Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

mój dobry znajomy też jest ge i też się w nim podkochiwałam na początku naszej znajomości w sensie - on się wydawał taki super, otwarty, wyrozumiały, dobry dla mnie - i pomyliłam to trochę z faktem, że po prostu jest dobrym człowiekiem. fakt jest taki, że większość ge wydają się być ideałami poszukiwań kobiecych serc. ale słowo WYDAJĄ się jest na miejscu. gdy poznałam jego 'małżeństwo' i jego w tym 'małżeństwie' to rety - podziwiam jego partnera, że z nim wytrzymuje :lol: za to przyjacielem jest zajefajnym. nie zamieniłabym tej relacji na żadną.

Anioły są wśród Nas

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mój dobry znajomy też jest ge i też się w nim podkochiwałam na początku naszej znajomości w sensie - on się wydawał taki super, otwarty, wyrozumiały, dobry dla mnie - i pomyliłam to trochę z faktem, że po prostu jest dobrym człowiekiem. fakt jest taki, że większość ge wydają się być ideałami poszukiwań kobiecych serc.

Oj nie nie ;) Po prostu on ma pewne cechy osobowości, które mnie urzekają, ale pełen jest też wad, nie idealizuję. Obracam się zresztą trochę w otoczeniu LGTB od czasu do czasu, sama jestem bi, więc raczej fakt, iż jest gejem tu nic nie zmienia prócz tego, że moje szanse spadają do zera oczywiście, nie jest to dla mnie jakaś nowość. Zresztą nie będę tu już filozofować, po prostu muszą mi emocje opaść, bo zrywać kontaktu przez nie nie mam zamiaru bynajmniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

odkąd go poznałam miałam chwilę przerwy, bo długo z nim nie gadałam i nie widziałam, choć wciąż tęskno mi za tym towarzystwem było okrutnie, ale się uspokoiłam, (Mieszka 200 km ode mnie, więc...), potem po spotkaniu i paru rozmowach znowu mnie bierze... Zresztą u mnie tematyka związków, zakochiwania się ogólnie jest dosyć wrażliwa odkąd mam to przeświadczenie, że dopóki nie "poukładam sobie porządnie we łbie" to nie mam co marzyć o żadnych związkach, takie perfekcjonistyczne, no ale tak mam... Jakoś tak czuję, że nie potrafiłabym dotrzymać drugiej osobie kroku. Lecz to tak trochę poza tematem już.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie lekarstwem jest sen.

Kiedy śpię nie czuję lęku, bólu, pustki. Chcę tylko spać. We śnie świat nie istnieje, nie istnieję ja. Tylko, że musz się obudzić, wstać, funkcjonować. Przez caly dzień czekam na moment kiedy zasnę. Nie mam z tym żadnego problemu. Czasami myśle że jeśli śmierć wydląda jak sen, to nie ma w niej niczego złego. Po prostu rozpływasz się, przestajesz istnieć. Jest tylko ciemność i spokój. A ja tak tęsknię za spokojem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie lekarstwem jest sen.

Kiedy śpię nie czuję lęku, bólu, pustki. Chcę tylko spać. We śnie świat nie istnieje, nie istnieję ja. Tylko, że musz się obudzić, wstać, funkcjonować. Przez caly dzień czekam na moment kiedy zasnę. Nie mam z tym żadnego problemu. Czasami myśle że jeśli śmierć wydląda jak sen, to nie ma w niej niczego złego. Po prostu rozpływasz się, przestajesz istnieć. Jest tylko ciemność i spokój. A ja tak tęsknię za spokojem.

warek44, jakbym czytała o sobie z początków terapii ;) też wtedy nie miałam ochoty na nic jak tylko na sen. Na szczęście teraz mam już więcej motywacji i chęci do życia, bo w końcu ile można spać :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jęk, jęk, jęk.

 

Też najchętniej bym spała, ale cierpię na bezsenność.

 

Coś mnie boli w środku, chce mi się płakać, ale nie mogę. Kolejny już raz wyznaczam sobie datę samobójstwa. "Jeśli nic się do tego czasu nie zmieni"... Ale i tak tego nie zrobię. Jestem tchórzem. Nie chcę się męczyć, nie chcę się całe życie wstydzić.

 

No, to by było na tyle. W oszczędnych słowach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odbija mi się okropnie niczym, w sumie posmak wina choć nie piłam. Źle mi się przełyka, mam wrażenie spuchniętego migdałka. Ale najgorsze jest to mrowienie w klatce piersiowej i problem z oddechem. Nie mogę zasnąć, bo budzę się bez oddechu. Taki ból, drętwienie w klacie. Masakra, mija dziś równy rok moich męczarni. Bolą mnie też plecy równo, zastanawiam się czy ból klatki i problem z nabraniem oddechu nie jest właśnie od kręgosłupa, ale cóż poradzić. Eh ;( tragedia :why::why::why::why::why:

Przewrażliwiony nerwus w najwyższym stadium choroby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znowu to pełne niepokoju natręctwo/lęk, który mnie paraliżuje. Że prędzej czy później się zabiję, że tylko to mnie czeka i nie warto działać. Że to jedyny dla mnie wybór.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Keji, rozumiem Cię. Też mam czasem takie fazy.

Tak na prawdę nie myślę o odebraniu sobie życia, ale jak mnie coś akurat boli (fizycznie lub psychicznie) to mam takie wizje, że na przykład wbijam sobie gdzieś nóż. Podobnie reaguję, jak przypomnę sobie sytuację, gdzie zachowałam się nieodpowiednio (nawet jeśli było to ileś lat temu i nikt poza mną już o tym nie pamięta). I już sobie wyobrażam, że się pod coś rzucam albo coś takiego.

'Każdy z nas jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć,

cało wyjść z burzowej chmury, musi tylko w to uwierzyć"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jejciu, dziś mija 50 dni od ostatniego cięcia, a ja mam taką wielką ochotę...I wmawiam sobie 'tak leciutko, tak skrycie, nikt nie zauważy, tylko raz, tylko dziś, to jedno potknięcie'. Ale ja nie chcę się potem oszukiwać. Siebie i innych. No ale bardzo chcę :evil::evil:

1ktauj0

All my life I’ve been so lonely

All in the name of being holy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Abbey, dasz radę, wierzę w to... staraj się o tym nie myśleć, wyrzuć żyletkę...

ja np. jak się cięłam to nożami i jak tylko wchodzę do kuchni, to nóż kojarzy mi się z cięciem, nóż jako nowy sposób pozbycia się bólu. ukojenia.

ale to tylko 'pomaga' na chwilę, przecież dobrze o tym wiemy... tniesz się - jest Ci dobrze... a po cięciu się, co czujesz? Jak masz chęc się pociąć, to myśl właśnie o tym, co czujesz po pocięciu się... co czujesz, jak patrzysz na swoje zakrwawione ręce, jak patrzysz na swoje blizny na ciele. Wstyd, jeszcze większy ból... ? To bez sensu... To tak jak alkoholik... Jak w "Małym księciu". Dziś mi to terapeuta powiedział, przypomniał.

Mały książę do alkoholika: czemu pijesz? na co on odpowiada: bo się wstydzę. a czego się wstydzisz: tego, że piję... błędne koło. tak samo jak w cięciu się...

chcesz zwalczyć ból cięciem się, które i tak powoduje ból i wstyd. ale mi się na filozofię zebrało. sorry za prawienie takich morałów. tak czasem mam. :lol:

Abbey wierzę w Ciebie, w Twoją wewnętrzną siłę! Dasz radę. Damy radę... ;) Jestem z Tobą, bo wiem, co czujesz.

 

-- 17 sie 2012, 01:25 --

 

i gratuluję... 50 dni to naprawdę sporo! :brawo:

ja nie tnę się miesiąc :great: to też nieźle

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monar, fajny ten Twój wywód, szczególnie z tym Małym Księciem ;)

no i brawo, że też się trzymasz! :great: Masz rację, damy radę, musimy...

 

Wiesz... dla mnie największym problemem jest chyba to, że jak zacznę i robię to dzień w dzień... To nie mam nawet wyrzutów sumienia! :shock: Nic, zero, po prostu się tym cieszę, jak małe dziecko po otrzymaniu zabawki! Dlatego nie chcę tego znów zaczynać.

 

Uff, cieszę się, że tutaj się wyżaliłam, bo Ktoś już śpi, a ja nie chcę wciąż Go zadręczać problemami... Co poradzi na odległość, a tylko będzie się martwił :pirate:

1ktauj0

All my life I’ve been so lonely

All in the name of being holy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Abbey, no widzisz... mój terapeuta to naprawdę mądry facet. nie ma co się dziwić, że ja zaczynam filozofować, gdy on ze mną tak mądrze rozmawia. Trzeba trzymać poziom. :lol:

 

A to zobacz, masz trochę inaczej ode mnie. To jest pewnego rodzaju takie uzależnienie, moim skromnym zdaniem. Od cięcia można się uzależnić. Dlatego też tak trudno jest nam to rzucić. Jak już raz poczujemy ten smak, to nie chcemy go tracić. Chcemy się nim cieszyć. Kolejny raz i na nowo. Ale ten smak jest szkodliwy. Truje nas. Zatruwa nasz organizm. Nasz umysł. Dobrze, że wiesz, że masz problem i z nim walczysz. Bo jednak jeśli sprawia Ci to satysfakcję i nie czujesz żalu do siebie, że to robisz, to trudno jest się "opamiętać". I dobrze, że tu to piszesz. Fajnie mi się czyta, że nie jestem sama, że też ktoś walczy o to samo, co ja. Pomagasz sobie, a przy okazji i mnie... innym ludziom. ;) Więc dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×