Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

szczerze mowiac, to nie spodziewalam sie odpowiedzi, wiec dziekuje :)

 

przeczytalam i moge zapytac tylko czy chodzisz na terapie

blędnym jest założenie ze zbpd nic nie da sie zrobic

jak sama widzisz ciagle powtarzasz te same schematy, mozna je zmienic ale z pomoca specjalisty

 

Selma, na terapie nie chodze. mam kilka wymowek, ktore sa dla mnie usprawiedliwiniem oraz naprawde mi to tra granicaoche utrudniaja.

po pierwsze- jestem za granica. znalezc tutaj polskiego psychologa- bezcenne. znalezc DOBREGO polskiego psychologa- pewnie jest zdefiniowane jako "cud". od razu uprzedzam pytania- nie, nie bedzie mnie leczyl jakis Angol. koniec kropka.

po drugie- jesli juz znalazlabym owego specjaliste, o bylby pewnie cholernie drogi. a ja mam mnostwo rzeczy do ogarniecia i jakos bym sobie nie mogla raczej pozwolic.

po trzecie i najwazniejsze- nie mam tu nikogo, kto moglby mnie przypilnowac. a z moim "slomianym" odwidzialoby mi sie po tygodniu.

po czwarte- znam gro osob, ktore uwazaja, ze terapia niewiele daje. moj ex, ktory rowniez ma bpd znalazl sposob na oswojenie choroby. w pewnym sensiu. poprostu nauczyl sie z tym zyc.

 

impermeable, właściwie co mu zamierzasz powiedzieć? Że masz bpd i co dalej? Zastanów się czego oczekujesz.

 

impermeable, coś mi się wydaje, że chcesz mu powiedzieć, bo chcesz go wystraszyć, wystawić na próbę i sprawdzić czy zniesie taką wiadomość. ;)

no wlasnie :) gdzies tam na dnie podswiadomosci mam zakodowane, ze pewnie mi pomoze, sprobuje- w koncu to facet, moze to potraktowac jako wyzwanie czy cos. ale staram sie te mysli wylaczac, wyciszac, sprawdzac, czy naprawde golubie, a nie obraz jego wytworzony w mojej glowie. wiem tyle, ze jestem juz zmeczona i nie chce go zranic. ani siebie.

 

ą drogą ostatnio zrobiłam sobie rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że moja terapia jeszcze nie zajęła się zasypywaniem studni... Studni, do której lądują wszystkie miłe rzeczy, które ktoś mi mówi, które pragnę usłyszeć, których potrzebuję, bo inaczej czuję się nic nie warta. Jestem ciągle spragniona potwierdzeń własnego istnienia - i to nie byle jakiego, ale mojej wyjątkowości. Ciężko mi się przyglądać temu z perspektywy dorosłej... zachowuję się jak dziecko, które ciągle płaczem i tupaniem chce wymusić trochę uwagi... męczące, ale co ja na to poradzę... inaczej czuję się skrzywdzona, odtrącona, bezwartościowa i bezużyteczna :(

 

znam to doskonale z autopsji. tyle, ze zachowuje sie tak tylko w stosunku do bliskich mi osob. obcych raczej trzymam na dystans i nie dziele sie z nimi swoim zyciem, chyba, ze chce, zeby ktos byl blisko mnie, wtedy potrafie wybuchnac, bo sie niecierpliwie.

 

pozdrawiam cieplo

 

-- 04 lis 2012, 09:16 --

 

chcialabym jeszcze dodac, ze zaczynam wariowac- jak juz wspomnialam widzielismy sie dwa razy. na drugim spotkaniu wyszla rozmowa- jakie mamy hmm moze nie oczekiwania, ale czy chcielibysmy sie wiazac etc. oboje uznalismy, ze jesli cos z tego bedzie, to wyjdzie naturalnie.

ja mu powiedzialam, ze mam problem ze soba, nie potrafie sie zdefiniowac i caly czas sie tak naprawde poznaje.

ale on naprawde chyba mnie lubi... tylko- ja wariuje.

tempo jest ok, naprawde nie chcialabym tego przyspieszac... ale ja wariuje...

np. wczoraj on tylko wspomnial mi, ze ma zly dzien, wiec ja mu powiedzialam "nie przejmuj sie, ja mam zle takze", bo naprawde nie bylo sie z czego cieszyc. i podlapalam dola. takiego konkretnego. napisalam mu, ze ide sie najebac, ze napije sie za niego... Boze... zalosna jestem- staram sie zwrocic na siebie jego uwage, by mi pomogl.

 

ponadto ostatnio rozmawialismy z moim ex i stwierdzilismy, ze nie jestesmy jak normalni ludzie. ze ten swiat nie jest dla nas, nie pasuje do nas. tez "komercyjny", zwykly, szary, przecietny swiat przecietnych ludzi. dlatego musimy sami sobie ustawic poprzeczki, wybrac priorytety, znalezc droge... normalne zycie nie jest dla nas. on zrobil to na tej zasadzie, ze ma kobiete, ale widuje sie tez z innymi, zeby, jak to ujal "nie zameczac jej swoja osoba".

 

hmm tak wogole, to przepraszam za wyrzucanie z siebie tego wszystkiego... niech sobie poprostu bedzie- nikt nie musi nawet tego czytac, najwazniejsze, ze mi ulzylo, bo wyrzucilam to z siebie. naprawde fajnie znalezc wiecej ludzi, ktorzy maja to cholerstwo. zyc sie czasami nie chce, ale jak widze, ze inni daja rade, to od razu jakos lzej i lepiej.

 

milego dnia wszystkim zycze.

po pracy postaram sie tutaj zajrzec.

pozdrawiam cieplo!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no wlasnie :) gdzies tam na dnie podswiadomosci mam zakodowane, ze pewnie mi pomoze, sprobuje- w koncu to facet, moze to potraktowac jako wyzwanie czy cos. ale staram sie te mysli wylaczac, wyciszac, sprawdzac, czy naprawde golubie, a nie obraz jego wytworzony w mojej glowie. wiem tyle, ze jestem juz zmeczona i nie chce go zranic. ani siebie.

impermeable, to ja moge powiedzieć z własnego doświadczenia jak z tym coming outem bywa. ja już byłam 5 miesiący w związku jak zaczęłam chodzić na terapie, wynikło to całe bpd. najpierw poinformowałam go, że chodze na terapie 2 razy w tygodniu. musiałam sie przyznać bo niby jak wytłumaczyłabym regularne absencje zawsze o tej samej porze? dodałam w pewnym momencie, że no cóż, najpewniej to bpd, niech sie zastanowi czy mnie chce, przemyśli, ja musiałam być szczera w takiej kwestii. nie uciekł, zrozumiał, w prawdzie nie zagłębiał się w temat (do dziś nie ogarnia czym to sie je, dla niego miewam poprostu stany depresyjne i trzeba mieć mnie na oku, bo nie wiadomo kiedy coś odwale :roll: ) ale wynika z tego jeden plus. nie musze sie pilnować z tym co mówie, mam prawo mieć gorsze dni i są traktowane poważnie, a nie jak zwykły "foch" mam poprostu pewną taryfę ulgową. moge mu czasem opowiedzieć anegdotę z terapii, pokomentować.

 

ale: zapomnij, że facet cie uratuje, wybawi, zrozumie to zaburzenie od podszewki i elastycznie dostosuje sie do twoich potrzeb. absolutnie nie, nawet terapeuci mają z tym problem. on jest tylko człowiekiem, zwykłym facetem, nie można wymagać od niego takich rzeczy.

 

tak słowem podsumowania, powiedziałabym, że warto mówić. żeby nie było zdziwienia i szoku gdy akurat wybuchniesz niekontrolowaną złością. ale nie mówić na pierwszej randce, raczej na początku związku, gdy decydujecie sie być ze sobą na dłużej niż kilka nocy. ja osobiście nie potrafiłabym takiej informacj ukrywać. to zbyt poważna kwestia, żeby to zatajać. jeśli powie dowidzenia, to trudno. widać jest jeszcze bardziej niedojrzały emocjonalnie, niż ty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dlaczego nie anglik?

nie wiem jak jest rzeczywiście ze znalezieniem psychoterapeuty.. ale jak to mowia dla bardzo chcacego nic trudnego. twoja wymowka jest tylko troszke lepsze od innych.sama wybierasz i ponosisz konsekwencje

 

dlaczego nie Angol?

hmm krazy legenda, ze niekumaci sa. a mnie to juz i tak wystarczyloby, by traktowac go z gory. tak naprawde w wiekszej mierze chodzi o kase. narazie raczej nie moglabym sobie na to pozwolic. ale mysle o tym. mysle, ze musze do tego poprostu dojrzec.

 

ja już byłam 5 miesiący w związku jak zaczęłam chodzić na terapie, wynikło to całe bpd.

no wlasnie, to co innego- ale chyba nie ma dobrego moementu, zeby to powiedziec... zreszta sama sie dopiero wtedy dowiedzialas.

 

nie uciekł, zrozumiał, w prawdzie nie zagłębiał się w temat (do dziś nie ogarnia czym to sie je, dla niego miewam poprostu stany depresyjne i trzeba mieć mnie na oku, bo nie wiadomo kiedy coś odwale :roll: ) ale wynika z tego jeden plus. nie musze sie pilnować z tym co mówie, mam prawo mieć gorsze dni i są traktowane poważnie, a nie jak zwykły "foch" mam poprostu pewną taryfę ulgową. moge mu czasem opowiedzieć anegdotę z terapii, pokomentować.

a mi zawsze bylo glupio, kiedy ktos wiedzial, pozwalac sobie na to wszystko. staralam sie kontrolowac jeszcze bardziej. ale rozumiem Cie- to moze byc nawet lepsze, bo Ty mozesz dac upust swoim emocjom, a on wie, ze to nie jest skierowane przeciwko niemu.

 

 

tak słowem podsumowania, powiedziałabym, że warto mówić. żeby nie było zdziwienia i szoku gdy akurat wybuchniesz niekontrolowaną złością. ale nie mówić na pierwszej randce, raczej na początku związku, gdy decydujecie sie być ze sobą na dłużej niż kilka nocy. ja osobiście nie potrafiłabym takiej informacj ukrywać. to zbyt poważna kwestia, żeby to zatajać. jeśli powie dowidzenia, to trudno. widać jest jeszcze bardziej niedojrzały emocjonalnie, niż ty.

ja nie boje sie, ze powie "dowidzenia". teraz chyba jest troche inaczej, bo przezywam to bardziej na chlodno, bardziej sie dystansuje... ale niewiem, czy jest sens pozwolic mu sie zaangazowac, wiedzac, co na niego sprowadzam... nikt z Was nie mial takiego problemu?

 

dziekuje za odpowiedzi i pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ładna jesteś? To istotne, serio.

Jeśli tak, to najprawdopodobniejsza opcja jest taka, że to zbagatelizuje sprawę, może powie coś w rodzaju "och kochanie, to nic takiego" a potem, jak go Twój borderek zacznie uwierać, bo zaczniesz mu ciosać kołki na głowie, zdradzać go czy coś tam jeszcze, to naskoczy na Ciebie z pretensjami i się ulotni.

 

czy jest sens pozwolic mu sie zaangazowac, wiedzac, co na niego sprowadzam... nikt z Was nie mial takiego problemu?

Mamy za Ciebie podjąć decyzję, czy zranić faceta, czy nie..?

Nikt tego raczej nie zrobi, to kwestia Twojego sumienia...

 

Na zdrowy rozum powinnaś wstrzymać się ze związkami i romansami do czasu pójścia na terapię i uporządkowania choć trochę psychiki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie, no ja to bym powiedziała, że nie powinna rezygnować z relacji, tylko zacząć jak najprędzej terapie i oswajać się w tej relacji. pewnie nie bedzie zupełnie gładko ale bedzie sie uczyć na bieżąco opanowania i trwałości. terapeuta bedzie ją ściągał na ziemie z absurdalnych wyobrażeń na temat partnera i to powinno dużo ułatwiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale ja zrozumiałam, że ona jeszcze nie ma partnera, tylko wpadła kolesiowi w oko i ją 2 razy na randkę zaprosił, a terapia to nie tak prędko bo siedzi w UK. Ergo póki na terapię nie ma widoków, póty z romansami i związkami wypadałoby się wstrzymać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ładna jesteś? To istotne, serio.

Jeśli tak, to najprawdopodobniejsza opcja jest taka, że to zbagatelizuje sprawę, może powie coś w rodzaju "och kochanie, to nic takiego" a potem, jak go Twój borderek zacznie uwierać, bo zaczniesz mu ciosać kołki na głowie, zdradzać go czy coś tam jeszcze, to naskoczy na Ciebie z pretensjami i się ulotni.

duzo osob mi to mowi... nie chce wyjsc na prozna, ale obiektywnym okiem patrzac- raczej tak.

takiz scenariusz rowniez przewidywalam.

 

Na zdrowy rozum powinnaś wstrzymać się ze związkami i romansami do czasu pójścia na terapię i uporządkowania choć trochę psychiki.
Ergo póki na terapię nie ma widoków, póty z romansami i związkami wypadałoby się wstrzymać.

taa to jest najgorsze, tylko ciezko jest powiedziec "nie". teraz traktuje to na chlodno, bo nie mialam czasu przez kilka dni i sie nie odzywalam, ale jak sie odezwie, zobacze go w pracy... wszystko pewnie wroci, stwierdze "a co tam, moze teraz bedzie inaczej!" i to pojdzie dalej.

dziekuje Wam za rady. chyba zaczne na powaznie myslec o terapii.

zazdroszcze niektorym z Was, bo troche poczytywalam to forum i widze, ze mimo bpd jest w Was jakas taka stalosc, poznaliscie siebie juz chociaz troche.

pozdrawiam cieplo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy borderline nic nie czują? Ja nic nie czuję. Mogłabym zabić psa i by mi przykro nie było. Płaczę, owszem, ale tylko dlatgo, że nic nie czuję. Kiedyś czułam. Pozdrawiam i prosze o odp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja sie odznaczam ogromna empatia dla np. zwierzat, chorych albo biednych ludzi. gdy widze cos takiego mysle sobie, ze no niewiem- przygarne/nakarmie zwierzaka, wplace pieniazki na jakas fundacje albo dam bulke zebrakowi... ale minute pozniej zapominam o tym i potrafie stac sie wredna s*ka. wszystko zalezy od nastroju, zapal mam ogromny, gorzej z realizacja.

 

generalnie odpowiadajac na Twoje pytanie Strzyga, to chyba czesto czuje za duzo i przewaznie te uczucia sa pogmatwane. ale raczej przewaza czucie niz jego brak. btw, jak przestalas czuc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja to chyba mam poważne deficyty superego :roll: do zwierząt mam bardzo skrajne uczucia. kotki kocham nad życie (wszystkie) psów generalnie nie trawie, nienawidze i najchętniej eksterminowałabym wszystkie te, które stają mi na drodze. własnego psa nienawidziłam tak bardzo, że fantazjowałam o jego uśmierceniu. no. ja wiem, że to jest niepopularne, to co mówie. tak samo z małymi dziećmi. z jednej strony lubie je, tak ogółem, są urocze, bla, bla, bla, ale gdy widze na ulicy pojedyncze dziecko z pojedynczą matką to mam ochote wypieprzyć obydwoje w kosmos. dziecko za to, że ma tą matke tylko dla siebie, a matke za to, że jest zapatrzona w swoje dziecko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no tak apropos relacji, ich zacieśniania. jak jest z wami? ja mam np tak, że w zależności od postrzegania siebie w danej chwili (jestem super - jestem beznadziejna) albo mam siłę i ochote wychodzić do ludzi, przebywać z nimi, albo uciekam od nich. boje sie, że nie zniosą mojej beznadziejności, która własnie ze mnie wyziera, a oni na pewno ją widzą. w takim układzie wycofuje się pierwsza, np. po prostu zostaje w domu, ograniczam kontakty z ludźmi do minimum, nie mam ochoty spotkać sie z nimi po zajęciach. to sie tyczy kontaktów wyłącznie ze znajomymi, nie mam problemów żeby wyjść na miasto, załatwiać sprawy z przypadkowymi ludźmi w sklepie czy w banku. wtedy w perspektywie czasu automatycznie relacje osłabiają sie, zanikają i zostaje sama, a oni trwają w swojej grupie. macie tak? czy raczej z łatwością pogłębiacie relacje z nową osobą, zbliżacie się do takiej osoby bardzo, a jedyny problem jaki się pojawia to ten, że osoba może was nagle opuścić, zniknąć, wybrać towarzystwo innych?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, mam tak jak Ty. W lepszych momentach chętnie spotykałam się z przyjaciółmi, a teraz kiedy jest gorzej unikam tych spotkań jak ognia. Nie mam nawet ochoty, bo wydaje mi się, że będę tylko ciężarem. Odsuwam się od nich, a potem katuję się tym, że zostaję sama...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

kiedys mialam jak zielona, teraz tak jak zielona na koniec pisze;]

 

 

mysle ze strarego unikanie dązenie łączy sie tez z idealizacj-dewaluacji

i poczuciem omnipotencji swojej lub cudzej a zatem dominajci albo poczuciem zagrożenia ze strony innych..

zama nie wiem;p

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×