Skocz do zawartości
Nerwica.com

Aktywne wątki (bez zabaw)

Wyświetlanie tematy w Nerwica lękowa, Forum NERWICA.com, Off-topic, Witam, Oferty, Leki - Indeks leków, Leki, Nerwica natręctw, Miasta, Kroki do wolności, PTSD - Zespół Stresu Pourazowego, Kosz, Depresja i CHAD, Psychologia, Medycyna niekonwencjonalna, Pozostałe zaburzenia, Zaburzenia odżywiania, Problemy w związkach i w rodzinie, Uzależnienia, Odpowiedzi i pytania do psychologa, Zaburzenia osobowości, Twórczość, Literatura, Fotografia/Malarstwo/Rysunek/Rzeźba, Muzyka/Film/Video, Inne, DDA/DDD, Schizofrenia, Socjologia, Zloty, Psychoterapia, Ważne tematy, Czytelnia, Dla Młodzieży i dla Rodziców, Strefa Rodzica, Strefa Młodzieży, Seksuologia, Pandemia, Psychiatria , Poradnie i szpitale psychiatryczne, Sprawy urzędowe, Leki przeciwdepresyjne, Leki przeciwpsychotyczne, Stabilizatory nastroju, Leki przeciwlękowe, Leki nasenne, Leki nootropowe, Stymulanty, Pozostałe, Regulamin Forum i Pod Lupą: Lęk i Zdrowie Psychiczne.

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. znalazlem hit! cos dla wszystkich ktore wychwalaja bycie podreczna - Woman Simulator na peperze widzialem ze tylko premiera nowego samsunga miala wiecej lajkow https://www.pepper.pl/promocje/gra-woman-simulator-1358019
  3. ChatGPT tak mnie widzi: Chciałabym mieć taki pokój. Może nie aż tak zagracony, chociaż śmietnik pasuje do mnie, straszny ze mnie zbieracz.
  4. A ja byłam Bogiem w snach i( nie nie biore Ayahuaski,)a czulam wszystkie mysli i emocje ludzi. Bardzo realny sen.I ciekawy.Ale męczą mnie te sny.Rano sie budze i nie wiem kim jestem... Bogiem czy czlowiekiem
  5. Lucy32

    Nasze sny

    Nie martw się Mi czasami tez podobne rzeczy.Czasami kogos gonie, a czasem uciekam.James Bond lata pływa nawet fruwa.Kiedys mialam pojazd jak ufo
  6. StaticLine

    Ślady

    Sylwia obudziła się kilka minut przed budzikiem. Przez chwilę leżała nieruchomo, patrząc w sufit. Nie pamiętała snu, który wyrwał ją ze snu, ale ciało nadal było napięte. Serce biło trochę szybciej niż zwykle. Sięgnęła po telefon. 6:42. Budzik miał zadzwonić o 6:45. Wyłączyła go, zanim zdążył się odezwać. Potem spojrzała na stolik. Kartka nadal tam była. NIE IDŹ. Przez chwilę miała ochotę ją wyrzucić. Zamiast tego wsunęła ją do szuflady. Zamknęła ją. - Koniec - powiedziała cicho. Nie wiedziała, do czego właściwie mówi. W pracy Karolina od razu zauważyła, że coś jest nie tak. - Spałaś? - Trochę. - To nie jest odpowiedź. - Czyli nie. Karolina postawiła kubek z kawą na biurku. Sylwia opowiedziała o białej kartce, o napisie i niepokoju, który poczuła. Sylwia przez chwilę patrzyła na monitor. - Karolina? - Mhm? - Myślisz, że ktoś mógł ją napisać? Karolina odwróciła się w jej stronę. - Nie wiem. - Ja też nie. - A myślisz, że ty ją napisałaś? Sylwia milczała. - Nie wiem. Karolina nie naciskała. - Możemy później pomyśleć, co z tym zrobić. - Mhm. - Na razie pracujemy. Sylwia uśmiechnęła się blado. Poranek minął spokojnie. Aż za spokojnie. Sylwia kilka razy zerkała na telefon. Nic. Żadnych połączeń. Żadnych wiadomości. O jedenastej przyszła wiadomość od mamy. Mama: Będziesz dzisiaj około 18? Sylwia patrzyła na ekran. Przypomniała sobie kartkę. NIE IDŹ. Przez chwilę nie odpisywała. Potem odpisała. Sylwia: Tak. Trzy kropki pojawiły się na ekranie. Mama: To dobrze. Zrobię ci obiad. Sylwia uśmiechnęła się. Sylwia: Okej Schowała telefon. Karolina spojrzała na nią. - Jedziesz? - Tak. - Sama? Sylwia zawahała się. - Chyba tak. - Mogę pojechać z tobą. - Nie musisz. - Wiem. Sylwia spojrzała na nią. - Mariusz nie będzie zły? - Mariusz przeżyje. Poza tym napiszę mu, że wrócę później. -Nie chcę ci robić problemu. Karolina westchnęła. - Sylwia, to nie jest problem. Sylwia skinęła głową. O 16:30 skończyły pracę. Justyna zarzuciła kurtkę na ramiona. - To co, do jutra? - Do jutra - odpowiedziała Karolina. Justyna pomachała im na pożegnanie i wyszła. Karolina sięgnęła po swoją torebkę. - To co, gotowa? Sylwia spojrzała na zegarek. 16:37. - Tak. Wstała i wzięła swoją torebkę. I wtedy telefon zawibrował. Nieznany numer. Sylwia zamarła. Karolina spojrzała na ekran. - To on? - Nie wiem. Telefon zawibrował ponownie. Tym razem przyszła wiadomość. Sylwia otworzyła ją. Jedno zdanie. „Do zobaczenia” Karolina przeczytała je razem z nią. Przez chwilę żadna się nie odezwała. - No dobra - powiedziała w końcu Karolina. - Co? - Teraz już na pewno jedziemy razem. Sylwia spojrzała na nią. - Ale ja... - Nie będę cię przekonywać, żebyś została w domu. Chcesz jechać, pojedziemy. Tylko nie pojedziesz sama. Sylwia przez chwilę patrzyła na wiadomość. Potem zablokowała telefon. Nie wiedziała jeszcze, czego bardziej się bała. Tego, że ktoś wiedział o nie tak dużo. Czy tego, że jakaś część niej wiedziała kto to. Karolina otworzyła drzwi. - Chodź. Sylwia ruszyła za nią. Przez chwilę żadna z nich się nie odzywała. Karolina uruchomiła silnik - Pokaż jeszcze raz. - Co? - Wiadomość. Podała jej telefon. Karolina przeczytała ją jeszcze raz. - Numer nieznany. - Tak. - I żadnego podpisu. Karolina oddała jej telefon. - Zrobiłaś zdjęcie kartki? - Tak. - Masz? Sylwia otworzyła galerię. Na ekranie pojawiło się zdjęcie. Biała kartka. Dwa słowa. NIE IDŹ. Karolina spojrzała na fotografię. - Nadal nie pamiętasz, kiedy ją napisałaś? - Nie. - Ani gdzie? - Nie. - Wczoraj mówiłaś, że znalazłaś ją na stole. - Tak. - I nie pamiętasz, żebyś ją tam położyła. - Nie. - A dzisiejsza wiadomość przyszła z tego samego numeru? Sylwia sprawdziła. - Tak. Karolina przez chwilę patrzyła przed siebie. - Czyli ktoś wie, że jedziesz do mamy. - Tak. - I ktoś wie, że próbujesz to zrobić. Sylwia odwróciła głowę w jej stronę. - Co masz na myśli? - Nic. Karolina spojrzała na nią. - Po prostu... zastanawiam się, czy te dwie rzeczy są ze sobą związane. Sylwia milczała. - Kartka i wiadomość. - Myślisz, że ktoś wszedł do mojego mieszkania? - Nie wiem. - Bo jeśli tak... - Nie mówię, że tak. Karolina położyła dłoń na kierownicy. - Na razie wiemy tylko tyle, że ktoś zna twoje plany. Sylwia spojrzała przez szybę. - Mama wie. -Kto jeszcze? - Ty. - Justyna? - Nie. - Ktoś z pracy? - Nie. Karolina ruszyła. Przez kilka minut jechały w ciszy. Sylwia zerknęła na zegarek. 17:04. - Zdążymy? - Bez problemu. - Mama będzie czekać. - To dobrze. Sylwia przygryzła wargę. - Karolina? - Mhm? - A jeśli nie powinnam tam jechać? Karolina spojrzała na nią kątem oka. - A jeśli coś się wydarzy? - Wtedy będziemy razem. Damy radę. Sylwia skinęła głową. Chciała w to uwierzyć. O 17:41 zatrzymały się pod domem mamy Sylwii. - Jesteśmy - powiedziała Karolina. Sylwia nie wysiadła. Patrzyła na budynek. Znała go. Była tutaj setki razy. A jednak nagle poczuła dziwny ucisk w żołądku. - Coś nie tak? - zapytała Karolina. - Nie wiem. - Możemy poczekać. Sylwia pokręciła głową. - Nie. Sięgnęła za klamkę. I wtedy coś zobaczyła. Nie na zewnątrz. Nie w domu. Tylko we własnej głowie. Ciemne schody. Żółte światło. Czyjeś kroki za plecami. I głos. Męski. Cichy. „Nie oglądaj się.” Sylwia gwałtownie zamknęła oczy. Obraz zniknął. - Sylwia? Otworzyła oczy. Karolina patrzyła na nią. - Wszystko dobrze? Sylwia oddychała szybko. - Tak. - Co się stało? - Nic. - Sylwia. - Naprawdę. Karolina nie uwierzyła, ale nie naciskała. Sylwia wysiadła z samochodu. Stanęła przed furtką. Przez chwilę patrzyła na drzwi domu. Potem zadzwoniła. Po kilku sekundach usłyszała kroki. Zamek szczęknął. Drzwi się otworzyły. - Jesteś. Mama uśmiechnęła się do niej. - Myślałam, że będziesz trochę później. Sylwia odwzajemniła uśmiech. - Nie było korków. Mama spojrzała ponad jej ramieniem. - O, przyjechałaś z koleżanką. Karolina pomachała. - Dobry wieczór. - Dzień dobry, wejdźcie. Obiad już prawie gotowy. Sylwia zrobiła krok do środka. I wtedy poczuła zapach. Nie potrafiła powiedzieć czego. Coś znajomego. Coś, czego nie umiała nazwać. Jej ciało zareagowało pierwsze. Zatrzymała się. Mama spojrzała na nią. - Sylwia? - Już. Weszła do środka. Za jej plecami Karolina zamknęła drzwi. A gdzieś głęboko w pamięci Sylwii coś, co przez lata pozostawało nieruchome, właśnie się obudziło. Mama Sylwii poprowadziła je do salonu. - Usiądźcie. Zaraz nakładam. - Nie trzeba było robić nic specjalnego - powiedziała Sylwia. - Dla ciebie zawsze trzeba. Karolina uśmiechnęła się pod nosem. - Mówiłam jej, że tak będzie. Mama spojrzała na nią z rozbawieniem. - A ty jesteś Karolina? - Tak. - Sylwia dużo o tobie mówi. Sylwia spojrzała na mamę. - Naprawdę? - Oczywiście. Karolina usiadła przy stole. - Mam nadzieję, że same dobre rzeczy. - Różne. - Mamo. - No co? Nie powiedziałam, że złe. Karolina zaśmiała się. Sylwia również. Przez chwilę wszystko było zwyczajne. Tak zwyczajne, że zaczęła się zastanawiać, czy rzeczywiście przesadzała. Może wiadomość była tylko głupim żartem. Może ktoś pomylił numer. Może kartka... Spojrzała na Karolinę. Karolina właśnie rozmawiała z jej mamą o pracy. Sylwia odwróciła wzrok. Nie. Kartka nadal nie miała wyjaśnienia. Obiad minął spokojnie. Mama opowiadała o sąsiadce, która po raz kolejny pokłóciła się z administracją. Karolina słuchała z zainteresowaniem, choć najwyraźniej nie znała połowy osób, o których mowa. Sylwia śmiała się. Naprawdę. Przez prawie godzinę nie pomyślała ani razu o nieznanym numerze. Dopiero kiedy mama wstała od stołu, żeby przynieść ciasto, coś się zmieniło. - Sylwia, możesz mi pomóc? - Jasne. Poszła za nią do kuchni. Karolina została przy stole. Mama otworzyła jedną z szafek. - Wyjmij talerzyki. Sylwia sięgnęła do środka. I wtedy zobaczyła coś, czego nie powinna była rozpoznać. Na górnej półce stało małe, drewniane pudełko. Stare. Ciemne. Z niewielkim pęknięciem na wieczku. Sylwia wyciągnęła rękę. Zatrzymała ją kilka centymetrów nad pudełkiem. Serce zaczęło bić szybciej. - Sylwia? Drgnęła. - Tak? - Talerzyki są na dole. - Wiem. Cofnęła rękę. Przez chwilę patrzyła na pudełko. - Co to jest? - Zapytał Mama spojrzała na półkę. - To? A, stare rzeczy. - Czyje? - Twoje chyba. - Mama wzruszyła ramionami. - Moje?- Sylwia spojrzała na nią. - Chyba. - Nie pamiętam. Mama uśmiechnęła się lekko. - Miałaś kiedyś zwyczaj chowania wszystkiego do pudełek. Sylwia poczuła chłód na karku. - Co w nim jest? Mama przez chwilę patrzyła na pudełko. - Nie wiem. Dawno tam nie zaglądałam. - Mogę zobaczyć? - Jeśli chcesz. Sylwia wyciągnęła rękę. Dotknęła wieczka. I wtedy poczuła coś dziwnego. Nie strach. Nie dokładnie. Raczej gwałtowne przekonanie, że nie powinna tego otwierać. Nie teraz. Cofnęła dłoń. Mama spojrzała na nią zaskoczona. Sylwia wzięła talerzyki. Kiedy wracała do stołu, Karolina spojrzała na nią. - Wszystko okej? Sylwia postawiła talerzyki. - Tak. - Na pewno? - Tak. Karolina nie odpowiedziała. Tylko przez chwilę patrzyła na Sylwię. Około dziewiętnastej Karolina wstała od stołu. - Będziemy się zbierać. - Już? — zapytała mama Sylwii. - Niestety. Jutro rano znowu do pracy. - To dziękuję, że przyjechałyście. - To ja dziękuję za taki pyszny obiad- uśmiechnęła się Karolina. - Wpadaj częściej. Nie tylko jako kierowca Sylwii. - Postaram się. - Karolina roześmiała się. Sylwia wstała. Mama zaczęła zbierać talerze. - Poczekajcie chwilę. Spakuję ci trochę ciasta. - Mamo, naprawdę nie trzeba. - Wiem. Dlatego właśnie trzeba. Karolina spojrzała na Sylwię. - Z nią nie wygrasz. - Wiem. Mama zniknęła w kuchni. Sylwia została na chwilę sama z Karoliną w przedpokoju. Przez chwilę się zastanawiała, a potem wróciła do kuchni. - Mamo? - Tak? - Mogę zabrać to pudełko? Mama odwróciła się. - To stare? - Tak. - Jasne. Jeśli chcesz. Sylwia sięgnęła na półkę. Pudełko było cięższe, niż się spodziewała. Wzięła je ostrożnie. Nie otworzyła. Nie potrząsnęła nim. Po prostu wsunęła do swojej torby. Mama nawet na nie nie spojrzała. Kilka minut później siedziały już w samochodzie Karoliny. Sylwia trzymała torbę na kolanach. Pudełko znajdowało się w środku. Przez chwilę czuła jego ciężar przy każdym ruchu samochodu. - Myślisz, że dobrze zrobiłam? - zapytała. - Z czym? - Karolina spojrzała na nią. - Z zabraniem tego. - Nie wiem. - Nie powinnam go otwierać. - Nie musisz. - Wiem. - Sylwia skinęła głową. Karolina spojrzała przed siebie. - Możesz je zostawić zamknięte tak długo, jak chcesz. - Właśnie tego chcę. - Sylwia oparła głowę o szybę. Samochód ruszył. Pod kawiarnię dotarły kilka minut po dwudziestej. Samochód Sylwii stał dokładnie tam, gdzie zostawiła go poprzedniego dnia. Karolina zatrzymała się obok. - Twój wierzchowiec czeka. Sylwia uśmiechnęła się. - Dzięki za transport. - Do usług. Wysiadły. Sylwia podeszła do swojego samochodu. Nacisnęła przycisk na kluczyku. Klik. Zrobiła krok w stronę drzwi i wtedy zobaczyła coś za wycieraczką przedniej szyby. Mała, biała koperta. Zatrzymała się. Podeszła bliżej i przez kilka sekund patrzyła na nią bez ruchu. - Co? - zapytała Karolina. Sylwia wskazała na przednią szybę. Na kopercie było napisane jedno słowo. SYLWIA Żadnego nazwiska. Żadnego adresu. Tylko jej imię. Karolina spojrzała na Sylwię. - To było tam wczoraj? - Nie. - Jesteś pewna? - Tak. Sylwia poczuła, jak zaciska jej się żołądek. - Otworzysz? - Nie tutaj. - Sylwia pokręciła głową. - Dobrze. - Chcę jechać do domu. Karolina skinęła głową. Sylwia wzięła kopertę do ręki. Była lekka. Prawie pusta. A jednak kiedy zobaczyła swoje imię, poczuła coś dziwnie znajomego. Nie wiedziała, skąd. Nie wiedziała dlaczego. Tylko przez krótką chwilę miała wrażenie, że już kiedyś widziała ten charakter pisma. Schowała kopertę do torebki. Zamknęła samochód. I ruszyły w stronę domu. Tym razem Sylwia nie powiedziała Karolinie ani słowa. W torbie miała stare pudełko, którego nie pamiętała. W kieszeni telefonu wiadomość od nieznajomego. A teraz jeszcze ta koperta. Wsiadła do samochodu. Położyła torebkę na siedzeniu pasażera. Przez chwilę siedziała bez ruchu. Sylwia spojrzała jeszcze raz na kopertę. Leżała na desce rozdzielczej. Biała. Zwyczajna. Jej imię napisane czarnym długopisem. SYLWIA. Nic więcej. Wzięła ją do ręki. Była zamknięta. - Jedziesz? - Karolina zapukała lekko w szybę. Sylwia drgnęła. - Tak. Schowała kopertę do torebki. Uruchomiła silnik. Do mieszkania wróciły kilka minut po dwudziestej pierwszej. Karolina zatrzymała się przed klatką. - Chcesz, żebym weszła? Sylwia spojrzała na nią. - Nie. - Na pewno? - Tak. Karolina pokiwała głową. - To jutro rano kawa? - Jasne. - I żadnych samotnych wypraw w nieznane. - Obiecuję. - I nie otwierasz tajemniczych pudełek o drugiej w nocy. Sylwia uśmiechnęła się. - Dobranoc. - Dobranoc. Karolina poczekała, aż Sylwia wejdzie do klatki. Dopiero wtedy odjechała. W mieszkaniu Sylwia zapaliła światło. Zdjęła kurtkę. Torebkę postawiła na stole. Przez chwilę stała nad nią. W środku znajdowało się stare pudełko. I koperta. Dwa przedmioty, które jeszcze rano nie istniały w jej codziennym świecie. A teraz były tutaj. Otworzyła torebkę. Wyjęła pudełko. Postawiła je na stole. Przez moment przesunęła palcem po pęknięciu na wieczku. Nic. Żadnego wspomnienia. Żadnego obrazu. Tylko niejasne napięcie w żołądku. Odwróciła się. Podeszła do lodówki. Otworzyła ją. Stała tak przez kilka sekund, nie wiedząc właściwie po co. Na półce leżał jogurt, masło, kilka warzyw. Zamknęła drzwi. I wtedy zauważyła coś na podłodze. Mały skrawek papieru. Pochyliła się. Podniosła go. Był pusty. Przez chwilę patrzyła na niego zdezorientowana. Potem przypomniała sobie kartkę z wczoraj. NIE IDŹ. Skrawek papieru powoli zmięła w dłoni. Wyrzuciła go. Dochodziła dwudziesta druga. Sylwia zrobiła herbatę. Usiadła przy stole. Pudełko stało naprzeciwko niej. Koperta leżała obok. Przez kilka minut próbowała skupić się na czymkolwiek innym. Bezskutecznie. W końcu sięgnęła po kopertę. Obróciła ją w palcach. Nie było na niej żadnych śladów. Żadnego adresu. Żadnej pieczęci. Nic. Tylko jej imię. Wyjęła telefon. Zrobiła zdjęcie. Wysłała je Karolinie. Po chwili pojawiły się trzy kropki. Karolina: Otwierasz? Sylwia spojrzała na kopertę. Sylwia: Nie wiem. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Karolina: Nie musisz dzisiaj. Sylwia uśmiechnęła się lekko. Sylwia: Wiem. Odłożyła telefon. Kopertę wsunęła do szuflady. Pudełko zostawiła na stole. Nie wiedziała dlaczego. Może dlatego, że było ciężkie. Może dlatego, że nie chciała mieć go w sypialni. A może dlatego, że jakaś część niej samej chciała je mieć na widoku. O 23:18 telefon zawibrował. Sylwia sięgnęła po niego. Tym razem nie był to nieznany numer. Karolina. - Halo? - Śpisz? - Jeszcze nie. - Dobrze. - Dlaczego? Karolina milczała przez chwilę. - Bo coś mi przyszło do głowy. Sylwia usiadła. - Co? - Ta kartka. - „Nie idź”? - Tak. Sylwia spojrzała na pudełko. - No? - A jeśli ktoś ją napisał? - Myślisz, że to ten sam ktoś? - Nie wiem. - Karolina... - Właśnie. Nie wiem. Przez chwilę obie milczały. - Ale jest jeszcze coś - powiedziała Karolina. - Co? - Ta kartka mówiła „nie idź”. Sylwia poczuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu. - No. - A ty pojechałaś. - Tak. - I co się stało? Sylwia spojrzała na pudełko. - Nic. - Właśnie. Sylwia zmarszczyła brwi. - Czyli? - Może źle rozumiemy tę kartkę. Sylwia przez chwilę nic nie mówiła. - Może. - Dobranoc, Sylwia. - Dobranoc. Połączenie się zakończyło. Sylwia odłożyła telefon. Przez chwilę siedziała nieruchomo. Potem spojrzała na pudełko. I pierwszy raz od chwili, kiedy zabrała je od mamy, pomyślała: A jeśli „nie idź” wcale nie dotyczyło mamy? W mieszkaniu było zupełnie cicho. A jednak przez sekundę Sylwia miała wrażenie, że gdzieś bardzo daleko słyszy kroki. Jeden. Drugi. Trzeci. Zamarła. Nasłuchiwała. Nic. Tylko lodówka. Zegar. Samochód przejeżdżający ulicą. Sylwia odetchnęła. - Jestem zmęczona - powiedziała sama do siebie. Wstała. Zabrała pudełko ze stołu. Postawiła je na komodzie w przedpokoju. Nie otworzyła. Nie tej nocy.
  7. Dzisiaj
  8. Dzięki chyba się nawet nie czuję gorsza tylko smutno mi, że tak się muszę z tym ukrywać
  9. Czuję się fatalnie, leje mi się z nosa i na zmianę gorąco i zimno. Nie mam siły leżeć, a musze zrobić obiad i takie tam, więc piję trzecią kawę. A tak bym poszła na miasto. Słońce swieci, a ja jestem zombie. Jak zrobię co trzeba to wracam do łóżka robić glupoty. Musze wyłączyć w końcu ten telewizor.
  10. Nie mam siły. Wkurzają mnie ludzie i ja sama, nie mogę na siebie patrzeć, na moją ludzką formę. Wczoraj na zajęciach grupowych cała uwaga została skierowana na mnie, wysłuchałam tych psychologicznych pierdoletów, ale z zaciśniętymi zębami, myślałam, że zaraz tam wyskoczę z okna. Po prostu nie mogę słuchać tych ludzi. Tych, tamtych, żadnych, ich wypowiedzi, rady, wszystko jest na jedno kopyto i ta fałszywa empatia, przecież ja to czuję, widzę te spojrzenia, widzę obrzydzenie w ich oczach. I tak w końcu wyszłam w połowie zajęć, nie mogłam już wytrzymać, trochę mi też to zasugerowano, czułam to niedopasowanie, jak zawsze czuję, to się nie zmieniło i nie zmieni. Zamknęłam się w łazience i chyba z 15 min tam płakałam. Musiałam odreagować, jakoś tak wszystko, co złe, mi się przypomniało i skumulowało w głowie. Nie lubię robić czegoś, czego nie chcę, nie lubię, jak mi się wmawia, co czuję, jak pierdolą, że "też coś tam" - wstaw w "coś tam" ich własną interpretację dlaczego czegoś nie robię/nie zachowuję się tak jak oni. Ich "powód" ma się nijak z moim. Zawsze. Ale im się tak wydaje, to pierdolą i nie dają sobie przerwać, że nie o to chodzi! Nigdy tam nie wrócę, tylko się przekonuję za każdym razem, że byłam, jestem i będę sama w swoim osamotnieniu.
  11. Kupilam 2 plastikowe pudelka z pokrywka, ktore chce postawic na szafkach w kuchni, a w nich ukryc rzeczy typu puste sloiki. Chyba znalazlam w miare odpowiedni rozmiar choc nie bylo latwo.
  12. A Ty jaką masz opinię na temat szpitali psychiatrycznych?
  13. Wczoraj
  14. Kawa i żarcie w doborowym towarzystwie (którą w końcu mogłem wypić i bez nerwów coś zjeść )
  15. Haha Ty wiesz, z tego co mi wiadomo to poprosił o usunięcie konta;/ Zaraz otagowal sie. No to nie wiem Może miał inne znaki jakieś to chyba nie on
  16. Cukiereczki, a jakby ktoś nie widział, to przynęty na drapieżniki
  17. Żaba Monika

    Filmy i seriale

    Nie wiem czy to sie liczy jako serial, ale aktualnie lece odcinkami Podcastu Historykow Slawomira Polczka na YT. Teraz slucham o Koranie, ale glownie omawia zagadnienia z Biblii.
  18. Ale się upasłam. Zrobiliśmy ognisko z rodzinką. Kiełbaski, ziemniaki, pianki, sałatka pomidorowa.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×