Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, jestem tu nowa. Borykam się już od dawna z bardzo dziwnymi problemami. Na początek chcę napisać, że nie jestem pewna czy to wina, że mój tato nadużywał alkoholu, czy może to moja wina. Historia zaczyna się, gdy pamiętam - miałam 7 lat, gdzieś przed moimi urodzinami, rodzice ostro się pokłócili, tacie już wcześniej zdarzało się chlapnąć. Nie raz mama oberwała, mój brat dostał lanie, widziałam sytuacje trzaskających szafek, widziałam łzy mamy. Mała dziewczynka, ale nikt nie wie, że już wtedy rozumiałam co się dzieje. Tato bił moją siostrę, jak uczyła się matematyki (były to zbiory) kradłam jej cukierki, wychodził zly wynik - więc dostała w głowę, czasem w twarz, nigdy mnie nie wydała. Ale co z tego byłam oczkiem w głowie tatusia, jego mała podobizna. Mogłam mu grzebać palcem w talerzu, ale nikt do niego inny spojrzeć nawet nie mógł. Może dlatego zawsze dzielił mnie dystans do rodzeństwa. Mama czasem się wyzywała jak coś przeskrobałam, miała nerwicę, czy chyba ją dalej ma, ale ma leki i jest git. Rodzeństwo - zawsze się tłukliśmy, ale teraz jest okej. Pamiętam jakiś dziś. Wyprowadzka, rozwód, to jak utrzymywał nas brat, pracując z mamą na zmiany. Siostra opiekowała się mną kawał życia. Z przedszkola nie chciano mnie wypuścić wyżej - biłam inne dzieci, byłam nadpobudliwa nad wyraz, chaotyczna, hałaśliwa. Taka sama byłam przez podstawówkę, do tego bójki z chłopakami, drobne kradzieże, o których mama nie wie do dziś. Podrabiałam usprawiedliwienia. Ale jakoś zawsze się uczyłam. Byłam pod presją jako dziecko, które ma się najlepiej w tej rodzinie. Musiałam pokazać, że nie marnuję tego co mam, że oceny to moja przepustka, że nie jestem stuknięta. Może bardziej chodziło o to, że mogłam sie pochwalić i każdy uważał mnie za idealne dziecko. W końcu życie jakoś się ułożyło. Mając te jakieś 8 lat, miałam ojczyma, ojciec się mnie wyrzekł. Kazał mi przysłowiowo spadać na drzewo - i to mnie, oczko w głowie, a teraz nawet go nie pamiętam. Nigdy się nie odzywał, alkohol mi go odebrał. Mój ojczym dobrze się z nami zajął, jest wzorem, nie pali, nie pije, pracuje, kocha nas przyjaźnie się z jego dziećmi z pierwszego małżeństwa. Wszyscy żyjemy w zgodzie. Ale nie o to chodzi. Chodzi o mnie. W szkole mam poważne problemy, każda jedynka to dla mnie katastrofa. Ciągle wmawiam sobie, że sobie nie poradzę, że jedynka skreśla moją przyszłość. Kiedyś kułam jak się da i miałam do gimnazjum same świadectwa z paskiem. Ostatni rok dużo imprezowałam, piłam z koleżankami, miałam starszego partnera, dzięki Bogu, nic poważnego. Narobiłam głupot których do dzisiaj się wstydzę. Chłopaki na których trafiałam do tej pory to "szara strefa", mama mówi mi, że stać mnie na kogoś lepszego. Swego czasu szukałam tylko komplementów, teraz szukam miłości, ale już w nią wątpię. Zmieniam ich jak skarpetki, a nawet jak mi się chłopak nie podoba a jest super kumplem, zaraz mysle, moze go wykorzystac (ale nie chodzi fizycznie), a potem musze sie hamowac, bo wiem, ze go zostawię i zranię. Jestem, w klasie maturalnej - 4 klasa technikum. Z jednego zawodowego mam dwie jedynki i już płacze, że nie zdam matury. Ale mam takie braki tylko z tego przedmiotu, ze nie chce mi się prosić o pomoc. Do szkoły chodzę coraz rzadziej, dojeżdżanie nie sprawia mi żadnej przyjemności. Rano nie chce mi się wstawać, czuję ogromny żal i ból ze stresu. Czasem nawet zawroty - boje się o jedynkę. Ciągle kogoś pytam co było na zadanie, jak to zrobić, ale już nikomu się nie chce odpisywać, niektorzy sami nie wiedza. Ciągle myslę, że te tłumoki zdadzą, a ja taka zdolna siupne. I wstyd na rodzinę, a mama tak na mnie liczy. A przecież rok temu miałam świadectwo z paskiem! Miałam chłopaka, który uzupełniał mi pustkę, bo nie mam przyjaciół, nie ufam nikomu. Chłopak którego pokochałam ma nerwicę, po za tym jest wybuchowy - ja nie rozumiem jego, a on mnie, nie możemy być razem, bo zrobił parę głupot, przez które moi rodzice o nie lubią i to bardzo. Więc na razie jestem osobą nieszczęśliwą. Są jeszcze inne sprawy: lęk przed ludźmi, każdy jest moim potencjalnym wrogiem, ciągle wydaje mi się, że ktoś mnie widzi, nawet w wc, że ktoś mnie nagrywa, ciągle myślę, że ktoś na mnie patrzy, to jest nie do zniesienia. ze stresu obgryzłam paznokcie, przestałam dbać o urodę, ubieram się i chodzę jak ten "lump" matka już na mnie patrzeć nie może, chudnę. Na koncercie ktoś mi podbił oko, nawet się chyba pobiłam, wcięta byłam. Ja już nie czuję nawet bólu fizycznego. Czuję rozdarcie psychiczne i to co najgorsze - nieczułość i pustkę w nie się wkradające. I ogólnie stwarzam pozory tylko dla spokoju delikatnej mamy, że jest ok. W środku brzydzę się siebie do tego stopnia, że już chciałam coś sobie zrobić. Tyle osób ranie, ten chłopak, gdyby nie był taki wybuchowy... czasem mam ochotę zostać całkowicie sama, ale chyba tylko po to by ktoś żałował mnie. Mam słomiany zapał, jestem po kontuzji którą powinnam leczyć, ale brak mi niby czasu, albo i zachęty, wszystko wiecznie robię sama i chyba potrzeba mi bratniej duszy. To jest lęk przed szkołą, przed życiem, dorosłością. Boję się, że nie zdam matury, a do pracy się nie nadaję (mam chore stawy), bo za biurkiem trzeba mieć wykształcenie. Moi rodzice nie opłacą mi studiów zaocznych. Boję się na koniec, że przez to wszystko zostanę sama zupełnie, i kto mi wtedy pomoże? Nikomu się nie żale, bo gdy powiedziałam o tym dwom bliskim osobom, one nie umiały mi pomoc, same rady mi nie wystarczyły. Jutro szukam psychologa, albo i psychiatry, ale nie wiem wgl czy to ma jakiś sens. Najchętniej leżeć i spać.. o tak. Akurat jestem przeziębiona i do piątku mam zwolnienie... :(

 

[Dodane po edycji:]

 

Miałam nadzieję, że jak wstanę, nabiore chęci, by ruszyć z domu, ale nie. Przeraża mnie, że jak wyjdę to coś się stanie, że marnuję czas na duperele a i tak go marnuję.. i tak jak zwykle planuję, a potem wszystko mam gdzieś.. mam już dość :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Miałaś ciężkie dzieciństwo. Rozumiem że to wszystko, te wspomnienia wprawiają cię w ten nastrój, czujesz że życie ci się wali. O szkołę się nie martw, to nic nie zmieni. Wykształcenie nie decyduje o tym czy ktoś jest wartościowy czy nie. Po co myślisz o studiach? Czy nie wystarczy studium np. sekretarskie możesz siedzieć za biurkiem i przeglądać papiery a zarobisz swobodnie na życie. Jesteś wartościową osobą musisz w to uwierzyć. Nie odcinaj się od ludzi, wielu na pewno cie zrozumie, nie masz nic do stracenia. Musisz tylko uwierzyć że jesteś wartościowa. Popatrz ile jest tutaj osób na forum. Wierzę że jesteś silna pomimo obaw. Znajdź w sobie tę siłę i rozwijaj ją. Wiem że łatwo się mówi ale ciesz się z każdej drobnej rzeczy z tego że wstajesz że idziesz do szkoły, strach cię tylko paraliżuje. Każda drobna rzecz i jej przezwyciężanie spowoduje że poczujesz ogromną radość z tego że się nie poddajesz. Czujesz się zniechęcona, może czujesz że masz mniej możliwości, ale jeśli zycie da ci szansę weź ją, nie bój się ataków paniki czy czegoś takiego. To może się każdemu przydarzyć. Nikt cię za to nie skreśli. Pokaż mi idealnego człowieka i zobaczysz jaką ma on pustkę w sobie. Zaufaj życiu i ludziom a to doda ci odwagi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Beznadziejna Ruletka, leczyłaś się przez ten czas?

Co się dzieje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Beznadziejna Ruletka, musisz dać sobie szansę. Rozwód rodziców, trudne dzieciństwo, alkoholizm ojca - to wszystko mogło mieć wpływ na twoje problemy. Nie można jednak wierzyć, że jest się nic nie wartym. Trudno na forum cokolwiek radzić, nie znając diagnozy. Najlepiej byłoby, gdybyś udała się do specjalisty, który rozpozna, czy to DDA, czy depresja, czy jakieś zaburzenia osobowości i zaproponuje skuteczną terapię. Więcej na ten temat możesz przeczytać pod poniższymi linkami:

 

http://portal.abczdrowie.pl/dorosle-dzieci-alkoholikow

http://portal.abczdrowie.pl/wszystko-o-depresji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję, na pewno zobaczę i myslę, że jednak chyba bede musiala zglosic sie do jakiegos specjalisty, bo mam wahania nastrójów i juz sama nic nie rozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie - a czy obwinianie przeszłości za swoje błędy, obecne błędy to coś powszechnego? Normalnego? Czasem nie potrafię nie myśleć inaczej niż "gdyby mnie nie spotkało to, byłoby wtedy"... ale z drugiej strony przecież mogłem być wtedy silniejszy i dać sobie radę a nie dać się złamać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Właśnie - a czy obwinianie przeszłości za swoje błędy, obecne błędy to coś powszechnego? Normalnego? Czasem nie potrafię nie myśleć inaczej niż "gdyby mnie nie spotkało to, byłoby wtedy"... ale z drugiej strony przecież mogłem być wtedy silniejszy i dać sobie radę a nie dać się złamać?

 

 

 

Hej Piotruś!

Myślę ,że to powszechne. Niemniej jednak sama pracuję nad tym aby tak nie czynić. Kontempluję zdanie:przeszłość minęła, przyszłość jeszcze nie nadeszła, liczy się tylko chwila obecna. Gdybym miała teraz patrzeć na swoje życie tylko przez pryzmat 17 lat spędzonych w sekcie , to chyba z domu bym nie wychodziła. Muszę żyć dalej. Wręcz uczyć się życia na nowo. Lepiej zamknąć przeszłość jako miniony etap życia i iśc do przodu zdobywając nowe doświadczenia. Wyciągnąć wnioski i iść dalej. Tak mi się wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze piszesz. A jednak to tak kusi, powiedzieć sobie - nie wyszło mi, ale wina jest tam tam. Jednak to my teraz właśnie decydujemy i wybieramy co dalej.

 

Najlepiej by móc zapomnieć przeszłość, ale zostawiając to dobre co się nauczyliśmy - nawet jeżeli bolało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dobrze piszesz. A jednak to tak kusi, powiedzieć sobie - nie wyszło mi, ale wina jest tam tam. Jednak to my teraz właśnie decydujemy i wybieramy co dalej.

 

Najlepiej by móc zapomnieć przeszłość, ale zostawiając to dobre co się nauczyliśmy - nawet jeżeli bolało.

 

 

 

Myślę,że warto pamiętać przeszłość. Ale pamiętac też o tym ,że się zmieniamy.Przeszłość na pewno na nas wpłynęła. Ale może nie powinniśmy się nią usprawiedliwiać za obecne potknięcia. Teraz jesteśmy mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Jesteśmy twórcami i kreatorami swojej obecnej rzeczywistości. I tego się trzymajmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×