Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Zachmurami

Użytkownik
  • Zawartość

    228
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Zachmurami

    Potrzebuję pomocy

    Hej, żyjesz? Dawno mnie tu nie było - na tym forum. Hmm, ciekawe czy mnie ktoś pamięta? Przypadkowo zajrzałam na Twój wątek i... widzę siebie, sprzed 2,5 roku. Jeżeli masz czas i siłę, przejrzyj moje posty. Byłam wtedy pewna, że zaburzenia depresyjno lękowe zabiorą mnie z tego padołu ku szczęśliwszym swiatom. Przede wszystkim pamiętam to poranne napięcie: ja mentalnie opisałam to tak: rano otwieram oczy i czuję jakby ktoś do żył pompował mi truciznę, przez niewidzialny wenflon, powoli, ale skutecznie. Poranki zawsze były najgorsze, zaczynałam się spinać jeszcze przed otworzeniem oczu. Telepanie takie, że nawet myśli bolały. Najprostsze czynności, typu zrobienie sobie herbaty, czy wysprzątanie kociej kuwety wydawaly się czymś nieosiągalnym. Dodatkowo, non stop na.piep.rzal mnie żołądek. Podejrzewałam u siebie wszystkie nowotwory świata, również te nieistniejące. Wieczorem ulga, nawet się śmiałam. Ja też byłam nadwrażliwa na leki, i trudno było dobrać lek, który by faktycznie leczył. Miałam wrażenie, że większość sprawiała, że czułam, że niebawem zejdę z tego padołu. To napięcie, ścisk (Coaxil też mi nie służył). Zasadniczo, u mnie wszystkie leki z grupy SSRI i pokrewne powodowały nieuchronny zgon. Są takie nadwrazliwe jednostki, niestety. Odstawienia antydepresantów też przechorowywałam. Pomógł lek z innej grupy, Mirzaten. Byłam po nim zamulona, ale przynajmniej nie było telepania. I spałam jak aniolek. Teraz może coś pozytywnego: to coś u mnie minęło, bezpowrotnie. I cieszę się każdym dniem lajfu. W międzyczasie przeszłam przez trudną ciążę, urodziłam synka. I TO nie wróciło. Odpukać. Powrót ze świata zombich do świata żywych może trwać długo, trzeba się nastawić, że przez kilka miesięcy będzie się stało na ponurej bocznicy, a życie będzie toczyć się gdzieś obok. Jedno wiem: nie dam się już truć eseserajami. Teraz doraźnie hydroxyzyna i melisa. I życie jest piękne. Jeżeli coś mogę doradzić: prowadź pamiętnik, zapisuj to jak się czujesz, dzien po dniu: nastroje, objawy. Ja mam taki pamiętnik. Patrzę na moją depresję jako ważne doświadczenie, jakiś etap życiowy, który czegoś mnie nauczył, może na coś uwrażliwił, staram się jakąś wartość dodaną z niego wyciągnąć (nie do wiary, prawda?) Dasz radę. Uwierz, że jest w Tobie siła.
  2. marata, A czy badałaś ostatnio hormony, tarczycę? Objawy, ktore opisujesz mogą wynikać z wahań hormonalnych i np. niedoczynności tarczycy czy choroby Hashimoto. Wydaje mi się, że objawy odstawienne pojawiają się wcześniej, tuż po odstawieniu / zmniejszeniu dawki, a z czasem powinny ustępować.
  3. BlackOrchidea, Mirzaten jest dopuszczalny w ciąży, jeżeli nie ma wyjścia, tak przynajmniej twierdził mój lekarz. U mnie miał wpływu, dzielnie i w miarę bezproblemowo odstawiłam na samym początku ciąży i jakoś sobie radzę (odpukać). Termin mam na początku października. Jestem fanką tego leku (przerobiłam różne inne opcje i tylko Mirzaten pomógł), mimo kilku dodatkowych kilogramów na plusie. Przez chorobę nabawiłam się niedowagi, więc jakoś rozeszło się po kościach.
  4. Hej, dawno mnie tu nie było . Jakiś czas temu pisałam o Mirzatenie - u mnie jednak był to lek przełomowy, wyprowadził mnie na prostą (odwrotnie niż wszystkie SSRI, które u mnie okazały się gwoździem do trumny), i odpukać, jest DOBRZE - nie biorę leków od lutego. Miałam zaburzenia lękowo-depresyjne (najprawdopodobniej reaktywne, po poronieniu w 2009 r), objawy somatyczne - ból żołądka (potworny). Mirzaten łykałam od maja 10 do końca stycznia 11. Największa dawka - 30 mg. Najmniejsza ? - no własnie, tu będzie interesująco lek odstawiałam POWOLI od sierpnia do stycznia - na początku 1/4 tabletki, później 1/8 i przez wiele tygodni 1/16 tabl 30 mg Nie śmiejcie się, bo bywa, że ten lek trudno się odstawia, choć mój lekarz był zdziwiony moją reakcją. Każda próba odstawienia totalnego kończyła się kryzysem układu wegetatywnego nawrotem bezsenności, kołataniem serca i paskudnym samopoczuciem z bólem żołądka. A mirkodawka pozwalała wyciszyć się i przespać noc. Myślałam, że tak będę ciągnąć do konca żywota. Na chirurgiczne cięcie i totalną odstawkę wykonałam na początku lutego, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. Po dwóch częściowo nieprzespanych nocach (pewnie i emocje zrobiły swoje) zaczęłam funkcjonować normalnie. I zasypiam, gdy tylko przyłożę głowę do poduszki , pomimo różnych ciążowych lęków i dolegliwości. Teraz tylko trzymajcie kciuki za szczęśliwe rozwiązanie...
  5. brak_uczuc wspólczuję. Moja depresja rzuciła się na układ wegetatywny, oprócz poczucia beznadziei i mroku miałam ciągły ból żołądka, potworny lęk, ucisk w klatce piersiowej, nie miałam siły otworzyć oczu budząc się po prawie nieprzespanych nocach. Leki, które brałam w dawkach terapeutycznych niewiele mi pomogły, a wręcz nasilały niektóre objawy. Wiele miesięcy leczenia wspominam jako koszmar, nawet bez przebłysków słonca. Najlepiej się czułam, gdy... właśnie nic nie czułam, wszystko tłumiły leki. Prawdziwą depresję zawdzieczam z kolei... odstawieniu leków. Dokładnie rok temu, mąż wyciągnął mnie na spacer, a ja usiadłam na zaśnieżonym chodniku, dosłownie nie mogłam oddychać, czułam jak mnie coś ściska w gardle, w klatce piersiowej. To wyjście było dla mnie szczytem heroizmu, ale moja depra była silniejsza od mojej silnej woli... Lęk przed którym nie dało się uciec, a właściwie nie lęk tylko bezcielesny BÓL. I jeszcze bezradność i niezrozumienie wszystkich wokół. Na pewno znacie to uczucie. *** Obecnie jadę kolejny miesiąc na 1/8 tab Mirzatenu (czyli dawka uznawana za psychiatrów za 'placebo'), tak, tak. I czuję normalność, pomimo ze pogoda depresyjna itp. Po prostu moja normalność przyszła do mnie. No i zaczęło się wokól mnie dziać wiele spraw, od wielu miesięcy czuję... nadzieję i radość. Patrzę na świat, i cieszę się, że mogę żyć każdego dnia Moja mama, która dość rzadko mnie widuje, widywała, gdy byłam na dnie... powiedziała, że 'śmigam'. Ale zawsze w pamięci będę miała tego potwora - być może kiedyś wróci, tego nigdy nie wiadomo, ale już wiem, że TO sie da pokonać, więc będę miała siłę do walki. I tego Wam też życzę Nie poddawajcie się, proszę. EDIT. I właściwie nie wiem, jak jest z tym Mirzatenem. Być może taka mikrodaweczka też ma znaczenie - może niektórym z nas tyle właśnie wystarczy? (chociaż przeczy to wszelkim naukowomedycznym teoriom)
  6. Jeżeli próby wątrobowe wychodzą źle, to nie ma innej opcji niż wizyta u lekarza.
  7. Wiesz, jeszcze raz przeczytałam Twoje posty (planowanie ciąży tak, aby móc przedłużyć urlop w pracy) i trochę zmieniłam zdanie. Nie, nie dziwie się, że nie możesz znaleźć żadnej pracy. Czytam Twoje posty i próbuję się wczuć w rolę Twojego potencjalnego pracodawcy. I jedna myśl mi kołacze po głowie: "Broń boże przed takim pracownikiem". To nieprawda, że pracy nie ma. Po prostu dostają ją inni, z innym podejściem. Nikt nie chce być wyzyskiwany, pracodawcy również. Przemyśl tę sprawę od drugiej strony, chyba że nie masz pomysłu na życie i chcesz wegetować na garnuszku socjalnym: państwo, renta, alimenty, zasiłki, chorobowe, macierzyńskie itp. Ale co to za życie?
  8. No to oddaję się grzesznym praktykom, ale moja depresja i mój żołądek są mi niezmiernie wdzięczne. Dziwne, że nigdy nie utożsamiałam jogi z jakimś duchowym czy metafizycznym doznaniem (a nie należę do osób niewrażliwych, wręcz przeciwnie): ale z rozciągniętymi, czasem bolącymi mięśniami, relaksem, przypływem energii, lepszym krążeniem, uśmiechem na twarzy i lepszym samopoczuciem, walką z własnymi słabościami (no bo każdą asanę można wykonać jeszcze lepiej, można jeszcze bardziej się rozciągnąć ), poprawą kondycji, oj, można by wymieniać! A wrzucanie jogi, narkotyków i horoskopów w gazetach (sic!) do jednego worka nie skomentuję, bo nie mam siły. A wracając do homeopatii. Na przeziębienie polecam oscillococcinum i bańki - to faktycznie działa. Oczywiście i jedno i drugie pewnie wyklęte przez kościół. 1 homeopatia, 2 metoda pokrewna bezbożnej chinskiej akupunkturze.
  9. Mam taką gilotynkę do krojenia tabletek. Na upartego da się podzielić na 16 części. A nawet na 32. Na 64 chyba nie, pozostaną liźnięcia. Moim zdaniem producent powinien wyjść naprzeciwko odstawiającym lek i zaproponować np. Mirzaten tabletki 1 mg., 0,5 mg.
  10. czemu, ach czemu nikt nic nie pisze w tym temacie? Nadal schodzę z Mirzatenu, obecnie łykam 1/8 tabletki 30 mg. Staram się czasem nie łykać, ale efekty są różne: powracają problemy ze snem, a przez to fatalne samopoczucie, ból żołądka. Kopiuję z innego tematu: Mirzaten to naprawdę niesamowity lek (w życiu nie sądziłam, że będę mogła coś takiego napisać o jakimkolwiek antydepresancie) - żeby po tak długim stosowaniu większych dawek (od marca, połykałam max. 30 mg) nadal organizm był wrażliwy na tak małe dawki (3,75 mg)? Gdy połknę ten swój okruszek, po 20 minutach zaczynam być senna, rozluźniona i to nie jest bynajmniej efekt placebo (mogłabym usnąć na siedząco). Gdy nie połknę, mam problemy. Oczywiście, wyciągnął mnie z depresji, ale nie mogę się z nim rozstać Nie było problemu, gdy redukowałam 3/4, 1/2, 1/4 i 1/8 tabletki - schodziłam dość szybko. A teraz jest... Jak zatem odstawiać? Dzielić tabletkę na 16 części? A później na 32?
  11. Stardoll, radzę zrobić badanie poziomu prolaktyny, bo ten lek często wywołuje tego typu zaburzenia hormonalne (patologiczny wzrost prolaktyny a przez to zatrzymanie miesiączki)
  12. Shadowmere, dziwne, prawda? Ja też, po nieprzespanej nocy jestem do niczego: nasilają się problemy żołądkowe i w ogóle wszystko boli. Będę musiała porozmawiać z lekarzem. Mirzaten to naprawdę niesamowity lek (w życiu nie sądziłam, że będę mogła coś takiego napisać o jakimkolwiek antydepresancie) - żeby po tak długim stosowaniu większych dawek (od marca, połykałam max. 30 mg) nadal organizm był wrażliwy na tak małe dawki (3,75 mg)? Gdy połknę ten swój okruszek, po 20 minutach zaczynam być senna, rozluźniona i to nie jest bynajmniej efekt placebo (mogłabym usnąć na siedząco). Gdy nie połknę, mam problemy. Oczywiście, wyciągnął mnie z depresji, ale nie mogę się z nim rozstać Nie było problemu, gdy redukowałam 3/4, 1/2, 1/4 i 1/8 tabletki - schodziłam dość szybko. A teraz jest... Jak zatem odstawiać? Dzielić tabletkę na 16 części? A później na 32?
  13. Hej, hej, żołądkowcy i nie tylko! Długo nie pisałam, ale trochę się działo. Napiszę coś baardzo dziwnego, odnosnie problemów żołądkowych. Otóż: przeszły mi biegunki, już od dwóch tygodni nie mam problemu. Historia jest dość zaskakująca. W drugiej połowie października bardzo mocno przeziebiłam się: niestety nie pomagały coldrexy i inne cuda, kaszlałam strasznie. efekt: po dwóch tygodniach wypluwania oskrzeli wizyta u lekarza, bakteryjne zap. oskrzeli - no cóż, nie obejdzie się bez antybiotyku. Bałam się strasznie, ale było już nieciekawie, wiec zaryzykowałam. Brałam przez 5 dni Duomox (amoxicilinum), oczywiście obstawiwszy się probiotykami: lakcid, enterol... i czekałam na zgon jelitowy, bo to przecież abx: więc kandydoza, dysbakterioza na mur beton. A tu - zonk! 1. Nie bolał żołądek, ani trochę. 2. Przeszły poranne biegunki 3. Na oskrzela nie pomogło, przynajmniej do konca. Poszłam jednak po rozum do głowy, kupiłam banki próżniowe. Po trzech sesjach jest duuużo lepiej Wnioski: nasze organizmy są niezbadane. Lek przepisany na chorobę A pomógł na chorobę B. Lekarz stwierdził tylko, że być moze antybiotyk wytłukł jakiegoś niewykrywanego testami bakcyla który siedział w trzewiach i mnie dręczył. Mam jeszcze problem z odstawieniem antydepresantu - a konkretnie Mirzatenu. Pani psychiatra już w sierpniu zgodziła się, abym odstawiła. Nie udało mi się, nadal schodzę i zejść nie mogę. Dzielę tabletkę 30 mg na 8 części i połykam te 'ósemki' wieczorem, a później śpię jak niemowlę. ktoś opisywał podobną historię. Próbowałam kilka razy odstawić: klapa, nie śpię, albo zasypiam o 5 rano. A zatem: odstawiam na 3-4 dni, po czym znów łykam, żeby spokojnie zasnąć. No masakra. Ostatnio mąż nabył tabletki" Spokojny sen", ziołowe. Połknęłam wczoraj zamiast Mirzatenu, jakoś udało się zasnąć i przespać noc. No i bańki też fajnie nasennie działają, tylko ranyboskie, przecież nie będę ich sobie codziennie aplikować
  14. mb201, Współczuję! Jeżeli sytuacja w pracy wywołała u Ciebie depresję, to naprawdę zrób wszystko zeby tam nie wracac. Dodatkowo: ciąża to wielka radość, ale też kolejny stres, więc dorzucasz drugi stresogenny czynnik do tego niezbyt obiecującego koktajlu. Przemyśl to wszystko. Poza tym, jeżeli wykonujesz pracę fizyczną to raczej chyba nie wskazane byłoby wykonywanie jej będąc w ciąży? oczywiście nie znam Twojej sytuacji, więc nie oceniam - ale czy przez ten czas, przez który byłaś na zwolnieniu zajmowałaś się poszukiwaniem pracy: rozsyłałaś CV? Rozmawiałaś ze znajomymi? A może rozważałaś wykorzystanie innych umiejętności? Może jakieś zajęcia dorywcze?
  15. Jestem po pasażu. I co? Mam dużo powietrza w dwunastnicy, czyli w górnym odcinku przewodu pokarmowego. Dużo powietrza, zdecydowanie ponad normę. Być może łykam to powietrze, zupełnie nieświadomie a ta bańka powietrzna wędruje później przez jelita. Podejrzenie aerofagii (już po raz kolejny) Nie mam żadnych zrostów, niedrożności. No ale jak to możliwe, żeby to połknięte powietrze dochodziło aż do okrężnicy? Macie jakiś pomysł? Męczyć się tak do konca życia - raz lepiej, raz gorzej? ? A w ogóle pasaż to trochę lipa. Pokazuje tylko jelito cienkie, żołądek i dwunastnicę. Nie diagnozuje jelita grubego. I ciekawostka. Uprzedzano mnie, że badanie jest długie. Miałam zarezerwować czas od 9 do 14. A po godzinie było już po pasażu, bo już papka przeszła przez całe jelito . Taki szybki mam ten pasaż, że ho, ho! Nic nie rozumiem.
×