Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

"pomyśl o bliskich" to moim zdaniem kiepski argument. jesli dziewczyna (każdy z nas z tym zaburzeniem) ma takie intensywne mysli autodestrukcyjne, to daje sobie ręke uciąć że są spowodowane właśnie problemami z bliskimi, więc chęć uderzenia w siebie pośrednio ma uderzyć właśnie w nich. ma ich zaboleć. inaczej - gdybym właśnie stała na krawędzi barierki a ktoś mnie przekonywał "pomyśl o swojej mamie, co ona poczuje jak cie zabraknie" przyśpieszyłóo by jedynie decyzję o skoku. nienawiść do bliskich potrafi być ogromna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

są, bo argumenty nie kończą się na odwołaniu sie do bliskich. poza tym dziewczyna pisała, że właśnie o to jej chodzi, żeby sobie popłakali i może wtedy coś by zrozumieli. nie chce polemizować ze słusznością tej motywacji, poprostu dziwi mnie skąd takie święte oburzenie na taką postawę w takim wątku :-| ? przecież każdy border miał pochrzanione relacje z rodzicami, potem w związkach partnerskich więc chęć odreagowania na nich złości nie powinna nikogo zaskakiwać chyba :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

poprostu dziwi mnie skąd takie święte oburzenie na taką postawę w takim wątku :-| ?

...myślę, że "oburzenie" lub oburzenie w tym przypadku było zdrową reakcją.

Bo?

Bo nierzadko brakuje w wątku (owym subtematycznym) zdrowych wyprowadzeń i czegokolwiek ciągnącego ku górze.

Zbyt wiele samonakręceń, a głaskanie po główce czasami nie powoduje zmiany stanu na lepiej, a - fałszywą pewność: super, akceptują mnie tak beznadziejną, to mogę jeszcze, i dalej, i mocniej, i zostać tak, nie zmieniać nic, a nawet dokopać (sobie?, innym?) silniej.

 

Autorka pisząc o swoim cudnym pomyśle jasne, pokazała jak jej beznadziejnie, ale i bardzo przejrzyście, ubocznie unaoczniła swoją konkretną niedojrzałość.

Mówienie w tym przypadku "biedna :(:(:( " - co wniosłoby? - nic, poza stwierdzeniem "tak, jestem strasznie biedna, co najwyżej mogę przyspieszyć swoją próbę próby",

dziewczyny próbowały klarować i argumentować, to jest OK.

 

Sorry,

nie,

próba próby przekracza moje zdolności percypowania i wyobraźni.

 

, czuję, o co chodzi Twoim powyższym pytaniem, wiem, że dla nas należy wyłuskać nieco więcej empatii - ale - myślę, że nie za wszelką cenę, bo istnieją granice zdroworozsądkowe, które w jakimś stopniu mają bordery, nie jesteśmy wszak upośledzeni, i, jeśli ktoś zbliża się niebezpiecznie do owych granic, ja, np. ja nie potrafiłabym użalać się powtarzając "biedna :(:(:( ", nie komuś, kto działa z premedytacją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Atalia, nie, to nie do końca mnie zrozumiałaś. nie chodziło mi o oburzenie w odpowiedzi na groźbę zrobienia sobie krzywdy, bardziej o stwierdzenie, że skoro powoływanie się na zranione serduszko bliskich nie pomaga, no to nie ma już innych argumentów dla takiej osoby. to mnie zdziwiło, że ludzie tutaj tak chętnie powołują się na uczucia "bliskich" którzy często defacto są powodem ich aktualnych zaburzeń. być może (a nawet na pewno) patrze na to troche przez pryzmat siebie, bo moja autoagresja jest pośrednio agresją skierowaną na moją matke, ale sądze, że w wielu tutejszych przypadkach jest podobnie, bo mimo wszystko to kiepska matka jest bezpośrednią przyczyną bordera. w tej sytuacji radzić "pomyśl o bliskich" jest wg mnie kompletnie nietrafione.

 

pamiętam wyrzuty koleżanki po mojej "próbie" - "a nie myślałaś jak ja bym się czuła gdyby ci się udało?!" na zewnątrz zrobiłam wielce zafrasowaną minę, ale wewnętrznie się wściekłam. bo ja tu walcze ze sobą, czuje się jak ścierwo, dąże do autozagłady, a ta mi tutaj o JEJ emocjach? kompletnie miałam to w dupie, przyznaje.

 

kończąc wywód, nie wiecie jakie kto ma obecnie układy z bliskimi i jeśli już urządzać interwencje kryzysową przez forum, to proponowałabym się powoływać na dobro własnego forumowiczki, jej przyszłości, opcji na przyszłość, tego co może zyskać nie robiąc tego co zamierza, a nie proponować "okaż miłosierdzie i pozwól rodzicom zaoszczędzić na trumnie". bo ona ma walczyć o siebie, a nie odobre samopoczucie osób trzecich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

swoją złość na rodzica odreagowuje w spokoju, chlastam się i nie pokazuje, nie robie scen przed całą rodziną. Ale każdy ma inne metody. Może warto wypróbować, na pewno zwróci się uwagę.

 

-- 25 paź 2012, 11:47 --

 

sorry, ale jakoś wszystko mnie wkurza, stąd moje głupie nerwowe odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam w tym temacie, jak to mówił pewien pan 'bpd jak drut', mozna odniesc to do mnie, wiec sobie poczytam, może coś napiszę;]

 

swoją złość na rodzica odreagowuje w spokoju, chlastam się i nie pokazuje, nie robie scen przed całą rodziną

Conessa: jesteś z tego w jakis sposób dumna?..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielonawitolda, Conessa, :great:

 

Selma, ja się podłaczę pod pytanie, bo wydaje mi się, że podchodzę do rzeczy w taki sposób jak Conessa. moge ze swojej strony powiedzieć, że fakt, że "adresaci" mojej złości nie widzą mojej autoagresji, wcale nie umniejsza satysfakcji jaką dzięki temu osiągam. wystarczy sama świadomość, że to czy tamto zabolałoby moją matkę, mimo, że nigdy się o pewnych rzeczach nie dowie. nie wiem czy to jest duma. może troche? może prędzej porównałabym to do dania w twarz komuś, kto sobie na to zasłużył. ale to wszystko jest mniej świadome, mniej jawne i nie tak oczywiste, jak teraz o tym pisze. gdybym nie dowiedziała się o tym naterapii, nie mogłabym sobie tak o wprost powiedzieć, że niszczę siebie żeby dowalić matce za zmarnowane dzieciństwo :roll:

 

i btw "bpd jak drut" mnie rozbawiło :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zrobiłam to co chciałam, czyli podcięłam te żyły, popełniłam swoją wymarzoną próbę samobójczą na niby. było pięknie! nie odbyło się to jednak tak spektakularnie i w błyskach fleszy jak myślałam. skończyło się na kilkugodzinnym pobycie na pogotowiu i tyle. nikt z bliskich się nie dowiedział, więc szału zamierzonego nie zrobiłam.

natomiast od psychiatry dostałam nowe leki i teraz biorę 11 tabletek dziennie. to smutne jest brać tyle leków.

pół biedy gdybym miała się mierzyć z samym borderlajnem. niestety nie mogę już chyba udawać, że nie jestem uzależniona od alko. jakby mi mało problemów było.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:? no dobra teraz to ja jestem zszokowana. nie wiedziałam że można tak na chłodno to przekalkukować, zaplanować i wykreślać z listy zadań punkt po punkcie. swoją drogą nie wydaje mi się żeby to w ogóle była próba samobójcza. jeśli wiedziałaś z góry, że to bedzie na niby to nie wiem jak to sklasyfikować. manipulacją najprędzej bym to nazwała. "swoją wymarzoną próbę" wtf w ogóle? :-| pamiętam jak sama zwijałam się z bólu psychicznego gdy w amoku podjęłam decyzję że tak, że to teraz i że jak najgłębiej tym nożem pojade. bolało mnie to psychicznie tak, że wyłam dosłownie. nie chciałam tego ale wiedziałam, że i tak to zrobie. zawsze sobie myślałam, że próby (mniej bądź bardziej groźne) wynikają z bólu, ze złości, ale nie ze znudzenia i wyrachowania "a może by tak spreparować próbe samobójczą ??"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sądzę że takie zachowanie jak jamnik wynika również z dużego cierpienia i zagubienia, a nie z wyrachowania. Więcej empatii.

Jamnik czym dla ciebie właściwie jest ta próba? jeśli ktoś popełnia próbę to znaczy że jest...?

zielona, a urażasz że to w jakiś sposób lepsze niź jawna złość? Może mniej groźne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wiem czy dobrze rozumiem, o co pytasz. jeśli chodzi o to, czy taka przemyślana w przód próba jest lepsza (tzn. mniej groźna?) od takiej gwałtownej, spontanicznej to nie ma jednej odpowiedzi. chyba można powiedziec w uproszczeniu, że jeśli próba jest świadomie zaplanowana "za złość" bliskim to znaczy, że jej autorka planuje zobaczyć rozpacz na ich twarzach - czyli planuje przeżyć. w tym sensie można uznać, że taka próba jest lepsza.

 

poza tym jest coś, o czym w tym wątku chyba rzadko się wspomina (nie wiem jak w innych). chodzi o to, że próby samobójcze są różnie umotywowane. jedni popełniają je bo nie chcą żyć, inni chcą postraszyć, wstrząsnąć, coś wyegzekwować na bliskich, wyładować złość i border najczęściej popełnia taką właśnie próbę na niby, co jednak nie znaczy, że planuje ją w sposób świadomy, żeby przeżyć. działa impulsywnie, dąży do zagłady, tylko środki których się chwyta są poprostu tak łagodne, że border to przeżyje. bo dlaczego tniemy się zamiast powiesić? śmierć przez powieszenie jest jedną z najbardziej skutecznych i szybkich. pamiętam, jak na wykładzie prowadząca mówiła nam o borderowych próbach z takim cynicznym uśmiechem na twarzy, że z reguły są miękkie, manifestacyjne, niekoniecznie dążą do śmierci.

 

i w sumie sama taką mam na koncie więc nie bede się wykłócać, że to dupa, a nie próba, bo rozumiem te mechanizmy aż za dobrze. poprostu nie wyobrażam sobie, że targam się na własne życie żeby -podkreślam- w pierwszej kolejności świadomie zranić bliskich. jeśli już wybuchnęłam to głównym celem było rozładowanie mojej złości, lęku i bólu. bezpośrednim powodem tego aktu był urlop mojej t. ... troche za długi jak na moje możliwości. dobra bardzo długi, miesiąc miało jej nie być, nie radziłam sobie z tą sytuacją. ale tamtego wieczoru poprostu o niej nie myślałam. tak samo przez myśl mi nie przeszło co poczuje mój facet, jak się o wszystkim dowie. świadomość, że ich zraniłam przyszła dopiero następnego dnia, jak nieco ochłonęłam i przypomniałam sobie, że przecież trzeba będzie iść na sesje :roll: . zrobiło mi się cholernie żal mojej terapeutki, bo w pewnym sensie przyczyniłam się do jej porażki.

 

-- 01 lis 2012, 00:37 --

 

kurde nie wiem czy z mojego bełkotu da sie coś zrozumieć. podsumuje to jednym zdaniem, chodzi mi o to, że złość na bliskich jest raczej nieuświadomiona w momencie próby. jeśli jednak jesteśmy uświadomieni i znamy naszą prawdziwą motywację to powinniśmy zaniechać takiego działania, bo to jest zwyczajnie nieetyczne (ha! rzadko używam tego słowa)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona, myślałam o cięciu się w ogóle, niekoniecznie o próbach samobojczych, w porównaniu do jawnego okazywania złości np wobec rodziców

zrozumiałąm co napisałaś;]

 

polemizowałabym czy to była porażka terapeutki, czy twoja..

To przecież ty jestes odpowiedzialna za siebie, nie ona. Ona tylko może próbować pomóc jak umie najlepiej.

 

coś zegary na forum niezbyt działają widzę. u mnie jest 9.55

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Selma, ja to myśle, że jawne okazywanie złości do rodziców (zwłaszcza matki) w przypadku bordera jest poprostu niemożliw. gdyby było, dziecko nie nabawiłoby sie bpd. bo w tym miejscu lezy geneza problemu. matka źle reaguje na przejawy złości dziecka, więc przy każdej próbie wyrazu siebie dziecko dostaje po głowie.

 

co do winy terapeutki, jasne, że to nie była wyłącznie jej wina. nie o to mi chodziło żeby zwalać na kogoś wine, nawet nie moge powiedzieć, że to była moja wina biorąc pod uwagę okoliczności. też nie powiem, żebym żałowała tego co sie stało. nie widziałam innej drogi do rozładowania mojej złości. ale to nie zmienia faktu, że rolą każdego terapeuty jest niwelowanie tendencji samobójczych i przedewszystkim w miare możliwości przewidywanie, że pacjent jest w stanie w którym może coś odwalić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak, tak było w dziecinnstwie ale teraz jak jestesmy dorosli mozemy probowac to robic

 

i co terapeuta ma zrobic, zalecic profilaktyczny pobyt w szpitalu na czas swojego urlopu?

Takie cierpienie jest chyba wliczone w koszty terapii, które próbujemy wytrzymac dla wiekszego dobra czyli wyzdrowienia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no teoretycznie ma 3 wyjścia. albo odesłać do innego terapeuty "na przechowanie" jeśli wyjazd jest bardzo długi, może odesłać na interwencje kryzysową w razie gorszego samopoczucia, albo prosto na pogotowie, ale nie tyle profilaktycznie, co bardziej na zasadzie żeby zgłosić się przed, nie po fakcie. tam dadzą leki uspokajające ew. zatrzymają na obserwacje. nawet nie wiedziałam, że tak można, a się okazuje, że owszem. :roll:

 

-- 01 lis 2012, 14:04 --

 

no albo można oczywiście pacjenta zostawić samego, licząc, że z czasem bedzie sobie radzić coraz lepiej.

co do wyrażania złości to owszem, nalezy próbować wyrażać ją wprost, bo jesteśmy dorośli, nie jesteśmy już bezbronni. ale sa przypadki że nie ma takiej możliwości, z moją matką np to w ogóle nie przechodzi. próby wyrażania siebie powodują wściekłość, obrażanie, poniżanie i to może trwać tak długo aż sie nie obrażę i nie wyjdę z pomieszczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie mam siły teraz wszystkiego tłumaczyć, ale to, że wkurzyłam swoim zachowaniem rodzinę to jest tylko efekt uboczny.

głównym motywem było to, żeby zacząć oswajać się ze śmiercią. teraz już się jej trochę mniej boję. wiem już, że jestem zdolna do wszystkiego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam :)

 

zdecydowalam sie napisac, bo ostatnio mnie dopadla moja dolegliwosc, a przeszukujac Internet w celu upewnienia sie jeszcze raz, ze to mi nie przejdzie- znalazlam to forum.

 

mam 20 lat i zawsze czulam, ze cos jest ze mna nie tak. nie identyfikowalam sie z rowiesnikami i niestety zawsze staralam sie dopasowac do otoczenia. z rodzicami i bratem nigdy nie bylam jakos szczegolnie blisko, przyjaciol zawsze jakichs tam mialam, ale to raczej byla wkreta, jak powinno to wygladac, niz ich rzeczywisty obraz. jesli chodzi o chlopakow- byli od zawsze. odkad pamietam, kogos mialam. kochalam, bylam kochana. na zaboj. mialam i moglam miec w zwiazku wszystko. kazdy z nich (chlopakow) byl zadziwiajaco rozny od kolejnego, ale laczyla je jedna rzecz-schemat zwiazku w kazdym przypadku byl identyczny, mianowicie: najpierw upatrywalam sobie kogos, pozniej myslalam "ooo, jaki fajy facet, ale pewnie nie zwroci na mnie uwagi", co nakrecalo mnie jeszcze bardziej. z latwoscia jednak go zdobywalam, bo zawsze gralam kogos, kogo on w danej chwili potrzebowal. dlatego kazdy mogl powiedziec, ze bylam "dziewczyna idealna" dla kazdego z nich. pozniej nastepowal okres, kiedy zaczynalismy sie klocic- oczywiscie z mojej winy, bo nie potrafilam schowac dumy, nie potrafilam pierwsza wyciagnac reki, zawsze chowalam uraze... byly wzloty i upadki, rzucalam go, pozniej wracalam, albo zostawialam dla innego. oczywiscie- plakalam i lamentowalam w miedzyczasie, robilam ze swojego zycia przedstawienie, istne show. pozniej facet poprostu mi sie nudzil. wyeksploatowany do cna. zuzyty- do kosza. a pozniej poznawalam nowego i pojawiala sie nadzieja, refleksje- moze, jesli nie popelnie tym razem tylu bledow, to moze mi sie uda. nadzieja, ze ktos mi pomoze, urauje, wyciagnie z tego. nic bardziej mylnego- kolejne zwiazki byly coraz krotsze, coraz intensywniejsze i coraz bardziej wyszukane. najpierw byl bogaty facet z fajnym autem, najfajniejszy chlopak z calej szkoly, pozniej ktos podziwiany, ktos niedostepny, ktos z zagranicy, pozniej zonaty, o dziesiec lat starszy ode mnie Anglik...

i tak oto dochodzimy do momentu, kiedy to zostawilam owego pana dla innego (chyba) i- bo mi sie znudzil, wiecej juz czerpac z niego nie moglam. tym razem nawet zdrowy rozsadek podpowiada mi, ze to mogloby byc TO. ale- skad mam wiedziec, czy to tak naprawde zdrowy rozsadek, czy bpd we wlasnym wcieleniu?

no, ale za facetem wodzilam wzrokiem przez kilka dobrych miesiecy. pracujemy w tej samej firmie, a ja sobie go upatrzylam, wiec to musialo sie tak skonczyc. ja zawsze osiagam cel, zwlaszcza, gdy jest trudny- a teraz byl. pan J. to bardzo wazna osoba w naszej firmie. naprawde wazna, a ja jestem tylko zwyklym, szarym pracownikiem, prawie na samym koncu hierarchi. no ale on zwrocil na mnie uwage. zaprosil na randke. a nawet dwie. i bylo naprawde swietnie. a moze tak naprawde sobie tylko to wkrecilam, ze bylo fajnie? bo chcialam, zeby tak bylo? niewiem. ale wiem, ze ciagnie mnie do niego. czuje dreszczyk emocji, czuje sie dobrze z nim. wiem, ze posiada on cechy, dzieki ktorym moglby kwalifikowac sie jako dobra partia dla mnie. ale czy nie myslalam tak o kazdym poprzednim...? sama niewiem.

moja watpliwosc w owej kwestii polega na tym, ze nie mam pojecia, czy powinnam wogole kontynuowac znajomosc i skazywac go na meki. bo tak jest ze mna. zreszta "meki" to marne okreslenie nie oddajace tak naprawde rangi tego piekla, ktore ja potrafie urzadzic.

mysle, ze powiem mu o tym. i mam cicha nadzieje, ze mi pomoze- zalosne.

ale mysle, ze zaryzykuje- moze akurat, moze oni wczesniej naprawde byli wadliwi, nieodpowiedni, poprostu nie mi pisani...

ale... no wlasnie.

wiem, ze istnieja powody, ktore daje mi bpd, by potrzebowac kogos. nie chce z tych powodow kogos wybierac- bo jest pierwszy lepszy, ciezko go zdobyc albo poprostu jakos mi tam fascynuje. chce chciec JEGO a nie KOGOS..

 

pozdrawiam wszystkich i dzieki, jesli ktos przeczytal- fajnie sie wygadac :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

impermeable, właściwie co mu zamierzasz powiedzieć? Że masz bpd i co dalej? Zastanów się czego oczekujesz.

I podbijam pytanie Selmy, czy chodzisz na terapię.

 

Swoją drogą ostatnio zrobiłam sobie rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że moja terapia jeszcze nie zajęła się zasypywaniem studni... Studni, do której lądują wszystkie miłe rzeczy, które ktoś mi mówi, które pragnę usłyszeć, których potrzebuję, bo inaczej czuję się nic nie warta. Jestem ciągle spragniona potwierdzeń własnego istnienia - i to nie byle jakiego, ale mojej wyjątkowości. Ciężko mi się przyglądać temu z perspektywy dorosłej... zachowuję się jak dziecko, które ciągle płaczem i tupaniem chce wymusić trochę uwagi... męczące, ale co ja na to poradzę... inaczej czuję się skrzywdzona, odtrącona, bezwartościowa i bezużyteczna :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×