Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

Vett, brzmi jak paznokciami po tablicy ;) ja mam po angielsku bo jest bezpłciowo i uniwersalnie, każdy zrozumie, w polskim jest za dużo odmian i musiałoby być albo weganizm albo weganka, jak to by wyglądało, dlatego jest Vegan i każdy od razu wie o co chodzi, oprócz tych co nie wiedzą :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mojego napisu raczej i tak nie będą widzieć (zazwyczaj chodzę w koszulce... :lol:), więc miło będzie mieć coś wedle siebie. Ale ciągoty do Niemców i niemieckiego mam od dawna, więc to dla mnie naturalny wybór.

 

 

Nie mam sił żyć z tym brudasem. No po prostu nie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

boje sie ze moj pies umrze...

mam go od 13 roku zycia... wiec tak jakby przeszedl ze mną przez najbardziej wyboiste wertepy w zyciu, w zasadzie cale moje prawie ze swiadomie zycie mimo wielu wielu rzeczy ktore sie dzialy zawsze byl ten burek zeby z nim wybiec na łąki, bawic w tropienie, szkolic, trenowac, aportowac :(:(:(

jeszcze ten pies nie jest taki stary ale moze miec nowotwor, bede ryczec

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla siebie. Uczę się dla siebie, swoich zainteresowań i wedle swojego gustu.

Dla mnie to angielski brzmi jak to całe cięcie styropianu.

 

Po prostu mam taki, a nie inny gust i nie mam zamiaru go zmieniać ze względu na cokolwiek.

 

-- 19 paź 2013, 20:22 --

 

[videoyoutube=2tU75O8PM94][/videoyoutube]

wybaczcie, po angielsku nic tak bosko nie zabrzmi dla mnie :105:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do pracy, moim zdaniem w każdojęzycznym kraju będą potrzebować ludzi - tyle że z różnych dziedzin. Ale jeśli ktoś jest w czymś bardzo dobry, to może i wyprzeć rodowitego pracownika.

Mówię o normalnych środowiskach, bez jakiś wielkich uprzedzeń itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Vett, w sumie Einstürzende Neubauten niby spokojny ( za spokojny ) ale wciaz zalatuje zabijaniem :D ( spokojnie i psychpatycznie )

 

veganka, ja jestem gotowa temu psu gotować super jedzenie dietetyczne na wątrobe ale zeby bez nowotworu :(((( ja nie jestem gotowa na odzwyczajanie sie od tego zwierzecia...

Ej. a z ciekawości. Co je Twoj pies? Karme w ktorej pewnie są jakies szczątki zwierząt ? jak z tym sobie radzisz jako zatwardziała wegetarianka ? : P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ala1983, tak tak, o to właśnie mi chodzi. Po prostu źle się wyraziłam. Odpowiadałam nadal na posta:

etam po co uczyc się niemca jak tam wszyscy są super pracowici i znają angielski.

Założyłam, że np. wszyscy Niemcy są cudowni, zdolni i pracowici, ale jak ktoś jest lepszy, umie niemiecki, to może ich wyprzeć.

 

Rzadko rozmawiam z ludźmi, to i wypowiadać się nie umiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Autodestrukcja, mój pies je to co ja, np marchewkę lubi pochrupać, ostatnio zjadła nawet brukselkę, ale tylko jedną :) potrafi też wykraść orzechy włoskie i sobie rozłupać i zjeść, je normalnie warzywa, ryż, makaron, suchą karmę wegańską, daję jej też karmę z mięsem ale najwyższej jakości suszoną bez konserwantów http://doctordog.pl/bez-chemii.html no i nie z krów ani ze świń, tylko z kurczaków. wiem, że one też czują i w ogóle, ale jakoś nie mogłabym dać psu karmy z krówki, a ptaki psy w naturze jedzą, więc tak bardziej naturalnie jest.

oczywiście Lola je też mięso i kości - jak dostanie od mojego ojca albo od kogoś innego.

a gotowanie psu nie jest takie straszne :) ostatnio ugotowałam jej kolbę kukurydzy i obgryzła ze smakiem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko wokół siebie niszczę. Nawet osoba, która mówiła, że mnie kocha ponad wszystko w końcu odwróciła się ode mnie.

Pragnęłabym przestać istnieć. Rozetrzeć się na proch. Wyjść na ulicę i o szorstkie mury zedrzeć z siebie własne istnienie. Roztrzaskać się o ściany, spłynąć ulicą wprost do kratki ściekowej i rozmyć się, rozpłynąć, skończyć, zniknąć, nie czuć, nie myśleć, nie być.

Jak mam to zrobić. Nie wiem. Póki co xanax, płyn żrący do czyszczenia rur - dla duszy. I strach, że tak wiecznie się nie da. Że będzie trzeba dalej. Boję się.

 

Niepożądane myśli. Klęska wiary. Fale strachu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Siemka!

Nie wiem, czy ja podchodzę w ogóle pod depresję, ale z tego co mi wiadomo mam zaburzenia nerwicowe...

Dziś popełniłem błąd w relacjach damsko- męskich... Nie umiałem przyjąć tego błędu na tzw "klatę"... Skończyło się na tym że po przyjściu do domu rozpłakałem się... Ja, chłopak który ma 18 lat. Popadam ze skrajności w skrajność! nie umiem normalnie reagować na pewne rzeczy, małe problemy są dla mnie dużymi.

Ach i do tego chorobliwa zazdrość!

Dobrze jest się wyżalić! Lubię to! :great:

zamiast skupić się na szkole- mam ważny rok-klasa maturalna, to myślę o dziewczynach... Zamiast zadbać o przyszłość.

Tak, może i te dziewczyny to temat często wśród nastolatków, a co dopiero u nerwicowca, czy kimkolwiek jestem?

Przez to wszystko robię z siebie idiotę i ranię innych!

To głupie ale lubię sie użalać nad sobą.

Może to przez to, że zapomniałem rano wziąć rannej dawki leku :why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej,

postanowiłam coś tutaj napisać, bo podobała mi się nazwa "jęczarnia" a ja pragnę coś wykrzyczeć i dowiedzieć się, jak inne osoby postrzegają moją historię, spoglądają na nią obiektywnie.

Jestem dda. Mój ojciec pije i terroryzuje fizycznie i psychicznie całą moją rodzinę. Nienawidzę go. Chciałam go nawet zabić, ale było już za późno dla mnie na siedzenie w poprawczaku do 21 roku życia, gdyż byłabym już sądzona, jak dorosła. Nie chciałam zmarnować sobie życia, chociaż przez niego zostało już ono zmarnowane. Jestem najstarszym dzieckiem, tzn. jak każde najstarsze dda czuję się chorobliwie odpowiedzialna za matkę i rodzeństwo. Czuję się w obowiązku ich bronić. Poczucie obowiązku prowadzi do tego, że rzadko wychodzę z domu, a gdy już wychodzę i mam spędzić więcej niż jeden dzień z dala od nich to nie jestem w stanie przestać snuć najgorszych wizji, które mogą się właśnie odbywać u mnie w domu.

Jestem studentką. Przez otoczenie jestem odbierana, jako wesoła, niezależna, nie dająca sobie wejść na głowę kobieta, broniąca swoich praw i praw innych. Ingeruję wszędzie tam, gdzie jakieś prawa na uczelni są łamane oraz w sytuacjach, w których ktoś może zostać skrzywdzony. Nigdy nie będzie normalnie. Opowiem historię od początku.

Nie pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz uderzył mamę. To obcy człowiek. Pamiętam terror i przepłakane noce. Moje błaganie, by matka się z nim rozwiodła. Miałam wtedy 8 lat. Nie byłam głupia tylko chyba zbyt mądra. Nikt mnie nie słuchał. Kolejne 8 lat terroru. Byłam jedną z lepszych uczennic, interesowało mnie wiele rzeczy. Traktowałam naukę i sukcesy w niej, jako rodzaj pomostu,który będę mogła wykorzystać do ucieczki w przyszłości. Wtedy byłam tylko ja i młodsza siostra. Gdy miałam lat 18 dowiedziałam się, że mama jest w ciąży. Uderzyło mnie to, jak nic wcześniej w moim życiu. Jak można być tak nieodpowiedzialnym, głupim. Przecież tacy ludzie się nie zmieniają, nic się nie zmieniło. Przez 18 lat byłyśmy ofiarami. Podejrzewam, że moja mama przez całe życie okrągła, ale wysportowana kobietka miała tyle kompleksów z tego powodu, że, gdy pojawił się on i się zakochała. Zakochała się i zmarnowała sobie i nam życie. Mam do niej ogromny żal. Ogromny. Nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić.

Zawsze fascynowali mnie geniusze.

Wtedy, gdy się dowiedziałam, że będę mieć brata coś we mnie pękło. Chciałam uciec z tego domu wraz z rozpoczęciem studiów. Płakałam , uciekłam z domu do babci... Czułam, że to koniec świata. Musiałam zrezygnować z wielu rzeczy. Będę musiała się stać odpowiedzialna za jeszcze jedną osobę w czasie, gdy już myślałam, że niebawem w końcu się uwolnię. Wiedziałam, ze będę musiała we wszystkim jej pomagać, bo ktoś musi utrzymać rodzinę. I tak minęły już 4 lata od jego urodzin, a ja nigdy nie powróciłam do stanu tej inteligentnej dziewczyny sprzed 4 lat. Stałam się wrakiem człowieka. Myśląć o odejściu z domu myślę o swoim małym braciszku i wiem, że chciałabym dla niego innego życia, niż sama miałam. Że nie mogę odejść, bo one sobie beze mnie nie poradzą. Zostałam uwiązana na kolejne lata w tej chorej przestrzeni. W przestrzeni poniżania i skutecznego odbierania poczucia własnej wartości. Nie lubię ludzi. Mam chłopaka. Bardzo mnie kocha i jest idealny. Nie spełnia jednak moich oczekiwań. Wiem, że brzmi to strasznie, ale jest dla mnie za dobry i chyba nie tego oczekuję od związku, co on może mi dać. Tzn jest kochający , ale ja chyba oczekuję partnera intelektualnego, a on nie jest najbystrzejszy. Gdy coś mówi wszytko inne jest ciekawsze. Nie wiem, czy go kocham. Jesteśmy razem od 1,5 roku. On nic nie rozumie. O problemach wolę rozmawiać z innymi niż nim o problemach. On wszystko traktuje zbyt osobiście i łapie depresję. Czuję się,jakbym miała jeszcze jedno dziecko poza bratem. A ja nie mam siły opiekować się jeszcze kimś. JA nie mam już ostatnio siły. Nie mam motywacji. Ze studiami sobie nie radzę. W mojej rodzinie panuje mit, który stworzyłam przed czterema laty- idealnej, silnej dziewczyny mądrej i inteligentnej. A ja już nią nie jestem jestem wrakiem człowieka. Mam depresję. Nie radzę sobie z życiem. Nie chce się zabić, ale mam wrażenie, że wszystko,co właściwie robię to umieranie. Mam anemię, zawsze podkrążone oczy. Jestem chodzącym workiem stresów. To co kiedyś było dla mnie najważniejsze, straciło sens, bo wraz z urodzeniem brata mam wrażenie straciłam możliwość wyrwania się ze swojej chorej rzeczywistości.

Pisząc to płaczę. Liczę, ze chociaż jedna osoba przeczyta moją chaotyczną treść i napisze swoje obiektywne wrażenia. Jestem słaba i nie zostało mi już nic, o co chciałabym walczyć. Brak mi celu w życiu, a marzeń miałam wiele. ale teraz jestem sparaliżowana, mój świat od 4 lat stoi w ruinach i nie jestem w stanie go odbudować. Śpię w kartonie.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×