Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
vintage

Kompletna bezradność.

Rekomendowane odpowiedzi

Doszedłem do punktu, w którym kompletnie nie wiem, co zrobić. Chodzę na terapię i moja psycholog twierdzi, że moje problemy nie wymagają interwencji psychiatrycznej (czyt. leków). Ale ja już ze sobą nie wytrzymuję. Przez lata całe czułem się nieszczęśliwy i całkowicie zamknąłem się w sobie. Czasami wydaje mi się, że nie jestem w stanie czuć prawdziwych emocji w stosunku do drugiego człowieka, że udawałem przed samym sobą. Rodzinę, jedynych ludzi, którzy mnie wspierają potrafię traktować jak śmieci, "kocham Cię" nie przejdzie mi przez gardło. Z drugiej strony bardzo przejmuję się opinią innych ludzi i zwykłe wywrócenie oczami potrafię pamiętać i analizować miesiącami, a na przejawy pozytywnych emocji reaguję zdystansowaniem, bo fakt, że ktoś może mnie lubić, lub może mu na mnie zależeć jest dla mnie bardzo dziwny. Nienawidzę siebie, nie akceptuję, nie mogę sobie wybaczyć zmarnowanych lat, a jednocześnie nie stanowi to dla mnie motoru napędowego, lecz jeszcze bardziej zagłębiam się w marazmie. Potrafię ułożyć sobie w głowie obraz drugiego człowieka, a gdy w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się on fałszywy, odczuwam gniew, jak małe dziecko. Na ludzi wokół mnie patrzę na przemian z podziwem, zazdrością i nienawiścią. Spotkanie z aktywną, pewną siebie, zorganizowaną osobą nie stanowi dla mnie inspiracji, ale okazję do wyrzucania sobie swoich wad i ucieczki od rzeczywistości we własne fantazje. Coś musi być ze mną nie tak, depresja, nerwica, stanu lękowe, może jakiś autyzm. Nie wiem, czy poruszyć to na terapii, nie chcę przekonywać psycholog do tego, że potrzebuję leków. Nie wiem, czy iść niezależnie do psychiatry i poinformować psycholog po fakcie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie wiem, czy iść niezależnie do psychiatry i poinformować psycholog po fakcie?

Tak, to przecież będzie Twój wybór.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Oczywiście że idz skoro tak żle sie czujesz....psycholog tez moze sie mylic w tej kwestii...Ty najlepiej wiesz jak sie czujesz i czego potrzebujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Oczywiście że idz skoro tak żle sie czujesz....psycholog tez moze sie mylic w tej kwestii...Ty najlepiej wiesz jak sie czujesz i czego potrzebujesz.

mysle ze takie stwierdzenie ma tylko wtedy racje bytu jezeli terapeuta zna cala prawde i to co robi nie daje efektow, z tego co czytam vintage zastanawia sie czy o jego odczuciach poinformowac terapeute a to znaczy ze terapeuta nie wie wszystkiego co vintage sprawia problemy

 

dlatego nalezy otwarcie o wszystkim mowic inaczej zaden psychiatra/psycholog nie bedzie w stanie pomoc lub przepisze niewlasciwe lekarstwa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Napisane ze ,,psycholog nie widzi potrzeby interwencji psychiatrycznej,,dlatego skoro vintage zle sie czuje.,powinien pojsc do psychiatry i powiedzec o tym psycholog...na terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może psychologowi chodziło o to, że problem vintage nie jest czymś co rozwiązą leki. Leki owszem mogą pomóc ale w taki sposób, że np. mogą uspokoić, działać dopingująco na obniżony nastrój, wyciszyć w stanach lękowych. Leki zdecydowanie pomagają w stanach psychotycznych itp. Jednak są też problemy, które wynikają z naszego błędnego myślenia o sobie samym lub na temat otoczenia i same leki w sobie nie zmienią tego sposóbu myślenia.

 

Możliwe, że masz vintage zaburzenia osobowości gdzie leki w Twoim przypadku mogą faktycznie nie wiele zdziałać. Gdzie tu bardziej efektywna byłaby terapia, praca nad zmianą myślenia, zmianą pewnych nawyków, zmianą błędnych przekonań itp. Leki natomiast tego nie zrobią.

 

Oczywiście możesz pójść do psychiatry! Nikt Ci tego nie zabroni, nawet Twój psycholog. Jeśłi uważasz, że w jakiś sposób jest Ci to potrzebne aby poczuć się lepiej to nie ma powodów dla których nie mógłbyś skorzystać z konsultacji psychiatrycznej. Tylko pytanie brzmi, czy faktycznie te leki są Ci potrzebne? Leki nie rozwiązują za nas problemów.

 

Z tego co napisałeś o sobie odnoszę wrażenie jakbyś wykazywał pewne cechy osobowości paranoicznej, jednak nie jestem ekspertem i mogę się totalnie mylić.

 

Może porozmawiaj ze swoim psychologiem o swoim zaburzeniu? Jak najbardziej masz prawo pytać psychologa co się z Tobą dzieje, co psycholog podejrzewa. Jak Ciebie diagnozuje. I uważam, że komu jak komu ale psychologowi jaknajbardziej powinnieneś mówić o swoich odczuciach, obawach itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na razie wstrzymałem się z wizytą u psychiatry. Szczerze mówiąc, nie do końca mam do siebie zaufanie, czy przypadkiem nie wmawiam sobie tego, że potrzebuję leków, żeby zdjąć z siebie ciężar walki z zaburzeniami osobowości. Mój problem jednak sprowadza się prawdopodobnie do błędnych mechanizmów myślenia i działania, a perspektywa walki z nimi po tylu latach najzwyczajniej mnie przeraża. Paradoksalnie, nie odczuwam motywacji do zmiany, ale zagłębiam się jeszcze bardziej i dalej tkwię w swoich uleżanych schematach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam podobne doświadczenia życiowe i sytuacje jak Vintage, biorę leki ale one w tej sytuacji nie pomagają może działają raczej na zasadzie ogłupienia, wyciszenia że człowiek mniej myśli o sobie a przez to dołuje. Ale na pewno nie likwidują problemu, nie wpływają na samoocenę, nie motywują do zmian i nie zmieniają spojrzenia na świat a emocje to leki(biorę SNRI) wręcz przytępiają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wklejam swojego posta z tematu "Strach przed schizofrenią", chyba jednak tu bardziej pasuje:

 

"Ok, podobno zdawanie sobie sprawy z absurdalności własnych objawów jest czynnikiem rozróżniającym nerwicę od psychozy. Postaram się wymienić Wam objawy, które uważam u siebie za najbardziej niepokojące i chciałbym poznać Waszą opinię (po diagnozę oczywiście i tak najprawdopodobniej wybiorę się do psychiatry). Być może po prostu jestem infantylny, bo z przerażeniem stwierdziłem, że większość tych objawów przypomina zachowanie dziecka, a przed określeniem tego w ten sposób broniłem się przez lata rękami i nogami. Może w jakiś sposób odbijam sobie dzieciństwo, które miało zaburzony przebieg (byłem popychadłem).

 

- Mam potężny problem w kontaktach z ludźmi, bardziej z ich pogłębieniem, niż z rozpoczęciem znajomości, bardzo boję się, że jeśli ktoś dowie się o mnie czegoś więcej uzna mnie za dziwoląga, dlatego w towarzystwie zazwyczaj milczę. Z 95% ludzi na uczelni nie utrzymuję kontaktu, na korytarzu uciekam wzrokiem, nawet nie witam się, co doprowadziło do dziwnej sytuacji, jakbyśmy byli pokłóceni, a nawet się nie znamy.

 

- Cały czas zastanawiam się, jak ludzie mnie oceniają, kiedy poczuję się niepewnie podczas, zazwyczaj nerwowej konwersacji, urywam ją.

 

- Kiedy w grupie ludzi toczy się jakaś rozmowa, nie potrafię w niej organicznie uczestniczyć, wszyscy inni reagują spontanicznie, rozpoznają swoje emocje, ja , kiedy próbuję wtrącić coś od siebie, zazwyczaj jest to coś od czapy. Najczęściej wciskam jakiś nerwowy żart. Kiedy mówię o tym co myślę poważnie, czuję, że brzmi to nieszczerze i wydaje mi się, że druga osoba też tak to interpretuje.

 

- Nawet przy starych znajomych, których znam od lat jestem wycofany i milczący.

 

- Czasami mam wrażenie, że patrzę na dorosłe osoby (nawet młodsze ode mnie) z perspektywy dziecka, tzn. oni wiedzą więcej, lepiej.

 

- Często porównuję się z innymi ludźmi, jestem cholernie zazdrosny i przekonany o tym, że inni mają "lepsze życie". Moim ulubionym narzędziem do tego stał się facebook, nie mogę powstrzymać się od sprawdzania, kto z kim i gdzie, kto ma kogo w znajomych. Jeśli osoba, która jest moim bliższym znajomym zna się z kimś, przy kim nabieram wody w usta, odczuwam niepokój i zażenowanie w związku z hipotetyczną sytuacją, w której ze względu na obecność tej drugiej osoby zamknąłbym się w sobie.

 

- Ze względu na niezbyt rozwinięte życie towarzyskie często wyobrażam sobie, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym nie wycofywał się tak. Projektuję sobie różne wydarzenia, wspólne wyjścia, przyjaźnie, związki, hipotetyczne pogłębienie relacji, sukcesy. Rzeczywistość przegrywa z tymi wyobrażeniami i często uciekam w nie przed nią.

 

- Najjaskrawszym przykładem mojego fantazjowania był fakt, że przez długi czas nie potrafiłem zebrać się z wyznaniem koleżance, że zależy mi na niej. Na wszelkie przejawy zainteresowania z jej strony reagowałem wycofaniem z obawy przed tym, że to po prostu moja nadinterpretacja. Jednocześnie na tych sygnałach zbudowałem sobie przeświadczenie, że ona będzie czekać na mnie (przez cały ten czas nie była z nikim) i liczyłem na to, że w końcu się przemogę. Można powiedzieć, że przyzwyczaiłem się do myśli, że będziemy razem i bardzo nieopatrznie uczyniłem ją bardzo ważną osobą w moim życiu, jednocześnie nie okazując jej zainteresowania ze swojej strony, w obawie, że może ją to spłoszyć. Można powiedzieć, że zaprojektowałem sobie w głowie jej osobę. Skończyło się na tym, że ona jest z kimś innym, a ja zostałem z potężnym, niespełnionym uczuciem, którego nie mogę nawet nazwać.

 

To na pewno nie wszystko, ale w tej chwili ciężko mi przywołać i ująć w słowa niektóre objawy."

 

-- 02 sty 2012, 21:19 --

 

Podejrzenie psychozy wziąłem chyba z powietrza, ale jakieś zaburzenia emocjonalne na pewno mam, bo czuję się bezradny jak małe dziecko. Może to osobowość schizotypowa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę że jeżeli zdarzają ci się kryzysy to lepiej żebyś przeszedł się do psychiatry po leki. Terapia na lekach jest możliwa, chociaż raczej w minimalnych dawkach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Vintage z Twoich wypowiedzi nie wynika to jednoznacznie ale ja czytając Ciebie doszukuje się w tym opisie osobowości paranoicznej. Jednocześnie wiem, że mogę się mylić.

 

Z pewnością nie wydaje mi się aby to byla schizofrenia. Myślę, że powinieneś jak najszybciej to skonsultować z psychiatrą lub psychologiem.

 

Mam nadzieję, że podzielisz sie z nami swoją wizytą i informacjami na swój temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

vintage, mogłabym podpisać się pod niemal każdym Twoim słowem z pierwszego posta...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj nie mogłem się zwlec z łóżka. Kiedy ktoś zadzwonił do mnie, żebym coś dla niego zrobił, poczułem autentyczną wściekłość. Dwa razy śniła mi się dzisiaj Ona, za każdym razem wyśmiała mnie i odwróciła się plecami. Przed snem fantazjuję, że Ją skrzywdzę. Jestem przerażony. Na niczym nie mogę się skupić, w samochodzie gadałem do siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cała ja... Dziś idę na urodziny do koleżanki i czuję jakiś niepokój, obawiam się, że będę siedzieć zamulona słuchając opowieści o cudownym życiu niektórych z nich, a sama nie mogąc nic nowego, ciekawego powiedzieć na temat mojego obecnego życia (plus jeszcze te złe nastroje, które mnie nachodzą). Jestem właśnie w trakcie testów/wywiadów na zaburzenia osobowości, bo wyszły przy okazji testów na nerwice, depresje, które muszę powtarzać co miesiąc. Aż się boję jaki będzie wynik... W ogóle to mnie denerwują te testy, bo dochodzę do wniosku, że właściwie nie wiem nic o sobie kompletnie i źle odpowiadam na pytania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Vintage Twój drugi post idealnie pasuje do mnie, raczej pasował bo po terapii myślę, że już radzę sobie z tym problemem

mam jeszcze czasami jakieś wyobrażenia odnośnie innych osób, a swoje życie uważam za gorsze, ale wiem, że to tylko moja wyobraźnia,

a faktycznie jest inaczej i nie mogę brać tego za główny wyznacznik wszystkiego tego co sobie wymyślę. Zawsze na realu było inaczej, ale to nie

znaczy, że gorzej i wściekać się bo jest nie tak jest się wymyśliło, to jakby żyć tylko snem. Gdzieś obok tego całego świata. Ten sen jest dużo fajniejszy, ale to tylko sen.

Powiedz psychologowi o problemie, on powinien pomóc, mi pomogło. Też nie sam psycholog, dużo musiałam dać od siebie i zrozumieć to wszystko co się dzieje. A jak już coś pójdzie w dobrą stronę to zobaczysz jak to fajnie, że po tylu latach udaję się, docenisz to i nie będziesz raczej wracać do tego co było. Trudne to, ale do przejścia.

aha i żadne leki raczej na to nie pomogą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

vintage, jak się wszystko potoczyło, co u Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×