Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość narcystyczna


milhouse

Rekomendowane odpowiedzi

leptosomatyk, nie staraj się tak o wyciągnięcie diagnozy, bo ona wcale nie jest najważniejsza podczas terapii i często w ogóle nie jest podawana.

Ludzie pozbawieni sensu życia i pogrążeni w beznadziei, wychodzą przy niej na prostą
Tylko na co ci ludzie są chorzy? Jednym pomaga taka pomoc, a drugim inna. Wydaje mi się że zwykle terapeuci mają jakąś swoją grupę docelową, z którą sobie najlepiej radzą. Poza tym narcyzm - jeśli rzeczywiście go masz (nie mówiąc już o borderline) leczy się raczej dłużej niż depresję, czy jakąś beznadzieję.

Zakochania w terapeutce się zdarzają. Bezpieczniej jest brać starsze ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja chodzę na Kopernika i to jest raczej terapia analityczna. Nie wiem, czy nie powinnam zmienić, bo ponoć w takich zaburzeniach lepsza jest poznawczo - behawioralna, no ale tu mam za darmo. A chodzę już prawie 1,5 roku, choć poszłam z czymś całkiem innym. Wyszło w praniu ;)

Pie.dole nie biore...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ile już chodzisz do niej na terapię? Narcyzm podobno się leczy długoterminowo co może oznaczać że nawet całe życie trzeba chodzić do terapeuty

 

Na terapię chodzę od kwietnia. Może trwać całe życie? To chyba setki tysięcy zlotych musiałbym w sumie na to przeznaczyć.

 

 

 

Diagnoza nie ma znaczenia

 

Dla mnie ma, ponieważ chce wiedzieć z czym mam do czynienia. Jeśli rzeczywiście jest to narcyzm czy inne zaburzenie osobowości, to chyba lepiej podać sobie ręke i podziękować za współpracę, bo walczyć i szarpać się z tym przez lata, nie mam zamiaru.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

leptosomatyk, źle główkujesz kolego. Najpierw zadaj sobie pytanie czy i jak bardzo chcesz się zmienić. Wielu narcyzów tak naprawdę nie czuje potrzeby zmiany, bo wg nich wszystko jest ok. Problem oczywiście pojawia się dopiero wtedy gdy dopada nas depresja lub w naszym życiu dzieje się coś złego.

 

Jeśli chodzi o diagnozy to z doświadczenia wiem, że lepiej jest gdy psychoterapeuta od razu tego nie mówi. Lepiej poczekać kilka miesięcy i wtedy poinformować pacjenta. Dlaczego? Proste. Pacjenci bardzo utożsamiają się z diagnozą, a to przeszkadza w leczeniu. Nie jest tak zawsze, ale jeśli chodzi o zab. os. to jest to niestety nagminne. Powiem Ci coś ciekawego. Gdy ja usłyszałem diagnozę NPD byłem w szoku, bo jak większość podejrzewałem BPD. Z jednej strony nawet się cieszyłem, bo hmm narcyzm to lepsze niż cokolwiek innego. Dopiero później kiedy zacząłem kojarzyć fakty i wszystko łączyć w całość spadł na mnie jakiś grom. Byłem kompletnie zdruzgotany i załamany. Do tego po zrobieniu researchu w necie poczułem, że w sumie lepiej od razu rzucić się pod pociąg, bo przecież jestem 'złym człowiekiem'. Nie tędy droga. Tym bardziej gdy czytałem, że leczenie trwa latami i nikt tak naprawdę nie wylecza się w 100%. Owszem, tak właśnie jest. Wszystko jednak zależy od głębokości zaburzenia (to już oceni terapeuta). Trzeba przede wszystkim zaakceptować fakt, że dążysz do polepszenia funkcjonowania, nie do wyleczenia. Takich dobrze funkcjonujących narcyzów jest mnóstwo. Bierz też pod uwagę to, że będąc zdiagnozowanym możesz lepiej siebie zrozumieć i jesteś bardziej skłonny do modyfikacji swoich zachowań. Może to zrobić małą lub dużą różnicę, ale moim zdaniem to jednak plus.

 

Co do Twojego zakochania. To jest coś o czym musisz porozmawiać z terapeutką. Inaczej równie dobrze od razu możesz przerwać terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DelRey25, wiem o czym mówisz. Miałam dokładnie to samo kiedy usłyszałam diagnozę - 2 dni z życia wzięte. Tzn. sama tą diagnozę zaproponowałam albo BPD, ale kiedy się potwierdziło i poczytałam trochę w necie, to nie mogłam uwierzyć, że mogę być "takim potworem"!!! Cały czas mi z tym ciężko, to dopiero tydzień. Mam nadzieję, że da się wyjść na jakąś prostą, tym bardziej, że ja nie mam tendencji do gardzenia ludźmi, jak większość osób wypowiadających się w tym wątku.

Pie.dole nie biore...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DelRey25, tym bardziej, że ja nie mam tendencji do gardzenia ludźmi, jak większość osób wypowiadających się w tym wątku.

 

Mogą się pojawić takie wypowiedzi dlatego, że pojęcie narcyzm kojarzone jest z samouwielbieniem ..a taka postawa rodzi negatywne odczucia.

 

Jak tam eksperyment? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, ja tylko widzę co ludzie piszą. Wiele wypowiedzi było na temat gardzenia rodziną, innymi ludźmi, kobietami. Ja nie odczuwam tego aż w takim stopniu. Mam taki stosunek do takich ludzi, że tak powiem, prostych.

 

Co do eksperymentu - no lipa oczywiście. Rozpędziłam się tak, że 6 godzin sprzątałam 40 metrowe mieszkanie, bez mycia szafek w środku :/ No może to, że nie poprawiałam po dzieciach w ich pokoju (a są małe), tylko tam gdzie nie dotarły.

Pie.dole nie biore...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wielu narcyzów tak naprawdę nie czuje potrzeby zmiany, bo wg nich wszystko jest ok

 

Zgadza się, tak naprawdę nie chcę się zmienić, chcę dojść do wszystkich rzeczy o których wcześniej pisałem (władza, kariera, bogactwo, prestiż, kobiety) za wszelką cenę. Moim celem nie jest bycie przeciętniaczkiem, zarabiającym 1500 miesięcznie z wynajętym dwupokojowym mieszkankiem i żyjącym z przeciętnej urody kobietą. Większość ludzi oczekuje od terapii, tego , że zaakceptuje aktualny stan rzeczy, podwyższy sobie samoocenę, będzie mieć lepsze samopoczucie i po prostu będzie szczęśliwa. Ja nie muszę być szczęśliwym, ważne żeby być człowiekiem sukcesu, choćby pogrążonym w depresji, uzależnionym od kokainy czy rozbijającym cudze małżeństwa, ale zawsze człowiekiem sukcesu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehh... ja chyba też, mam tą depresję narcystyczną. Jeśli chodzi o kontakt z ludźmi, to kiedyś bardzo lubiłem się spotykać z innymi. Jarałem się każdą domówką, spotkaniami w plenerze itp. Jakiś rok temu entuzjazm zaczął opadać, już się tak nie nakręcałem, ale jeszcze sprawiało mi to przyjemność. Obecnie coraz bardziej mam na to wyjebane. Nie chce mi się spotykać z kolegami, pieprzyć o głupotach, chodzić z przyklejonym uśmiechem i udawać, że interesuję mnie co mają do powiedzenia. Zmuszam się do kontaktu z nimi, bo nie chcę być odludkiem i chcę mieć okazję do poznania jakieś dziewczyny np. na imprezie, na którą oczywiscie, nie mogę się wybrać samemu, bo czułbym się niekomfortowo, no i jak laski widzą, że masz znajomych to też, jest plus. Jeśli chodzi o zżycie z kolegami, czy radość ze wspólnego imprezowania , to równie dobrze mógłbym tam pojechać z postaciami wyciętymi z kartonu. To są tylko statyści mojego życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie w tym całym zaburzeniu najbardziej dobija to, że kiedyś potrafiłam sobie postawić ambitny cel w życiu i bardzo fascynujące, ciekawe było osiąganie tego celu. Miałam wtedy tyle energii, chęci do działania, pasji, nic nie mogło mnie powstrzymać. No i przyszedł ten moment kiedy uświadomiłam sobie, że niezależnie od tego co osiągnę i jak wielkie to będzie i to i tak będzie to dla mnie 'za mało'. Niezależnie od tego co osiągnę i co zrobię i jak bardzo będę się starała być najlepsza we wszystkim to i tak nie będę się czuła wartościowa, że zasługuję na miłość, nie będę siebie szanowała. I teraz jak już jestem tego świadoma, to nie mogę się zmotywować do robienia czegokolwiek, nie mam nawet siły wstawać rano z łóżka i wykonywać codziennych czynności, no bo po co, skoro nie mam marzeń, celów, a jedyny sposób na odczuwanie radości i przyjemności to osiąganie ambitnych celów. A przecież nie ma wystarczająco ambitnych celów, bo każdy cel to i tak za mało, Wszechświat to za mało. Ludzie z mojego otoczenia mówią, że tak dużo osiągnęłam w życiu, a ja wiem, że mogłabym dużo dużo więcej ale mi się już nie chce, nie mam siły żeby się zmotywować do czegokolwiek. Wy też macie podobny problem, czy tylko ja tak źle to znoszę? Macie jakiś sposób żeby sobie z tym choć trochę poradzić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja czasami zastanawiam się nad tym co udało mi się osiągnąć i zdarza mi się odnieść wrażenie, że od pewnego czasu stoję w miejscu. To uczucie jest strasznie przygnębiające, zaczynam postrzegać siebie jako nieudacznika, ale to tylko mnie nakręca i znowu idę do przodu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nigdy nie brałam pod uwagę że mogę mieć narcystyczne zab. ale takie mi dali po czterech konsultacjach na oddziale 7F.

nie wiedziałam że tak wątek istnieje, ale jak wypłynął to już czytam od początku i może się jakoś odniosę.

 

mam jakiś talent plastyczny ale go raczej nie rozwijam. Ostatnio nie jestem w stanie znieść tego że mam tak mało doświadczenia w rysunku, że te pierwsze kreski wyglądają tak ślamazarnie. A wiadomo że rysunek nabiera kształtu dopiero po jakimś czasie ... no ale nie mam siły na takie siłowanie się. Ostatnio chciałam zrobić komuś prezent, ale nie zniosłam tego że to jest tak brzydkie i nie wierzyłam w siebie że dam radę to pięknie udoskonalić.

Bardzo nie wierzę siebie- okropnie. Nie daje sobie szansy, nie mam cierpliwości, wyrozumiałości do siebie. Tzn. w bardzo małym stopniu.

Ale też wszystko zależy od okresu w moim życiu. Różnie bywało ale generalnie nie jestem w stanie kompletnie sprostać swoim oczekiwaniom.

 

ech nie wiem czy odnoszenie się do wszystkiego co tu pisze ma sens, takie monologu to nikt nie przeczyta :silence::blabla::mrgreen:

 

majmana, też siedzę w domu :-( bez pracy bez znajomych.

Ja nigdy nie osiągnęłam niczego. bez wykształcenia, w pracy popychadło.

 

po świętach sobie obiecałam że będę wysyłać CV

jak sobie dziś spacerowałam to sobie myślałam że nie ma znaczenia czy mnie leki otępią czy nie. Że i tak żadnej wartości dla świata nie mam. Że wystarczy jeśli będę miała jakąś pracę i potrafiła utrzymać mieszkanie to będzie sukces i po prostu życie. Może nie będę miała zbyt długiej przyszłości bo się zabiję kiedyś, bo wątpię w to że ja sobie dam radę w życiu.

jeśli patrzysz na zachowanie drugiego człowieka i nie widzisz w nim piękna jego niezaspokojonych potrzeb, które stara się zaspokoić, to nieuważnie patrzysz.

 

jeśli mam ochotę krytykować, oceniać, jeśli czuję złość, to jest duża szansa, że patrzę tylko po wierzchu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja czasami zastanawiam się nad tym co udało mi się osiągnąć i zdarza mi się odnieść wrażenie, że od pewnego czasu stoję w miejscu. To uczucie jest strasznie przygnębiające, zaczynam postrzegać siebie jako nieudacznika, ale to tylko mnie nakręca i znowu idę do przodu :)

 

Zastanawiam się na jakiej zasadzie wyznaczasz sobie jakiś cel i to co chcesz osiągnąć.

W sensie skąd wiesz, że cel jest wystarczająco ambitny żeby jego osiągnięcie dało Ci poczucie bycia kimś wartościowym.

Bo przecież gdy osiągasz jakiś sukces to jesteś podziwiany tylko przez pewną grupę ludzi, na których chcesz zrobić wrażenie i tu się pojawia kolejne pytanie: na jakiej zasadzie wybierasz grupę ludzi, którym chcesz udowodnić, że jesteś od nich lepszy? Niezależnie od tego czy są to koledzy z pracy/uczelni/znajomi czy inna grupa ludzi to i tak jest to jakiś ograniczony krąg osób (których i tak pewnie uważasz za mniej wartościowych od siebie).

Dlaczego za cel nie postawić sobie bycia najlepszym na świecie w czymś?

Ale to i tak jest bez sensu, bo przecież nie wszyscy ludzie będą to podziwiali, bo każdy ma inny własny 'standard' na wszystko.

Nie wszyscy będą podziwiali twoją willę z basenem, bo najzwyczajniej w świecie nie każdemu na tym zależy.

Więc budowanie poczucia własnej wartości na podstawie bycia najlepszym w czymś/ podziwianym przez kogoś jest tak bardzo ograniczające, tak bardzo żałosne i prymitywne, że inteligentny człowiek nie da rady przez dłuższy czas się tak oszukiwać.

Ale Ty to potrafisz skoro masz siłę się podnieść i iść do przodu - NAUCZ MNIE TEGO od nowa, bo już zapomniałam jak to się robi, plissss

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

INTEL 1, uogólniasz strasznie. To wszystko co wymieniłeś to powłoczka, tak Cię widzą inni. W rzeczywistości to każda osoba z takim zaburzeniem w głębi duszy nie wierzy w siebie, uważa się za gorszą od innych, popada w depresje. No i ważna jest bardzo (z mojego punktu widzenia) ta straszna wewnętrzna pustka.

Pie.dole nie biore...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×