Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
MarionetaDeTrapo

Nie wszystkim dane jest kochać...

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałbym się podzielić swoimi przemyśleniami na temat miłości i kochania.

 

Uważam, że niektóre osoby poprostu kochać nie potrafią (wliczając w to również mnie). Tzn. wg teorii Sternberga czy Johna Lee, pewne rodzaje miłości umiem w sobie rozwinąć, ale nie będąc już nastolatkiem i mając ustabilizowane inne sfery życia, kochać nadal nie potrafię.

 

Bo czym jest miłość? Oczywiście kochamy swoich rodziców, to uczucie z jakim dorostamy i ktorego uczyć sie nie musimy. Poprostu tak jest. Ale czyż ono nie jest przywiązaniem albo obawą, że bez rodziców nie przeżyjemy w tym świecie? Co natomiast czują dzieci z domów dziecka do swoich opiekunów, wychowawców? Czy to też jest miłość czy przywiązanie?

 

Kościół, zdaje się, również przewidział, że miłość z rzeczy wiecznych jest najkrótsza, strasząc grzechem w przypadku rozwodu i cudzołóstwem w przypadku kolejnego ożenku. Oczywiście widać tu ochronę biologicznej reprodukcji społeczeństwa i regulacji życia seksualnego czyli wychowania dzieci oraz wiernosci jednemu partnerowi. Związki konkubinackie czy też "wolne" są niestabilne i kruche, czy jednak tylko ze wględu na niedopasowanie się partnerów czy równiez z powodu braku spoiwa czy tez wieczystej(formalnej, narzuconej) więzi między ludźmi je tworzącymi?

W końcu po latach pozostają wspolne dzieci, sobotnie wyjscia do opery i uroczyste obiady niedzielne. A gdzie milość?

 

Ktoś może zarzucić mi socjopatyczne skłonności, brak poszanowania dla wartości ogólnie szanowanych czy też niezrównowanie emocjonalne, a w końcu infantylność umysłowa, jednak uważam, że nie potrzebuję nikogo kochać i wcale nie czuję sie samotny. Pożycie seksualne jest zupełnie inną sferą i ją poruszając, serce można zupełnie wyłączyć, dochodząc do kompromisu z tą drugą osobą, a w razie niepowodzeń chroniąc się, dzięki przyjętej taktyce, przed bólem i cierpieniem wynikającym z rozstania.

 

W niektórych sytuacjach, a może czasach, warto rozważyć pewne cliché dotyczące kotów - że przyzwyczajają się do one do miejsc, a nie do ludzi. Bo ludzie przychodzą i odchodzą, zdradzają i wracają, ranią i przepraszają, a miejsca trawają na zawsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MarionetaDeTrapo zgadzam się, że niektórzy nie potrafia kochać. czasem wynika to z zaburzeń, z którymi nie da się już nic zrobić. czasem jednak ze strasznych doświadczeń, zawodów, braku miłości rodzicielskiej, egoizmu, strachu przed zranieniem bólem, zaangażowaniem. Tacy ludzie często maskują swoją tęsknotę za miłością stwierdzeniem, że jej nie potrzebują i dobrze im w pojedynkę. są tacy którzy rzeczywiście są szczęśliwi, ale to nie znaczy że nie byliby bardziej szczęśliwi gdyby strzała amora ich dosięgnęła. albo po prostu nie doświadczyli miłości i nie wiedzą jak jest piękna. bo istnieje.

Wydaje mi się, że pominąłeś ważną kwestię - dawanie. Miłość nie jest niczym innym jak dawaniem siebie i dawaniem komuś szczęścia. miłość jest akceptacją i zrozumieniem. Nie musi oznaczać bycia razem do końca świata.

Jestem ateistką ;) chyba...ale utkwiła mi w pamięci myśl Jana Pawła II "Bóg jest miłością", jeśli ją odwrócimy powistanie "miłość jest Bogiem". Bóg jest dobrem. Myślę, że wszystko co dobre jest miłością.

Pozdrawiam!! i życze duzooo miłości wszelakiej.

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:32 am ]

aaa jeszcze co do kotów. sama chodze własnymi ścieżkami. czasem wracam do domu rodzinnego gdzie wiem, że czeka na mnie moj kot, ktoremu uratowałam zycie. i wiem ze on mnie kocha. bo wita sie ze mną piękniej niż moj pies, który mnie zlewa. wskakuje mi na piersi i obejmuje łapkami, całuje i mruczy, patrzy mi w oczy i tak przez conajmniej 15 minut. nigdy nie zabrałabym jej stamtąd, bo rzeczywiście kocha to miejsce, jest do niego przywiazana, to jest jej dom. ale gdyby mnie i mojej rodziny tam nie było to miejsce nie byłoby dla niej takie piękne. Bo to ludzie tworzą miejsca. Miejsca trwają, a uczucia krążą. Zastanów się nad tym MarionetaDeTrapo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że jeżeli jest ci z tym dobrze, to nie ma o czym mówić. W końcu tak jak napiałeś, nie każdy znajduje szczęście w bliskim kontakcie z drugą osobą. Ale czy aby na pewno nie jest to krzyk rozpaczy ? Temat ten istnieje w twojej psychice w kategorii problemu, bo nie jesteś chyba na tym forum przypadkowo. Tego typu rozsterki ujawniają problemy natury egzystencjonalnej, natomiast niekoniecznie są objawami nerwicy natręctw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ktoś może zarzucić mi socjopatyczne skłonności, brak poszanowania dla wartości ogólnie szanowanych czy też niezrównowanie emocjonalne, a w końcu infantylność umysłowa, jednak uważam, że nie potrzebuję nikogo kochać i wcale nie czuję sie samotny. Pożycie seksualne jest zupełnie inną sferą i ją poruszając, serce można zupełnie wyłączyć, dochodząc do kompromisu z tą drugą osobą, a w razie niepowodzeń chroniąc się, dzięki przyjętej taktyce, przed bólem i cierpieniem wynikającym z rozstania.

 

Myślę, że skoro przyjmujesz taktykę, kóra ma Cię ochronić przed bólem i cierpieniem rozstania w przypadku związku opartego na seksie, to jest to chyba najlepszy znak na to, że wcale nie jest tak, że potrafisz trwać w tego typu związku i że nie umiesz "wyłączyć serca". Znam takie osoby i ich raczej rozstania "nie ruszają", bo to tylko seks.

 

Nie znam Cię, po prostu napisałam to, co mi sie wydało prawdopodobne na podstawie tego fragmentu. Pozdrawiam..... :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Marionetta - ja z 3 i 4 akapitem się zupełnie zgadzam. Co do kotów myślę, że racja jest po stronie Nitki. Ale nie zgadzam się zupełnie z:

Uważam, że niektóre osoby poprostu kochać nie potrafią (wliczając w to również mnie). Tzn. wg teorii Sternberga czy Johna Lee, pewne rodzaje miłości umiem w sobie rozwinąć, ale nie będąc już nastolatkiem i mając ustabilizowane inne sfery życia, kochać nadal nie potrafię.

Myślę, że nawet jeśli rzekomo ta miłość jest zabita - to ja się z tym nie zgadzam - ona jest uśpiona. I w odpowiedni sposób można ją obudzić. Często jest też tak, że człowiek w pewien sposób jest skrępowany, zagubiony w sferze miłości. Ale to nie wyklucza tego, że ta osoba potrafi kochać. Być może właśnie to wynika...

ze strasznych doświadczeń, zawodów, braku miłości rodzicielskiej, egoizmu, strachu przed zranieniem bólem, zaangażowaniem
.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Związki konkubinackie czy też "wolne" są niestabilne i kruche, czy jednak tylko ze wględu na niedopasowanie się partnerów czy równiez z powodu braku spoiwa czy tez wieczystej(formalnej, narzuconej) więzi między ludźmi je tworzącymi?
no to chyba pytanie retoryczne...

 

nie każdemu dane jest kochać? gorzej, że nie każdemu dane jest być kochanym

 

poza tym cóż to jest miłość- trochę chemii, podobno tyle co daje nam zjedzenie tabliczki czekolady...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×