Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
OceanSoul

syn alkoholika będzie taki sam??

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie..

Jestem bardzo krótko w związku z chłopakiem, którego ojciec jest alkoholikiem.. I mimo, że próbuje racjonalnie sobie wytlumaczyć, że przecież to dopiero początek, że dopiero się poznajemy i nie wiadomo jak będzie dalej, to nachodzą mnie co jakiś czas myśli "to z założenia jest bez sensu, po co się w to pchasz".. Całe życie tłukli mi do głowy, że najważniejsze to popatrzeć na rodzinę faceta, a ja zawsze uważalam, że jest to owszem ważne, ale nie najważniejsze.. I teraz mam bitwy myśli..

 

Dodam, że interesując się tematem DDA odkryłam, że sama mam prawie wszystkie objawy DDD.. Mam toksycznych rodziców (szczególnie mama), moje dzieciństwo nie było normalne, chociaż alkoholu nigdy w domu nie było.. I wiem, że przez to również mam takie wahania w swoich uczuciach i myślach - to tak dla lepszego naświetlenia sprawy.. I mimo krótkiego czasu bycia z moim chłopakiem widzę, że to ja mam większe problemy w okazywaniu uczuć i rozmowie o nich niż on, że to ja jestem zimna emocjonalnie, a nie on - mimo że to on jest z takiej rodziny..

 

Czy jest wśród was ktoś w związku z kimś z takiej rodziny? Albo znacie przykłady, że syn wcale nie musi być taki, jak ojciec?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To kwestia samoswiadomosci swoich problemow i pracy nad nimi. Boisz sie ze chlopak bedzie pil? To chyba najmniejszy problem..gorzej jezeli swoje skrzywienia zwiazane z ojcem alkoholikiem bedzie przenosil na rodzine. Obojgu wam przydalaby sie terapia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja już postanowiłam sobie, że pójdę do psychologa, bo widzę coraz wyraźniej, że odcisneło to na mnie straszne piętno, ta "moja z pozoru normalna rodzina, w której nic nie brakowalo"..

 

No boję się, że będzie pił, bo wiecznie powtarzali mi w domu, że "chłopak będzie jak ojciec" itp..

On też ma świadomość tego, że niektóre problemy (np. w kontaktach z ludźmi) wypływają z przeszłości, czy uważa się za DDA - tego jeszcze nie wiem, na pewno gdy temat wypłynie, to będę musiała z nim porozmawiać o tym..

 

Chyba po prostu szukam jakiejś nadziei, że nie jest to z góry bez sensu (jak zapewne powiedzialaby moja mama, gdyby sie o tym dowiedziała..).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No boję się, że będzie pił, bo wiecznie powtarzali mi w domu, że "chłopak będzie jak ojciec" itp..

e tam znam takich co alkoholu do ust nie wezma pomimo ze rodzic pil ale i tak trudno z nimi zyc i ich cechami DDA.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No on abstynentem nie jest, pije że tak powiem normalnie jak na faceta i studenta, ale ogarnia sytuację.. Raz tylko powiedział mi, że przesadził (wtedy mnie nie było), za to w przeszłości wiem, że więcej pił (wcześnie zaczął, starsza siostra go wkręciła w starsze towarzystwo) - teraz twierdzi, że przez to że sie wyszalał nie szaleje jak inni w naszym wieku.

No ale właśnie widzę, że chyba nawet gorszym problemem jest syndrom DDA, bo dopiero od jakiegos czasu sama widzę, jak moje zaburzenia przeszkadzały i przeszkadzają w życiu i jak dominują nad moim zachowaniem.. Obowiązkowo idę na terapie..

Tylko chyba i tak będzie ciągle mi towarzyszyła myśl "czy ten zwiazek ma jakiś sens".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Albo znacie przykłady, że syn wcale nie musi być taki, jak ojciec?

no oczywiście, że tak chociażby facetów ode mnie z terapii, którzy nie dość, że nie zostali alkoholikami to dodatkowo walczyli ze swoimi odchyłami w związku z byciem DDA

ja co prawda facetem nie jestem, ale nie jestem alkoholiczką, mimo że mój ojciec był

mówienie, że córka jest jak matka, a syn jak ojciec to duże uproszczenie, tak samo mówi się np o dziedziczeniu figury co jest kompletną bzdurą, bo ja np mam figurę po rodzinie ze strony ojca

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, ono zobowiązuje :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Albo znacie przykłady, że syn wcale nie musi być taki, jak ojciec?

no oczywiście, że tak chociażby facetów ode mnie z terapii, którzy nie dość, że nie zostali alkoholikami to dodatkowo walczyli ze swoimi odchyłami w związku z byciem DDA

 

mówienie, że córka jest jak matka, a syn jak ojciec to duże uproszczenie, tak samo mówi się np o dziedziczeniu figury co jest kompletną bzdurą, bo ja np mam figurę po rodzinie ze strony ojca

 

A są całkowitymi abstynentami, czy piją, ale po prostu z umiarem? :) Ten temat jest dla mnie nowy, nie miałam nigdy styczności z alkoholizmem..

Wiem, że uproszczenie, to jest generalizacja straszna, czego ja nie lubię strasznie.. No ale jednak wbili mi te teksty tak do głowy, że siedzą ciągle we mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

OceanSoul, wydaje mi się, że zbyt dużą wagę przywiązujesz do tego picia, ale rozumiem lęk z tym związany. Zależy ci na tym, żeby twój facet był abstynentem całkowitym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie to wszystko przez to, że się nasłuchalam "patrz na rodzine, twój facet będzie jak jego ojciec" a już o takich problemach to zawsze bylo, że to patologia, że nienormalne i że dzieci alkoholików też piją, jak nie teraz to w przyszlości na 100%...

 

Nie zależy mi na tym, żeby był abstynentem, tylko właśnie przez te teksty i przez nieudane małżeństwo mamy (a co za tym idzie, kazania na temat przyszłego faceta - mimo że do tej pory go nie było nawet) jestem strasznie przewrażliwiona...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witajcie..

Jestem bardzo krótko w związku z chłopakiem, którego ojciec jest alkoholikiem.. I mimo, że próbuje racjonalnie sobie wytlumaczyć, że przecież to dopiero początek, że dopiero się poznajemy i nie wiadomo jak będzie dalej, to nachodzą mnie co jakiś czas myśli "to z założenia jest bez sensu, po co się w to pchasz".. Całe życie tłukli mi do głowy, że najważniejsze to popatrzeć na rodzinę faceta, a ja zawsze uważalam, że jest to owszem ważne, ale nie najważniejsze.. I teraz mam bitwy myśli..

To, że w rodzinie pojawiał się alkohol, nie jest żadnym wyznacznikiem tego, że dzieci takich osób będą w przyszłosci powielać te same błędy, co ich rodzice. Mój ojciec był alkoholikiem, ojciec mojego partnera też, a jednak do alkoholizmu nam daleko. Psycholog nie wspominała mi nigdy o żadnych zależnościach między rodzicem alkoholikiem, a dzieckiem, chociaż wiele artykułów o tym wręcz trąbi

 

No on abstynentem nie jest, pije że tak powiem normalnie jak na faceta i studenta, ale ogarnia sytuację.. Raz tylko powiedział mi, że przesadził (wtedy mnie nie było), za to w przeszłości wiem, że więcej pił (wcześnie zaczął, starsza siostra go wkręciła w starsze towarzystwo) - teraz twierdzi, że przez to że sie wyszalał nie szaleje jak inni w naszym wieku.

 

Znam przypadki, które kiedyś sporo piły, ale w sumie nie było to nigdy interpretowane przez pryzmat rodzica alkoholika. Z czasem przestali tyle pić i piją tak, jak napisałaś "normalnie", w granicach zdrowego rozsądku można powiedzieć. Żadnych objawów alkoholizmu nie zarejestrowałam. Najlepszy przykład może być mój. Gdzieś od 15 roku życia wpadłam w towarzystwo miłośników taniego wina. Czy jestem alkoholiczką? W żadnym wypadku. Każdemu czasem zdarza się przesadzić, każdy czasem miewa kaca mordercę, również wszyscy znani mi dda.

 

No ale właśnie widzę, że chyba nawet gorszym problemem jest syndrom DDA, bo dopiero od jakiegos czasu sama widzę, jak moje zaburzenia przeszkadzały i przeszkadzają w życiu i jak dominują nad moim zachowaniem.. Obowiązkowo idę na terapie..

Uważam, że w tym wypadku Twoja decyzja jest bardzo mądra i dorosła. Jeśli przerastają Cię jakieś aspekty Twojego dzieciństwa warto o tym porozmawiać. Ja podjęłam terapię w wieku bodaj 18 lat. Skutecznie z psychologiem rozprawiałam się ze wszystkim, co mnie męczy. Trochę za późno trafiłam do poradnii, ale jednak na moje oko udało mi się z tego stanu całkiem sprawnie wyjść. Z dda nie mam już odczuwalnych problemów.

 

Czy jest wśród was ktoś w związku z kimś z takiej rodziny? Albo znacie przykłady, że syn wcale nie musi być taki, jak ojciec?

Jasne, pisałam wyżej, że mój tatko był alkoholikiem.

 

A są całkowitymi abstynentami, czy piją, ale po prostu z umiarem?

Dawno temu mając naście lat piłam więcej w ramach eksperymentów bardziej niż faktycznego powolnego wpadania w alkoholizm. Nikt ze znanych mi wówczas ludzi w ten nałóg również nie wpadł. Po prostu później każdy poszedł w swoją stronę. I dodam, że znaczna większość miała jakieś przeboje w rodzinie. Nie mówię, że w każdym wypadku się człowiek wykaraska z nałogu, bo to w dużej mierze zależy od psychiki. Jeśli Twój facet otwarcie się przyznaje, że kiedystam mu się przesadziło, to myślę, że już jest spoko. Pisałaś, że pije w "granicach normy" - no i dobrze. Gorzej, jakby się kitrał po kątach, żeby tylko sobie alko w gardziel wlać, nie uważasz?

 

No właśnie to wszystko przez to, że się nasłuchalam "patrz na rodzine, twój facet będzie jak jego ojciec" a już o takich problemach to zawsze bylo, że to patologia, że nienormalne i że dzieci alkoholików też piją, jak nie teraz to w przyszlości na 100%...

Ale bzdury. To jest po prostu złe, że przez pryzmat rodziny, dziecko też skazuje się z góry na niepowodzenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No właśnie to wszystko przez to, że się nasłuchalam "patrz na rodzine, twój facet będzie jak jego ojciec" a już o takich problemach to zawsze bylo, że to patologia, że nienormalne i że dzieci alkoholików też piją, jak nie teraz to w przyszlości na 100%...

Ale bzdury. To jest po prostu złe, że przez pryzmat rodziny, dziecko też skazuje się z góry na niepowodzenie.

 

No właśnie mama cały czas tym tlumaczy sobie swoje beznadziejne małżeństwo - że wiedziała, że u taty w rodzinie nie jest kolorowo i to zbagatelizowala. A ja mam teorię, że samo to to pikuś, tylko widocznie umknęło jej wiele szczegółów u samego taty - no samo to, że jedyny raz dał jej kwiaty tuż przed ślubem, gdy prawie miało do niego nie dojść - to już dla mnie jest dziwne.. No ale ona wie swoje, zrzuciła calą winę na jego rodzinę i na to, że on się maskował ponoć... Nie znam nawet wielu szczegółów o ich związku przed ślubem, bo nie mówi o nich, tylko zawsze jeden tekst: "płakał mi, że nie chce takiej rodziny, a ja uwierzyłam" i dlatego tak tłukli mi do glowy takie teksty... Plus "nie powtórz mojego błędu, bo nie dam rady jeszcze Tobie pomagać"....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No ale ona wie swoje, zrzuciła calą winę na jego rodzinę i na to, że on się maskował ponoć..

Tego, jak między nimi jest faktycznie nigdy się nie dowiesz, z racji tego, że Twoja mama dość jednostronnie przedstawia "konflikt" w związku. Moja też początkowo to robiła, ale doszła do wniosku, że oczernianie ojca do niczego dobrego prowadzić nie może i kiedy byłam starsza, a ojciec się ogarnął, dała mi wolną rękę, czy chcę z nim kontakt utrzymywać czy nie. Wiem jak było ze strony rodziny taty i ze strony rodziny mamy, co poniekąd ułatwiło mi ocenę rzeczywistości.

 

Plus "nie powtórz mojego błędu, bo nie dam rady jeszcze Tobie pomagać"....

Moja rodzicielka starała się mnie chronić przed powielaniem jej błędów z przeszłości. Sęk w tym, że chronić da się, ale do pewnego stopnia. Poza tym, jaki jej błąd miałabyś powtórzyć? Wiadomo, że świadomie nie wpakujesz się w nic takiego. Uważam, że niektóre rzeczy wychodzą dopiero po pewnym stażu w związku i nie sposób jest ich przewidzieć. Co więcej, sztuką jest radzenie sobie w takiej sytuacji, kiedy już z kimś jesteś i coś złego się dzieje. A na moje oko Twoja mama tylko tak mówi, że nie będzie Ci pomagać. Zależy też w jakim kontekście to powiedziała, ale moja generalnie mówiła to samo i koniec końców i tak pomaga mi, gdy mam jakiś problem, nieważne jakiej natury. W końcu jestem jej córką. Mama na pewno bardzo Cię kocha, nie do końca zdaje sobie sprawę ze szkodliwości słów, jakie Ci wpaja. Moja często powtarzała w odniesieniu do związków, że ten i ten facet "są jak Twój ojciec", co oczywiście nie było prawdą, ale jednak mimo wszystko potrafiła takie rzeczy mówić. Kilka szczerych rozmów o popełnianiu błędów jakoś naprostowało sytuację.

 

-- 06 sie 2013, 20:34 --

 

Poza tym, terapia też z tego typu rzeczami pomogła mi się uporać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie pamiętam od kogo dokładnie z forum mam ten link.

Ale pop-psychologia istnieje. I jest skuteczna jak odkurzacz parowy z telezakupów.

http://psycho-kit.pl/?p=75

 

Ale. Taka psychologia pop dobra jest żeby w ogóle zacząć z psychologią i zająć się czymś poważniejszym. Bo hamerykańscy naukowcy to nie wyrocznia delficka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Poza tym, jaki jej błąd miałabyś powtórzyć? Wiadomo, że świadomie nie wpakujesz się w nic takiego. Uważam, że niektóre rzeczy wychodzą dopiero po pewnym stażu w związku i nie sposób jest ich przewidzieć. Co więcej, sztuką jest radzenie sobie w takiej sytuacji, kiedy już z kimś jesteś i coś złego się dzieje. A na moje oko Twoja mama tylko tak mówi, że nie będzie Ci pomagać. Zależy też w jakim kontekście to powiedziała, ale moja generalnie mówiła to samo i koniec końców i tak pomaga mi, gdy mam jakiś problem, nieważne jakiej natury. W końcu jestem jej córką. Mama na pewno bardzo Cię kocha, nie do końca zdaje sobie sprawę ze szkodliwości słów, jakie Ci wpaja. Moja często powtarzała w odniesieniu do związków, że ten i ten facet "są jak Twój ojciec", co oczywiście nie było prawdą, ale jednak mimo wszystko potrafiła takie rzeczy mówić. Kilka szczerych rozmów o popełnianiu błędów jakoś naprostowało sytuację.

 

-- 06 sie 2013, 20:34 --

 

Poza tym, terapia też z tego typu rzeczami pomogła mi się uporać.

 

No właśnie wg niej powtórzenie jej błędu, to wpakowanie sie w związek nie patrząc na rodzinę i wybranie faceta takiego, jak ojciec.. Skutek taki, że do tej pory byłam sama (nie licząc jednego pseudo-związku, ktory szybciej się skończył niż zaczął), bo po prostu się bałam i poza tym mam typowy lek przed bliskością itp.. No i patrzenie na każdego faceta w kategoriach "czy on się nadaje na mężą" - też właśnie przez to gadanie wieczne.. A teraz, gdy w końcu poczułam coś więcej (nie miłość, bo to jeszcze nie to), ale COŚ do jakiegos faceta, to sie okazało, ze z rodziny alkoholowej..

Po prostu wiem, że gdyby teraz mama o tym wiedziala to bylby wrzask, kazania i rozkaz zerwania z nim - na 100% taka reakcja by była.

 

Wiem, że mama mnie kocha - powiedziałabym, że nawet za bardzo, bo naczytałam się o toksycznych rodzicach i u niej właśnie to jest - nie kocha ojca, więc przelała to na mnie, tylko że takie kochanie za bardzo, nadopiekuńczość i to wszystko z tym związane robi więcej szkód niż pożytku czasami.. A np. rozmawiać ze mną o moich problemach czy po prostu o mnie, moich odczuciach nigdy nie potrafiła, i chyba nie interesowało jej zbytnio nigdy co czuję, bo ona wie lepiej co jest dla mnie dobre..

 

No dlatego ja właśnie wiem, że obowiązkowo muszę iść na terapię, ale póki co jestem w mieście rodzinnym i musze przeczekać wakacje :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Różnie z tym bywa. Jedni będą całkowitymi abstynentami, inni normalnie pijącymi, jeszcze inni pijakami, a jeszcze inni alkoholikami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

OceanSoul, mnie właśnie psycholog wówczas nauczył radzić sobie z takimi reakcjami rodzicielki. Tzn, mam swój rozum, ale wiadomo, że samemu czasem opracowywanie wyjścia z sytuacji jest cieżkie, a tu osoba z zewnątrz mogła na trzeźwo spojrzeć na moje relacje i coś mi doradzić, nie zmuszając przy tym do niczego.

 

A np. rozmawiać ze mną o moich problemach czy po prostu o mnie, moich odczuciach nigdy nie potrafiła, i chyba nie interesowało jej zbytnio nigdy co czuję, bo ona wie lepiej co jest dla mnie dobre..

Różne są relacje matka-córka.

 

No dlatego ja właśnie wiem, że obowiązkowo muszę iść na terapię, ale póki co jestem w mieście rodzinnym i musze przeczekać wakacje :)

Ciesz się póki co czasem wolnym i nie zadręczaj się niczym. Alkoholikiem nikt nie staje się z dnia na dzień, więc nie masz się czym martwić ;) Szybko czas zleci, polecisz pogadać z terapeutą, może coś Ci się rozjaśni i ułatwi podejmowanie decyzji. A póki co korzystaj z wakacji. Będzie dobrze :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mnie właśnie psycholog wówczas nauczył radzić sobie z takimi reakcjami rodzicielki. Tzn, mam swój rozum, ale wiadomo, że samemu czasem opracowywanie wyjścia z sytuacji jest cieżkie, a tu osoba z zewnątrz mogła na trzeźwo spojrzeć na moje relacje i coś mi doradzić, nie zmuszając przy tym do niczego.

 

A jakie teraz masz stosunki z mamą? Tzn wypomina Ci, jak coś Ci nie pójdzie, że np. ona mówiła że tak będzie itp, czy już się nauczyła, że to Twoje decyzje i ich skutki? Bo ja ciągle się boję, że mama będzie mną kierować takimi reakcjami właśnie, mimo nawet terapii (bo jak kiedyś jej powiedziałam, że chcę iśc do psychologa to mnie wyśmiała, że mam iść i niech mi on powie, że ona nic takiego złego nie robi i jest normalną matką itp..)

 

A już najbardziej się boję jej reakcji o moim chłopaku, jeżeli to wyjdzie kiedyś, bo już wiem, że to będzie piekło.. Już teraz miałam preludium, gdy tylko wyszło, że on nie jest wierzący, a ja tak - to zaraz było "to po cholere w to wchodzisz, jak ty będziesz dzieci wychowywać z takim, będziesz sie męczyc jak ja, moja ta znajoma (i masa przykładow)", kiedy do małżeństwa z kimkolwiek hoho i jeszcze dalej...

 

Musi być dobrze, w końcu musi :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A jakie teraz masz stosunki z mamą?

Bardzo dobre, ale to też pewnie wynika z tego, że nie widujemy się codziennie.

 

Tzn wypomina Ci, jak coś Ci nie pójdzie, że np. ona mówiła że tak będzie itp, czy już się nauczyła, że to Twoje decyzje i ich skutki? Bo ja ciągle się boję, że mama będzie mną kierować takimi reakcjami właśnie, mimo nawet terapii (bo jak kiedyś jej powiedziałam, że chcę iśc do psychologa to mnie wyśmiała, że mam iść i niech mi on powie, że ona nic takiego złego nie robi i jest normalną matką itp..)

Czasem wypomina, ale traktuję to teraz jako zwyczajną matczyną troskę. Nie szkodzimy sobie. Nie mieszkamy razem, ja wiem, że mogę do niej w każdej chwili przyjść, powie mi co myśli na dany temat. Tyle, że historia mojej relacji z mamą jest burzliwa i w sumie długie lata zajęło nam wypracowanie złotego środka i akceptację pewnych rzeczy, jak wylot córki z gniazda czy tam poczucie niezależności.

 

A już najbardziej się boję jej reakcji o moim chłopaku, jeżeli to wyjdzie kiedyś, bo już wiem, że to będzie piekło.. Już teraz miałam preludium, gdy tylko wyszło, że on nie jest wierzący, a ja tak - to zaraz było "to po cholere w to wchodzisz, jak ty będziesz dzieci wychowywać z takim, będziesz sie męczyc jak ja, moja ta znajoma (i masa przykładow)", kiedy do małżeństwa z kimkolwiek hoho i jeszcze dalej...

Jeśli wolno spytać, ile masz lat?

Na Twoim miejscu przymknęłabym troszkę oko na to. Zaczynasz budować swoje życie i próbujesz relacje kształtować po swojemu. Wiem, że tak ciężko, kiedy mama wisi nad Tobą i mówi różne, niekoniecznie miłe rzeczy. Ale jak do tej pory najprostszymi rozwiązaniami były w moim wypadku rozmowy i delikatne puszczanie bokiem racji rodzicieli. Było ciężko, był żal, złość, płacz, ale w którymś momencie mózg zaskakuje na właściwy trybik. Nie mówię, że u Ciebie będzie tak samo, bo każdy przypadek jest inny. Nie doradzam Ci też niczego, bo sama musisz dość do wniosku jakie wyjście będzie dla Ciebie najlepsze. Mnie w tej kwestii bardzo pomógł właśnie psycholog, nie jako "fachowiec", ale tak jak pisałam, jako osoba z zewnątrz, która potrafiła ze mną porozmawiać, wyciągnąć różne fakty i razem ze mną przeanalizować, czy jest sens się niektórymi rzeczami przejmować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No mam 21 lat. Wiem, malutko.

Trochę za bardzo wybiegam w przyszłość myślami, ale już tak mam, że chciałabym wiedzieć wszystko od razu jak będzie, czy coś ma sens czy nie ma, itp.. No i cały czas mam to poczucie winy wobec niej, ciąglę się boję, że jak coś mi w zyciu nie wyjdzie, to będzie mi to wypominać.. No ale z tym to na bank muszę iść do psychologa i coś z tym zrobić porządnie, bo póki co sama probuję się "naprawiać" i mamę przyzwyczajać, że to moje zycie - tak jak Ty delikatnie puszczam czasem coś bokiem, robię swoje, ale samemu to ciężko jest..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że jest cieżko. Poczucie winy też przepracowałam, czasem te myśli do mnie wracają, ale rzadko. Ważne jest wsparcie, bo wydaje Ci się pewnie, że jeśli zrobisz coś wbrew woli Twojej mamy, to będzie zła. To jest to poczucie winy też. Ale nie jesteś sama. Na pewno nie tylko ja miałam takie "perypetie" i zwycięsko z nich wyszłam. Tobie też się uda. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tak mam, że chciałabym wiedzieć wszystko od razu jak będzie, czy coś ma sens czy nie ma, itp

to się nazywa potrzeba kontroli, warto byłoby się nad tym zastanowić ;) Wiem, bo też tak mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ważne jest wsparcie, bo wydaje Ci się pewnie, że jeśli zrobisz coś wbrew woli Twojej mamy, to będzie zła. To jest to poczucie winy też. Ale nie jesteś sama. Na pewno nie tylko ja miałam takie "perypetie" i zwycięsko z nich wyszłam. Tobie też się uda. :)

 

Nawet nie wydaje mi się, ja to wiem, że byłaby zła :) Wprost mi dała do zrozumienia raz, że jak mi doradza to w domyśle jest "więc masz tak zrobić jak ja chcę". Ale pierwszy krok, czyli zauważenie problemu z nią już za mną i samodzielne naprawianie się :)

Kafka - wiem, wiem że to potrzeba kontroli, przejawia się u mnie nie tylko w tym :)

 

No ale to trochę osobny temat, relacja z moją mamą :) Pocieszyliście mnie trochę w związku z tą rodziną mojego chłopaka, może przestanę aż tak to demonizować i realnie oceniać sytuacje..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kafka - wiem, wiem że to potrzeba kontroli, przejawia się u mnie nie tylko w tym :)

fajnie, że zdajesz sobie z tego sprawę:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie pamiętam od kogo dokładnie z forum mam ten link.

Ale pop-psychologia istnieje. I jest skuteczna jak odkurzacz parowy z telezakupów.

http://psycho-kit.pl/?p=75

 

Ale. Taka psychologia pop dobra jest żeby w ogóle zacząć z psychologią i zająć się czymś poważniejszym. Bo hamerykańscy naukowcy to nie wyrocznia delficka.

nigdy wczesniej nie slyszalam o pop-psychologii ale musze przyznac ze to o czym tam pisza jest wyjatkowo ciekawe :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×