Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

Kamaja, Tak, ale w skład natężenia samotności nie wchodzi tylko to, ze on cię nie rozumie, ale to, ze np on cię nie rozumie, ale czujesz się przy nim bardziej bezpieczna i tak dalej. Więc jak z nim jesteś to jednak twój bilans musi być dodatni a to, ze on cie do końca nie rozumie, tak bardzo ci jednak przeszkadza. A jak ci przeszkadza, to się rozchodzisz i dowiadujesz się co to jest samotność, wraz z samotnością w tłumie i wracasz do gacha albo szukasz innego bo w tej samotności można oszaleć, o tym pisałem w pierwszym poście, ale najwyraźniej do tego jeszcze żeście nie doszli, na razie jesteście na etapie ,,bo mnie nie rozumie'' to jeszcze do bólu samotności daleka droga. Trzeba lat bycia samotnym aby takie coś powstało.

Nie znam roli którą gram, wiem tylko, że jest moja - niewymienna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wystarczy się przenieść choćby na jakiś czas w miejsce gdzie się traci kontakt z bliskimi /nawet jesli sie nie nadawalo na wspolnych falach/ a przebywa sie wsrod ludzi obcych i ktorym nasz los obojetny, wtedy mozna to odczuc.

http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Black_amor, niestety żywot brutalnie weryfikuje nasze plany,idee itd,deprecha niczym żniwiarz przychodzi i ścina wszystko zostawiając tylko pustkę i pożogę .

Bliscy jak partner,przyjaciele ,rodzina czy inni - wsparcie dobra rzecz,ale niestety nie wystarczą,niestety wszystko zależne od "środka" .

Przede wszystkim leczenie,potem już reszta zależna od ciebie.

 

 

 

Co do poglądu,lepiej być samemu jak z toksycznymi ludźmi - zgadzam się,mniej nerwów się zszarga zdecydowanie.

"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myslałam ze sama sb poradze z tym wszystkim bez pomocy psychologa ale niejestety jest coraz gorzej :( Wsparcie miałam w mamie ale nie chce jej mówic ze znowu mam depresje...bo bedzie gadanie dlaczego znowu ją mam ble ble ble. Jedynie mam wsparcie we własnym chłopaku ale tylko przez tel bo widujemy sie w weekendy tylko :(

Chce ŻYĆ a nie ISTNIEĆ !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Black_amor, no tak...po dwóch latach. A ja jestem świadoma toksyczności mojego eks (przynajmniej w stosunku do mnie), ale i tak bym pewnie w podskokach do niego wróciła, jakby coś (chociaż coraz bardziej mi się to zmienia-na szczęście).

Pie.dole nie biore...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja do swojego eks bym nie wróciła po tym co robił gdy go zostawiłam. Całkowicie mu odwaliło. W moim przypadku musiała interweniować policja :( ale udało sie i jestem juz wolna od niego. Na szczeście mój obecny chłopak jest świetny i rozumie moje przejscia.

 

-- 27 lis 2014, 12:44 --

 

Kamaja, To tylko sie cieszyć ze twoje podejscie sie zmienia. Bo pewnie wiesz co by sie stało jak byś do niego wróciła. Ja już nie wierze w to ze któś sie zmieni o 180 stopni, szczegolnie jesli tworzy toksyczne relacje z drugim człowiekiem.

Chce ŻYĆ a nie ISTNIEĆ !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pokłóciłam się ze znajomym - on mi dużo pomagał, jak byłam w dołku tego lata. A teraz nie wiem, co się ze mną dzieje, ale mam go dość, nie mogę go czytać, odpycham, wykreślam z pamięci - ma prawo być na mnie wściekły za to, ale ja nie umiem inaczej:(

Sama sie z tym psychicznie męczę, mam wyrzuty sumienia, ogromne nerwy (przez to chyba ten żołądek mi tak nawala w tym miesiącu). Kochani, jakieś porady? Naprawdę jestem takim potworem?:/ Nie umiem budować relacji najwidoczniej, ale jak z tego wyjść z twarzą, aby on nie czuł się źle? Nie wiem, co mówić, po prostu nie wiem, blokada jakaś... Nie potrafię się wytłumaczyć, czuję jakby mi było "wszystko jedno". Jakiś okropnie głupi mechanizm psychologiczny - doświadczałam go również w przeszłości.

Samotność to nie stan. To cecha...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z dwojga złego,jak mniemam już lepsze puste mieszkanie,jak powrót do patologicznego partnera/ki,rodzinki/wstaw inne "cuda",jeśliby się już doszukiwać + na siłę.

"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kontrast, :mrgreen: mówiłam o "samotności w tłumie" bez bliskiej osoby (partnera), nie o "samotności w związku". Nie czuję się samotna w żaden z wymienionych sposobów. Odezwałam się, bo Twoja szydercza wypowiedź zadziałała na mnie jak płachta na byka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To wtedy pisalabym w watku...zwiazki/problemy rodzinne...

chcialabym wracac do domu gdzie ktos czeka, przytuli i poglaszcze...

Chcialabym by sie mna zaopiekowano...

 

Cieszy mnie to co teraz mam, to nie jest tak ze tego nie doceniam...

Duzo mnie kosztowalo by zorganizowac sobie mieszkanie, wyprowadzic sie od tego gnojka, stanac na nogi i korzystac z zycia.. (hyhyhy...taki oksymoron, follow korzysta z zycia)

 

Juz pisalam wczesniej ze troche z samotnoscia pomagaja mi sie uporac gry planszowe...i tez troche wysilku w to wkladam by mimo zmeczenia i lekow ktore mi towarzysza wyjsc do obcych ludzi, porozmawiac i nawiazac znajomosc...chociazby na 30 minut rozgrywki...

 

Czuje sie samotna i skomle do ksiezyca o bliskosc...

ale nie zdecyduje sie na polsrodki (by to byl ktokolwiek zainteresowany) wole poczekac...

Poddaję się nie mam siły na walkę...

Zazdroszczę ludziom szczęścia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pluszowa, Pluszowa, Ja tak pisze. Rozbuchana forma a mało treści i można się pogubić :smile:

Po prostu czasami niewzmiernie bawi ten lament ,,wyobcowanych'' z wszechstronną pomocą, rzucających, że to oni stoją na piedestale niewolnictwa samotności, bo są sami a jednak ,,nie sami''. Sami ,,sami'' są niewolnikami tego.

Nie znam roli którą gram, wiem tylko, że jest moja - niewymienna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×