Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

ja w tej chwili jestem tak zdesperowany, że gotów byłbym się całkowicie zmienić byleby kogoś poznać

 

Wpisuj się na listę samotnych, nie opędzisz się od kobiet, tak jak ja ;)

zgdza się ,aż jestem zazdrosna ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja to tylko sie ciesze, ze moi rodzice nie należą do osób , które ględzą " kiedy mąż , ślub, dzieci" , bo szczerze to pewnie nigdy...

 

hahah moi rodzice też do takich nie należą ale wszystkie ciotki, babcie i całe kuzynostwo co święta/grill/rocznice przypomina mi że jeszcze żadnej dziewczyny nie przyprowadziłem do domu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja to tylko sie ciesze, ze moi rodzice nie należą do osób , które ględzą " kiedy mąż , ślub, dzieci" , bo szczerze to pewnie nigdy...

 

hahah moi rodzice też do takich nie należą ale wszystkie ciotki, babcie i całe kuzynostwo co święta/grill/rocznice przypomina mi że jeszcze żadnej dziewczyny nie przyprowadziłem do domu

ja mam to samo a 35 lat mam, powinni se dać spokój bo skazany jestem na samotność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hahah moi rodzice też do takich nie należą ale wszystkie ciotki, babcie i całe kuzynostwo co święta/grill/rocznice przypomina mi że jeszcze żadnej dziewczyny nie przyprowadziłem do domu

ja miałam okazję do poznania kogoś i poznałam, ale jeśli chodzi o płeć przeciwną zwykle trafiam na jakichś dziwnych typów od których szybko uciekam.

w ogóle wcześniej długi czas byłam sama i to sprawiło, że dziś jakoś ciężko mi wyobrazić sobie siebie w jakimś stałym związku z kimkolwiek.

no i trafienie na tę jedyną osobę nieraz graniczy z cudem. a u mnie to było zawsze na zasadzie: zakochiwałam się - on był zajęty/ on miał mnie gdzieś/ nie wiedział, że istnieję. a znowu kiedy ktoś chciał mnie - ja nie chciałam jego (bez chemii nigdy nie będzie związku nikt mi nie powie, że jest inaczej). i to się w sumie nie tyczy tylko związków w moim życiu, ale także przyjaźni i znajomości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zalezna, zmieniając się zyskujesz podwójnie, po pierwsze robisz to dla siebie, żeby czuć się lepiej ze sobą,

ale po co ja mam się zmieniać dla kogoś obcego? mój charakter mi odpowiada i nie widzę powodu, żeby udawać kogoś kim nie jestem tylko po to by zyskać czyjąś aprobatę.

 

Nie masz nikogo udawać masz wydobyć z siebie swoje lepsze "ja", dla siebie nie dla innych. A inni i ewentualne korzyści ze zmiany siebie to sprawa drugorzędna. Na pewno czujesz się dobrze sama ze sobą? Ale tak szczerze, na pewno? No jeżeli lubisz zrzędzić, narzekać i siebie gnębić to ok.

 

(I żeby nie było, że jestem taki zajebisty radząc ci bo nie jestem ale im bardziej wcielam w życie to myślenie tym lepiej się czuję)

 

Wiem, że to są depresyjne sprawy, łatwo powiedzieć, być sobą, zmienić się...

Let them suffer!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

abrakadabra xx, a wiesz, bo jak człowiek tak ciągle zrzędzi, zrzędzi, to z czasem to zrzędzenie staje się nierozłączną częścią osobowości tego człowieka...no ja przynajmniej po sobie patrząc, coś takiego obserwuję, że jak sobie czasem nie pozrzędzę, to tak jakbym nie była sobą.:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja pamiętam jak kiedyś kolega do mnie powiedział:

 

Dlaczego ty nie masz dziewczyny? Może pedałem jesteś?

 

 

Myślałem,że ze śmiechu nie wyrobię :mrgreen:

Młody człowiek sporo przeszedł, psychika przegania ciało

Marszczy się gdzieniegdzie, trzęsie - tak zostało

Nie patrz po wyglądzie, ludzi już pojebało

Prawdziwość leży w sercu, natural - tak przystało

I tak by zabolało, nie chce tego, zero bzdur

Zero przypadkowych twarzy, bo przytrafi się szur

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ego, no, tak jest to potrafi wejść w krew.

 

Ja im więcej narzekam tym później gorzej się czuję, może i na początku czuję ulgę ale koniec końców czuję się źle przez to. Nie chcę stać się wiecznie zdołowanym człowiekiem. Może czas zacząć rozładowywać emocje w inny sposób a do tych skrajnie negatywnych nie dopuszczać w ogóle.

Let them suffer!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie masz nikogo udawać masz wydobyć z siebie swoje lepsze "ja", dla siebie nie dla innych. A inni i ewentualne korzyści ze zmiany siebie to sprawa drugorzędna. Na pewno czujesz się dobrze sama ze sobą? Ale tak szczerze, na pewno? No jeżeli lubisz zrzędzić, narzekać i siebie gnębić to ok.

to nie jest tak, że jak spotykam się z kimś to siedzę i narzekam na życie. gdy się z kimś spotykam to zwykle ja jestem słuchaczem narzekających, ewentualnie pocieszaczem , a czasami osobą, która zwykle zabawia innych rozmową (bo inne osoby które spotykam to milczki, które same od siebie nigdy nie zaczną rozmowy). nigdy specjalnie nie narzekałam na brak towarzystwa w przeszłości. wręcz ludzie po latach powiedzieli mi na osobności w chwili słabości, że zawsze zazdrościli mi mojego optymizmu i choć miałam swoje problemy wyglądałam na osobę , która ich wcale nie ma (tak mnie widzieli inni).

jestem osobą , która raczej wszystko dusi w sobie, jeśli już sobie mam ponarzekać to robię to głównie tutaj w odpowiednich działach do tego przeznaczonych. ale teraz po wielu rożnych doświadczeniach i przejściach moje nastawienie do ludzi i życia grubo się zmieniło i choć nadal na zewnątrz tego nie pokazuję czuję się zgorzkniała. kiedy jest się w młodym wieku zdobycie znajomych nie jest takie trudne, ale kiedy jesteś już dorosły, a twoje życie koncentruje się głownie na schemacie praca-dom, podczas gdy większość waszych znajomych ma już mężów i dzieci i podczas, gdy rozpada się wasza ponad 10-letnia przyjaźń z kimś trudno zacząć wszystko od nowa, a zakres możliwości poznania kogoś maleją. dorosłość ogólnie jest przereklamowana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chyba bym nie chciał żeby wszyscy dokoła myśleli co we mnie siedzi. Lepiej jak myślą że u mnie wszystko ok.

to mi właśnie dokłada bólu samotności, że przed ludźmi "gram", świadomie czy automatycznie już, że jest ok, a potem boli strasznie, gdy nie mogę się ze sobą uporać i jeszcze do tego jestem z tym sam.

 

Teraz staram się to zmienić, oczywiście po skrajnościach i puki co mamy dalej uśmiech na gębie z łzami w oczach podczas gdy mówię "kurwa, no źle jest, nie radzę sobie"

 

I mimo, że ludzie "miło reagują" to mi to nie pomaga w aspekcie zaburzeń odbierania ludzi.

Jeżeli normę ustala większość, czyli ludzie bez pasji, celu i wartości w życiu, nie radzący sobie z emocjami, z brakiem pewności siebie jako jednostki to jak najbardziej - nazwijcie mnie nienormalnym i przypiszcie mi wszystkie choroby psychiczne świata.

Pink Punk Boy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to mi właśnie dokłada bólu samotności, że przed ludźmi "gram", świadomie czy automatycznie już, że jest ok, a potem boli strasznie, gdy nie mogę się ze sobą uporać i jeszcze do tego jestem z tym sam.
Spróbuj nie udawać wtedy dopiero zostaniesz sam. Tak już niestety jest.

INFJ/4w5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie jak teraz się otworzyłem przed kilkoma osobami to nawet gdy ja nie chce mieć z nikim kontaktu to sami dzwonią i piszą co tam u mnie.

 

Plus ta reakcja zawsze "co ty gadasz że ci wmawiają takie choroby? przecież rozmawiam z tobą i jesteś normalny!"

 

i też wtedy wyrzuty sumienia, że wyglądam na normalnego a nie jestem i... ukrywam się dalej. Od zawsze WSZYSCY & JA.

Jeżeli normę ustala większość, czyli ludzie bez pasji, celu i wartości w życiu, nie radzący sobie z emocjami, z brakiem pewności siebie jako jednostki to jak najbardziej - nazwijcie mnie nienormalnym i przypiszcie mi wszystkie choroby psychiczne świata.

Pink Punk Boy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie jak teraz się otworzyłem przed kilkoma osobami to nawet gdy ja nie chce mieć z nikim kontaktu to sami dzwonią i piszą co tam u mnie.Plus ta reakcja zawsze "co ty gadasz że ci wmawiają takie choroby? przecież rozmawiam z tobą i jesteś normalny!"

to masz fajnych przyjaciol, moi przestali sie do mnie odzywac kiedy sie dowiedzieli o mojej chorobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przyjaciół? o nie nie... aktualnie dalej "jestem sam" i tak poważnie, to nie mam nikogo, raczej takie płytkie peplanie tylko, nie odbieram tego jako prawdziwe wsparcie.

 

Pewnie też dla tego, że "mam" inne wyobrażenie ludzi z którymi buduję prawdziwe relacje i tak od dłuższego czasu nie przywiązuje się w ogóle do ludzi których poznaje, traktuję jak hologramy czy coś i tak se peplam z nimi a mam w głowie że "to nie oni" i nie wchodzę w bliższą relacje, by mieć miejsce na te prawdziwe relacje na które jeszcze się łudzę że kiedyś nadejdą...

Jeżeli normę ustala większość, czyli ludzie bez pasji, celu i wartości w życiu, nie radzący sobie z emocjami, z brakiem pewności siebie jako jednostki to jak najbardziej - nazwijcie mnie nienormalnym i przypiszcie mi wszystkie choroby psychiczne świata.

Pink Punk Boy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×