Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problem


bluelagoon

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie. Mam na imię Natalia i mam 21 lat.

 

Pisze do Was, bo sama nie wiem już co robić. Otóż mam problem, z którym sobie nie radzę.

Od marca zaczęłam żyć jednym tematem... Wojną.

A wszystko zaczęło się, gdy zaczął się konflikt ukraińsko-rosyjski. Zaczęłam obsesyjnie oglądać telewizor, przeglądać wiadomości. Na każdy głośniejszy dźwięk reaguje histerycznie.

Nie umiem się od tego uwolnić. Gdy od marca zaczęłam powoli jakoś się uspokajać, to ostatnio podczas spotkania koleżanka zaczęła ten temat.

Mam do niej trochę o to żal... Bo wcześniej gdy jej opowiadałam, to mówiła, żebym nie oglądała wiadomości, nie interesowała się tym. No to przestałam. A tu nagle Ona z tym tematem wyjeżdża. Mówiła, że wojna będzie i to jeszcze gorsza niż ta w 39 bo technika poszła naprzód. I że jest się czego bać, bo rosjanie są jeszcze gorsi niż niemcy.

Potem nagle z tekstem "ale nie mówmy już o tym, bo znowu zaczniesz się bać."

Cóż... Próbowałam. Znowu się zaczęło.

Nie przespane noce, wiadomości, najczarniejsze scenariusze.

Wiecie jak trudno odciąć się od medii? Przykładowo, gdy chce w pracy wejść na pocztę, to na górze przy ważniejszym wydarzeniu pojawia się taki wielki czerwony pasek...

Nie sposób go nie zauważyć. Nie sposób nie słyszeć przypadkiem radia, speakera w faktach...

Boję się wojny. Nie chce umierać, nie chce cierpieć. Wczoraj, zaczęłam czytać różne fora, gdzie ludzie się wypowiadali. Odpowiedzi... nie pomagają czasem.

Najbardziej wstrząsnął mną komentarz, gdy ktoś powiedział, że nie wie, czy jego żona nie usunie ciąży, bo przecież z niemowlakiem po okopach nie będą się kryć...

 

Ja sama... Jestem osobą niepełnosprawną. Ruchowo-od urodzenia poruszam się na wózku. I pamiętam co w liceum mówili na historii. W pierwszej kolejności zabijano takie osoby, bo nie były im do niczego potrzebne...

Wiem, że gdyby wybuchła wojna, to szybko bym odpadła, bo nie jestem w stanie uciec, ani walczyć. Ani nic.

 

Broń atomowa też przeraża. To dlatego tak się boję głośnych stukotów. Wczoraj wieczorem samochód jechał do sąsiadów, a ja miałam ciemno w pokoju i zaświeciło mi w szybę. Podskoczyłam jak oparzona, a serce długo nie mogło się uspokoić.

Wiem, że mam nerwicę. Bo mam ją od dawna. Ale jakoś dotąd próbowałam sobie z nią radzić. Potrafiłam wyciszyć ataki i ją uśpić... Teraz nie umiem.

Wiem też, że psycholog jest mi potrzebny. I poszłabym. Bo nie uważam to za wstyd. Ale nie mam za co i nie mam jak jeździć, mam spore problemy z dojazdem.

To akurat można załatwić, w fundacji do której należę, ma być jakieś dofinansowanie.

Ale to trochę potrwa. A ja nie wiem, czy do tego czasu nie zabiorą mnie w kitlu ;)

Albo co gorzej... Moje obawy się sprawdzą.

 

I nie wiem czy w ogóle jest sens to pisać. Wyrzuciłam z siebie tu emocje, ale na jak długo?

Zwyczajnie się boje.

:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Natalia!

 

Twoje obawy są na wyrost i pewnie zdajesz sobie z tego sprawę, bo wiesz, że chorujesz na nerwicę, która podpowiada Ci najgorsze scenariusze. Mimo logicznych argumentów, że nie ma się czego bać, Ty i tak się boisz. Mam tylko nadzieję, że fundacja, która się Tobą opiekuje, szybko zorganizuje jakieś dofinansowanie i będziesz mogła podjąć terapię, której wyraźnie potrzebujesz. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×