Skocz do zawartości
Nerwica.com

czuć żar do kogoś tyle czasu


maestitia

Rekomendowane odpowiedzi

Jak długo można kochać kogoś z kim się nie jest ? Dlaczego za każdym razem czuję piorun i zachowuję się głupiutko?? kończy się, że widać jak rozbudzają się we mnie uczucia na nowo...ten żar, którego nie można darzyć na prawo i lewo!!! celuje do wybranego ... znamy się od małego grzdyla- nasi rodzice organizowali zloty indianistyczne w latach 90, takie obozy dla ludzi zainteresowanych kultura indian ameryki pólnocnej...co roku odbywaja sie takie spotakania, az po dzis dzien..jako dzieciaki choć wtedy byliśmy gdzieś obok siebie..nie myśląc o sobie...potem przepaść w spotkaniach- nie przyjezdzalam juz tak czesto- rozwod rodziców..moje życiowe kolejne dylematy...po kilku latach pojechałam na spotkanie zobaczyć się z moimi zlotowymi znajomymi- spotkałam X , ale tez przedstawił mnie swojej dziewczynie- mieliśmy , ja 18 on 22.. zawsze podkochiwałam się, ale nie potrafiłam zacząc, czekajac na rozwiązanie - zreszta przezywałam strasznie motyw, ze wychowaywalam sie sama z ojcem i mialam buntowniczy okres dojrzewania w tym czasie. Mieszkalismy tez w innych zakątkack Polski. Zloty Nas emocjonalnie łaczyły- relacje kumpelskie.. Powracając do tematu- Przedstawił mi swoja pierwsza milosc i potem wyjechał do Szkocji.Zostałam w kraju, szamotałam się ze swoim życiem, wychowywałam psa huskiego Zorikę.Tułałam się z nią po różnych mieszkaniach, zmieniałam prace, jezdzilam po polsce, spotykałam nieodpowiednich mężczyzn, nie mogłam się w nich zakochać..a może w podświadomośći blokowałam pełny dostęp...kontakt z X znowu ucichł.Zylismy swoim swiatem..mialam przerwe na uczestnictwie w zlotach indianistycznych, czyli PRPI ( dla zainteresowanych tą tematyką) Po 5 latach pojechałam z bratem. Był X. ŁApał mnie wciąż tym znanym i iskrzącym ...wzrokiem.Ogłosił nowinę ,że jego partnerka zostawiła go i zabrała 2 letnią córeczkę do jakiegoś "frajera".Jak to na zlocie, otoczka w pełni ciela, muzyka , śpiewy, zapach ogniska... piwko i nocne rozmowy do rana.Znowu się zbliżeliśmy..dawne relacje wróciły- ale wpierw kumpelskie. Po 2tyg. Zlocie musiałam wracać. Oczywiście znane uczucie wracało do mnie...X staral sie byc blisko i czulam sygnały, ktore wysylal- wiedzialam , ze sie mna interesowal, ale z czasem stwierdzilam, iz mial prawo, rowniez sie szamotac w podchodach- jak nastolatki- jedno zagaiło, to drugie dystansowało i tak jakoś dziwnie.Jako kumple lepiej nam to szło, nie schizowalismy sie...zdecydowalam spotkac go jeszce szybciej, bo wracal do szkocji, ale mial przyleciec na slub swojego przyjaciela.Az do Slaska- oboje daleko mieszkamy. Bez zastanowienia spakowałam tabołki i razem bawilismy sie na weselu... lecz wtedy ja juz mialam swoje problemy lekowe, nerwicowe, czesciej bylam zamknieta, bardziej jak mala dziewczynka, i nie moglam ukryc maslanych oczek..widział we mnie ta mala dziewczynke...potrzebowal kobiety...wywnioskowalam..a ja potrzebowalam wtedy kogos kto mnie zlapie za reke...napilismy sie na weselu..zostala w pewnym momencie ignorowana..nie wiem dlaczego...X jest typem komedianata, i zawsze go dupsko nosiło, mnie tez, lecz przy nim sie diametrialnie zmienialam ..z nerwów jak kołek..zaczął bawić się z inną dziewczyną pamiętam..a ja odgrywałam wewnętrzne żale...wiem, też ze cały czas przeżywał rozstanie..upił się na zgon, ale byłam przy nim.wróciliśmy autokarem ...do jego rodziców.Była tez tam jego juz wtedy 4 letnia córka Nikolka.Nawiazałyśmy super relacje..do tej pory jak mnie widzi to biegnie z raczkami otwartymi i krzyczy "ciociaaa".Wracając do miejsca.Zaczęłam swoimi lękami przeżywać, miłąm chaos w głowie zamiast się nacieszyć i tworzyc wspolne chwile, on tez był zamotany..i nie moglismy sie dotrzec..oboje czulismy mur.Było zbliżenie- z perspektywy czasu- chyba emocjonalna próba.Wróciłam...a on do Szkocji.Zaczelismy pisac maile do siebie- oboje ciagle czulismy sie samotni..ale nigdy nie moglismy sie tak przelamac, otworzyc wydaje mi sie- kazde z nas przechodziło na osobno trudne chwile, znajmosci..brakowalo nam tego wspolnego ogniwa, poróżnilismy sie..ale oboje mamy cos ku sobie..bynajmniej ciagle tak czuje, znamy sie juz dlugo przecierz.Objawil sie pomysl zebym przyleciala do niego do Szkocji w formie niespodzianki i odwiedzin.. kupiłam bilet..zaalarmowałam ,że bedzie nalot. Po ciezkiej podrozy, to był grudzien ..mialam problem z wystartowaniem..sniezyca po 8 h w oczekiwaniu na wystartowanie (3razy siedzialam w tym samym samolocie!) nerwy mna kolataly na maxa...wystartowalismy w koncu..lecz wyladowalismy na zupelnie innym lotnisku. Zamiast w Edynburgu to w Glasgow!!!i stamtąd musiałam szukac połaczenia, pierwszy raz w nowym kraju.X byl w pracy...udalo mi sie dotrzec.X czekal na mnie.przeszlam obok niego , zmeczona podroza, nie zauwazajac jego nawet...znowu dopadly mnie leki.Dobilismy do jego mieszkania.wypilismy ze wspolokatorem szkocką i zaczęło się...wybuchłam, płaczem bo nagromadziło się tyle żali, i wogóle o zyciu ..ze juz sobie nie daje rade..nie ten czas znowu..patrzyla na mnie ...nie wiedzial co zrobic, sam mial swoje na glowie..byl przerazony lekko, nie tak mialo wygladac spotkanie..mialo byc milo...a ja znowu jak kolek sie zrobilam,,, uciekalam...bylo mi wstyd...x sie nie mogl rozluznic sam i otworzyc..wrocilam zalamana..x wygladal na zrezygnowanego..wcale mu sie nie dziwie..napisał jak oboje doszlismy do siebie..nie pamietam dokladnie wszystkiego..wszystko przez emocje..tak bardzo chialam byc blisko niego..poznac glebiej..ciagle relcje kumplowskie..Napisał, zebym moze przyleciała i zamieszkała z nim, bo wiedzial ze , mecze sie w Pl. - malo platna praca, ciagle na wynajmowanym, samotnosc...brak wsparcia ze strony ojca..mialam wtedy psa huskiego Zorike... staralam sie ogarnąć temat...czas uciekał...ja przeżywałam..zradzały się wątpliwości...w miedzy czasie przez samotność narobiłam sobie błedów , panikowałam..i wkoncu zrypałam -nie przyleciałam...Nasz kontakt tez powoli ucichł...oboje jakgdyby mamy swoje schizy...i nasze oczekiwania sie rozniły...podgladamy się na portalach...odzywam sie sporadycznie, damian tez...potem przy spotkaniu, ktore mialo miejsce niedawno - polecialy zarzuty ..czemu sie nie odezwalam, na co ja przeciez widziales zdjecia ..mogles tez sie odezwac...moze nie widzialam jego prob i pozytywów...moze i on moich...uczucie nadal jest ciagle sie kumuluje, ucicha pod plaszczem zyciowych dylematow, ale jest czujne...spi jak trzeba...wczoraj wrocilam wlasnie ze spotakania indianistycznego i znowu kloda...balam sie rozmawiac..potem zaczelam unikac odchodzilam , nie dopuszczalam tego uczucia...nie chcaialm by znowu odczul , ze mi ciagle zalezy, zegnajac sie odwrocilam sie na piecie nie mowiac zbyt wiele usmiechnelam sie i chcialam szybko ominac ten kadr, stal i patrzyl sie na mnie jak na głuptaska.mowil cos do mnie jeszcze..udalam idiotke, odrzucilam moment...motalam sie..on mnie zna ...jesli czuje to samo..bo nkigdy nie moglismy opowiedziec sobie o tym uczucia w jakis ulotny sposob...albo ja idealizuje...bylo ze przytulalam sie i przyklejalam jak przylepa, byl czas gdzie mi uciekal...bo ja jak mala dziewczynak chcialam do taty...na koana..przez moje zagubienie, on sie stresowal..sam w sumie ma swoje schizy, bo tez oberwal w zyciu..czy da sie to kiedys sprostowac...los ciagle daje nam sie spotkac..spontanicznie...nie wiem ..zrobil mi sie znowu emocjonalny bigos i nie moge przetworzyc myśli..a wczoraj o 1 zadz. do niego..na szczescie nie odebral...nad ranem zadz. odebralam niby ze skacowana ..ze popilam i ryplam numer..i nie moglam wykrztusic slowa przez ten lek!!!poprowadzil rozmowe...sam sie zakrecil i pozegnal bo byl w pracy..na co ja tylko pa pa i pach słuchawkę czerwoną...no i jak tu budowac relacje pozytywne..zalezy mi chyba bardziej na nim , niz jemu...nie wiem co myslec...on wie ze ja zaraz panikuje, i sie boi w to wkrecac...nienadaza za mna moze..nie lubi pisac o uczuciach w wiadomosciach..wogole nie lubi pisac..woli rozmawiac..a ja tu jestem spalona...chcialabym sprobowac jeszcze raz, bo znamy sie juz dlugo, mamy wspolna pasje, ale moze zbyt inne doswiadczenia, spojrzenia...chemia jest...ale w sumie to moj obraz...nie wiem do konca jak x czuje...domniemam...moze i blednie odbieralam sygnaly..co o tym sadzicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyta się jak fabułę filmu i tylko czeka aż bohaterzy w końcu nabiorą odwagi by wyznać sobie miłość i razem żyć szczęśliwie :D Ale tak nie jest. W sumie miałaś i masz nadal okazję to czemu sie wciaż dystansujesz? Może wyślij mu tego posta jak nie jesteś w stanie wykrztusić z siebie czegoś więcej. Bo myślę, że jak nie spróbujesz w końcu to będzie to Twój największy życiowy błąd, a on może nie czekać w nieszkończoność i w końcu kogoś siebie znajdzie. Masz trochę problemów nad którymi trzeba popracować i myślę, że o tym dobrze wiesz, ale musisz sie przełamać i zacząć ustawiać życie w końcu na jakiś lepszy tor.

Co Cię tak hamuje do końca? Widać, że Cie rozumie i by Ci nawet pomógł. Bo albo pójdziesz na całość albo musisz to wszystko rzucić w cholerę i teraz juz chyba nadszedł czas by podjąć decyzję i się więcej nie szarpac z tym.

 

Cheers

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko ładnie, pięknie, ale dlaczego oceniasz jego postawę względem siebie tylko w jednym kierunku <- w tym, którym chciałabyś, aby podążała? W takich sytuacjach właśnie ciężko jest cokolwiek doradzać, gdy druga strona nie może opisać tego, jak to widzi.

Ja osobiście(jako osoba całkowicie obca i mająca do dyspozycji jedynie ocenę jednostronną) widzę tu co najwyżej chęci( z jego strony) do utrzymania kontaktu na stopie kumpelskiej(widać, że brakuje mu przyjaciela do różnych życiowych spraw), a nie chęci do żeniaczki, które Ty swoją deczko nachalną postawą(chociażby poprzez robienie z siebie wiecznie poszkodowanej życiowej ofiary) próbujesz wymusić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kolekcjoner snów, ..jestem jak porządna powieść ;) jest wiele życiowych i ciekawych rozdziałów. Jeśli chodzi o post pisany pod wpływem wspomnień, analiz, uczuć , emocji-> "dupa blada" , że tak powiem. Z moimi zaburzeniami emocjonalnymi - szukałam pomocy, próbowałam sama zapanować nad emocjami... byłam dziś u Pani Psycholog. 1 wizyta - mam leki i wstępną diagnozę, w środku mnie jest zamknięta mała cierpiąca dziewczynka..X ma dosyć tego tematu, aczkolwiek nigdy nie wykazywał zainteresowania- ja jako szukająca utraconej rodzicielskiej miłośći- zbyt często traciłam kontrolę i tak jak EmInQu, stwierdził z jego strony musiałam być w niektórych momentach nachalna, lecz nie w strone "żeniaczki" a bliskośći emocjonalnej( sex nie wchodził w gre nawet!)...zwracałam uwagę w nieodpowiednich momentach i tym samym niezrozumiałym dla niego zachowaniem. Spoko. trudno- zostawiam to za sobą! dosyć zrobiłam z siebie ofiarę losu ... X ma swoje na głowie, miał też poprzednie perypetie z jego byłą, przy każdej rozmowie, zawsze wracał do tej traumy..ja słuchałam. koniec. kumpla też potrzebowałam go , ale ciężko jeśli iskrzyło do niego..więc kiepski ze mnie kumpel, nie mogłam uczuciowo złapać dystansu i luzować najnormalniej, przez tą potrzebę akceptacji...biorę się za siebie. Naprawię obolałą duszę i w przyszłośći , będę całkiem wporzo partnerką, a kiedy trzeba kumplem - wychowałam się wśród braci i kuzynów, znam potrzeby męskie, - wolę robić ciekawe rzeczy, ale i czasem podziałać w swoim damskim świecie, gdzie mogę być delikatna i wrażliwa- tego nie zmienię...kuchnia, przecież jestem atrakcyjną kobietką!!czuje męskie spojrzenia, gdzie się pojawię..tylko tam w środku ...rozdarta i zamknięta...Chłopaki rozkwitnę i możliwe ,iż ktoś czeka na mnie równie interesujący i doświadczony życiowo ...,wiedzący czego pragnie i akceptujący mnie w 100%.Będę zadzierac czasem nosek do góry i nie pękać...ale w flirciarski sposób..przede wszystkim będę sobą , zmysłową ,naturalną , ze swoimi pasjami i uśmiechniętą wiecznie( z dołeczkami) kobietą. amen :105: dziękuję za wasze wnioski :papa:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie ciężko się to czytało, czasem nie wiadomo czy chodzi o stalowe spojrzenie czy stanie i spojrzenie. Ale przeczytałem to całe. Najtrudniejszy do przeczytania tekst za jaki chyba w życiu się mi zdarzyło czytać. Nie wiem nadal o co Ci chodzi ale ok. Pomyśl sobie tak. Jesteś jedną z 4 miliardów osób na świecie. Jesteś pyłem. Twoje decyzje nie mają wielkiego znaczenia, a to kogo pokochasz obchodzi nawet nie jeden procent ludzkości. Reakcje chemiczne każą Ci się rozmnożyć, dlatego też tak Cię ciągnie do danej osoby. Pewnie napisałem głupoty, ale część to pewnie prawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×