Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
VanGH96

Psychiczni rodzice.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Jestem jedynakiem. Moi rodzice zachowują sie nienormalnie, co nie ukrywam jest dla mnie piekłem w domu. Przykładowo dzisiaj, zapytalem czy ojciec ma trzecia zmiane, i zaczął byc taki nerwowy, wpadł w niewiadomo co. Odebrał to ze nie chce zeby byl w domu ( nie ukrywam wolalbym zeby byl w robocie) Zaczął mi wyrzucac, ze nic nie robie, ( ja na ugode ide poszedłem po drzewo itd.) a on dalej taki wkurzony itd. Codziennie tak sie dzieje, oboje rodziców tacy sa... Z nimi nie da rady normalnie porozmawiac, w ogole nie jestem typem buntownika czy cos. Sa strasznie nerwowi, byly juz akcje gdzie uciekałem do cioci, bo nie wytrzymywałem... Przeciez jestem nastolatkiem, ani nie pije, ani nie pale... Jak słysze nieraz co wyrabiaja rowniesnicy, i nie maja konsekwencji, to włos sie na głowie jeży.... A ja przeciez nic takiego nie robie, ale wystarczy cos takiego jak dzis, zeby piekło działo sie w domu... Wiem, moze głupio sie zapytalem o to czy ma trzecia zmiane, ale zeby az tak reagowac? Zeby klnac od najwiekszych hu*** na mnie, zabraniac wszystkiego, i zachowywac sie gorzej jak zwierze... i teraz ciagle czyni wyrzuty, przez 3 godziny klnie, ze wszystko sie robi, kupuje mi, a ja mowie, ,, przeciez mi jest dobrze, nic takiego nie powiedzialem" a oni swoje... I tak w kolko, przez caly dzien.... Juz nie moge tego zniesc:(( Co im jest? Oni sie tak długo zachowuja. Czyzby to nerwy ich wykonczyly psychicznie? Bo ja juz tak dluzej nie moge... :(( A nie dosc tego, nie mam przyjaciol, nie mam nikogo:(( teraz sa ferie siedze zamkniety w pokoju:(( próbowałem pojsc na pole cos pochodzic, ale codziennie tak robie i mnie to nudzi.:(( A meiszkam na wsi nie ma tu chociazby kina, nie moge tego wszystkiego zniesc czuje ze nie moge:((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytanie - ile masz lat i za ile lat będziesz w stanie się wyprowadzić?

Popatrz na to optymistycznie - rodzina jest dla ciebie wsparciem by się usamodzielnić i zacząć życie na swoim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szkoda mi Ciebie... Moi rodzice też się tak zachowywali. Na szczęście już dawno jestem po okresie nastoletnim.

Sa strasznie nerwowi, byly juz akcje gdzie uciekałem do cioci, bo nie wytrzymywałem... Przeciez jestem nastolatkiem, ani nie pije, ani nie pale... Jak słysze nieraz co wyrabiaja rowniesnicy, i nie maja konsekwencji, to włos sie na głowie jeży.... A ja przeciez nic takiego nie robie, ale wystarczy cos takiego jak dzis, zeby piekło działo sie w domu...

Dokładnie miałam tak samo, włącznie z uciekaniem do cioci, babci... Piekło, które po prostu musiałam przejść. Też siedziałam zamknięta w pokoju, bo z nimi nie dało się normalnie rozmawiać. Też wieś, brak przyjaciół, masakra, naprawdę Ci współczuję, bo wiem jak niewiele możesz zrobić. :? Ja po prostu to przetrwałam, potem do liceum dojeżdżałam do innej miejscowości, było lepiej, potem w końcu nadeszły upragnione studia i wyprowadzenie się. Staraj się nie poddawać, nie przejmować nimi, robić plany na przyszłość wg własnego uznania, być wytrwałym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A teraz popatrz oczami rodzica.

Pracujesz na jakieś popierniczone zmiany, starasz się jak możesz żeby wiązać koniec z końcem a i tak d....a z tyłu. Na wszystko brakuje, nikt nie pomyśli nawet żeby cię w czymś wyręczyć albo zrobić coś pożytecznego. Jedyne co ma do powiedzenia twój syn to pytanie na którą masz zmianę. Nie zapyta czy zmęczony jesteś, czy jest ci ciężko tylko czycha żebyś poszedł już do roboty. Frustracja rośnie z dnia na dzień i byle słowo powoduje lawinę twojej agresji, mówisz rzeczy których tak naprawdę nie myślisz. A wszystko dlatego że jesteś przemęczony i nie masz żadnego wsparcia. Jedyne czego pragniesz to wyspać się i najeść czegoś ciepłego. A tak naprawdę chciałbyś zrobić coś dla siebie, zająć się swoimi przyjemnościami, też kiedyś miałeś marzenia, plany, chciałeś coś więcej niż tylko praca dom praca. A twój syn ma wszystko w duszy bo jest nastolatkiem i wszystko mu wolno. Łazi po polach i się nudzi. Dopiero jak się rozedrzesz to pójdzie i coś zrobi.

 

Hm....

 

Chciałbyś takiego wsparcia u swojego syna?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Flea, a skąd wiesz, że nie zapyta jak się czuje, skąd wiesz czy nie pomaga? Może stara się ze wszystkich sił, ale żeby było dobrze potrzeba zaangażowania obu stron, a nie tylko jednej. Poza tym, obojętnie jak byłoby ciężko, najgorsze co można zrobić, to wyładowywać swoje frustracje na innych, bo wtedy jest jeszcze gorzej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linka, u nich w domu nie byłam, ale widzę że reakcja ojca była w tym przypadku bardzo nieadekwatna :) jak dla mnie to typowe szukanie metody wyładowania się na synu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Flea, a kto powinien być mądrzejszy w relacji dorosły-dziecko? Odpowiedź jest przecież oczywista. :? To OJCIEC powinien zająć się wychowaniem swojego nastoletniego dziecka i zadbać o jego pozytywny rozwój psychiczny, a nie unikać odpowiedzialności i może jeszcze liczyć na to, że jego nastoletnie dziecko będzie mądrzejsze od niego, będzie dawało wsparcie, psychiczną opiekę i samo domyślało się co ma zrobić. :? Ludzie, którzy decydują się na dzieci, powinni brać za nie odpowiedzialność, a nie wykpiwać się pracą, zmęczeniem, frustracją i agresją związaną z problemami codzienności. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:-| to super, że otaczają was idealni rodzice mający idealne dzieci, wszyscy mają kupę kasy i kupę czasu żeby go sobie poświęcać, a ponadto jeszcze się rozwijają i mają hobby.

 

W świecie w którym ja żyję tak nie jest i nie mówię tu o patologicznych sytuacjach, ale każdemu czasem puszczają nerwy, nie ma ludzi idealnych. Szczególnie jak od długiego czasu, człowiek stara się by było lepiej a cały czas jest do d.....

Oczywiście, rodzice nie powinni wyżywać się na dzieciach, i z tego co pisze autor sytuacja jest nieciekawa, nagminna i niezbyt miła..... i powinno się to zmienić, ale rodzice zwykle nie chcą źle....

 

 

VanGH96, zawsze tak było? Gdy byłeś mały? Jak wygląda sytuacja między rodzicami? Wasze warunki materialne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linka, nikt nie jest idealny i tak to już jest, że każdemu czasem puszczą nerwy, ale w tym wypadku zgadzam się z black swan - to rodzice powinni być bardziej odpowiedzialni. A skoro chłopakowi sytuacja tak dopiekła, że szuka pomocy na forum psychologicznym, to podejrzewam, że nie jest za ciekawie.

Podejrzewam jednak, że wina leży pośrodku. Nie można oczekiwać od rodziców, że będą idealni i mimo piętrzących się kłopotów zawsze utrzymają nerwy na wodzy. Są tylko ludźmi. VanGH96, masz teraz ferie, piszesz, że uciekasz z domu i łazisz po polach, a może spróbuj z własnej inicjatywy pomóc w domu? Trochę odciążyć rodziców?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak.... Łatwo popatrzeć okiem nastolatka... Starzy czepliwi, świat okrutny i zły.

To co chciałam zrobić to pokazać trochę inną perspektywę. Rodzice- całe życie w pracy, czasy się radykalnie zmieniły ( pokolenie PRL wie o czym mówię) ciężko się odnaleźć i zrealizować w swoim świecie.

 

Łatwo powiedzieć, podążaj za swoim ja, realizuj swoje plany... A gdzie zrozumienie drugiej strony. Gdzie współczucie dla rodziców, którzy poświęcili życie żeby trochę ułatwić start JEDYNEMU dziecku, a tu d...a, kryzys, przemiany polityczne, trzęsiesz się o pracę i tak dalej i tak dalej.

Łatwiej popsioczyc na starych i powiedzieć "trzymaj się, wytrzymaj do studiów... Będzie dobrze"

Trudniej zrozumieć, wspomóc. Każdy kto jest na swoim utrzymaniu to wie jak ciężko teraz zarobić pieniądze, jak ciężko utrzymać to minimum ( mam co jeść i na grzbiet woda nie nie kapie), jak ciężko zarobić tyle, żeby wystarczyło.

Hello!!!

VanGH96 popatrz na rodziców jak na swoją przyszłość za lat kilka. Chesz tak żyć? Co możesz zrobić żeby i starym żyło się lepiej? Uśmiechem? Dla mnie bomba! Pomoc fizyczna? Jeżeli tego oczekuje Twój ojciec i tak kożesz mu pomóc. Staraj się ich wspomagać dobrym słowem i czynem tak na co dzień, bezinteresownie a efekty nadejdą. Niech staruszkowie też na chwilę poczują się szczęśliwi, że mają wsparcie w Tobie i mogą spokojnie zasnąć z myślą, że cała praca i trud nie poszły na marne.

 

Ps. Do wszystkich- ktoś do czorta płaci za internet z którego tak namiętnie są pisane posty. Ktoś na to zarabia i wielkie dzięki mu za to, bo zakładam że część rodziców z netu nie korzysta, a płaci żeby swojemu dziecku udostępnić "świat".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gdzie współczucie dla rodziców, którzy poświęcili życie żeby trochę ułatwić start JEDYNEMU dziecku, a tu d...a, kryzys, przemiany polityczne, trzęsiesz się o pracę i tak dalej i tak dalej. (...) i mogą spokojnie zasnąć z myślą, że cała praca i trud nie poszły na marne.

Nie no, najlepiej żeby jeszcze miał dźwigać ciężar poświęcających dla niego życie rodziców i wiecznie mieć do siebie samego pretensje w dorosłym życiu że nie spełnił ich ambicji i nie zaspokoił oczekiwań, czy przypadkiem ich "trud" nie poszedł na marne. :? Sorry, ale co to za trud był? Zrobienie sobie dziecka na własne życzenie, a potem taktowanie go jak ciężaru? :? Czy on się prosił na ten świat? Jeszcze niech się martwi kryzysem i pracą rodziców w wieku nastu lat, kiedy jego głównym zainteresowaniem powinna być szkoła i oceny... To nie jest żadna droga. :? Chyba tylko do zaburzeń osobowości w dorosłym życiu.

 

-- 11 lut 2013, 22:18 --

 

Najlepiej od strony rodziców iść na łatwiznę, nie strać się zrozumieć własnego dziecka, mieć na nie nalane, urodzić, zaspokoić fizyczne potrzeby i tylko wymagać, oczekiwać. A potem rosną ludzie tacy jak np ja, ze zrytą psychiką, popadający w depresje, fobie społeczne, z niską samooceną, zaburzeniami osobowości, nerwicami i kto wie czym jeszcze. Pozostaje łażenie do psychiatrów i branie psychotropów kiedy człowiek nie radzi sobie z własnym życiem. :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

popieram w całości black swan, dla każdego człowieka samo tkwienie w głowie takich mysli o tym co sobie pomysla rodzice to droga na zatracenie, obnizanie własnej samooceny. Kazdy z nas ma tylko jedno zycie i szkoda zyc tak jak tego oczekuja inni - nawet rodzice. Najgorsze co moze kazdego spotkac to zycie marzeniami innych - niespelnione ambicje rodzicow przelane na wlasne dzieci i wbrew ich woli. Sam przez to popadlem w klopoty psychiczne i kiedy bede mial wlasne dzieci nigdy nie bede sie wtracal w ich zycie ani nie bede komentowal ich zyciowych wyborow. Wiem jaki to ogromny ciezar i do czego to moze doprowadzic. Ja uwazam ze nie powinnismy okazywac wdziecznosci rodzicom przez wykonywanie ich polecen w doroslym zyciu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sluchajcie.. z rodzicami jest juz na chwile obecna uspokojenie, uspokoila sie ta sytacja na szczescie... Ale czesto jest takie piekło... A tak poza tym, to moi rodzice drwia ze mnie, ,, po co tam idziesz, stac jak kolek " ? - chodzi o to jak nie przeczytam czytania, i sie smieja ze sie boje ( jestem ministrantem )

 

2) Nakazuja mi sie ubierac w nowa kurtka, a ja jej nie lubie bo nie wygodne

 

czy to jest normalne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uderz w stół nożyce się odezwą.

Nie miałam wcale na myśli ślepego podążania za ambicjami rodziców, tylko tylko trochę zrozumienia dla ciężkiej pracy.

Nie wydaje mi się, żeby jedynym obowiązkiem nastolatka było martwienie się o oceny i chodzenie do szkoły, każdy członek rodziny ma jakieś obowiązki, a troszczenie się o siebie wzajemnie jest chyba aksjomatem w zdrowej rodzinie.

Z niektórych postów zieje nienawiścią do swoich rodziców, jakby to oni specjalnie sprowadzili dzieci na świat tylko w jednym celu : udręczyć i zryć psychikę.

Wręcz odnoszę wrażenie, że rodzic to taka maszynka do zarabiania pieniędzy i nie należy mu się nic za wysiłek. To jego psi obowiązek! Ta część forumowiczów, która jest na własnym utrzymaniu wie jak trudno w dzisiejszym świecie związać koniec z końcem, a co mówić utrzymać jeszcze dziecko. I szczerze wcale się nie dziwię rodzicom, którym nerwy puszczają kiedy oni zasuwają aż łeb odskakuje a dzieciak cały dzień leży plackiem i jeszcze ma fochy.

Obawiam się, że nawet najmądzrzejsi i najlepsi rodzice popełniają błędy, sztuka bycia rodzicem jest sztuką kroczenia po omacku. Łatwo powiedzieć, że ja nigdy nie zrobię tego czy tamtego. Zostań rodzicem, nie zrób i dopiero wygłaszaj mowy o doskonałym wychowaniu, bo może nagle się okazać, źe Twoje dziecko ma pretensje i zrytą psyche właśnie dlatego, że czegoś nie zrobiłeś.

VanGH96 rodzice się nabijają, bo wydaje im się że motywują Cię do "walki" o czytanie, prawdopodobnie kiedy Ty czytasz w kościele to oni czują się dumni " to NASZ syn czyta! ". Tylko nie potrafią tego powiedzieć wprost.To takie małomiasteczkowe podejście ;) a z ubraniami to każdy chyba miał przeprawę. Rodzic przecież wie najlepiej w czym wyglądasz doskonale :) ja porwałam kiedyś garsonkę bo mamie się wydawało, że będę tak ślicznie wyglądać a ja uwielbiałam dżinsy i koszule. Awantura była na całego. Tłumacz cierpliwie, że kurtka owszem ładna ale niewygodna bo urosłeś i ciśnie tu i tam. Z tego co piszesz to rodzice nie są złymi ludźmi, są tylko zmęczeni i przepracowani. I czasmi chcieliby za swoją pracę usłyszeć dziękuję czy po prostu zobaczyć, że ktoś docenia ich pracę. Może pomóż trochę rodzicom w codzinnych obowiązkach, niech zobaczą, że się starasz ich wesprzeć. Wspólne dbanie o siebie raczej poprawia niż pogarsza relacje więc chyba warto. ;) powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Flea, ja rozumiem że ciężko teraz zarobić na rodzinę, ale sprawa jest prosta jak drut - nikt nie był zmuszony do posiadania dzieci. Jak ktoś obawia się, że będzie ledwo wiązał koniec z końcem, to po co mu dzieci? A jak już ma te dzieci i narzeka, że nie potrafią pomóc, że nie można z nimi normalnie porozmawiać to jak myślisz, kto je tego nauczył albo tego właśnie nie nauczył? Samo się wychowało to efekty są jakie są. Pretensje o to, że dziecko nie pomaga można mieć wyłącznie do siebie. Jak ktoś chce to naprawiać to na pewno wyzwiska, krzyki i wyśmiewanie nie pomogą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rodzice narzekają na dzieci, dzieci narzekają na rodziców. I tak "wina" przeskakuje z jednego na drugie. Zamiast utyskiwać i narzekać warto popracować nad relacjami w rodzinie. Rodzic często nie wie, że popełnia błąd czy krzywdzi swoje dziecko ( telepatą nie jest) bo tak naprawdę skąd ma wiedzieć.

Nie ma tak dobrze, że rodzice siedzą w mądrych książkach pt.:" rodzic doskonały- doskonałe dzieciństwo" . Owszem zdarza się, że trafi się psychopata, zboczeniec albo pijane bydlę i to są przypadki ekstermalne, ale większość rodziców to normalni ludzie, którzy dźwigają ciężar dnia codziennego i chwała im za to.

 

Większość z Was zdaje sobie sprawę, że w ogromnej mierze zależy od nas jak jesteśmy traktowani, brak komunikacji to śmierć w relacjach. Zamiast pomstować i narzekać i urządzać plebiscyt jak bardzo mam zwichrowaną osobowość może warto przyjrzeć się co dobrego wyniknęło z takiej rodziny. Co dobrego dla mnie? Jakie cechy ukształtowała mi sytacja rodzinna?

 

Ja dzięki temu, źe było mi ciężko, dziś potrafię powalczyć o swoje, mam dużo determinacji, potrafię ciężko pracować i pomimo tragicznych wydarzeń nawiązałam z mamą całkiem fajną relację jako córka i po trosze przyjaciółka. Dziś patrzę na nią nie jak na słabą osobę tylko jak na bohatera, który pomimo młodego wieku, braku znajomości psychologii i wielu przeciwności losu dał radę przetrwać.

 

Czego i Wam życzę ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Niestety ale jeśli rodzić traktuje dziecko jako zło konieczne, to nie trzeba żadnej telepatii. Wystarczy usiąść i zastanowić się - czy odnoszę się do dziecka tak jak chciałbym żeby do mnie się odnoszono? Czy daję mu coś dobrego od siebie? I nie chodzi o dobra materialne. Ja naprawdę nie rozumiem jak można usprawiedliwiać brak szacunku do kogoś tym, że jest się zmęczonym i kończyć sprawę klasycznym: "daję ci jeść, masz gdzie spać, więc ciesz się". Wtedy się siada i mówi: "słuchaj, jestem zmęczony, nie daję rady, może mógłbyś mi w czymś pomóc, wtedy mielibyśmy czas dla siebie". Nie wiem dlaczego to takie trudne? To jakaś plama na honorze, lepiej się wydrzeć na dziecko? Przecież dzieci nie wychowują dzieci, mówimy tu o dorosłych ludziach i ja nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że dorosła osoba przerzuca na dziecko odpowiedzialność za to, jakie jest. A ono jest takie jak je wychowali rodzice.

Od kogo ma się nauczyć tej komunikacji? Z telewizji? Z internetu? Od sąsiadów? Fajnie Flea, że masz co dobrego wspominać i to potrafisz. Dla mnie rodzice to obcy ludzie, nie mam najmniejszej ochoty myśleć co mi dali i po prostu chcę jak najrzadziej ich widywać. Co oczywiście czyni mnie niewdzięcznym bachorem, który miał co jeść, gdzie spać a niczym się nie odwdzięcza. Ale każdy ma inną sytuację i inaczej patrzy na sprawę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Abraxas nie zawsze było miło. Dużo krzywdzących i niesprawiedliwych rzeczy usłyszałam, nie raz dostałam lanie, przyglądałam się pijanemu tatusiowi ( chlanie wtedy to była norma społeczna), często nie było co jeść i zawsze brakowało na wszystko. Też nie raz rodzic się wydarł jak wrócił z pracy a tu pandemonium w domu.

Dziś patrzę na to oczami dorosłej osoby. Nie wyobrażam sobie siebie w sytuacji mojej matki, po prostu ńie wiem jakbym sobie poradziła ze wszystkim. W spadku dostałam brak dzieciństwa i mnóstwo dziwnych rzeczy w głowie. Ae czy mam winić moją matkę za to? W ogóle czy potrzebny jest winny? Co mi to pomoże jak pójdę i woędzę ją w poczucie winy. Akceptuję fakt, że jast tak nie inaczej i staram się dziś coś z tym zrobić. Najłatwiej jest usiąść i narzekać. Najtrudnie jest stawić czoła własnym lękom i poczuciu krzywdy.

 

Moja mama jak się dowiedziała, że jastem na terapii długo nie mogła zrozumieć dlaczego. Przecież było mi dobrze w domu ( na łeb nie kapało, szmata na grzbiecie) czego ja tak naprawdę chcę i czego szukam. Ona nawet nie rozumie jakie błędy popełniła i nie mam zamiaru jej niczego wypominać. Nie mam ochoty jej krzywdzić jeszcze bardziej niż zrobiło to życie. Mam nadzieję, że pożyje kilka lat w szczęściu i chociaż trochę pokorzysta z życia. I w tym będę ją wspierać jako podziękowanie za to że jestem na tym świecie.

Czy spełniam jej oczekiwania? Nie wiem i mało mnie to obchodzi. Czy wymyśliła sobie lepsze życie dla mnie? Nie wiem bo nie pytam, a wszelkie takie rozmowy ucinam. Jestem dorosła i odpowiadam za swoje życie!

 

 

Ważne żeby popatrzeć na problem z różnych perspektyw ( tego uczą na terapiach) a nie tylko z własnej poszkodowanej strony. Popatrzeć na rodzica skoro on nie potrafi się komunikować to nauczyć go. Przecież najpiękniejszych rzeczy uczymy się właśnie od dzieci :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W żadnej rodzinie nie jest wiecznie miło. A ja nie zamierzać nikogo wpędzać w poczucie winy, rodzice nie wiedzą, że chodzę na terapię, mało tego - nie wiedzą że mam jakiekolwiek problemy i że kiedykolwiek jakieś miałam, a miałam od dziecka. I niech dalej żyją w takim przeświadczeniu. Wiem jaka jest ich perspektywa, ale to nie znaczy że mam uznać ją za wystarczające usprawiedliwienie wszystkiego. Przyjmuję do wiadomości, że wybrali tak a nie inaczej. Ale nie czuję się zobowiązana naprawiać coś, czego oni nigdy nie chcieli naprawiać i w czym nie widzieli problemu.

Są dwie opcje: albo rodzic widzi problem, ale nie próbuje go naprawić, a wtedy prędzej czy później ponosi konsekwencje. Tą konsekwencją może być właśnie takie dziecko, na które się narzeka, które nie pomaga, które nic nie robi. Albo druga opcja: możliwe, że nie widzi problemu a dziecko wg niego po prostu jest złe, niewdzięczne itp.

Inna sprawa, że jak dziecko na coś zwraca uwagę, to większość dorosłych ma automatyczny odruch obronny i nic nie przyjmuje do wiadomości, co jest właściwie całkiem normalne. Ja jestem dorosła, ale nie wyobrażam sobie, że nastolatek będzie uczył rodziców komunikacji. On może zachować się bardziej dorośle od nich i próbować spokojnie z nimi rozmawiać. Który dorosły ma takie ego, że jest w stanie znieść fakt, że dzieciak uczy go komunikacji? Zwykle słyszy się tekst w rodzaju: "kurdupel" będzie się tu wymądrzał. Dorosły równa się doświadczenie, wiedza, wyższa pozycja, a póki taki argument siedzi w głowie rodziców, to niestety mało się zmieni choćby dziecko w kółko codziennie powtarzało np. że wyśmiewanie wcale go nie motywuje tylko zamyka, jak tu wyżej było napisane. Przecież to nie dziecko ma zrozumieć, że jak jest wyśmiewane to znaczy że go rodzice motywują do walki i że im w ten sposób zależy. A potem, co? Już dorosłe dziecko powtórzy schemat i będzie się nabijało ze swojego syna, bo tak okazuje że mu zależy? W rodzinach jest masa schematów powielanych przez pokolenia i to na rodzicach a nie na dzieciach spoczywa odpowiedzialność za zmianę tych schematów, bo to oni są dorośli. Ideałem jest jak dziecko zwróci na coś uwagę a rodzic wysłucha, zastanowi się i zmieni swoje postępowanie zamiast wykorzystywać swoją pozycję. Bez takiego mądrego rodzica dziecko nic nie zdziała, a zresztą dziecko dorosłe też nie.

 

Ogólnie rzecz biorąc, żeby kogoś uczyć komunikacji to najpierw samemu trzeba się jej nauczyć. I trzeba też widzieć chęci z drugiej strony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Flea, z Twoich postow bije strasznym materializmem. Uwierz mi że zapewnienie dziecku wszystkich najnowszych gadzetow, najlepszej szkoly w miescie czy najlepszych ciuchow to nie jest "cudowne rodzicielstwo". Dziecko powinno czuc wsparcie i milosc rodzicow a nie ogladac ich tylko raz dziennie przez 20 minut. Ja sie tak wychowywalem i cierpie od dziecka na nerwice i lęki. Dlatego napisalem ze nie chce byc takim rodzicem. Postaraj sie zrozumiec tez innych a nie tylko mnie krytykowac. Pamietam ciagle zale rodzicow ze to zle tamto niedobrze i co ? Na dobre mi to nie wyszlo. Od zawsze trzesa mi sie rece (ale to moj najmniejszy problem). Ale to tylko moj punkt widzenia ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie ma tak, że wina leży całkowicie po jednej stronie. To po pierwsze. Po drugie, piszesz abraxas, że jeśli rodzice nie byli w stanie zapewnić dziecku bytu, to po co się w ogóle na nie decydowali. To też nie jest jednoznaczne. Może to było jak najbardziej wyczekiwane dziecko, może kilkanaście lat temu rodzice autora mieli lepszą sytuację finansową, a potem wszystko się naraz zawaliło?

Tak naprawdę od autora praktycznie nic nie wiemy.

Fakt, to rodzice mają obowiązek wychować i zapewnić byt dziecku, ale dziecko też musi coś od siebie dawać. To nie jest relacja jednostronna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Uwierz mi że zapewnienie dziecku wszystkich najnowszych gadzetow, najlepszej szkoly w miescie czy najlepszych ciuchow to nie jest "cudowne rodzicielstwo". Dziecko powinno czuc wsparcie i milosc rodzicow a nie ogladac ich tylko raz dziennie przez 20 minut.

 

Z tym, że my tu nie piszemy o ludziach których nie ma w domu bo pracują na najnowsze gadżety tylko takich których nie ma w domu bo pracują na jakiekolwiek buty zimowe, kurtkę, opał, żeby żyć jak człowiek a nie jak dziad.... tak to wygląda.

Owszem, dziecko ma ogromne potrzeby emocjonalne i trzeba je zaspokajać ale musi też jeść, mieć co na plecy włożyć, mieć warunki na naukę - gdy rodzice pracują na jedno na drugie nie ma czasu....

 

 

 

 

Nikt z was nie pomyślał, że rodzice nie potrafią z nim rozmawiać, bo nikt nigdy ich nie nauczył? Może ich rodzice nigdy nie okazywali im nigdy czułości bo pracowali na roli i nie mieli na "takie rzeczy" czasu ...... a teraz oni są tacy, bo jacy inni mają być....?

To wszystko nie jest takie łatwe..... powiedzieć kocham cię, gdy nigdy się tego od nikogo nie słyszało.

 

 

,ak ktoś obawia się, że będzie ledwo wiązał koniec z końcem, to po co mu dzieci?

A Ty wiesz co cię czeka za 18 lat? .....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×