chociaz nie wiem co mnie tak wystraszylo ten strach byl nieadekwatny do sytuacji.

I to byl początek końca. Na raz po tej mysli jakby zdrętwiałem poczulem jak ze mnie odplynely tak dziwnie emocje, przestala mnie cieszyc muzyka w radiu ktorej słuchałem i wszystko dookola wydawalo sie dziwne. Próbowałem sie uspokajac mowic sobie ze od nakrecania sie tak wlasnie jest. Niestety to nie pomagalo bo odretwienie nie mijalo. Minelo 10 dni i ja zaczymalem sie z tego zbierać zacząłem sobie myslec ze co sie bede nakrecal. Ze mam dobry humor że to ze czuje dziwne takie odretwienie i ze sluchanie muzyki nie sprawia radosci to malo wazne elementy i po co sie pierdolami martwić. I pamietam ze ostatni dzien mojego zycia to byl 11 listopada. Po tym dniu wstalem niby to w super nastroju ale jakos tak w ciagu dnia wszystko mnie męczyło. Wieczorem pojechalem do dziewczyny to jakos nie mialem ochoty tam siedzieć i w koncu zebralem sie pod pretekstem bolu głowy a zwyczajnie popadlem w jakis dziwny marazm jakas taka pustke i zniechecenie. Pomyślałem ze to może kazdy miec takie dni i to olewalem. Nastepnego dnia zaczalem sie obawiac co jesli obnizy mi sie nastrój jesli zaczna znikac emocje. Bylem tamtego dnia juz i tak w nie najlepszym humorze. Po poludniu gdy poszedlem biegac zlapal mnie straszny dół i wszystko dookola mnie przygnebialo. Nadszedl kolejny tydzień i takie dziwne odczucia takiego niepokoju i odretwirnia juz sie za mna non stop ciągły. Przyszedl kolejny weeekend w ktory zlapalem mega doły. Potem juz bylo tylko gorzej. Na zabawie andrzejkowej zlapalem napady leku a na poczatku grudnia pojawila sie bezsennosc mocne doly i chec do placzu. Dobre spanie wrocilo ale doły pozostały. Święta byly moimi najgorszymi w życiu. Dopiero na sylwestra poczulem ze cos sie poprawia. Myslalem ze kolejny epizod juz mija. Ale tym razem bylo inaczej bo przy stopniowej poprawie pojawil sie okropny lek co jesli to tylko chwilowa poprawa nie umialem opanowac lęku. No i doly wróciły az do polowy stycznia. Pozniej niby sobie pomyslalem ze bede sobie zyl obok objawów i będzie dobrze. Faktycznie zaczely sie pojawiac momenty ze zapominalem o objawach zaczalem sie czuć lepiej. Może nie na 100% dobrze ale lepiej. 2 tygodnie tak bylo i zaczalem wierzyc ze to juz na prawde koniec. Niestety później pomimo prob ignorowania objawów ja ciagne czylem w wielu miejscach dziwny lek lub przygnębienie i nie cieszyly mnie codzienne rzeczy. Pomimo odpychania tego i zajmowania sie czyms innym te odczucia nie dawaly o sobie zapomnieć. Zaczela pojawiac sie frustracja ze nie umiem z tego wyjsc i co jakis czas pojawialy sie leki ze z tego juz nie wyjde pojawiala sie gleboka frustracja co kilka dni kilkudniowe doły i ogolnie bylo tak ze nie bylo dnia w ktorym bylo by 100% ok. Niby byly dni ze bylo lepiej ze nawet calkiem ok ale trwalo to gora 3 dni i znow robilo sie gorzej. W lutym przestalem brac stabilizator nastroju bo uznalem ze nic on nie daje. I w sumie od jego rzucenia nic sie nie zmienilo. Moment swiat Wielkanocnych byl przelomem bo nastąpiło znaczne pogorszenie. W wlk sobotę wieczorem złapała mnie taka pustka , a w niedziele bylem osowialy z apatia. W niedziele tez pilem ze znajomymi. Niestety za duzo alkoholu urwal mi sie film. I od momentu jak wytrzezwialem nast dnia zaczela sie ostra jazda. Poglebily sie problemy ze snem. We wtorek po swietach wstalem w takim stanie jakby mi zabili cala rodzine - tak sie czulem. Potem nocy albo nie przesypialem albo spałem po 5h. W nocy lapaly mnie silne leki uniemozliwiajace spanie. W ciagu dnia tez sie bardzo zle czułem. W ten weekend wyjechalem daleko z domu na wesele. Myslalem ze zapomne na troche o nerwicy. Niestety caly czas przesladowal mnie silny lek. Na samym weselu po godzinie od wypicia paru kieliszkow zaczely mnie lapac ostre leki graniczace z panika. Wiec nie pilem dalej uznajac ze to mi szkodzi. Ale leki mnie przesladowaly caly dzien wczoraj. Dzis zostalem w domu by odpoczac i odespac na siłę.

Ja sie czuje juz wykonczony tym... Nie widze sensu takiego zycia.

Moja psycholog kilka tygodni temu powiedziała ze sie poddaje i ze mi nie pomoże. Powiedziala zebym sie do kogos innego skierowal o pomoc. I na moje pytanie czy z tego wyjde powiedziala ze nie wie ze niektorzy wychodza z takich stanów ale jak ze mna bedzie to ona nie wie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyjdziesz, musisz tylko walczyc. I uwierzyc w to, ze jesli sie nie poddasz, bedzie lepiej. Masz przeciez rodzine, chociazby dla nich warto walczyc. Jesli psycholog nie pomaga popros lekarza o jakies leki podnoszace poziom serotoniny, np Escitalporam. I nie sluchaj takich tekstow, ze nie wiadomo czy z tego wyjdziesz. Jesli bedziesz szukal pomocy, znajdziesz ja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale to jest możliwe, żeby czuć się źle non stop ?

Żeby stan się jednostajnie pogarszał ?

 

Ja w ostatnich dniach nie wiem co się ze mną dzieje, czuje się jak za mgłą, nie czuję w ogóle pozytywnych emocji, czyję tylko smutek, złość i lęk. W nocy tylko koszmary i każdej nocy zrywam się po kilka razy z napadem lęku. Nie pamiętam kiedy ja się czymś cieszyłem. To jest jakiś koszmar...

 

Boję się że to jakaś choroba, bo przecież w nerwicy jest jakieś dno od któego można później się odbić, a ja tego dna nie widzę a schodzę cały czas coraz niżej i końca pogorszeń nie widać. Na przestrzeni kilku ostatnich lat stopniowo jest coraz gorzej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nerwica to też choroba... Znasz najlepiej to jak się czujesz, ile to trwa i co do tej pory zrobiłeś żeby sobie pomóc. Jeśli to nie przyniosło rezultatów szukaj pomocy dalej.

 

Wiem, że to Cie nie pocieszy, ja też dawno nie czułam radości w pełnym tego słowa znaczeniu. Też czuję pustkę, nie ma we mnie tych dobrych emocji, jest za to dużo złości, nienawiści i beznadziei. Ale wiem, że życie może sprawiać radość, trzeba tylko umieć sobie pomóc. Ze warto szukać szczęścia bo ono czeka gdzieś na każdego. Ty też w to uwierz

 

Poszukaj dobrego psychologa, opowiedz mu o wszystkim co czujesz, co cię boli. On będzie wiedział czy wystarczy terapia czy może potrzebny będzie psychiatra i leki. Niestety żyjemy w takich czasach gdzie wsparcie farmakologiczne często jest bardzo potrzebne.

 

Zadbaj też o kogoś komu na Tobie zależy. Rodzina, przyjaciele albo przyjaciel jeden ale taki od serca. Który zrozumie, wysłucha, zatroszczy się, zadzwoni.

 

I nie poddawaj się. Dasz radę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skąd u ciebie nadzieja jak caly czas jest źle ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po prostu wierzę w szczęście. Ze jeśli jest się dobrym, ma serce dla ludzi i chce być szczęśliwym można to osiągnąć. Czasem po prostu potrzeba ma to czasu, sił i może idzie pod górę, może do tego czasu dużo trzeba przejść, nie ma nic niemożliwego.

 

Ty też w to uwierz. I szukaj pomocy, szukają wsparcia. Dopóki sam się nie poddaszem jesteś na drodze do wygranej. Wiem co mówię bo też sporo przeszłam. Ale dalej walczę i dalej czekam na to co dobre. Póki co skupiam się na tym, co mam, na tym że mam pracę, pieniądze, zdrowie że niczego mi nie brak. Poza tym co straciłam. Ale z czasem i to się zmieni. Potrzeba na wszystko czasu i sil

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, mnie takie gadanie o dobrym sercu czy o Bogu w ogóle pociesza. Jakoś nie potrafię uwierzyć w to, że będę dobry i będę spełniał dobre uczynki i będzie kiedyś dobrze. Wiadomo, lepiej mieć nadzieję niż jej nie mieć, ale z widzę że jest trochę osób które tylko tą nadzieją żyją i pomimo że nic się nie zmienia to wierzą że coś się kiedyś zmieni. Ja bym może się z tym jakoś pogodził (chociaż na chwilę obecną ciężko mi sobie to wyobrazić), ale z miesiąca na miesiąc nerwica odsłania kolejne swoje asy i zaczynają się dziać rzeczy które wcześniej mi się wydawało, że niemożliwe aby się stało. Np byłem przekonany, że przychodzą takie złe stany to w końcu muszą minąć, okazuje się że jednak nie muszą. Myślałem że bezsenność pobędzie parę tygodni ale wkońcu odpuści - nie odpuszcza. Myślałem, że kilka dni masakryczneego samopoczucia pobędzie i chociaż trochę się poprawi, no i tym razem tak się nie dzieje. I wiele takich się pojawia. Zawsze miałem jakąś barierę, że coś się podziało to sobie pomyślałem, że już gorzej być nie może, a później się okazywało że jednak może.

Zwyczajnie się boję że w końcu będzie tak źle, że tego już nie wytrzymam. Byłoby łatwiej gdyby były jakieś dłuższe remisje, a ja mam wrażenie że to gówno coraz bardziej się zapętla i nasila.

Już teraz jest tak, że mogę powiedzieć, że tak źle się jeszcze nigdy w życiu nie czułem, że jeszcze nigdy taki gorszy stan tak długo się nie utrzymywał.

Nie potrafię tego logicznie ogarnąć jakoś sklasyfikować zaobserwować jakieś logiczne schematy tej nerwicy. To jest totalny chaos, żadnej regularności, żadnej zależności.

Gadanie sobie hasełek że nic mi się nie dzieje nic mi nie daje, ja się nie boję jakieś katastrofy, ja po prostu czuję cholerne cierpienie psychiczne od którego chociaż na chwilę chciałbym odpocząć. Był taki okres, że mocno sobie wmawiałem, że jest ok, że nie będę o tym myślał i się nakręcał to będzie dobrze, ale cały calutki czas pomimo takiego myślenia czułem się źle i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że się tylko oszukuję i to oszukiwanie nic mi nie daje. Oczywiście skończyło się to dodatkowym pogorszeniem stanu.

 

Nie do końca jestem przekonany czy to na pewno są tylko moje wkręty czy np fizycznie coś mi się z tym mózgiem nie dzieje. Bo np nie potrafię logicznie wyjaśnić dlaczego w poprzednich przypadkach ta nerwica ustępowała w pewnym momencie a teraz nie chce ustąpić przecież w wtedy się jej bardziej bałem, a teraz to już nie była dla mnie nowość więc o co chodzi... Było tak, że przychodził moment że zaczynało wszystko się stabilizować i ja po prostu czułem że robi się wszystko ok, czułem że to już się kończy. A teraz niby były jakieś chwilowe częściowe przejaśnienia ale czułem że to jesst nie to, czułem że pełna poprawa nie następuje, że jest tak samo jak z moim dawno umarłym popędem, który też naraz się spieprzył, potem był częściowe chwilowe poprawy ale coraz mniej coraz rzadziej aż w końcu całkiem gdzieś to zdechło. I tu się dzieje dokładnie tak samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedyne wyjście - dobry lekarz. I weź sobie to naprawdę serio. Możesz odrazu iść do psychiatry. Skoro tyle czasu już to trwa, nie próbuj sam sobie pomóc ale oddaj się w ręce specjalistów. Być może potrzebne będzie dłuższe leczenie, nie wiem nie znam się na tym, ale napewno sam Sobie nie poradzisz. Już dość mówieniao tym, co jest nie tak - pora działać :)

 

Życzę Ci dużo wytrwałości i cierpliwości, mam nadzieję że znajdziesz pomoc i ten stan minie dzięki wsparciu specjalistów. Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×