Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
chojrakowa

Egzystencjalna strata.

Rekomendowane odpowiedzi

Dean, ja przeczytałam, i co najlepsze, rozumiem, aż za dobrze.

Przede wszystkim zapomnij o innych - nikt za ciebie nie przeżyje życia, czyjeś wymagania i oczekiwania w stosunku do twojej osoby, w twojej sytuacji, możesz po prostu pominąć. Możesz - a nawet powinieneś.

Co do utraty...żadne logiczne argumenty i tak do ciebie nie dotrą. Pomyśl tylko o tym, że budujesz od nowa, masz drugą szansę - nie lepszą czy gorszą - DRUGĄ, i trzeba ją wykorzystać, chociaż uczucie pustki i zawodu na pewno nie jest pomocne.

Jeśli chcesz pogadać odezwij się na gg.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stworzyłeś sobie wyimaginowany świat , i cierpisz , że rzecywistość jest inna..Ja możesz czuć sie dobrze?? Niestety musimy twardo stąpac po ziemi.Inaczej zginiemy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj

 

Czytając tego posta czułem się jakby ktoś pisał o mnie-tyle,że nie jestem z dobrze sytuowanej rodziny,a studia zaczynam dzisiaj.Nie wiem co ci mogę poradzić-nie przejmowac się?Przestać fantazjować?Wsiąść się w garść?Obaj wiemy,że to bzdury.Moge cię pocieszyć-wiem,że na studiach nie przetrwam więcej niż pare miesięcy,bo cierpie na to samo co ty.Kropka w kropkę,a tak po prostu nie da się normalnie żyć,o studiach nie mówiąc.Też byłem u psychologów i tak samo jak u ciebie po prostu nie rozumieli co mi jest...

Obawiam się,że tacy ludzie jak my po prostu nie nadają się do funkcjonowania w świecie.Dlaczego?Ponieważ z każdą decyzją będzie coraz gorzej.Np.Martwisz się,że źle zrobiłeś rzucając studia.Pójdziesz do jakiejś pracy,ale w niej będziesz tak samo spanikowany i po jakimś czasie też ją rzucisz i tak dalej i tak dalej...

Nie będe owijać w bawełnę,nikt ci raczej nie pomoże.Tylko ty sam sobie możesz pomóc,ale wiem że to ekstremalnie trudne i raczej skazane na nie powodzenie.

 

Myślę,że z takiej sytuacji są 3 wyjścia:

1.Próbować walczyć,przełamywać się i coś zmieniać w życiu(jak już mówiłem-potwornie ciężka rzecz i wątpię żeby się udała).

2.Po prostu pogodzić się z tym i jakoś egzystować(bo życiem bym tego nie nazwał).

3.Wariant ostateczny,z tym,że przy nim trzeba byc na 100% pewnym,że się tego chce-bo co prawda tak się kończy twoje cierpienie,ale zamykasz sobie wszystkie inne możliwości.

 

W każdym razie chciałem ci powiedzieć,że nie jesteś sam.Zapewne mało pocieszające,ale nic na to nie poradzę...Gdybyś chciał pogadac to wal na priv.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj Dean, przeczytałem wszystko i mogę powiedzieć, że moja historia jest bardzo podobna, tylko ja już przed podjęciem studiów czułem, że będzie ciężko. Studia też miały być dla mnie życiową szansą, świetny kierunek, też inż., ale gdy już pojechałem to czułem się zupełnie rozbity wewnętrznie, z jednej strony potrafiłem się dogadać z ludźmi z akademika, ale z drugiej lęk i ciągłe napięcie mnie blokowały i nie mogłem nic zrobić, żeby to przerwać. Uczyłem się na początku, później godziłem się powoli z myślą, że trzeba będzie zrezygnować i wrócić. Przez 1,5 roku czułem się z tym źle, że musiałem podjąć taką decyzję, ale nie było wyjścia, jedyną formą obrony przed stresem jaką znałem był opór, a to mnie niszczyło, więc gdybym został to prawdopodobnie mogłoby być jeszcze gorzej. Udało mi się pogodzić z tym dzięki medytacji, jednego dnia zapomniałem o przeszłości, przestała mieć dla mnie znaczenie i nie czułem już tego ciężaru, całe szczęście, bo było to bardzo męczące.

 

Wspominając przeszłość niczego nie zmienisz na lepsze, z drugiej strony przestać wspominać będzie bardzo ciężko, bo to będzie wracało, znowu i znowu, ale gdy postanowisz sobie, żeby skupić się nie na tym co było tylko na tym co można zmienić, żeby poczuć się lepiej to może z czasem przeszłość przestanie tak boleć. Przeczytaj mój temat o The Work i zarejestruj się na forum nlp polska, tam dokładnie wyjaśnią Ci jak "przerabiać" te historie, którymi żyjesz, a którę Cię niszczą. Wiesz, możesz tak do końca życia, ja przez całe lata podczas depresji, gdy w domu nie działo się dobrze, a ja czułem się nikim myślałem bez przerwy o tym jak jest źle i nic z tego nie wynikło. Znacznie lżej się żyje gdy przestaje się drążyć wciąż od nowa stare problemy.

 

Czy rzucenie studiów to stracona życiowa szansa? Niekoniecznie, jeszcze wiele się może wydarzyć, ja wciąż wierzę, że się uda, chociaż szczerze mówiąc, to życie zjebało mi się niesamowicie ostatnio i to nie przez nerwicę, na którą choruję... masakra, ale żyję póki co i szukam sposobów, żeby żyło mi sie nareszcie lekko, łatwiej. Wiem, że to możliwe i Tobie też się uda kiedy zaczniesz patrzeć na to jak sobie pomóc i zostawisz przeszłość za sobą.

 

@.xyu.

Ty też poczytaj o The Work, bo z takim podejściem rzeczywiście możesz studiów nie zaczynać -> zmień nastawienie z nie da się, na może się da, a potem, na pewno się uda, a na końcu, WOW udało się. :smile:

 

Obawiam się,że tacy ludzie jak my po prostu nie nadają się do funkcjonowania w świecie.Dlaczego?Ponieważ z każdą decyzją będzie coraz gorzej.Np.Martwisz się,że źle zrobiłeś rzucając studia.Pójdziesz do jakiejś pracy,ale w niej będziesz tak samo spanikowany i po jakimś czasie też ją rzucisz i tak dalej i tak dalej...
A co gdyby panika odeszła, gdybyś czuł się tak jak w dzieciństwie, lekki, radosny, zainteresowany ludźmi, światem? Czy to możliwe? Tak. Co jeśli już nie będziesz spanikowany i pójdziesz do pracy na luzie, a kontakty z innymi będą sprawiały przyjemność?

 

Nie będe owijać w bawełnę,nikt ci raczej nie pomoże.
Tak zazwyczaj jest, Ci którzy czują się dobrze nie są w stanie zrozumieć bólu jaki może przeżywać inny człowiek, nikt Ci raczej nie pomoże, więc POMÓŻ sobie sam.

 

Tylko ty sam sobie możesz pomóc,ale wiem że to ekstremalnie trudne i raczej skazane na nie powodzenie.
To prawda, każdy z nas może pomóc tylko sam sobie! Na pewno łatwe to nie jest, ale niekoniecznie skazane na niepowodzenie.

---

Wyobraźcie sobie, że dziś postanawiacie zrobić wszystko, żeby za 5 lat być zdrowi, szczęśliwi i żeby życie było w tym czasie nie koszmarem, a przygodą i przyjemnością. Jeśli nic nie zrobicie, to może być tylko gorzej. Jednak możecie skupić się teraz tylko na przeżyciu, olać to jakie macie dziś relacje z innymi, że nie wychodzi, tylko pracować nad zmianą. Jeśli chcesz być zdrowy teraz-zaraz to nie dziwię się, że jesteś sfrustrowany, że nie wychodzi na każdym kroku, bo skoro czujesz się jak czujesz to nie będzie wychodziło, kiedy już negatywne emocje stracą na sile wtedy wszystko będzie łatwe, wtedy poznawanie innych będzie przyjemnością i nie będziesz się zastanawiał, jak to zrobić, żeby się nie bać.

 

To tak jak z chorobą, masz gorączkę jesteś wykończony, boli cię głowa, ale ty chcesz jeździć na nartach, bo myślisz, że to pomoże Ci się wyleczyć, więc bierzesz narty i idziesz na stok, a tam okazuje się, że jazda to męczarnia, czujesz się coraz gorzej, gorączka jest jeszcze większa, nie wiesz już pewnym momencie co robić, wszystko zdaje się być koszmarem, ale ty jesteś uparty, wydaje ci się, że jak będziesz jechał szybciej, że jeśli zjedziesz z wyższego stoku, to zaczniesz się czuć dobrze, BŁĄD. Wracaj do domu, zapomnij o nartach, narty (sukces, masa znajomych, dobre relacje z ludźmi) poczekają, a gdy ty już po wyleczeniu wrócisz na stok, to stwierdzisz, że nawet zjazd z niewielkiej górki jest zajebiście przyjemny, bo teraz możesz spokojnie porozglądać się po okolicy, podziwiać widoki, wdychać chłodne górskie powietrze i odczuwasz głęboko to wszystko co dzieje się dookoła. W pewnym momencie dostrzegasz kogoś innego, uśmiecha się do ciebie i podjeżdza bliżej, ty odwzajemniasz uśmiech i zaczynacie rozmawiać... :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyobraźcie sobie, że dziś postanawiacie zrobić wszystko, żeby za 5 lat być zdrowi, szczęśliwi i żeby życie było w tym czasie nie koszmarem, a przygodą i przyjemnością.

 

Rozsądna rada - sama tak "postanowiłam" chociaż cholernie się boję planować, i jak narazie... (tfu tfu) działa.

Nie ma życia gorszego czy lepszego, jest jedno jedyne - Twoje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
To niesprawiedliwe!

Tak strasznie niesprawiedliwe.Rzeczywistośc mnie skrzywdziła.Niczym sobie nie zasłużyłem na ten ból.Całe życie robiłem wszystko żeby być doby człowiekiem,starałem się coś osiągnąć.W zamian od życia dostaję tylko kopniaki.Od dziecka do dziś.NIe miałem wyimaginowanego świata,gdyby życie mnie nie skrzywdziło tak powinnien wyglądać realny świat,tak powinno byc gdybym był normalny.Tylko tyle.Ale nie jestem.

Hej, ja też tak mam, też często tak myślę, że życie mnie skrzywdziło, ale nie poddałem się, Ty też się nie poddawaj.

W najgorszych okresach w moim życiu, kiedy było cholernie ciężko pocieszałem się myślą, że to minie i tak było, możesz przeczekać największy ból, on minie, na pewno. Teraz będzie bolało, ale poczekaj jeszcze trochę i próbuj zmieniać nastawienie.

Wiem to też jest NIESPRAWIEDLIWE, tak bardzo.

Byłem najpopularniejszy w klasie potem depresja i jestem sam.Może to kara za arogancję,wysmiewanie słabszych,nie wiem.Należy mi sie.

Może to po prostu lekcja pokory, potraktuj to w ten sposób. Ja o ile mogłem zawsze starałem się bronić tych słabszych, a też nic dobrego mnie dzięki temu nie spotkało.
Ale wszystko stracone.
Przestań w to wierzyć, nic nie jest stracone, przetrzymaj najwiekszy kryzys, potem bedzie lepiej, tylko Ci się wydaje, że już nie będzie, z tego, co przeczytałem na twój temat na forum, to mogę śmiało napisać, że mówi Ci to ktoś kto miał i ma dużo większe problemy niż Ty (wiem, że to troche aroganckie...), dasz radę!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Może nikt nie zrozumie że straciłem szanse na życie o którym marzyłem od dzieciaka.Na to wymarzone życie pracowałem,ucząc się nocami.Rezygnując z imprez.Pracowałem.Ale nie.Ja nie będe szczęśliwy.Jestem skazany na porażkę.Zawsze to czułem,że w głebi serca mimo udawanej pewności siebie jestem nieudacznikiem.Tacy jak ja nic nie osiągają.

 

Bez wzgledu na to co zrobię zawsze bedę pamiętał że miałem w ręku szczęście i je puściłem a raczej zgniotłem.Sam zniszczyłem.Gdy już będę miał gównianą robote zawsze będe pamiętał że mogłem być inzynierem,że mogłem mieć fajną dziewczynę,polubiłaby mnie,jestem pewny na 100% gdybym zachowywał sie normalnie,nie jak czubek.

Ale wszystko stracone.

 

Nie straciłeś szansy na życie dopóki żyjesz. Wiele z forumowiczów musiało przerwać studia lub pracę z powodu choroby. Ale do studiów i do pracy można wrócić w przyszłości. (Dla przykładu, ja mam zajęcia ze studentami, a niektórzy z nich są dużo starsi ode mnie :D ).

 

Depresja jest takim krzywym zwierciadłem, przez które postrzegamy siebie. Człowiek chory nie widzi swojej wartości, bo nie dostrzega swoich pozytywnych cech - nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że choroba mu na to nie pozwala. Dostrzega za to każdą porażkę, każdy błąd i stąd pogłębia się jego uczucie winy i wstydu.

A czy obwiniałbyś osobę chorą np. na serce o to, że musi przerwać naukę by się leczyć? A przecież depresja też jest chorobą.

 

Moim zdaniem najważniejsze w depresji jest próbować (co wcale nie jest łatwe) nauczyć się na powrót cieszyć się codziennością. Spróbować wrócić do swoich hobby, wychodzić na spacery z psem (jest tyle bezdomnych, które także kogoś potrzebują :angel: ), słuchać ulubionej muzyki.

Tak, jak ktoś po ciężkiej chorobie może cieszyć się z samodzielnego wejścia po schodach (a czasem jest to większe osiągnięcie, niż przebiegnięcie maratonu), tak w depresji każda mała rzecz, która cieszy jest ważna. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dean! Może tak się czasem wydaje że nowe miejsce zamieszkania, nowa szkoła, studia praca to jakiś nowy etap w naszym życiu i zawsze wiążemy z tym jakieś niewyobrażalne nadzieje, cieszymy się i czekamy aż marzenia się spełnią, a kiedy coś nie idzie, kiedy coś upada, kiedy nie wychodzi, kiedy nie możemy, kiedy jest jakoś inaczej, jakiś mur, jakiś opór i nie wiemy czemu a miało być inaczej, a jest tak jak jest i czemu? Może czasem za wiele wymagamy od siebie, i od świata, mamy te swoje wizje, pragnienia a w konfrontacji z rzeczywistością upadają one a my razem z nimi? w jakąś beznadzieję niezmierzoną w lęki i niepokoje? Nie wiem czy Ciebie rozumiem, ale moje życie też powinno wyglądać inaczej, i ja wiem jak, ono jest w mojej głowie a ja cierpię na niemoc uwiąd i żałość i ten ból wszechogarniający. Albo już nie, teraz już mniej bo chyba leki na mnie działają i czuje się lepiej ale wszystkie myśli zostają, obrazy zostają i z tym trzeba sobie radzić. Trzeba zniszczyć ten kontrast między realnością a wyobraźnią, żadna terapia żadne leki tego nie zrobią, trzeba zacząć żyć, i to jak najpiękniej, najpiękniej jak to tylko możliwe, nie wiem jak, może musisz odnaleźć swoją pasję, i może ona Ciebie poprowadzi, ja nie wiem. Jesteś przecież młody, życie przed Tobą i jeszcze wiele dobrego może Ciebie spotkać, wiele dobrego możesz zrobić. Nie myśl o tym co było o tym co minęło i na co wpłynęło, weź to w nawias i odbuduj siebie.

 

Mam wyrzuty sumienia,codziennie,nienawidzę siebie za to jak zniszczyłem sobie życie.

Ojjj Dean! To zabrzmi banalnie ale życie masz jeszcze przed sobą, ileż to ja czasu nienawidziłam siebie, nie mogłam znieść tego jaką jestem osobą, nie mogłam znieść swoich ambicji, swoich pragnień, swoich niezrozumianych zachowań, irracjonalnych lęków które chyba ostatecznie zniszczyły mnie tak że nie wiedziałam gdzie jestem, co robię i kim jestem. Były myśli i cierpienie, byłam chodzącym wewnętrznym bólem, a ludzie mówili mi że ze mnie bije taka radość a nie mogli wiedzieć co przeżywam ja sama nie wiedziałam, wiedziałam że coś jest nie tak ale to wszystko się działo a ja nic nie mogłam na to poradzić, działo się i trwało i teraz dostrzegam co to był za koszmar, ale wciąż nie wiem czemu był.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ecxs'fia, antydepresanty mogą tłumić jakieś lęki, wyciągnąć z żałości ale nie zmienią naszych myśli, nie sprawią że życie stanie się piękne, żaden antydepresant nie będzie żył za nas, może zwrócić moc, pozwolić żyć, dać przestrzeń, uwolnić od bólu który paraliżuje - na mnie tak działają, czuję że działają ale mojego myślenia nie zmienia, mogę coś robić ale nie zmienia to faktu że wszystko jest takie bez sensu że aż smutno się robi myśląc. Mój psychiatra chyba bardziej mnie wyczuł niż ja siebie, ja rzadko spotykam się ze zrozumieniem ale są osoby które mają w sobie tyle empatii że potrafią zrozumieć mój ból, z nimi mogę rozmawiać mogę płakać żałośnie i nie będą klepać że wszystko będzie dobrze, Dean może to nie była ta dziewczyna, może to nie były te studia, nie myśl o tym co się Tobie nie udało lecz o tym co jeszcze udać się może, uderza patosem ale trudno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najpierw muszę napisać że popłakałam się jak czytałam Twój pierwszy post. Czułam,jakbym to ja pisała. Moja historia jest troszkę inna pod względem okoliczności największego dołka ale od grudnia czułam się jakbym zawaliła całe życie. Mam 24lata a czułam się jakbym wszystko co możliwe w życiu spierdzieliła doszczętnie. Byłam na dobrym kierunku,miałam paczkę dobrych znajomych,miałam narzeczonego. Z dnia na dzień wszystko straciłam przez depresję. Nie dopuszczałam do siebie jednak myśli że jestem chora,cały czas wyrzucałam sobie,że jestem leniwa. I paradoksalnie kiedy spadłam na dno dna,kiedy jedyną myślą było jak szybko się zabić,znalazłam w sobie siłę żeby zadzwonić do pierwszego psychiatrę jakiego znalazłam w necie. Miałam wtedy straszne lęki,nie potrafiłam zadzwonić,wyjść z domu,czułam się jak dzikie zwierze którym nikt nie chce się zaopiekować..Zaczęłam brać leki,nic się nie poprawiało. To było w sierpniu tego roku. Czułam się jeszcze bardziej beznadziejnie ze świadomością że ja chce się leczyć a te cholerne leki nie działają. Siedziałam w domu i bałam się. Nie odbierałam telefonów,nie wychodziłam. A jednocześnie grałam spektakl dla rodziny. Że wszystko ok tylko jestem leniwa i nie chcę iść do pracy ani na studia. We wrześniu znów psychiatra,zmiana dawki,leki przeciwlękowe. Coś drgnęło,powoli zaczęłam się podnosić. Ale to nie było tak jak myślałam-uśmiech od tabletek i jazda do przodu. To był cholerny dzień za dniem ciężkiej pracy. Wstać,ubrać się,zrobić listę rzeczy do zrobienia. Nakarmić kota,podlać kwiatki. Potem dorzucałam wyzwania-wyjść na zakupy. Jeśli się nie udawało,przepisywałam na kolejny dzień i tak do skutku. Cały czas jednak wszystko w środku bolało,jakbym miała jakąś zżerającą emocje i ściskającą środek chorobę.

Chyba piszę chaotycznie ale wiem z ciężkiego doświadczenia ;) że najważniejsze to wszystko z siebie wyrzucać,forum jest naprawdę świetną formą terapii,jeszcze lepsze są spotkania z ludźmi takimi jak my.

Jest nadzieja,może teraz jej nie potrafisz w sobie odnaleźć ale zaufaj mi,dasz radę,wierzę w Ciebie 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dean, masz jakieś hobby, pasje? albo miałeś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Myślę, że opracowywanie planów to kiepski pomysł, to nigdy nie wypala w praktyce, a jednak ludzie wciąż próbują robić to od nowa.

 

Czuję że nie ma sensu znosić tej obrzydliwej teraźniejszości bo nie ma żadnej przyszłości.

Jestem takim człowiekiem który zwykle żyje dla przyszłości,teraz moja przyszłość nie rysuję się pewnie ,bezpiecznie i dobrze.A mogła być wspaniała gdyby nie o co już opisywałem.Dlatego nie mam po co żyć.

Przeszłość i przyszłość nie istnieją, to tylko myśli, istnieje wyłącznie TA chwila. Przeczytaj Potęgę Teraźniejszości - Eckhart'a Tolle, naprawdę warto, dzięki tej książce przestaniesz przynajmniej powtarzać ciągle te same błędy, które niszczą Ci życie. Znajdziesz ją w necie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ta ksiażka to żaden cudowny lek, ma Tobie uświadomić, że połowę swojego problemu robisz sobie sam właśnie w tej chwili, może po przeczytaniu coś zaskoczy, ale na cuda bym nie liczył.

 

Jedna ważna rzecz na temat emocji - kiedy jesteś w kryzysie wszystko wydaje się beznadziejne i bez wyjścia, tak się czujesz w tej chwili, ale to też minie. Każdy stan psychiczny a szczególnie te ekstremalne potrafią człowieka oszukiwać, że to jak w danej chwili się czuje już się nie zmieni, że będzie co najwyżej gorzej, ale to tylko emocje, które czujesz właśnie teraz, emocje się zmieniają, nie twórz sobie scenariuszy! Przeczekaj to i nie dokładaj sobie więcej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pewnie masz rację,wywalam swoje smuty na forum i niepotrzbnie obciązam nimi innych.Ale w sumie nie mmogłem ich już w sobie dłużej utrzmać.To jak noszenie młyskiego koła na plecach.

 

Widzę że tak naprawdę nic się nie zmieniłem przez ten rok,nie doceniam tych studiów tak jak tamtych i dlatego za rok założe temat Egzystencjalna strata vol 2 .No nie nadaję się do tego wszystkiego.Nie wiem co ze mną jest nie tak ale wychodzę na depresyjnego pesymiste nawet na tle ludzi z depresją.

 

To, że nie dajesz rady na studiach, nie oznacza, że ich nie doceniasz. Wiele osób z depresją przerywa studia, albo bierze urlop dziekański (to też możliwość, jeżeli teraz nie czujesz się na siłach kontynuować studia). Daj sobie szansę, leczenie depresji czasami trwa lata, ale jest warto, bo wbrew pozorom (i temu, jak teraz czujesz) ta choroba nie przekreśla przyszłości.

 

Ja przerwałam dwa razy studia, miałam jedną dziekankę i jakoś w końcu się udało. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kiedyś coś miałem kick-boxing, polityka, nauka dziś raczej niewiele z tego zostało.

 

A myślałeś może o politologii? Nie jest to jakiś przyszłościowy kierunek ale zawsze można przerwać, a tak miał byś powód aby wyjść z domu, może i pasje wrócą, i zainteresowania, będziesz miał kontakt z ludźmi, nie będziesz topił się w tej żałości że nic nie robisz, że nic nie wychodzi, chociaż nie wiem w jakim jesteś stanie, jeśli ja mam depresje, jeśli lekarz się nie myli to ja przez to zawaliłam rok studiów, tzn w sumie zdałam, ale taka miernota, takim wysiłkiem, żałość absolutna i to mnie tylko pogrąża bo jeszcze muszę teraz płacić za warunkowy egzamin kiedy ja naprawdę nie byłam w stanie niczego się nauczyć.... MUSISZ coś z sobą zrobić!Może poproś przyjaciół o pomoc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Popytaj się ludzi na wyższych latach studiów. Bo może okazać się, że po finansach jest np. łatwiej coś znaleźć, niż po budownictwie. (Z tego co mi wiadomo, to księgowi akurat potrafią nieźle zarabiać) :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Ja chyba nie mam depresji.Po prostu utraciłem marzenia.Szansę na super zycie o jakim marzyłem i jestem bolesnie świadomy że nigdy nie będzie tak dobrze jak mogło byc.

Ja nie jestem chory.Ja utraciłem szansę .I codziennie rano to mi isę przypomina.

 

Chyba przestanę brać leki,one mi nie pomogą.

 

Nie, to co opisałeś brzmi właśnie jak depresja, tej chorobie często towarzyszą lęki, poczucie winy i zmarnowanego życia (a przecież jesteś jeszcze bardzo młody ;) ).

 

Nie odstawiaj leków! Właśnie na początku terapii odczuwać można przypływ sił; można odnieść wrażenie, że da się radę samemu, że leczenie jest niepotrzebne. Ale to spowodowane jest właśnie działaniem leków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nie bój się mi to nie grozi nie czuję żadnego przypływu sił.

 

 

I sam nie wiem czy oszalałem czy nie.Tak czuję że postradałem zmysły,nie jestem już chory,po prostu zwariowałem z bólu.Chyba jednak muszę umrzeć.Zyc tak nie dam rady.Nie mogę żyć pamiętając co straciłem.Po prostu.

 

Daj sobie szansę. Bo w depresji jest nieraz jak na morzu w czasie sztormu; raz jesteś na szczycie fali i wydaje ci się, że już widzisz brzeg, a raz jesteś na dnie. Czasem trzeba po prostu przeczekać falę. I nie poddawać się z terapią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Leki cię nie wyleczą, ale mogą wspomóc leczenie, a Ty musisz poukładać sobie w głowie i przeczekać ten stan kilka miesięcy, TO MINIE.

 

Psychiatrzy i psychologowie mi nie pomogą,nie ma jak.Nie odzyskają za mnie dziewczyny i studiów nie cofną czaSU.
Co to za bzdura, czy Ty rzeczywiście wierzysz, że ta dziewczyna była tą jedyną i żadna inna się nie nadaje? Przecież to głupie, nie ta to następna. Czasu rzeczywiście nie cofniesz, ale weź pod uwagę to, że może stało się dobrze, nie wiesz tego, nic nie jest przesądzone, może budownictwo nie było dla Ciebie, a znajdziesz inne powołanie.

Po co się tak ograniczasz?!!! Wiem, że ludzie zabijają się w wieku 15, po stracie dziewczyny/chłopaka choć to nie powód do zabicia się, to tylko emocje... silne i bardzo przekonywaujące, ale to TYLKO emocje. Chłopie, skorzystaj z rady, nie musisz i nie powinieneś się zabijać.

 

Na moje oko masz depresję, wierzysz w to, że twoje negatywne myśli i emocje to prawda, a to zaburzone postrzeganie wywołane depresją, to tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze nie poddawaj!

Po drugie, jeśli czujesz, że psychoterapeuta nie daje sobie rady z tobą, zmień go/ją.

Po trzecie, idź do ludzi, ale nie szukaj u nich w pierwszej kolejności zrozumienia a przyjaźni. Po prostu bądź z nimi.

Po czwarte, olej dziewczynę, która ciebie olała i zacznij się rozwijać, poświęć się pasji (ale nie zapominaj o obowiązkach). Jeśli będziesz robić to co kochasz odnajdziesz miłość... albo to ona odnajdzie ciebie.

 

Doskonale wiem, że te rady są proste i prosto jest je napisać ale trudniej wdrożyć w życie. Wiem, że jesteś w ciężkim stanie. Znam to z autopsji. Jesteś teraz na drodze, z której nie ma odwrotu. Czeka cię ogromnie dużo pracy nad sobą przez bardzo dużą część twojego życia a nawet całe życie.

 

Wyobrażam sobie ciebie, że w duchu kręcisz głową i biadolisz nad swoim losem. Może sobie myślisz co ty wiesz o mym stanie, to wszystko nie jest takie proste, lub cokolwiek. Zatem napiszę coś o sobie, może będzie ci łatwiej mnie zrozumieć a może i siebie.

 

Po maturze poszedłem na studia inżynierskie ale nie było to to co chciałem studiować. Zrezygnowałem po pół roku i zacząłem uczyć się do poprawy matury. Już wtedy było mi ciężko. Wtedy nie wiedziałem jeszcze do czego zmierzam. Parę dni przed poprawką miałem załamanie nerwowe, ale to takie maksymalne "spadnięcie w dół". Tak, że nic mi się nie chciało. Chciałem tylko umrzeć. Nie widziałęm sensu w dalszym życiu.

Dostałem psychotropy aby napisać poprawę. Później poszedłem do psychologa. Psychotropy odstawiłem i w tamte wakacje zmieniłem raz psychoterapetuę ze względu na koszty. Teraz wiem, że źle zrobiłem.

Przestałem chodzić do psychoterapeuty bo uznałem, że czuję się już całkiem nieźle. Poszedłem do pracy aby trochę zarobić z zamysłem zakończenia jej po pół roku i nauczenia się do matury jeszcze raz. Tak też zrobiłem.

Dostałem się na studia inżynierskie, inne niż przedtem ale nie do końca to co chciałem choć bliżej mojej upragnionej dziedziny. Znowu czułem się źle więc poszedłem do pani psycholog, z którą spotkałem się po raz pierwszy rok wcześniej. On pokierowała mnie dalej na psychoterapię grupową, na której jestem od 2 lat i niedługo ma się zakończyć. Grupa trochę mi pomogła ale efekty mogły by być lepsze gdybym więcej o sobie mówił.

Zbliżam się końca mojej opowieści. Aktualnie jestem po sesji, której nie zaliczyłem i bardzo dużym prawdopodobieństwem skreślą mnie z listy studentów. Pozostaje mi praca lub praca i studia zaoczne od 1 roku a studiuję na tym kiedunku już 3 lata.

 

Ostatnio czułem się bardzo źle. Mam 24 lata i jeśli skreślą mnie z listy to w najlepszym przypadku skończę studia w wieku 30 lat. Nie wiem czy będę robić to co lubię i jeszcze zarabiać. Czarno widzę moją przyszłość. Na włane życzenie spaprałem sobie życie. Nie pracowałem nad sobą ani na studiach i teraz przyjdzie mi za to zapłacić bardzo srogą karę. Myślałem ostatnio o śmierci ale wiem, że to nie jest wyjście. Są dobre i złe chwile w życiu. Trzeba o tym pamiętać i się nie poddawać.

W tej chwili czuję się całkiem nieźle. A wiesz czemu? Byłem na uczelni i przypadkiem spotkałem kumpla, z którym mam najlepszy kontakt na studiach. W sumie to jedyny kumpel. Jak widzisz też stornię od ludzi (BŁĄD!).

Gdy wyszedłem z uczelni już wtedy się lepiej czułem niż przed przyjazdem. Gdy szedłem na pociąg spotkała mnie druga miła niespodzianka. Spotkanłem najlepsiejszego kumpla z dzieciństwa. Nie widziałem się z nim od... nie pamiętam kiedy. Poczułem się jeszcze lepiej po rozmowie z nim.

 

W porównaniu ze mną masz jeszcze czas. Możesz pójść do pracy i pracować nad sobą przez powiedzmy rok. Poprawić maturę i pójść później na studia, które rzeczywiście cię interesują albo wrócić na budownictwo.

 

Chciałbym ci polecić 2 książki o mężczyznach i głównie dla nich. Nie sprawią one, że wyzdrowiejesz ale może więcej się o sobie dowiesz.

Żelazny Jan - Robert Bly

Zdradzony przez ojca - Wojciech Eichelberger

Są w sieci.

 

Trzymaj się Dean

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Postanowiłem sobie odpuścić.Wybaczyć.Uznałem że to nie moja wina,że jestem ofiarą zaburzenia osobowości albo choroby a nie żałosnym nieudacznikiem.Dzięki temu powoli zaczynam zapominac o tym co mogło się wydarzyć a nigdy się nie wydarzyło,o Sylwii,studiach.Zaczynam myśleć o tym bez bólu.Chyba dlatego nie mogłem zapomnieć,czułem się winny.Odpuszczam.

To krok do przodu.

 

To bardzo duży krok do przodu. :smile:

Zrozumieć, że nie można się obwiniać za chorobę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dzięki za całą pomoc dziś się jakoś trzymam.Naprawdę to odpuszczenie sobie wprawiło mnie w lepszy nastrój niż leki.Chyba poszukam psychoterapii bo teraz mi to potrzebne,żeby ktos mi pomógł poukładać w głowie te wszystkie myśli.

 

Mam nadzieję że za parę dni nie nadejdzie mnie znowu jazda taka że nie mam żadnej depresji tylko jestem szmaciarzem i to dlatego rzuciłem studia. Że znowu zacznę się obwinniać.Trochę trudno mi uwierzyć w moją chorobę .Raz już tak było że odpuściłem sobie na parę dni potem wszystko wróciło.Mam nadzieję że teraz bedzie inaczej.

 

 

Dean, bardzo się cieszę, że dochodzisz do tych wniosków :D Trzymam za Ciebie kciuki, wszystko przed Tobą! Uwierz, że dzięki psychoterapii powoli uporasz się z chorobą, wyjdziesz z tego silniejszy. Pomysl, że to taki zwrot w życiu, że dzięki temu okropnemu doświadczeniu będziesz w stanie popatrzeć na wszystko inaczej. Wszystko przyjdzie z czasem, ale powoli.

 

Wiele osób ma mniejsze lub większe zaburzenia i... nie leczy się, chociaż ich sposób myslenia utrudnia im zycie: dopiero, gdy następuje kryzys, sięgają dna - wtedy desperacko szukają pomocy. Sam widzisz: szkoda czekać, aż zaliczy się tego typu kanał, im głębiej i dłużej siedzi się w tym szlamie, tym trudniej z tego się później wygrzebać

 

 

Odpuszczenie sobie - super! podoba mi się ten zwrot akcji :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×