Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

13 godzin temu, antylopa napisał:

Kurcze, zawsze myślałam, że Ty juz te myśli masz za sobą i że nie wracają

Wracają zawsze wtedy, kiedy się gorzej czuję. Odkąd pokaleczyłam się pierwszy raz, to te myśli stale mnie atakują. Nauczyłam się jednak z nimi wygrywać. Przynajmniej w większości. Bilans raz na kilka lat uważam za dość dobry. Zawsze wtedy, kiedy jest źle, gdy jestem smutna, zmęczona, zestresowana. Zawsze wtedy się do mnie dobijają. Pozwalam im wtedy swobodnie płynąć, ale do czynów nie przechodzę. Zaakceptowałam fakt, że już zawsze będę miała z nimi styczność i dzięki temu jestem w stanie sobie poradzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chwała Boże Nieznany że ja tego gówna nie mam.

 

Nie rozumiem tego jak to może przynieść ulgę!

Ja próbowałem niby to podciąć sobie żyły żyletką ale takie nie wiem co.

Nawet lekko żyletką skaleczyć się nie potrafię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Jurecki napisał:

Nie rozumiem tego jak to może przynieść ulgę!

Ja z kolei nie rozumiem, co jest takiego w alkoholu, że ludzie się przez niego staczają. Brak zrozumienia nie oznacza braku istnienia problemu. Ludzie są uzależnieni od alkoholu czy ja to rozumiem, czy nie. Tak samo jest z autoagresją. Brak zrozumienia nie oznacza braku problemu. Pamiętajmy o ściezce nagrody w mózgu. U osób, którzy się okaleczają właśnie ta ścieżka jest istotna. Opisywałam to już wcześniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Lilith napisał:

Jak u Was?

 

U mnie drobne nacięcia od czasu do czasu, czasem drobne, czasem głębsze. Ścieżka w mózgu, o której pisze @Lilith działa na pełnych obrotach jak mam dołek. Tyle, że u mnie tendencje autoagresywne się rozwinęły z czasem i to jest nie tylko samookaleczanie :( 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Walczę z myślami, żeby tego nie zrobić.

A może tylko jedno drapnięcie pomoże i zwalczyć to co czuje w środku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Walczę ze sobą, pomimo, że coraz mniej mam sił. Znów się załamuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja proponuję założenie wątku: masochizm. Niekoniecznie seksualny. Ból jest zły, ostrzega przed czymś czego należy uniknąć. Pomimo tego ludzie ciągle się na niego narażają. Nawet Bóg straszy karą. Wielu nie lubi siedzieć w pracy a też to robią chociaż zadaje im to ból.

 

Ja chyba samookaleczeniom jestem najbliżej podczas wyciskania pryszczy. Wyższy cel to ładniej wyglądać, ale i tak nieźle boli. Jedyny pozytyw to chęć bycia twardzielem. Jest ból, ale ty jesteś silniejszy. 

 

Gdybym za podstawę życia miał założyć unikanie bólu to jedyne chyba rozwiązanie to sambójstwo.

 

Myślę, że rada na samookaleczenie to akceptacja siebie. Chcemy się ukarać, że jesteśmy jacyś gorsi, czy coś robimy źle. Można być wyrozumiałym. Rodzice też są różni. Mnie nigdy nie bili.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

O, pan z F20 i takie dyrdymały? Po prostu zaakceptować siebie - i już, tak? To może podejdź do *swojej* choroby racjonalnie i przestań mieć urojenia - bez pomocy neuroleptyków. Zastanów się czego chcesz i przestań odczuwać ambiwalencję. Jeśli Twoja tożsamość jest zdezintegrowana, zbuduj sobie nową - przecież powiadają, że człowiek to istota twórcza. Prościzna. Tylko trzeba mieć na uwadze mętnie zdefiniowany "wyższy cel".

Może nie pojmujesz innych ważnych powodów dla których ciężko zaburzeni ludzie się okaleczają; nie bez powodu podkreśliłem na początku kwestię schizofrenii: chodzi o dysocjacjęderealizację depersonalizację. Te stany raczej nie powinny być Ci obce... 

Nawet kilkugodzinne "D/D/D" może być koszmarem. Intensywny fizyczny ból w większości przypadków PRZERYWA te psychiczne stany świadomości. I wbrew pozorom, jest o wiele bardziej znośny. Uchodzi to za bardzo udaną "transakcję". Osoby z nawracającymi flashbackami z traumatycznych przeżyć w końcu dosłownie zaczynają walić głową w ścianę - i odkrywają, że czasami, nawet kosztem rozwalonego czoła - migawki z bolesnej przeszłości USTĘPUJĄ. To też udana "transakcja". A psychoterapeuci muszą kombinować, jak w subtelny sposób przekonać chorego, że nie tędy droga...

 

6 godzin temu, naftan_limes napisał:

Gdybym za podstawę życia miał założyć unikanie bólu to jedyne chyba rozwiązanie to samobójstwo.

 

W naszym przypadku ewentualne samobójstwo wynika po części z racji tej właśnie głęboko zakorzenionej po(d)stawy narzuconej przez EWOLUCJĘ. Jesteśmy genetycznie zaprogramowani, by uciekać od bólu i zagrożenia. Jeżeli uciec się "nie da" - jeden ból zamieniamy na drugi, mniejszy. Ale to już wynik kalkulacji, cechy przynależnej istotom obdarzonym samoświadomością. 

Edytowane przez Neseir

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może nie jest to takie proste. Podałem raczej efekt końcowy niż to jak to osiągnąć.

Też czasem sobie coś powiem. Typu: w medytacji należy zachować milczenie. A potem jak przychodzi co do czego to nie potrafię tego zastosować. A miłość siebie może pomóc, tylko pytanie jak to osiągnąć. Nie ma jakiejś techniki. Często biorę przykład na zwierzakach. Bardzo lubię koty i dzięki temu przymykam oko na ich wady, czasem drapną, czasem coś zrzucą. Mimo to szybko się godzę z tym, bo dostrzegam ich zalety. Przymilają się, mruczą i mają miękkie futerko. Natomiast psów nie lubię tak bardzo. Wtedy dostrzegam ich wady. Głośno szczekają, są głupie, natrętne. Jest dużo większa szansa, że potraktowałbym gazem pieprzowym psa niż kota. 

Podobnie z człowiekiem. Potrafię być bardziej wyrozumiały dla rodziców niż jakiś przypadkowych ludzi. Na tym m. in. ta miłość polega.

Gdyby tylko traktować się jak kota, a nie jak psa. Tyle, że sposobu nie znam. Koty to długoletnia indoktrynacja w internecie, plus opinia mamy i posiadanie kota w domu. Z psami mam gorszą styczność. Miałem postanowienie noworoczne, żeby polubić psy. Na prawdę chciałem, ale okazuje się jednak że bez pewnej psychologii behawioralnej trudno zmienić swoje nawyki i sama wola nie wystarczy.

Co zrobić? Brać psa na spacer. Rzucać mu patyk. Głaskać. Pytanie tylko czy to pomoże. Sądzę że nie. Pytanie więc jak zmienić nastawienie. 

 

Przyznaję, temat samookaleczeń jest mi trochę obcy. Kiedyś tylko uderzyłem silnie uderzyłem pięścią w ścianę, co spowodowało jakiś krwotok. Zrobiłem to miałem nadmiar złości, ale skierowany do wewnątrz. Tak jak czasem chcemy uderzyć wrogą sobie osobę pod wpływem emocji tak też może być z nami. 

A derealizacja i depersonalizacja to mój chleb powszedni. Z tym nic nie da się zrobić. Podobnie jak z głosami. Są tylko leki. Na derealizację stosuję medytację, ale na razie bez większych efektów. Całkowicie rozumiem bezsilność człowieka wobec złożoności własnej psychiki. Ludzie bez problemów mają większą samosterowność i wydaje im się że chcieć to móc. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, naftan_limes napisał:

Jest dużo większa szansa, że potraktowałbym gazem pieprzowym psa niż kota. 

Siebie potraktuj, a nie biedne zwierzęta...

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chcę się znęcać. Chodzi tylko o przypadek, gdyby agresywny pies mnie zaatakował i chciał pogryźć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.03.2020 o 15:51, naftan_limes napisał:

Ja chyba samookaleczeniom jestem najbliżej podczas wyciskania pryszczy.

 

W dniu 21.03.2020 o 03:23, naftan_limes napisał:

Przyznaję, temat samookaleczeń jest mi trochę obcy

 

W dniu 18.03.2020 o 15:51, naftan_limes napisał:

Myślę, że rada na samookaleczenie to akceptacja siebie.

I udzielasz rad względem samookaleczeń? Akceptacja siebie? Czy Ty myślisz, że o to tu naprawdę chodzi? No bez jaj. Jak już się gdzieś wypowiadasz, to przynajmniej przeczytaj coś na ten temat, ponieważ inaczej zwyczajnie obrażasz zaangażowanych w to ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Lilith napisał:

Jak u Was?

Ciągnie ale dzielnie walczę. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, cynthia napisał:

Ciągnie ale dzielnie walczę.

Trzymaj się tam. A jak znosisz całą sytuację odnośnie koronawirusa? Ma jakiś wpływ czy raczej obojętne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Lilith napisał:

Trzymaj się tam. A jak znosisz całą sytuację odnośnie koronawirusa? Ma jakiś wpływ czy raczej obojętne? 

Raczej źle znoszę. Martwię się o moją mamę... jest w grupie ryzyka... jak jej się coś stanie to ja się psychicznie załamię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.03.2020 o 18:55, cynthia napisał:

Raczej źle znoszę. Martwię się o moją mamę... jest w grupie ryzyka... jak jej się coś stanie to ja się psychicznie załamię.

Moja mama i brat również są w grupie ryzyka, więc wiem, co czujesz. Ostatnio często o tym myślę i łapię się na tym, że kiedy dzwoni, to zastanawiam się czy to nie będzie jedna z ostatnich rozmów z Nią. Odganiam później od siebie te myśli, ale niepokój pozostaje. Mimo, że miałyśmy wzloty i upadki w kontakcie, to jednak się martwię. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.03.2020 o 14:03, Lilith napisał:

Jak u Was?

Raz lepiej, raz gorzej, z przewagą w stronę gorszego.

A u Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coraz częściej mam ochotę pociąć się by odgonić czarne myśli o tym co może się stać. Jak większość osób tutaj mam bliskich w grupie ryzyka począwszy od męża i córki po babcie i ciotki. Mam wrażenie, że telefon ze złą informacją jest tylko kwestią czasu. Pytanie brzmi tylko kto pierwszy.

W tym roku będę mieć "przedsmak" jak będą wyglądać święta bez babci. Od zawsze jeździłam do niej na śniadanie wielkanocne, a w tym roku dla jej bezpieczeństwa nie mogę jej nawet odwiedzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.04.2020 o 14:14, antylopa napisał:

A u Ciebie?

A ja zaliczyłam potężny ogólny kryzys. Nic sobie nie zrobiłam, ale przez kilka dni praktycznie nie było ze mną kontaktu. Dosłownie jak człowiek widmo. Teraz zaczyna być trochę lepiej. Miałam myśli, żeby coś sobie zrobić, ale na myślach się skończyło. Niedługo minie półtora roku od ostatniego razu.

 

A jak Wy się trzymacie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.04.2020 o 05:55, Lilith napisał:

A ja zaliczyłam potężny ogólny kryzys. Nic sobie nie zrobiłam, ale przez kilka dni praktycznie nie było ze mną kontaktu. Dosłownie jak człowiek widmo. Teraz zaczyna być trochę lepiej. Miałam myśli, żeby coś sobie zrobić, ale na myślach się skończyło. Niedługo minie półtora roku od ostatniego razu.

 

A jak Wy się trzymacie?

 

Szacun dla Ciebie :D  Już wróciłaś do żywych?

Ja mam wzloty i upadki. Szkoda,że wzloty są krótsze od upadków i ciągną się dniami i nocami.

Ale niestety mam trochę problemów na głowie i trochę nasilają mi się myśli negatywne do tego jeszcze te wahania nastroju..idzie zwariować

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doszłam do wniosku, że nie chce się ciąć. Wiem, że myśli i ochota zostaną, bo to zawsze jedno z "rozwiązań", ale ja nie muszę go wybierać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Jedyne co mnie przed tym do czasu ponieeeekąd hamowało, to fakt że nie mieszkam sam, a no i mam 21 lat, nie tak dawno jeszcze byłem zdecydowanie bardziej zależny od moich starszych. Generalnie chodzi o ukrywanie tego. Nie wiedzieć czemu, upodobałem sobie kiedyś tę lewą rękę, i tę lewą rękę często masakrowałem. Alkohol może i był jakimś zapalnikiem, w zasadzie miałem na prawdę czarne myśli, i byłem przekonany że będę w stanie ze sobą skończyć... na trzeźwo się nie dało, a po nietrzeźwemu jakieś inne emocje we mnie wstępowały - mimo tego że chwilowo zachciewało mi się żyć, to alkohol w jakiś sposób pomagał mi się "uzewnętrznić?", tyle że przed nikim... po prostu nie przypominałem sobie żebym normalnie był w stanie płakać, mimo ciężaru gówna jakie mnie przygniatało, a po alko lało się ze mnie czasami strumieniami. Wtedy też, mimo że nie byłem w stanie odejść, szarpałem sobie ramię tapeciakami, szkłem, i czym tylko miałem w danej chwili możliwość. Problem pojawiał się jak trzeba było gdzieś wyjść, coś zrobić... Nie polecam chodzić w lato z poranioną ręką od góry do dołu, w bluzie, do tego zabandażowaną po całej długości, na wypadek gdyby gdzieś rękaw się podwinął... Piecze, swędzi, szczypie, kuję... do tego cały zapocony.. ajj. Praktycznie mi się to już nie zdarza, ale pewien etap żywota mam za sobą. Generalnie mimo że po każdym razie z pewnych względów żałowałem, i tak się do tego wracało. 

Edytowane przez Kaji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w tym momencie mam kryzys. Toczę walkę z samą sobą. Cholernie to trudne...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×