Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
black swan

Co sprawiło, że czuliście zadowolenie osiągając coś?

Rekomendowane odpowiedzi

Każdemu z pewnością udało się w życiu osiągnąć jakieś swoje cele, jakieś duże i małe sukcesy w jakiejkolwiek dziedzinie. Całkowicie subiektywne sukcesy. Mniejsza o to, co było przedmiotem tych sukcesów. Z pewnością czuliście zadowolenie osiągając te cele, sukcesy. Moje pytanie jest takie: co (jakie myśli, odczucia, emocje) dokładnie sprawiło, że czuliście to zadowolenie?

 

Pytam o to, bo pytając o to samą siebie doszłam do dziwnych wniosków. Teraz chciałabym sprawdzić, prosto mówiąc, czy inni mają tak samo jak ja, czy też inaczej. ;) A mianowicie, zastanawiałam się nad swoimi w moim odczuciu "największymi" osiągnięciami i doszłam do wniosku, że w każdym przypadku zadowolenie czułam przez cztery rzeczy: poczucie dopięcia swego, poczucie podziwu innych, poczucie wyjątkowości/ponadprzeciętności i z tego powodu uwierzenie w siebie. Zawsze stawiam sobie zbyt ambitne cele, potem mam problem z ich realizacją. Jednak, gdy morduję się z czymś wystarczająco długo i intensywnie, to osiągam to w końcu. I właściwie robię to tylko po to by dopiąć swego, zdobyć podziw innych, poczuć się ponadprzeciętna i wyjątkowa (a przez najmłodsze lata miałam wpajane, że taka właśnie muszę być by zdobyć miłość rodziców). Dopiero wtedy jestem w stanie uwierzyć w siebie. To jest masakryczny mechanizm. :? Że też tego nie widziałam wcześniej. Rodzice wbili mi do łba, że muszę być za wszelką cenę wyjątkowa, by być lubiana i akceptowana, a teraz jak nie czuję się wyjątkowa, to czuję się dnem. Jak nie czuć się dnem będąc normalną (czyli jak uniezależnić samoocenę od prób zbyt ambitnego "dopinania swego")? :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja czułam ogromne zadowolenie, gdy mimo poważnych perturbacji zdrowotnych, udało mi się przeprowadzić rozwód, tym samym uwolnić się z toksycznego małżeństwa. Nie sądziłam, że podołam, bo przez lata wmawiano mi, że nie jestem zdolna do podejmowania samodzielnych decyzji, załatwienia czegokolwiek...Jednak sama siebie przekonałam, że potrafię, mogę, bo chcę, bo potrzebuję :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zależności od sytuacji było tak: albo poczucie że jestem jednym z lepszych, albo poczucie, że jestem jednym z najlepszych, albo poczucie postawienia na swoim, albo uniknięcie ukarania, albo poczucie, że uchroniłem się przed utratą, albo poczucie ulgi, że nie muszę czegoś zrobić jeszcze raz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zależności od sytuacji było tak: albo poczucie że jestem jednym z lepszych, albo poczucie, że jestem jednym z najlepszych, albo poczucie postawienia na swoim, albo uniknięcie ukarania, albo poczucie, że uchroniłem się przed utratą, albo poczucie ulgi, że nie muszę czegoś zrobić jeszcze raz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zadowolenie powodowało u mnie zwyciestwo nad wlasnymi slabosciami,demonami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zadowolenie powodowało u mnie zwyciestwo nad wlasnymi slabosciami,demonami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moja radość z osiągnięcia czegoś jest krótkotrwała, później se myślę że przecież każdy to osiągnął że to błahostka i że w sumie i tak wżyciu nic nie osiągnąłem i jestem totalnym zerem. Psychoterapeutka mi mówiła np. że powinienem być dumnym ze skończyłem studia, ale przecież dziś prawie każdy je kończy i że pracowałem i mieszkałem za granicą przez parę lat ale przecież prawie każdy pracuję no i zwykle se dużo lepiej radzi niż ja. Nieważne co bym osiągnął to zawsze w porównaniu z innymi będę wypadał blado także nawet nie staram się o nic bo wiem że już przegrałem swoje życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moja radość z osiągnięcia czegoś jest krótkotrwała, później se myślę że przecież każdy to osiągnął że to błahostka i że w sumie i tak wżyciu nic nie osiągnąłem i jestem totalnym zerem. Psychoterapeutka mi mówiła np. że powinienem być dumnym ze skończyłem studia, ale przecież dziś prawie każdy je kończy i że pracowałem i mieszkałem za granicą przez parę lat ale przecież prawie każdy pracuję no i zwykle se dużo lepiej radzi niż ja. Nieważne co bym osiągnął to zawsze w porównaniu z innymi będę wypadał blado także nawet nie staram się o nic bo wiem że już przegrałem swoje życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przed terapią moja radość ze wszelkich sukcesów była minimalna i krótkotrwała. Niezależnie od rangi sukcesu.

Myślę, że jak człowiek sobie wszystkiego w głowie nie ułoży to może nawet i Nobla dostać albo zdobyć złoty medal na olimpiadzie, a i tak będzie nieszczęśliwy i niezadowolony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przed terapią moja radość ze wszelkich sukcesów była minimalna i krótkotrwała. Niezależnie od rangi sukcesu.

Myślę, że jak człowiek sobie wszystkiego w głowie nie ułoży to może nawet i Nobla dostać albo zdobyć złoty medal na olimpiadzie, a i tak będzie nieszczęśliwy i niezadowolony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

L.E., racja, choć w moim wypadku to nie do końca bo ja naprawdę nie mam żadnych obiektywnych sukcesów życiowych, jestem starym dziadem bez kobiety, pracy i kwalifikacji żyjącym u rodziców i bez wielu innych rzeczy także mówienie że coś osiągnąłem w życiu byłoby wierutnym kłamstwem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

L.E., racja, choć w moim wypadku to nie do końca bo ja naprawdę nie mam żadnych obiektywnych sukcesów życiowych, jestem starym dziadem bez kobiety, pracy i kwalifikacji żyjącym u rodziców i bez wielu innych rzeczy także mówienie że coś osiągnąłem w życiu byłoby wierutnym kłamstwem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, bo ja wiem? Wyjazdy do pracy za granicę są dowodem sporej odwagi. I to moim zdaniem jest już jakiś sukces ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, bo ja wiem? Wyjazdy do pracy za granicę są dowodem sporej odwagi. I to moim zdaniem jest już jakiś sukces ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W zależności od sytuacji było tak: albo poczucie że jestem jednym z lepszych, albo poczucie, że jestem jednym z najlepszych, albo poczucie postawienia na swoim

Choć jedna osoba ma tak jak ja, nie czuję się samotna. :P

 

carlosbueno, ciężki z Ciebie przypadek. ;) Sam pomniejszasz swoją wartość w swoich oczach, chyba tylko po to, aby nie podejmować ryzyka prób, aby nie narażać się na domniemane porażki. Chciałbyś mieć kobietę, uniezależnić się od rodziców, ale nic nie robisz aby to osiągnąć. Boisz się, że się nie uda. No i co? Jak się nie uda, to co? Tak czy siak nie masz nic do stracenia, wiec co Ci szkodzi próbować? Najgorszą rzeczą jest nawet nie próbować, poddać się, nieważne jak złe byłyby perspektywy i okoliczności.

 

Studia to jest sukces, pomyśl ile ludzi musiało zrezygnować bo albo byli za słabi, albo mało wytrzymali, abo leniwi, albo wszystko na raz... Praca za granicą i to tak długo to też osiągnięcie. Choćby oznaka wytrzymałości. Samodzielność.

 

Więcej optymizmu. Naprawdę zdrowiej jest patrzeć na rzeczy nie "obiektywnie" lecz pozytywnie. :P Bo tak naprawdę każde "obiektywnie" to kolejne subiektywnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W zależności od sytuacji było tak: albo poczucie że jestem jednym z lepszych, albo poczucie, że jestem jednym z najlepszych, albo poczucie postawienia na swoim

Choć jedna osoba ma tak jak ja, nie czuję się samotna. :P

 

carlosbueno, ciężki z Ciebie przypadek. ;) Sam pomniejszasz swoją wartość w swoich oczach, chyba tylko po to, aby nie podejmować ryzyka prób, aby nie narażać się na domniemane porażki. Chciałbyś mieć kobietę, uniezależnić się od rodziców, ale nic nie robisz aby to osiągnąć. Boisz się, że się nie uda. No i co? Jak się nie uda, to co? Tak czy siak nie masz nic do stracenia, wiec co Ci szkodzi próbować? Najgorszą rzeczą jest nawet nie próbować, poddać się, nieważne jak złe byłyby perspektywy i okoliczności.

 

Studia to jest sukces, pomyśl ile ludzi musiało zrezygnować bo albo byli za słabi, albo mało wytrzymali, abo leniwi, albo wszystko na raz... Praca za granicą i to tak długo to też osiągnięcie. Choćby oznaka wytrzymałości. Samodzielność.

 

Więcej optymizmu. Naprawdę zdrowiej jest patrzeć na rzeczy nie "obiektywnie" lecz pozytywnie. :P Bo tak naprawdę każde "obiektywnie" to kolejne subiektywnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123, jak nie? To co to jest jak nie sukces, porażka? ;) Żeby ukończyć studia, trzeba się jednak wysilić i to przez 3-5 lat.

Akurat dla mnie moje studia to nuda, presja i ciągnięcie pewnych rzeczy na siłę, nie widzę tu żadnego sukcesu, raczej same negatywy. Poza tym, na niektóre uczelnie dostanie się każdy, kto skończy szkołę średnią nawet ze słabym wynikiem, zda maturę nawet ze słabym wynikiem i będzie chciał studiować. Co do skończenia studiów, to wydaję mi się, że jest to sukcesem tylko w wypadku ciężkich uczelni, w wypadku pozostałych jest to coś pozytywnego, ale nie sukces.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123, jak nie? To co to jest jak nie sukces, porażka? ;) Żeby ukończyć studia, trzeba się jednak wysilić i to przez 3-5 lat.

Akurat dla mnie moje studia to nuda, presja i ciągnięcie pewnych rzeczy na siłę, nie widzę tu żadnego sukcesu, raczej same negatywy. Poza tym, na niektóre uczelnie dostanie się każdy, kto skończy szkołę średnią nawet ze słabym wynikiem, zda maturę nawet ze słabym wynikiem i będzie chciał studiować. Co do skończenia studiów, to wydaję mi się, że jest to sukcesem tylko w wypadku ciężkich uczelni, w wypadku pozostałych jest to coś pozytywnego, ale nie sukces.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, wszystko pozytywne co osiągamy to sukces. :smile: Dyplom to niewątpliwie sukces. ;) Są sukcesy małe i duże, dla jednych ta sama rzecz będzie szczytem ich możliwości i wielkim sukcesem, a dla innych małym sukcesikiem. Nie wszystko jest czarno-białe (sukces lub porażka), są małe porażki i małe sukcesy. Poza tym już odbiegając od tematu, w każdym sukcesie można dopatrywać się jakichś negatywów, jak i w każdej porażce pozytywów. Wszystko zależy od tego jak się na to spojrzy. Na pewno mają lepiej Ci, którzy we wszystkim starają się widzieć rzeczy pozytywne i nawet małe rzeczy w codzienności traktują jak sukcesy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, wszystko pozytywne co osiągamy to sukces. :smile: Dyplom to niewątpliwie sukces. ;) Są sukcesy małe i duże, dla jednych ta sama rzecz będzie szczytem ich możliwości i wielkim sukcesem, a dla innych małym sukcesikiem. Nie wszystko jest czarno-białe (sukces lub porażka), są małe porażki i małe sukcesy. Poza tym już odbiegając od tematu, w każdym sukcesie można dopatrywać się jakichś negatywów, jak i w każdej porażce pozytywów. Wszystko zależy od tego jak się na to spojrzy. Na pewno mają lepiej Ci, którzy we wszystkim starają się widzieć rzeczy pozytywne i nawet małe rzeczy w codzienności traktują jak sukcesy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×