Skocz do zawartości
Nerwica.com

jak się odnaleźć poza psychoterapią, poza lekami, poza...?


Lythia

Rekomendowane odpowiedzi

Kiedy zmuszam się by wyjść z domu, bo nie sprawia mi to przyjemności. Kiedy po raz kolejny zmieniam psychiatrę bo dłuższy kontakt z lekarzem powoduje u mnie poczucie obojętności w stosunku do niego.. Kiedy boję się "bawić" bez alkoholu... Kiedy jestem w stanie iść z facetem do łóżka, podczas pieszczot z nim czuć jedynie pustkę, po fakcie żałować, po czym znowu tak postąpić.. Kiedy odpycham od siebie wszystkich ludzi po czym gryzę ściany w pokoju bo nie mogę wytrzymać samotności.. Kiedy wracam, chociaż nie mam dokąd. Chociaż nie mam skąd..

Kiedy nie panuję nad złością, która przemienia się w agresje, która z kolei przemienia się w głęboki, towarzyszący długo smutek, zbyt długo..

Kiedy myślę o tym, że chcę umrzeć. Codziennie, każdego dnia, na nowo.

Parę lat temu zdiagnozowano u mnie zaburzenia osobowości. Jednak ówczesna pani doktor stwierdziła, że nie przedstawi mi diagnozy, gdyż zdefiniuję sie nią i stanę się oporna na psychoterapie.

A ja w skutku nie wiem kim jestem. Dziś, po 4 latach zmieniłam lekarza i wciąż nie dostałam diagnozy, konkretnej na temat zaburzeń mojej osobowości. Nie szukam tu definicji mojego stanu, choć może komuś coś przyjdzie do głowy. Jestem zdesperowana. Mam 21 lat, studiuję i osiągam świetne wyniki a od środka rozrywa mnie milion sprzecznych uczuć i emocji. I tak codziennie, każdego dnia od nowa.

Co jakiś czas ktoś wymaga ode mnie bliskości, wsparcia.. A ja nie potrafię. Kiedy słyszę słowo przywiązanie, bierze mnie na wymioty i uciekam - dosłownie. Nie potrafię być blisko. Co z kolei mnie dobija, bo bycie sam na sam ze swoimi samobójczymi, parszywymi myślami też jest wstrętne.

Jaki sens jest w takim życiu, kiedy od paru ładnych lat leczenia człowiek coraz bardziej utwierdza się w tym, że wszystko co robi jest gówno warte. Jak i on sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chryste na prawde nie rozumiem i w*kurwia mnie niemożebnie to całe ukrywanie diagnozy przed pacjentem :evil: więcej z tego problemu i zamieszania niż korzyści. i psu na bude to ukrywanie, bo jak pacjent trafi do szpitala w pewnym momencie swojego leczenia, to na wypisie i tak otrzyma diagnoze, już nie mówiąc o tym, że główne problemy z dobrze określoną motywacją powtarzające się stale, wskazują na konkretne zaburzenie. pożal sie boże tajemnica poliszynela :evil:

ja uważam, że da samej sobie przyporządkować określone zaburzenia (bez żadnej pewności) w oparciu o zdefiniowanie twoich głównych problemów i ich hierarchii. do tego trzeba mieć sporą wiedzę podręcznikową, ważne jest, by znać swoje osiowe problemy, z czym się zmagasz na najbardziej ogólnym poziomie. ale samo nazwanie twoich problemów musi być obiektywne, czyli specjalista musi je stwierdzić. domyślam się, że skoro chodzisz na psychoterapie, to nieraz usłyszałaś na swój temat pewne stwierdzenia, interpretacje, wyjaśnienia. na tej podstawie możesz wykluczać poszczególne zaburzenia, a inne brać pod uwage. na pewno przydatne jest obserwowanie swoich zachowań w długiej perspektywie czasu (najlepiej całej terapii) i to, jak układa się twoja relacja z terapeutą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mnie niesamowicie to denerwuje, aczkolwiek nijak nie mogę wyciągnąć tej ( jak dla mnie) podstawowej informacji na temat stanu mojego zdrowia. Po latach leczenia jestem w stanie stwierdzić, że na pewno nie mam nerwicy natręctw i schizofrenii, o reszcie nie mam pojęcia. Czytanie książek rozwojowych, psychologicznych czy psychiatrycznych lub nawet zakrawających o neurologię również na nic się zdało. Dostałam polecenie by nie stawiać samej sobie diagnozy. Ot i tyle. Jeśli chodzi o lekarstwa to dostaję wciąż same antydepresanty i cudeńka typu xanax, afobam. co na tej podstawie mogę wnioskować? Wszystko i nic. Im dalej w las tym więcej drzew.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chryste na prawde nie rozumiem i w*kurwia mnie niemożebnie to całe ukrywanie diagnozy przed pacjentem :evil: więcej z tego problemu i zamieszania niż korzyści. i psu na bude to ukrywanie, bo jak pacjent trafi do szpitala w pewnym momencie swojego leczenia, to na wypisie i tak otrzyma diagnoze, już nie mówiąc o tym, że główne problemy z dobrze określoną motywacją powtarzające się stale, wskazują na konkretne zaburzenie. pożal sie boże tajemnica poliszynela

 

są zdaje się dwie dominujące szkoły - pierwsza to szybka diagnoza, napieprzanie lekami, jak nie działają, zmiana/uzupełnienie diagnozy (stąd chyba na tym forum tyle osób z przynajmniej czterema F.XX w sygnaturce)

 

druga to unikanie jednoznacznej diagnozy (poza roboczą, do celów refundacyjnych) i tworzenie indywidualnego profilu pacjenta - nie jest to częste, ale będzie, tak podejrzewam, coraz częstsze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

możliwe że tak jest. ale też nie wierze, żeby terapeuta mógł posługiwać się w pracy tym indywidualnym profilem pacjenta, nie myśląc zupełnie o tym, pod które zaburzenia podchodzi, bo to sie bezpośrednio wiąże chociażby z celami terapeutycznymi. a jeśli chodzi o ilość F przed nazwiskiem, to zawsze zakładałam, że poprostuzaburzenia lubią chodzić parami, trójkami. chyba mało jest osób które mają stwierdzone dokładnie jedno zaburzenie.

 

-- 10 lis 2012, 03:14 --

 

Lythia, w kwestii leków to faktycznie dużo na ich podstawie nie wydedukujesz. ale kazdy z z.o. może powiedzieć z wzglednie dużym przekonaniem, które z.o. go nie dotyczą na pewno. próbowałaś poprostu drogą eliminacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

możliwe że tak jest. ale też nie wierze, żeby terapeuta mógł posługiwać się w pracy tym indywidualnym profilem pacjenta, nie myśląc zupełnie o tym, pod które zaburzenia podchodzi

 

to zależy - znam takich psychoterapeutów (psychodynamicznych) którzy jak ognia unikają diagnozowania, czasem wręcz olewają diagnozę wskazywaną przez psychiatrę (najprawdopodobniej dotyczy to dużej grupy zaburzeń podobnych do siebie i podobnie leczonych farmakologicznie)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tyle że nie rozpoznaje sie zaburzeń osobowości jeśli pacjent ma potwierdzoną inną diagnozę .Prostym przykładem może być kobieta z migreną .Jaką osobowość rozpozamy w trakcie napadu migreny?Myślę że uniwersalną diagnozą chociaż niewiele wnoszącą bylo by stwierdzenie zaburzen pracy ukladu nerwowego. Dopiero póżniej można doprecyzować o jakie konkretnie chodzi choćby na podstawie skuteczności leków określonego rodzaju.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja bym jednak wolała wiedzieć co mi dolega, co mam zmieniać, DLACZEGO w niektórych sytuacjach mojego życia tak a nie inaczej się zachowuje. ciągle świta mi w głowie borderline, w 99% wszystko BDP jestem w stanie dopasować do siebie. Jednak to są tylko definicje, ja nie mam żadnych kwalifikacji ani doświadczenia by samą się diagnozować, tym bardziej, że to nie jest ani całkiem czarne ani całkiem białe. Parę lat temu do psychiatry trafiłam z rozpoznaniem fobii społecznej, aczkolwiek teraz w 80% zanikła.. Z czego ja wnioskuję, że w 80% powinnam czuć się lepiej, a jest tylko gorzej. Przez lata psychoterapii z mózgu mam już zrobioną papkę i miotam się tylko między własnymi, a lekarza domysłami. Bo niczego nie wiem na pewno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ile wynosił szacowany czas psychoterapii licząc od początku, od kiedy zaczęłaś chodzić? powiedzieli ci? to co piszesz o sobie, mnie osobiście też pachnie bpd, ale powstrzymuje sie takich interentowych diagnoz, mogłabym cię fałszywie zasugerować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

może dlatego, że to BPD, może właśnie dlatego nie chcieli powiedzieć. pamiętam, że kiedyś psychiatra chciał mnie wysłać do szpitala psychiatrycznego, na terapii wpadłam w atak złości i groziłam samobójstwem. najgorsze jest to, że to moje grożenie zawsze jest dla mnie realne i prawdziwe, choć tylko na grożeniu się kończy.. W każdym razie wtedy pomyślałam, że w tym wszystkim co złe przynajmniej dostane w końcu diagnozę. Ale uspokoiłam się i nie trafiłam na oddział.

Czas terapii cóż.. Od 17 roku życia, godzinę tygodniowo ( tydzień w tydzień ) terapia indywidualna. Dziś mam 21 lat więc 4 lata. Czasem miałam przerwy, np. podczas zmiany lekarza prowadzącego, czas nieuczęszczania na leczenie najdłużej wynosił 2 miesiące, gdyż więcej nie byłam w stanie wytrzymać ze sobą sam na sam nie mówiąc już o bliskich. A tak to systematycznie terapia, co tydzień godzina.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale nie powiedzieli ci ile może wynosić cały czas terapii? że np 4 lata, ale 5? 4 lata to generalnie dość długo, przy czym przerwy i zmiany lekarzy na pewno spowalniają pracę. mnie powiedziano, że "kilka" z naciskiem że raczej długo. wolałam nie pytać co to dokładnie znaczy kilka :x ale obstawiam średnio z 5...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chryste na prawde nie rozumiem i w*kurwia mnie niemożebnie to całe ukrywanie diagnozy przed pacjentem

a ja to poperam...ja od 3 lat chce sie zabic glownie z pwodu nastraszenia mnie diagnozami i rokowaniami...

ostatecznie dostalam 21 diagnoz w tym 3 przerazajace, a jedna szczegolnie, a najprawdop. najbradziej zaszkodzil mi lek ( to ta trzecia diagnoza) i teraz potwierdzaja to kolejni lekarze i chyba tylkow nich cenie ze w koncu medycyna potrafila sie przyznac do okaleczenia czlowieka ( ale nie personalnie)

 

-- 11 lis 2012, 17:30 --

 

Parę lat temu do psychiatry trafiłam z rozpoznaniem fobii społecznej, aczkolwiek teraz w 80% zanikła..

jedna znajoma terapeutka powiedzala ze w psychoterapii tylko jedno jest pewne - ZMIANA:)

ja obecnie uwazam, ze powinno sie skupiac na objawach a nie na nazwach...nazwy sa dla NFZtu, nazwy sie zmieniaja np pare lat temu uwazano ze istnieje osobowosc bierno-agresywna i cudownie zniknela...moj znajomy swietny w swym rzemiosle psycholog mowil mi podcxzas poghawedki ze bpd tez jest obecnie przez wielu uwazane za watpliwe... za 20 lat beda jeszcze inne nazwy i co? a myu sie zalamujemy...ja zaluje ze uslyszalam te wszystkie WYROKI...

podobnie pisze Arnhil Lauweng w ksiazce pt 'bylam po drugiej stornie lustra"...za duzo wyrokow i za duzo wgladu naraz jest zle moim zdaniem

nie przejmujcie sie, po prostu zyjcie jak umiecie najlepiej

jeszcze moge podac ze gdy nie znano antybiotykow to wielu chorych na kile uznanych bylo za schizofrenikow i trzymanych w zakladach dla oblakanych...po wynalezieniu antybiotykow cudownie wyzdrowieli ze schizofreniii

podobnie jak ktos ma dziwne obj psychiczne to niech zrobi dobre testy na borelioze i gruntownie przebada tarczyce...i pewnie jest milion innych uwarunkowan...

ale rozmiem jak ktos cierpi to nie moze zniesc tego ze cierpi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to wszystko zależy od człowieka. jeden jest na tyle silny, że zniesie prawde o sobie, drugi nie jest i być może nigdy nie bedzie. jeśli ktoś nie chce wiedzieć - jego prawo. to tak jak informowaniem o płci dziecka. jedni chcą wiedzieć, drudzy nie chcą. wole jednych i drugich się szanuje i w przypadku kodów F powinno być tak samo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Że się tak wtrącę...Po co nam to wiedzieć?Taka wiedza może skutecznie pogrążyć...Ja np zawsze czułam,że jestem zaburzona,a łatka "F" wcale nie pomogła mi się pogodzić z tą wiedzą.A już na pewno jej zaakceptować.Walczę,wmawiam sobie,że nie jest tak źle.Bije się z myślami,ale to nic nie daje.Są pewne schematy myślenia i już.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To wszystko co piszecie ma sens. Jednak w przypadku wieloletniego leczenia, przyjmowania leków, w przypadku w którym milion osób ( w tym lekarzy ) wyciąga do mnie "pomocną dłoń" twierdząc, że to ONI są tymi, którzy na pewno mi pomogą, w końcu chciałabym wiedzieć co mi jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja to miałam trudną sytuację z matką, która od zawsze wyszukiwała we mnie rozmaitych chorób i wlokła po dziesiątkach lekarzy w polsce. choroby oczywiście nie było, to był jej wymysł (troche taki zespół Munchhausena tylko to ja byłam obiektem realizacji, nie ona). ale miałam wieczne poczucie niedoinformowania i ukrywania prawdy przede mną. byłam tylko dzieckiem i nie potrafiłam sie wtedy obronić. dlatego dzisiaj musze być maksymalnie świadoma siebie. wszelkie ukrywanie prawdy traktuje jako gwałt na moich prawach do wiedzy o sobie i już. :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja bym jednak wolała wiedzieć co mi dolega, co mam zmieniać, DLACZEGO w niektórych sytuacjach mojego życia tak a nie inaczej się zachowuje. ciągle świta mi w głowie borderline, w 99% wszystko BDP jestem w stanie dopasować do siebie. Jednak to są tylko definicje, ja nie mam żadnych kwalifikacji ani doświadczenia by samą się diagnozować, tym bardziej, że to nie jest ani całkiem czarne ani całkiem białe. Parę lat temu do psychiatry trafiłam z rozpoznaniem fobii społecznej, aczkolwiek teraz w 80% zanikła.. Z czego ja wnioskuję, że w 80% powinnam czuć się lepiej, a jest tylko gorzej. Przez lata psychoterapii z mózgu mam już zrobioną papkę i miotam się tylko między własnymi, a lekarza domysłami. Bo niczego nie wiem na pewno.

a to nie wiesz co masz zmieniac? nie wiesz z czym ci jest dobrze z czym nie? poza tym najlepsza zmianą dla mnie było .... brak zmian i pełna akceptacja nawet tego co mi sie nie podobało (bo nie wiedziałam jak zmienic) i wiesz co, jakis trafem automatycznie zmiany nastąpiły. jak szłam na ter. to za cholere nie wiedzialam co mi jest. niby jestem soba, a jednak cos jes do doopy. narzekałam na samotnosc i brak towarzystwa. w trakcie ter. dowiedzialam sie, ze jestem ddd (co akurat nie jest zadna diagnozą, a jedynie luzno przyjetym nazewnictwem) i ze asertywnosc mi kwiczy.Ter. mówili, ze na ogól osoby wychowawane w rodzinach przemocowych , czy alko, jakies zaburz osobowosci maja i przyjelam to z takim spokojem ... czułam sie normalna, owszem z problemami, ale taka sama jak inni. Jak poszlam w tym roku do spzitala i dali mi diagnoze to czułam sie jak świr i dopiero to mnie wyalienowało. uwazam, ze w moim przypadku diagnoza mi zaszkodziła. (jakakolwiek, bo mialam, jak pewnie większosc z was, kilka od bpd, po schizo coś tam, bierno-agresywne depresje, dysforie itd itd, )

 

-- 15 lis 2012, 18:12 --

 

dodam, ze akceptacja zbliza cie do uczuc i łatwiej je przepracowac. Jak na ost. ter powiedzialam, ze piehdole, nie zmieniam sie. to szok taki wywlalo w grupie, no jak to, nie trac nadziei iw ogole, jeszcze porownanie z auschwitz, ze tam bez nadziei ludzie gineli. rzyg! tylko, ze nikt nie slyszal, ze dopiero wtedy bylo mi... ze soba dobrze. Osobiscie uwazam, ze posailam tym ferment w grupie i poczuli sie zagrozeni , ale to .... Nie ma sensu zmieniać sie na sile. slepe dążenie do zmiany nie przyniesie korzysci.

 

-- 15 lis 2012, 18:14 --

 

Że się tak wtrącę...Po co nam to wiedzieć?Taka wiedza może skutecznie pogrążyć...Ja np zawsze czułam,że jestem zaburzona,a łatka "F" wcale nie pomogła mi się pogodzić z tą wiedzą.A już na pewno jej zaakceptować.Walczę,wmawiam sobie,że nie jest tak źle.Bije się z myślami,ale to nic nie daje.Są pewne schematy myślenia i już.

dokładnie. zgadzam się z toba w pełni. mnie pogrązyło

 

-- 15 lis 2012, 18:20 --

 

Stonka, zbyt duzy wglad ... moze ograniczyc. juz to pisałam. ja jestem ofiara psyhodynamicznej i rzygam juz ta terapia. Jednak nurt tez jest wazny, bo narzuca sie wlasnie schematy myslenia. moja 1 terapeutka, jak przyszlam do niej zrozpaczona powiedziala, ze psychodynamicnz arozwarstwia, a w moim przypadku wazne bylo scalenie. jest mase osob poranionych. bylam osoba na swoj sposób samodzielna i baaa. bylam otwarta na emocje i sie niezle "podleczyłam- bo wyleczyc sie nie da) z nerwicy, byłam gotowa na zwiazki, nie bałam sie, ze ktos mnie zostawi (a reagowałam na to alergiczne), wyprowadziłam sie z domu, byłam samodzielna. Mówiłam wprost i tyle. raz nawet wyznałam swoje uczucia . łał, dla mnie to mount everest moich mozliwosci. a zawsze byłam skryta. w koncuz nawiazywalam kontakt i okazało sie , ze nie jestem tak aspołeczna za jaka sie uwazalam. byl tylko jeden nie rozwiazany problem, ktory ,mnie... pograzyl, ale to inna historia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×