Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Keji

F64.9. Gender Identity Disorder (Gender Dysphoria)

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Pojęcie, podejrzewam, które nie do końca weszło w użycie w naszym kraju, coraz to z kolei popularniejsze w krajach zachodnich. Generalnie rzecz ujmując, chodzi o problemy zarówno z identyfikacją płciową (Czy pasuje mi a) moja biologiczna płeć b) rola, jaką wymaga ode mnie społeczeństwo w związku z biologiczną płcią), jak i z własną orientacją seksualną. I nie jest tu mowa wyłącznie o osobach transseksualnych, jakby się mogło wydawać.

 

Temat dla mnie osobiście bardzo ciekawy, swego czasu bardzo intensywnie zagłębiałam się w pojęcia związane z kwestiami płci emocjonalnej, orientacji itp, które u nas w Polsce jeszcze nie występują w użyciu. Jako osoba z bpd mam ogromny problem z postrzeganiem swojego obrazu także w tych kwestiach. Żeby ująć to prościej, nie wiem, jakiej orientacji jestem, czego i kogo szukam w seksie, ani jaką rolę chciałabym sama przyjąć. Moje życie seksualne albo bywało pełne udziwnień, albo nie toczy się wcale. Nigdy jednak nie było "normalnie" i na każdej drodze napotykam na jakieś przeszkody w rozwiązaniu tej kwestii, a problemu dodaje to, iż seksualność jako taka, jest bardzo płynna. Faktem jest tylko to, iż moje dojrzewanie w tych sprawach zostało opóźnione, po czym ,,popłynęło" nagle i gwałtownie: Nie przeżywałam pierwszych, naiwnych miłości, nikt mi się nie "podobał" jeszcze do czasów pogimnazjalnych, nie umawiałam się na dziecinne randki oraz nie otrzymywałam zainteresowania ze strony innych, do siedemnastego roku życia była to kwestia zamknięta, nie miałam jak się przetestować w tym względzie. Potem przyszedł okres manii, zaczęło się od wątków lesbijskich, przez przejmowanie dosyć niestereotypowych ról, aż po wielkie nic. Także moje związki stricte romantyczne były zawsze jednostronne, bez odpowiedzi, a więc nie mogły ulec urzeczywistnieniu; lokuję uczucia w ludziach niedostępnych. Mój obraz siebie zmienia się dynamicznie, bazuje gdzieś na granicy męskości i kobiecości, a ja sama nie odnajduję się ani w świecie heteryckim, ani homoseksualnym, bo do żadnego nie przynależę w pełni. Ktoś ma podobne wrażenia i przeżycia, bądź w jakikolwiek inny sposób jest w temacie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

trzy wymiary - płynna orientacja seksualna, płynne przechodzenie od władzy (dominacji) do poddania się władzy (uległości) i płynne przeskakiwanie z ról męskich do ról kobiecych

 

bardzo interesujący temat, zajrzę tu jutro, pod wieloma rzeczami o których napisałaś mógłbym się podpisać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Emocjonalnie czuję się biseksualna, nie miałam jednak okazji tego sprawdzić w praktyce i też się miotam i już nie wiem. W związkach hetero przyjmowałam rolę męską albo dziecięco-uległą, taki kolaż ról :D A teraz pustka. Czasami spodoba mi się kolega, czasami ciągnie mnie do koleżanki ale żadne relacje u mnie nie rosną poza rangę 'znajomy/kolega' więc... no.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zaburzenia identyfikacji z płcią są mega szerokim tematem. Z tego co mi się wydaje (ale to dawno temu czytałam, więc może się mylę) obejmują i transseksualizm i poczucie niezadowolenia z bycia kobietą/mężczyzną ale bez chęci korekcji płci, niedostosowanie do ról społecznych przypisanych k/m. orientacja nie musi wcale mieć związku z niechęcią do spełniania się w stereotypowej roli przeznaczonej dla każdej z płci, bo jest osobnym wymiarem...no ale czasem oba te zakresy się ze sobą łączą.

 

co do mnie to miałam etapy kiedy bawiłam się wizerunkiem płci przeciwnej (jako kobiecie jest mi łatwiej, jako mężczyzna w sukience pewnie spotkałbym się z agresją na ulicy), nosiłam bojówki, męskie koszule i kapelusze. mimo delikatnych rysów, przez krótkie włosy zdarzało mi się że mnie mylono z chłopakiem; bez problemu mogłam mówić o sobie w rodzaju męskim i wśród przyjaciół żartobliwie opowiadałam o sobie w trybie "byłem, zrobiłem, poszedłem". bardzo mnie to bawiło; mojego ówczesnego chłopaka wcale, "wyglądasz jak lesbijka" mówił. o ile zwykle wkurzały mnie stereotypy związane z "wyglądem" osób homoseksualnych, coś w tym było, że szukałam wtedy odpowiedzi na pytanie jakiej orientacji sama jestem. przez pewien czas wierzyłam że chyba homo, potem że bi, potem tęskniłam do powrotu do bezpiecznej heteroseksualności, szukania męża (teraz zapuszczam włosy, więc chyba tęsknota połączona z przerażeniem , ze nie założę rodziny znów dominuje;)

 

no ale nadal nie mam jasności w tym temacie. i nie wiem, czy to jakieś zaburzenie czy "chwilowe", dziesięcioletnie już, wahania.

;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
orientacja nie musi wcale mieć związku z niechęcią do spełniania się w stereotypowej roli przeznaczonej dla każdej z płci, bo jest osobnym wymiarem...no ale czasem oba te zakresy się ze sobą łączą.

 

Też rozdzieliłabym te pojęcia. Ostatnio rzuciłam stwierdzeniem do znajomego, iż "To, jaką rolę płciową odgrywasz, jakie stereotypy przejmujesz i jakie odrzucasz, nie jest przyczyną ani nie ma związku z twoją orientacją seksualną" (W takim kontekście, że on akurat należał do tych bardzo bardzo urokliwie kobiecych mężczyzn, także z zachowania i poruszył temat, iż duża część kobiet nigdy nie uważałaby go za wystarczającego, traktują go wręcz jako parodię siebie samych. Ja z kolei nie odczuwałabym tego tak, bo ta kobiecość nie jest u mnie na tyle rozwinięta i pielęgnowana, by mogła zostać w jakiś sposób "urażona", a może wręcz dobrze by te cechy moje i faceta tego typu kolidowały. Nota bene, jakoś tak wychodzi, że nigdy moje uczucia nie zostały skierowane ku stricte heteroseksualnemu mężczyźnie, "zabawnie" wygląda laska uganiająca się za gejami/biseksualistami, którzy i tak ostatecznie stawiają na to pierwsze i ogólnie świetnie czująca się w ich gronie. Żałuję, że nie urodziłam się homoseksualnym facetem, ale z drugiej strony nie chciałabym zmienić płci. Wynika to nie tylko z korelacji cech, ale i czasem z podobnych sposób życia, celów - czasem, bo oczywiście geje i lesbijki mają niejednokrotnie te same pragnienia, co heterycy- bo sama nie myślę o rodzinie, nie chcę jej, podobnie jak posiadać dzieci, wśród osób homo jest większa szansa na to, że dana osoba nie będzie na to naciskać. Egoistyczne? Cóż)

 

Z tą rolą to też jest dziwnie. U mnie generalnie wbrew pozorom życie jest bardzo tchórzliwe i takie, żeby coś dotknąć, zobaczyć, ale na chwilę, co by nie ponosić konsekwencji i nie zostawiać śladów. Gdybym była mężczyzną, to pewnie Piotrusiem Panem, modlącym się, by tylko taka odpowiedzialność, jak rodzina np nigdy mi się nie przytrafiła. Ale wracając, mimo problemów z dłuższymi i głębszymi relacjami, potrafię - oprócz bycia totalną szmatą - być także bardzo opiekuńcza, czuła, potrafię zdominować, krzyknąć, choć czasem na granicy histerycznej groteski i ogólnie wolę mieć wszystko w swoich rękach, nawet jeśli roztrzęsionych i nieporadnych. Nigdy nie pogodziłam się z kobietami w swojej rodzinie i ich chorą uległością, biernością, niezaradnością. Zawsze walczyłam przeciwko temu, byłam bardziej zwrócona ku ojcu i do tej pory mam z nim lepszy kontakt, a jednak często z tej walki wychodził mi cyrk. Ostatnio facet chciał mnie podręczyć słownie, i uświadomił, jaką pierdołą jestem pod maską bycia ostrą i waleczną, więc chyba stoję jedną albo dwiema nogami wciąż w tej kobiecości, której nie trawię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to co piszesz o swoim koledze jest dla mnie ciekawe, ale również dlatego że właśnie geje i lesbijki są bardzo często naznaczani stereotypami mającymi na celu podkreślić, iż wszystko w ich zachowaniu i wyglądzie wręcz krzyczy "przekroczyłam/łam płeć!!!" jest to obecne zresztą w określeniach typu "zniewieściały", "męska", "ciota", "babochłop" stworzonych po to by kogoś przywołać do porządku, poniżyć. przy okazji całą grupę baaaardzo różnorodnych ludzi (w końcu orientacja to jedna z cech a nie jedyna cecha tożsamości) wpycha się w elegancki schemat. stąd przemocy doznają nie tylko osoby homoseksualne, ale wszyscy którzy pod tę kategorię są wpisywani (podejrzani o...) ze względu na zamiłowanie do określonego stylu ("zbyt" eleganccy chłopcy, "zbyt" sportowo ubrane dziewczyny)...takie to "głupie" a działa doskonale :/

 

co do wyborów osób do związku to też mnie to kiedyś zastanawiało. po pierwsze dlaczego tak trudno mi uwierzyć, że relacja będzie trwała a ja będę w niej szczęśliwa, po drugie czemu wybierałam delikatnych, zamkniętych w sobie chłopaków i odważne, pewne siebie dziewczyny;) ciekawe przemieszczenie. a jaka sama jestem? chyba gdzieś pośrodku wycofaniem a chęcią wojowania ze światem. na razie ze światem przegrywam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze mną jest jakoś dziwnie. Jestem kobietą, czuję się kobietą, nie chcę zmieniać płci, nigdy o sobie nie mówiłam w rodzaju męskim, fizycznie nawet jestem dość kobieca (spory biust, szerokie biodra, miękkie rysy twarzy). Z drugiej strony zawsze lubiłam bardziej męskie albo unisex ciuchy (a od kiedy przytyłam do ponad 70kg noszę prawie wyłącznie takie, bo w sukienkach, które mi się podobają, wyglądam pognieciony serdelek), namiętnie noszę męskie kapelusze, nie cierpię delikatnej, kobiecej biżuterii. Typowo kobiece czynności i hobby a la buszowanie po sklepach, gadanie o trendach w modzie, oglądanie albo czytanie romansideł wręcz mnie obrzydza i siłą nawet nie można mnie do tego zmusić. Mam też sporo typowo męskich cech osobowości (chociaż kobiece też), a nawet częściowo męski sposób poruszania się czy gestykulację.

 

Nie mam bladego pojęcia, czemu tak mam. ^^' Nie przeszkadza mi to kompletnie, akceptuję się, ale mam problem z "rola, jaką wymaga ode mnie społeczeństwo w związku z biologiczną płcią". Zupełnie nie widzę się w roli typowej żony i matki, nie interesuję się ani nie umiem wykonywać prac domowych. Tzn co do dziecka to może i bym chciała, ale adoptować - takie już podrośnięte, z którym mogłabym się normalnie komunikować.

 

Co do orientacji seksualnej, to mam sprecyzowaną, jestem biseksualna. To "płynna orientacja seksualna, płynne przechodzenie od władzy (dominacji) do poddania się władzy (uległości) i płynne przeskakiwanie z ról męskich do ról kobiecych" zupełnie mnie nie dotyczy. Z drugiej strony zauważyłam, że z wiekiem coraz bardziej zwracam się w stronę kobiet - mężczyźni ciągle podniecają mnie fizycznie, ale coraz trudniej mi jest wyobrazić sobie poważny, długoletni związek z mężczyzną. Może dlatego, że wielu z nich zwyczajnie mnie drażni swoją niekonsekwencją - najpierw z wyższością i politowaniem mówią o typowo kobiecych zachowaniach, cechach, zajęciach, a potem są wielce zaskoczeni i zbulwersowani, że właściwie żadne z nich mnie nie dotyczy. No to halo. Albo was kręcą bezradne, zaczytujące się w romansach, wydające całe pensje na ciuchy histeryczki, albo was nie kręcą. Mam wrażenie, że część facetów wiąże się z kobietami tylko po to, żeby móc czuć nad kimś wyższość. Obrzydza mnie to i zniechęca. A może to przez to o czym pisała Keji - że ponieważ nie widzę się w roli matki podświadomie zwracam się w stronę osób, z którymi jest mniejsza szansa, że tych dzieci zechce, przynajmniej ode mnie.

 

Ogólnie kręcą mnie męscy faceci, tak fizycznie jak i psychicznie, ale jest sporo wyjątków, np. swego czasu fascynowałam się Brianem Molko, a Davidem Bowie (i Tildą Swinton) fascynuję się do tej pory. Ciężko mi tu się jakoś ujednoznacznić.

 

Mówiłam, że mam dziwnie. ^^

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tumblr_mqbg6auFlY1stjk4so1_500.jpg;)

 

-- 05 lut 2014, 18:17 --

 

Nota bene, warto jeszcze rozróżnić pociąg seksualny od pociągu romantycznego. Rozbicie tych dwóch może być dosyć problematyczne, ale myślę, że takie sytuacje zachodzą.

 

-- 08 lut 2014, 00:34 --

 

A co powiecie na teorię postgenderyzmu? Uważam to za mega ciekawe.

 

Postgenderyzm – ruch społeczny, polityczny i kulturalny, którego członkowie postulują dobrowolną eliminację płci społecznej (gender) poprzez stosowanie zaawansowanej biotechnologii i wspomaganych technologii reprodukcyjnych[1]. Za twórcę terminu postgenderyzm we współczesnym rozumieniu uważa się kanadyjski futurysta George Dvorsky[2].

 

Postgenderści uważają, że obecność ról płciowych, stratyfikacji społecznej i poznawczo-fizycznych różnic wynikających z płci ogranicza jednostkę, a co za tym idzie całe społeczeństwa. Postgenderyści sądzą, że gdyby istniała możliwość reprodukcji wspomaganej technologicznie, seks z powodów reprodukcyjnych przestałby być potrzebny; gdyby post-genderowi ludzie mieli możliwość – zgodnie ze swoją wolą – zarówno zajść w ciążę, jak i być ojcem dziecka, zaowocowałoby to eliminacją sztywno określonych płci w społeczeństwie[1].

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Będę tu kontynuować temat, który wybrzmiał ostatnio w wątku psychoterapii poczynając od postu:

http://www.nerwica.com/co-na-dzisiaj-czyli-dziennik-psychoterapii-t40115-19950.html#p2151373, a kończąc na poście:http://www.nerwica.com/co-na-dzisiaj-czyli-dziennik-psychoterapii-t40115-19978.html#p2151858 (oraz mi się przypomniało, że również kiedyś w wątku "Wojna płci" mniej więcej odtąd:http://www.nerwica.com/wojna-p-ci-t39686-252.html#p2027589 dotąd: http://www.nerwica.com/wojna-p-ci-t39686-266.html#p2027832)

 

Odpowiadając na posty z wątku "Co na dzisiaj , czyli "dziennik" psychoterapii":

 

ego, Z tego co piszesz znasz w jakimś stopniu przyczyny ( a przynajmniej częśc ) swoich zaburzeń.
O boziu, a to tego może być jeszcze więcej? ( pogrubienie moje) :smile: Tak w ogóle to nie uważam, że jestem zaburzona w kwestii płci. Nie ma nawet takiego zaburzenia, które by polegało na nienawiści do własnej płci biologicznej, przy jednoczesnym w zasadzie braku poczucia przynależności do jakiekolwiek płci.

 

Pytanie czy mając już trochę samoświadomości, starasz się coś z tym zrobic.
No zrobiłam, zamknęłam się w domu, odizolowałam od jebniętego moim zdaniem społeczeństwa, jebniętego pomimo, że uważam, iż znam powody tego jebnięcia. Lepsze to chyba, niż gdybym z tym nożem na ulicę, chyba nie?

 

Nie chodzisz na terapię - ok, nie każdy musi. Jestem tez przeciwna wkładania człowieka na siłę w ramy zwłaszcza ustalone społecznie.
No ja też jestem przeciwna.

 

Każdy ma prawo życ jak chce, może byc społecznym odszczepieńcem, dopóki nie krzywdzi tym innych.
A jak krzywdzi ich osobisty , będący częścią ich świadomości , czyli ich światopogląd?:)

 

Ale nie wynika z Twoich postów, abyś z tym była szczęśliwa...
Ee no ,czyli dobrze wynika. :mrgreen:

 

Tak tu Was sobie podczytuję czasami i miałem wrażenie, że o ile Inga_beta jest śmiertelnie poważna (i egocentryczna), to ego zwyczajnie sobie kpi i podchodzi z dystansem do swojej płci i roli w społeczeństwie. Jeśli jednak to wszystko jest na serio, to :shock:

Tak ogólnie to całkiem serio prawdą jest, że nienawidzę swojej płci. Kpić to sobie też oczywiście kpię z płci, genderu i tych innych zboczeństw, ale to tak bardziej z bezradności, jak chęci robienia sobie jaj...taka bardziej czarna komedia to, niż kabaret. :pirate:

 

Na przykładzie ego można tłumaczyć o co chodzi w gender.
Zgadza się.

 

Uważaj bo Cię feministki namierzą i wykorzystają;)
Nie ma takiej opcji, jakby co, to mam na nie "młot". Ja do feministek podchodzę dość krytycznie. :mhm:

 

Owszem tak było i u mnie, ale dlaczego mam się przejmować opiniami idiotów ?
Ale co konkretnie to było?

 

Ci ludzie, którzy Cie wyśmiewali, maja niesamowita władze nad Toba, i sama im tą władze dałas - podporzadkowas swoje życie ich wymaganiom i osądom.
No mają nade mną władzę, w końcu są większością w cisnormatywnym społeczeństwie. Co ja mam im zrobić? wyrżnąć wszystkich? :bezradny:

 

Nikt Cie nie trzyma w takim społeczęnstwie, w Amsterdamie lub Kalifornii Twoje problemy by nie istniały.
Istniałyby, tylko być może nie musiałabym się z tym, aż tak kryć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Lepsze to chyba, niż gdybym z tym nożem na ulicę, chyba nie?

 

Nie.

 

No mają nade mną władzę, w końcu są większością w cisnormatywnym społeczeństwie. Co ja mam im zrobić? wyrżnąć wszystkich? :bezradny:

 

Tak!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale co konkretnie to było?
Konkretnie androgyniczny wygląd, przez co byłam brana za ciepłego chłopca.
No mają nade mną władzę, w końcu są większością w cisnormatywnym społeczeństwie. Co ja mam im zrobić? wyrżnąć wszystkich? :bezradny:
Ale jaką władze ? konkrety pls !
Istniałyby, tylko być może nie musiałabym się z tym, aż tak kryć
Zrozumiałam, ze problem to piętnowanie przez ludzi Twojej niechęci do kobiecości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wydaje mi się, że własnie z potrzeby ochrony siebie, swoich praw powstają ruchy społeczne. Coraz więcej róznych mniejszości domaga się uznania, i dobrze, każdy ma prawo żyć w pełni bez konieczności kulenia sie przed kimś. Nienawiść do ogólnie społeczeństwa nic nie da, można żywić nienawiśc do wrogów ale nie da się zaprzeczyć temu, że społeczęństwo skałda się z różnych osób. Więc izolowanie się od społeczeństwa zakładając, że ono jako takie jest przeciwko mnie jest zamykaniem się na wiele dobra, które może stamtąd płynać. Fajnie użytkowniczka bittersweet napisała w jednym poście, że szkoda by było się zamknąc bo dużo jest do stracenia, marzenia po prostu.

 

także mozna szukać osób, z którymi można coś robić w celu zmian społecznych, nadgryzać, wbijać szpilki, edukować itp., nawet jeśli miało by to nic nie przynieść. Przez to kształtuje się siebie, nie twierdzę, że tylko przez to, w zasadzie można też nic takiego nie robić jeśli się dobrze w życiu czujemy. Osoby odbiegające mają trudniej ale też trzeba spojrzeć an to, że wiele się jednak zmienia, życie mam nadzieję dąży do konoslidacji ludzi dobrych a idiotów będzie eliminować choć to nie nastąpi od razu więc trzeba się liczyć z cierpieniem. Pytaniem jest co i dlaczego nam się nie podoba, niestety z pewnymi defektami w sobie musimy się pogodzić ale nie jest to przecież wina społeczeństwa, można jednak wpływać na społeczeństwo żeby mnie szanowało nie będac przy tym cynicznym. Oczywiście nie jest łatwo ale kogo za to winić ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie to się wydaje, że ego ma jakieś natręctwo czy coś w tym stylu, jeśli ktoś dokucza ego, ze nie chodzi w szpilkach to moze sie z nim nie zadawać przecież i po kłopocie, durniów wszędzie pełno, trzeba omijać.

choć faktem jest, że niektóre zakłady pracy ustalają określony kobiecy dress code i trzeba nosić buty na obcasie, malować twarz i paznokcie :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Konkretnie androgyniczny wygląd, przez co byłam brana za ciepłego chłopca.
To w sumie tak jak u mnie. Po prostu ogólną cielesną aparycję mam taką androgyniczną( i osobiście bardzo lubię ją!) i przez to potem wynikają z tego nieporozumienia. Tylko rzecz w tym, że ja nigdy nic specjalnie nie robiłam żeby się celowo upodobnić do płci męskiej, bo ja nawet w męskich ciuchach nie chodzę tylko raczej damsko uniseksowych i to w celach wygodnickich, a nie propagandowych. Jeśli już propagandowych, to w ramach sprzeciwu wobec seksistowsko-szowinistycznego traktowania, polegającego na automatycznym przypisywaniu mi cipkowatych cech, na podstawie samej tylko biologicznej przynależności do określonej płci. No mam kilka par bardziej męskich spodni, ale to też nie wynika u mnie z żadnej chęci udawania faceta, tylko po prostu krój męskich spodni bardziej mi się podoba, że jest taki luźniejszy i nie obciska człowiekowi tyłka i ud.

 

Ale jaką władze ? konkrety pls !
No władzę uczynienia ze mnie, traktowania mnie, jak jakiegoś dziwadła, którym ja się w głębi ducha nigdy nawet nie poczuwałam być, ale w skutek społecznej propagandy nabrałam poważnych do zasadności tych podejrzeń społecznych.

 

Zrozumiałam, że problem to piętnowanie przez ludzi Twojej niechęci do kobiecości.
Nie, w żadnym wypadku, to mnie akurat nawet bawi, jak napiszę coś obrazoburczego, kpiącego o kobiecości i ludzie się tym gorszą. :mrgreen:

Przecież wiadomo, że moja niechęć do kobiecości nie ma charakteru pierwotnego, tylko wtórny, wytworzony na tle nieakceptacji przez ludzi mojego absolutnie naturalnego sposobu bycia, który jak mówię w sposób uświadomiony nie miał u mnie na celu stania się facetem , czy coś w tym stylu. No jak byś ciągle słyszała z lewa czy to prawa, że ciągle robisz coś nie tak, jak powinnaś jako przedstawicielka określonej płci, to proste, że w pewnym momencie zaczynasz rzygać to pierdoloną kobiecością, która gdzie się nie obrócisz to Cię ogranicza i jest źródłem tylko i wyłącznie życiowych frustracji.

 

mnie to się wydaje, że ego ma jakieś natręctwo
No myślę, że na tym etapie, to jest to jakieś tam natręctwo ,skoro w sytuacjach społecznych notorycznie moje myśli zajmuje rozmyślanie nad tym co inni sądzą na temat zgodności mojego zachowania ze społecznym kanonem kobiecości i czy już patrzą na mnie jak na dziwadło czy może dziś dobrze się maskuję z "męskimi' przejawami mojej natury i myślą, że jestem całkiem "normalna". :silence:

 

choć faktem jest, że niektóre zakłady pracy ustalają określony kobiecy dress code i trzeba nosić buty na obcasie, malować twarz i paznokcie :]
Ciekawi mnie czy by przeszło pozwanie takich ciuli o dyskryminację ze względu na płeć- w końcu od facetów nie wymagają chodzenia w szpilkach i malowania tapety. :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O cześć ego :papa: pewnie wstałaś przed chwilką, zjadłaś już śniadanie? Ja się jeszcze nie położyłem nawet.

Faceci też często słyszą, że robią coś nie tak względem tego jak powinien się zachowywać "prawdziwy mężczyzna".

Tego właśnie sformułowania się używa "prawdziwy mężczyzna" nieraz z dodatkiem: "a nie jak [tu wstaw obraźliwe określenie]".

Jednak ja tam sobie za wiele nie robię z tego, bo ta zagrywka się zdewaluowała w toku zbyt częstego zagrywania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jetodik, nie, nie zjadłam jeszcze, znowu zaczęłam dzień od przywitania się z forum.:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No władzę uczynienia ze mnie, traktowania mnie, jak jakiegoś dziwadła, którym ja się w głębi ducha nigdy nawet nie poczuwałam być, ale w skutek społecznej propagandy nabrałam poważnych do zasadności tych podejrzeń społecznych
Ty komus dajesz nad sobą władze, przejmując się cudzymi opiniami. Równie dobrze można twierdzić, ze jeżeli pies kogos obszczeka, to ma władze nad ta osobą :P
Przecież wiadomo, że moja niechęć do kobiecości nie ma charakteru pierwotnego, tylko wtórny, wytworzony na tle nieakceptacji przez ludzi mojego absolutnie naturalnego sposobu bycia, który jak mówię w sposób uświadomiony nie miał u mnie na celu stania się facetem , czy coś w tym stylu. No jak byś ciągle słyszała z lewa czy to prawa, że ciągle robisz coś nie tak, jak powinnaś jako przedstawicielka określonej płci, to proste, że w pewnym momencie zaczynasz rzygać to pierdoloną kobiecością, która gdzie się nie obrócisz to Cię ogranicza i jest źródłem tylko i wyłącznie życiowych frustracji.
Raczej powinnas rzygac ludzmi, którzy Cie ciagle pouczają...

a/dlaczego im na to pozwalasz ?

b/dlaczego się tym przejmujesz ?

c/ jeżeli nie potrafisz zastopować tej sytuacji, dlaczego nie zmienisz środowiska na bardziej tolerancyjne ?

to jest to jakieś tam natręctwo ,skoro w sytuacjach społecznych notorycznie moje myśli zajmuje rozmyślanie nad tym co inni sądzą
to jest Twój problem, gdybyś miała poczucie własnej wartości, to bys lała na opinie innych :idea:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Raczej powinnas rzygac ludzmi, którzy Cie ciagle pouczają...
Już nie pouczają, nie mają nawet ku temu okazji.. A gdybym się urodziła biologicznym facetem , to nigdy by w ogóle nie mieli.:]

 

a/dlaczego im na to pozwalasz ?
Bo nie ma sposobu, aby im tego zabronić. No chyba, żeby jęzory im powycinać. zresztą teraz to już nie ma praktycznie żadnego znaczenia dla mojego życia.

 

b/dlaczego się tym przejmujesz ?
Bo nie umiem, nie umiałam się nie przejmować przytykami pod swoim adresem. Widocznie słaby typ układu nerwowego, pełen komplet: zjebana płeć, zjebany mózg i zjebane życie. :lol:

 

c/ jeżeli nie potrafisz zastopować tej sytuacji, dlaczego nie zmienisz środowiska na bardziej tolerancyjne ?
Wtedy dopiero straciłabym ostatecznie resztki szacunku do siebie, że uciekam z podkulonym ogonem, to znaczy teraz oczywiście też siedzę z podkulonym, ale przynajmniej mam ciepłe spanko, komputer przed nosem ,żarcie pod nos i wyjebane przy tym na cały pierdolony świat. To jest najlepsza opcja jaką widzę. No śmierć by była lepsza, rzecz jasna, ale na razie nie mam odwagi się sprzątnąć.

 

to jest Twój problem, gdybyś miała poczucie własnej wartości, to bys lała na opinie innych :idea:

Moje akurat poczucie wartości, jest adekwatne do tego co sobą prezentuję, tak akurat... :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ego, z lubością tłumaczysz ,że niczego nie możesz, nie chcesz albo nie potrafisz zmienić. Może istnieje na forum wątek "wyuczona bezradność " , bo w tym znowu robisz OT ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
a problemu dodaje to, iż seksualność jako taka, jest bardzo płynna.

 

U przeciętnego człowieka nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
U przeciętnego człowieka nie jest.
U znacznej części, szczególnie kobiet jest, także refren może być kiedyś sama nieźle zaskoczona, gdy jej się chłopcy odwidzą. :]

Refren, a Ty co sądzisz o genderze? jako katoliczka przyjmujesz pewnie katolicki punkt widzenia, polegający na tresurze kobiet na usłużne i bierne istotki, a facetów na panów świata?

 

ego, z lubością tłumaczysz ,że niczego nie możesz, nie chcesz albo nie potrafisz zmienić. Może istnieje na forum wątek "wyuczona bezradność " , bo w tym znowu robisz OT ;)
Moim zdaniem to nie tyle wyuczona bezradność, bo ja nie neguje całkowicie własnej sprawczości, tylko brak możliwości podjęcia działań satysfakcjonujących, w odniesieniu do przyszłości, czyli chodzi o to, że każda dostrzegalna nawet możliwość, jawi mi się jako coś jałowego, bezsensownego, nie prowadzącego do polepszenia mojej sytuacji. To tak ogólnie odnosi się całego mojego życia, a nie tylko do poruszanego tutaj problemu. po prostu całe moje życie sprowadza się do bezsensu, jeszcze dodatkowo spotęgowanego ograniczeniem przez płeć.

 

No a wracając do tematu, nie wiem czemu, ale pewne psychiczne zadowolenie sprawia mi nabijanie się z kobiecości, pisanie źle o kobietach itd czuję wręcz ulgę po tym. wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, dopiero pisząc kilka razy na forum, rzeczy będące jakąś kpiną z kobiet, dotarło do mnie, że ja czuję ulgę po czymś takim, jakby jakieś spore napięcie spływało ze mnie, a jak się nie wyładuję i zduszam to w sobie , to potem nieraz boli mnie głowa( choć to nie dotyczy tylko tego akurat mojego problemu),i szczerze mówiąc nawet nie wiem nawet dlaczego tak jest, ani skąd to się bierze. A jak płachta na byka działa na mnie, gdy ktoś pisze dobrze o kobiecości, jako o czymś pożądanym, pięknym i wartościowym, a fuj. Weszłam wczoraj w wątek psychoterapii, i od razu mi ciśnienie skoczyło, bo dziewczyny tam dalej wałkowały kobiecość, tylko właśnie raczej w przeciwstawnym ujęciu do mojego, pozytywnym, choć dla mnie odpychającym. Nonsens dla mnie jak kobiety mogą pochlebnie wyrażać się o byciu kobietą, i tej całej kobiecej fizjologii, która je tylko ogranicza w człowieczeństwie, od której jedyną jako taką , ale tylko częściową ulgą będzie menopauza, a całkowitą dopiero trumna. Zastanawiam się czy kobiety wyrażające zadowolenie z własnej płci, lubią ją naprawdę, czy to taki mechanizm obronny, w obliczu bezradności wobec tego faktu. No bo jak można być zadowolonym z tego, że ma się przykładowo te cycki i ten tzw. okres? No jak? i to jeszcze wiedząc, że pół świata nie ma tego problemu, a samemu jest się udupionym na całej linii! :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ego, kobiecy mizoginizm?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ja nie neguje całkowicie własnej sprawczości, tylko brak możliwości podjęcia działań satysfakcjonujących, w odniesieniu do przyszłości
hue hue

 

Co do fizjologii kobiecej, tez mnie na początku odstręczała, ale co zrobisz, nic nie zrobisz. Można jedynie minimalizować straty, zgodnie z zasadą, ze inteligencja to umiejetnosc przystosowania do powstałych warunków. Co do kobiecości jako takiej, nie wiem o czym mówisz, tyle definicji kobiecości, co kobiet

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×