Skocz do zawartości
Nerwica.com

zbyt duze przywiazanie do terapeuty


malgos33

Rekomendowane odpowiedzi

witajcie, zagladam tutaj od pewnego czasu i dzis odwazylam sie napisac. Jest bowiem cos, co nie daje mi spokoju. Cierpie na depresje od dosc dawna. Jakis czas temu postanowilam w koncu cos w tym zrobic, zapisalam sie na terapie. Chodze na nia od kilku miesiecy raz w tygodniu i mam takie poczucie, ze za bardzo przywiazalam sie do mojej pani psycholog. Znalazlam w niej niesamowite oparcie, cieplo i chec pomocy, czuje sie tam bezpiecznie i kazdy czwartek, bo w ten dzien zawsze chodze jest dla mnie swietem. Zyje od czwartku do czwartku. Wiem, ze to nie jest normalne, ale nie umiem nic poradzic. Na sama mysl o skonczeniu terapi ogarnia mnie paniczny lek.

 

Pewnie przyczyna takiego stanu jest to, ze nie mam nikogo bliskiego, nie mam rodziny, przyjaciol, kontakt z matka mialam bardzo kiepski.

 

Czy przechodziliscie cos podobnego? Czy da sie temu jakos zaradzic?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja może nie tyle przywiązuje się do terapeutów co do osób, z którymi rozmowa jest w pewnym sensie dla mnie terapią i którym mogę powiedzieć o mojej nerwicy i które w jakiś sposób wykazują zainteresowanie. Często są to osoby zupełnie mi obce, które jednak zauważyły, że nie wszystko jest ok ;) w takich sytuacjach staram się kontrolować i 'nie zawracać głowy' każdym problemem, zwracam się do nich tylko wtedy kiedy rzeczywiście są w stanie mi w jakiś sposób doradzić/pomóc. A zbyt częsty kontakt jeszcze bardziej zwiększyłby przywiązanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodze na nia od kilku miesiecy raz w tygodniu i mam takie poczucie, ze za bardzo przywiazalam sie do mojej pani psycholog. Znalazlam w niej niesamowite oparcie, cieplo i chec pomocy, czuje sie tam bezpiecznie i kazdy czwartek, bo w ten dzien zawsze chodze jest dla mnie swietem. Zyje od czwartku do czwartku. Wiem, ze to nie jest normalne, ale nie umiem nic poradzic. Na sama mysl o skonczeniu terapi ogarnia mnie paniczny lek.

Tak ma większość ludzi którzy trafili na odpowiedniego terapeutę. W tej chwili nie wyobrażasz sobie życia bez terapii bo nie jestes na to gotowa. Każdy potrzebuje różnego czasu na powiedzenie sobie - jestem gotowa. Kilka miesięcy to mało czasu żeby zakończyć terapię jesteś w procesie i będziesz przechodziła różne etapy. Także spokojnie :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, a jak zrezygnujesz to co? Będziesz szukać kogoś nowego, czy w ogóle dasz sobie spokój z terapią?

Myślisz, że do następnej osoby się nie przywiążesz? Jeśli okaże Ci takie samo zainteresowanie, ciepło, zrozumienie... Czy będziesz szukać takiej, która będzie "zimna"? Ale wydaje mi się, że to tym bardziej Cię zniechęci.

Zaczynasz terapię czy kończysz? Dlaczego już się martwisz rozstaniem? Spróbuj nie zastanawiać się nad końcem. Ciesz się tym co teraz i wykorzystuj, że masz taką fajną terapeutkę.

Wiem, że to nie łatwe, też się boję rozstania. Nawet ostatnio dość opryskliwie powiedziałam mojemu T., że nie chcę teraz słuchać jak wygląda zakończenie (tak nam zeszło na ten temat i to nawet ja zaczęłam...). On wie, że mam problem z rozstaniami, powiedział tylko, że kiedy nadejdzie ten moment pewnie będę już w innym momencie terapii i inaczej będę to przeżywać. Tak, że na razie nie myślę o końcu, bo chyba bym wpadła w jeszcze większy dół... a ten który mam jest wystarczający :-|

Wg mnie, gdyby z powodu tego, że Ty się przywiązałaś, terapeutka miałaby Cię wyrzucić, to byłaby to d... nie terapeutka. Mój by tego nie zrobił. Dla niego przywiązanie w naszej relacji to pozytywna sprawa. A że ja nie bardzo się do tego przyznaję, to też co innego ;)

Pomyśl zanim podejmiesz jakąś decyzję. Nie byłoby Ci szkoda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, a jak zrezygnujesz to co? Będziesz szukać kogoś nowego, czy w ogóle dasz sobie spokój z terapią?

Myślisz, że do następnej osoby się nie przywiążesz? Jeśli okaże Ci takie samo zainteresowanie, ciepło, zrozumienie... Czy będziesz szukać takiej, która będzie "zimna"? Ale wydaje mi się, że to tym bardziej Cię zniechęci.

Zaczynasz terapię czy kończysz? Dlaczego już się martwisz rozstaniem? Spróbuj nie zastanawiać się nad końcem. Ciesz się tym co teraz i wykorzystuj, że masz taką fajną terapeutkę.

Wiem, że to nie łatwe, też się boję rozstania. Nawet ostatnio dość opryskliwie powiedziałam mojemu T., że nie chcę teraz słuchać jak wygląda zakończenie (tak nam zeszło na ten temat i to nawet ja zaczęłam...). On wie, że mam problem z rozstaniami, powiedział tylko, że kiedy nadejdzie ten moment pewnie będę już w innym momencie terapii i inaczej będę to przeżywać. Tak, że na razie nie myślę o końcu, bo chyba bym wpadła w jeszcze większy dół... a ten który mam jest wystarczający :-|

Wg mnie, gdyby z powodu tego, że Ty się przywiązałaś, terapeutka miałaby Cię wyrzucić, to byłaby to d... nie terapeutka. Mój by tego nie zrobił. Dla niego przywiązanie w naszej relacji to pozytywna sprawa. A że ja nie bardzo się do tego przyznaję, to też co innego ;)

Pomyśl zanim podejmiesz jakąś decyzję. Nie byłoby Ci szkoda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, a jak zrezygnujesz to co? Będziesz szukać kogoś nowego, czy w ogóle dasz sobie spokój z terapią?

Myślisz, że do następnej osoby się nie przywiążesz? Jeśli okaże Ci takie samo zainteresowanie, ciepło, zrozumienie... Czy będziesz szukać takiej, która będzie "zimna"? Ale wydaje mi się, że to tym bardziej Cię zniechęci.

Zaczynasz terapię czy kończysz? Dlaczego już się martwisz rozstaniem? Spróbuj nie zastanawiać się nad końcem. Ciesz się tym co teraz i wykorzystuj, że masz taką fajną terapeutkę.

Wiem, że to nie łatwe, też się boję rozstania. Nawet ostatnio dość opryskliwie powiedziałam mojemu T., że nie chcę teraz słuchać jak wygląda zakończenie (tak nam zeszło na ten temat i to nawet ja zaczęłam...). On wie, że mam problem z rozstaniami, powiedział tylko, że kiedy nadejdzie ten moment pewnie będę już w innym momencie terapii i inaczej będę to przeżywać. Tak, że na razie nie myślę o końcu, bo chyba bym wpadła w jeszcze większy dół... a ten który mam jest wystarczający :-|

Wg mnie, gdyby z powodu tego, że Ty się przywiązałaś, terapeutka miałaby Cię wyrzucić, to byłaby to d... nie terapeutka. Mój by tego nie zrobił. Dla niego przywiązanie w naszej relacji to pozytywna sprawa. A że ja nie bardzo się do tego przyznaję, to też co innego ;)

Pomyśl zanim podejmiesz jakąś decyzję. Nie byłoby Ci szkoda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, a jak zrezygnujesz to co? Będziesz szukać kogoś nowego, czy w ogóle dasz sobie spokój z terapią?

Myślisz, że do następnej osoby się nie przywiążesz? Jeśli okaże Ci takie samo zainteresowanie, ciepło, zrozumienie... Czy będziesz szukać takiej, która będzie "zimna"? Ale wydaje mi się, że to tym bardziej Cię zniechęci.

Zaczynasz terapię czy kończysz? Dlaczego już się martwisz rozstaniem? Spróbuj nie zastanawiać się nad końcem. Ciesz się tym co teraz i wykorzystuj, że masz taką fajną terapeutkę.

Wiem, że to nie łatwe, też się boję rozstania. Nawet ostatnio dość opryskliwie powiedziałam mojemu T., że nie chcę teraz słuchać jak wygląda zakończenie (tak nam zeszło na ten temat i to nawet ja zaczęłam...). On wie, że mam problem z rozstaniami, powiedział tylko, że kiedy nadejdzie ten moment pewnie będę już w innym momencie terapii i inaczej będę to przeżywać. Tak, że na razie nie myślę o końcu, bo chyba bym wpadła w jeszcze większy dół... a ten który mam jest wystarczający :-|

Wg mnie, gdyby z powodu tego, że Ty się przywiązałaś, terapeutka miałaby Cię wyrzucić, to byłaby to d... nie terapeutka. Mój by tego nie zrobił. Dla niego przywiązanie w naszej relacji to pozytywna sprawa. A że ja nie bardzo się do tego przyznaję, to też co innego ;)

Pomyśl zanim podejmiesz jakąś decyzję. Nie byłoby Ci szkoda?

 

Po prostu moje przywiązanie i sympatia do niej przeraża mnie i myślę, że do niczego dobrego to nie prowadzi. Ja nigdy nie będę dla niej tak ważna jak ona jest dla mnie. Jestem tylko pacjentem dla niej...

Myślę o zrezygnowaniu, bo boli mnie cała ta sytuacja. Tęsknię za nią na co dzień, a każda sesja to dla mnie święto. A tak nie powinno być. Na samą myśl o przewie wakacyjnej chce mi się płakać.

Jestem w terapii już prawie rok. Wiem, że to pewnie niewiele. Ale nie umiem uporać się ze swoimi uczuciami. Nigdy nikt nie był mi taki bliski i nie okazał mi tyle ciepła i zrozumienia. Wiem, że jej za to płacę, ale ta świadomość jednak nie pomaga.

A powiedzieć jej o tym zbyt bardzo się boję. Boję się, że to wszystko zepsuje, że ona się odsunie ode mnie, że będzie inaczej. Nie wspominam już o moim wstydzie...

Mam wrażenie, że bardziej niż na terapię, chodzę tam po to aby z nią pobyć, bo jest mi tam dobrze. A z terapii mam wrażenie, że niewiele korzystam.

Jakaś nienormalna jestem.. taka stara a taka głupia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, a jak zrezygnujesz to co? Będziesz szukać kogoś nowego, czy w ogóle dasz sobie spokój z terapią?

Myślisz, że do następnej osoby się nie przywiążesz? Jeśli okaże Ci takie samo zainteresowanie, ciepło, zrozumienie... Czy będziesz szukać takiej, która będzie "zimna"? Ale wydaje mi się, że to tym bardziej Cię zniechęci.

Zaczynasz terapię czy kończysz? Dlaczego już się martwisz rozstaniem? Spróbuj nie zastanawiać się nad końcem. Ciesz się tym co teraz i wykorzystuj, że masz taką fajną terapeutkę.

Wiem, że to nie łatwe, też się boję rozstania. Nawet ostatnio dość opryskliwie powiedziałam mojemu T., że nie chcę teraz słuchać jak wygląda zakończenie (tak nam zeszło na ten temat i to nawet ja zaczęłam...). On wie, że mam problem z rozstaniami, powiedział tylko, że kiedy nadejdzie ten moment pewnie będę już w innym momencie terapii i inaczej będę to przeżywać. Tak, że na razie nie myślę o końcu, bo chyba bym wpadła w jeszcze większy dół... a ten który mam jest wystarczający :-|

Wg mnie, gdyby z powodu tego, że Ty się przywiązałaś, terapeutka miałaby Cię wyrzucić, to byłaby to d... nie terapeutka. Mój by tego nie zrobił. Dla niego przywiązanie w naszej relacji to pozytywna sprawa. A że ja nie bardzo się do tego przyznaję, to też co innego ;)

Pomyśl zanim podejmiesz jakąś decyzję. Nie byłoby Ci szkoda?

 

Po prostu moje przywiązanie i sympatia do niej przeraża mnie i myślę, że do niczego dobrego to nie prowadzi. Ja nigdy nie będę dla niej tak ważna jak ona jest dla mnie. Jestem tylko pacjentem dla niej...

Myślę o zrezygnowaniu, bo boli mnie cała ta sytuacja. Tęsknię za nią na co dzień, a każda sesja to dla mnie święto. A tak nie powinno być. Na samą myśl o przewie wakacyjnej chce mi się płakać.

Jestem w terapii już prawie rok. Wiem, że to pewnie niewiele. Ale nie umiem uporać się ze swoimi uczuciami. Nigdy nikt nie był mi taki bliski i nie okazał mi tyle ciepła i zrozumienia. Wiem, że jej za to płacę, ale ta świadomość jednak nie pomaga.

A powiedzieć jej o tym zbyt bardzo się boję. Boję się, że to wszystko zepsuje, że ona się odsunie ode mnie, że będzie inaczej. Nie wspominam już o moim wstydzie...

Mam wrażenie, że bardziej niż na terapię, chodzę tam po to aby z nią pobyć, bo jest mi tam dobrze. A z terapii mam wrażenie, że niewiele korzystam.

Jakaś nienormalna jestem.. taka stara a taka głupia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, a jak zrezygnujesz to co? Będziesz szukać kogoś nowego, czy w ogóle dasz sobie spokój z terapią?

Myślisz, że do następnej osoby się nie przywiążesz? Jeśli okaże Ci takie samo zainteresowanie, ciepło, zrozumienie... Czy będziesz szukać takiej, która będzie "zimna"? Ale wydaje mi się, że to tym bardziej Cię zniechęci.

Zaczynasz terapię czy kończysz? Dlaczego już się martwisz rozstaniem? Spróbuj nie zastanawiać się nad końcem. Ciesz się tym co teraz i wykorzystuj, że masz taką fajną terapeutkę.

Wiem, że to nie łatwe, też się boję rozstania. Nawet ostatnio dość opryskliwie powiedziałam mojemu T., że nie chcę teraz słuchać jak wygląda zakończenie (tak nam zeszło na ten temat i to nawet ja zaczęłam...). On wie, że mam problem z rozstaniami, powiedział tylko, że kiedy nadejdzie ten moment pewnie będę już w innym momencie terapii i inaczej będę to przeżywać. Tak, że na razie nie myślę o końcu, bo chyba bym wpadła w jeszcze większy dół... a ten który mam jest wystarczający :-|

Wg mnie, gdyby z powodu tego, że Ty się przywiązałaś, terapeutka miałaby Cię wyrzucić, to byłaby to d... nie terapeutka. Mój by tego nie zrobił. Dla niego przywiązanie w naszej relacji to pozytywna sprawa. A że ja nie bardzo się do tego przyznaję, to też co innego ;)

Pomyśl zanim podejmiesz jakąś decyzję. Nie byłoby Ci szkoda?

 

Po prostu moje przywiązanie i sympatia do niej przeraża mnie i myślę, że do niczego dobrego to nie prowadzi. Ja nigdy nie będę dla niej tak ważna jak ona jest dla mnie. Jestem tylko pacjentem dla niej...

Myślę o zrezygnowaniu, bo boli mnie cała ta sytuacja. Tęsknię za nią na co dzień, a każda sesja to dla mnie święto. A tak nie powinno być. Na samą myśl o przewie wakacyjnej chce mi się płakać.

Jestem w terapii już prawie rok. Wiem, że to pewnie niewiele. Ale nie umiem uporać się ze swoimi uczuciami. Nigdy nikt nie był mi taki bliski i nie okazał mi tyle ciepła i zrozumienia. Wiem, że jej za to płacę, ale ta świadomość jednak nie pomaga.

A powiedzieć jej o tym zbyt bardzo się boję. Boję się, że to wszystko zepsuje, że ona się odsunie ode mnie, że będzie inaczej. Nie wspominam już o moim wstydzie...

Mam wrażenie, że bardziej niż na terapię, chodzę tam po to aby z nią pobyć, bo jest mi tam dobrze. A z terapii mam wrażenie, że niewiele korzystam.

Jakaś nienormalna jestem.. taka stara a taka głupia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, spokojnie! Nie jesteś nienormalna. Dziewczyny mają rację pisząc, że wiele osób w terapii przez to przechodzi. Jesteś na etapie przywiązania i może nawet fascynacji swoją Terapeutką. Też przez to przechodziłam, też się cholernie bałam! Ale już jestem w innym punkcie. Przeszłam przez to bo nie uciekłam wtedy, poszłam nawet krok dalej i powiedziałam terapeutce o moich uczuciach. Wtedy dopiero wszystkie moje lęki i obawy, że mnie wyrzuci, wyśmieje itp. wydały się idiotyczne. bo nic z tego czego tak strasznie się bałam nie wydarzyło się. To są profesjonaliści, na pewno nie jesteś jej pierwszą pacjentką, która w ten sposób przeżywa tą relację.

Skoro teraz sesje i czwartki to dla Ciebie święto to świętuj! korzystaj z fachowej pomocy, z jej ciepła i zrozumienia! Nie odbieraj sobie tego. nie myśl o zakończeniu terapii! Sama się tego jeszcze boję ale ufam, że jak przyjdzie czas kończenia to nie będzie dla mnie on już tak straszny. Będę gotowa. Powodzenia! Nie martw się :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, spokojnie! Nie jesteś nienormalna. Dziewczyny mają rację pisząc, że wiele osób w terapii przez to przechodzi. Jesteś na etapie przywiązania i może nawet fascynacji swoją Terapeutką. Też przez to przechodziłam, też się cholernie bałam! Ale już jestem w innym punkcie. Przeszłam przez to bo nie uciekłam wtedy, poszłam nawet krok dalej i powiedziałam terapeutce o moich uczuciach. Wtedy dopiero wszystkie moje lęki i obawy, że mnie wyrzuci, wyśmieje itp. wydały się idiotyczne. bo nic z tego czego tak strasznie się bałam nie wydarzyło się. To są profesjonaliści, na pewno nie jesteś jej pierwszą pacjentką, która w ten sposób przeżywa tą relację.

Skoro teraz sesje i czwartki to dla Ciebie święto to świętuj! korzystaj z fachowej pomocy, z jej ciepła i zrozumienia! Nie odbieraj sobie tego. nie myśl o zakończeniu terapii! Sama się tego jeszcze boję ale ufam, że jak przyjdzie czas kończenia to nie będzie dla mnie on już tak straszny. Będę gotowa. Powodzenia! Nie martw się :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, spokojnie! Nie jesteś nienormalna. Dziewczyny mają rację pisząc, że wiele osób w terapii przez to przechodzi. Jesteś na etapie przywiązania i może nawet fascynacji swoją Terapeutką. Też przez to przechodziłam, też się cholernie bałam! Ale już jestem w innym punkcie. Przeszłam przez to bo nie uciekłam wtedy, poszłam nawet krok dalej i powiedziałam terapeutce o moich uczuciach. Wtedy dopiero wszystkie moje lęki i obawy, że mnie wyrzuci, wyśmieje itp. wydały się idiotyczne. bo nic z tego czego tak strasznie się bałam nie wydarzyło się. To są profesjonaliści, na pewno nie jesteś jej pierwszą pacjentką, która w ten sposób przeżywa tą relację.

Skoro teraz sesje i czwartki to dla Ciebie święto to świętuj! korzystaj z fachowej pomocy, z jej ciepła i zrozumienia! Nie odbieraj sobie tego. nie myśl o zakończeniu terapii! Sama się tego jeszcze boję ale ufam, że jak przyjdzie czas kończenia to nie będzie dla mnie on już tak straszny. Będę gotowa. Powodzenia! Nie martw się :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, spokojnie! Nie jesteś nienormalna. Dziewczyny mają rację pisząc, że wiele osób w terapii przez to przechodzi. Jesteś na etapie przywiązania i może nawet fascynacji swoją Terapeutką. Też przez to przechodziłam, też się cholernie bałam! Ale już jestem w innym punkcie. Przeszłam przez to bo nie uciekłam wtedy, poszłam nawet krok dalej i powiedziałam terapeutce o moich uczuciach. Wtedy dopiero wszystkie moje lęki i obawy, że mnie wyrzuci, wyśmieje itp. wydały się idiotyczne. bo nic z tego czego tak strasznie się bałam nie wydarzyło się. To są profesjonaliści, na pewno nie jesteś jej pierwszą pacjentką, która w ten sposób przeżywa tą relację.

Skoro teraz sesje i czwartki to dla Ciebie święto to świętuj! korzystaj z fachowej pomocy, z jej ciepła i zrozumienia! Nie odbieraj sobie tego. nie myśl o zakończeniu terapii! Sama się tego jeszcze boję ale ufam, że jak przyjdzie czas kończenia to nie będzie dla mnie on już tak straszny. Będę gotowa. Powodzenia! Nie martw się :great:

Jestem już po moim ulubionym święcie... pozostaje mi znowu czekanie do czwartku :( ehh.. takie życie od czwartku do czwartku.

Czy Wasze fascynacje też trwały tak długo? Bo u mnie to prawie rok już.

Mimo wszystko chyba nie jestem w stanie jej tego powiedzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, spokojnie! Nie jesteś nienormalna. Dziewczyny mają rację pisząc, że wiele osób w terapii przez to przechodzi. Jesteś na etapie przywiązania i może nawet fascynacji swoją Terapeutką. Też przez to przechodziłam, też się cholernie bałam! Ale już jestem w innym punkcie. Przeszłam przez to bo nie uciekłam wtedy, poszłam nawet krok dalej i powiedziałam terapeutce o moich uczuciach. Wtedy dopiero wszystkie moje lęki i obawy, że mnie wyrzuci, wyśmieje itp. wydały się idiotyczne. bo nic z tego czego tak strasznie się bałam nie wydarzyło się. To są profesjonaliści, na pewno nie jesteś jej pierwszą pacjentką, która w ten sposób przeżywa tą relację.

Skoro teraz sesje i czwartki to dla Ciebie święto to świętuj! korzystaj z fachowej pomocy, z jej ciepła i zrozumienia! Nie odbieraj sobie tego. nie myśl o zakończeniu terapii! Sama się tego jeszcze boję ale ufam, że jak przyjdzie czas kończenia to nie będzie dla mnie on już tak straszny. Będę gotowa. Powodzenia! Nie martw się :great:

Jestem już po moim ulubionym święcie... pozostaje mi znowu czekanie do czwartku :( ehh.. takie życie od czwartku do czwartku.

Czy Wasze fascynacje też trwały tak długo? Bo u mnie to prawie rok już.

Mimo wszystko chyba nie jestem w stanie jej tego powiedzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

malgos33, spokojnie! Nie jesteś nienormalna. Dziewczyny mają rację pisząc, że wiele osób w terapii przez to przechodzi. Jesteś na etapie przywiązania i może nawet fascynacji swoją Terapeutką. Też przez to przechodziłam, też się cholernie bałam! Ale już jestem w innym punkcie. Przeszłam przez to bo nie uciekłam wtedy, poszłam nawet krok dalej i powiedziałam terapeutce o moich uczuciach. Wtedy dopiero wszystkie moje lęki i obawy, że mnie wyrzuci, wyśmieje itp. wydały się idiotyczne. bo nic z tego czego tak strasznie się bałam nie wydarzyło się. To są profesjonaliści, na pewno nie jesteś jej pierwszą pacjentką, która w ten sposób przeżywa tą relację.

Skoro teraz sesje i czwartki to dla Ciebie święto to świętuj! korzystaj z fachowej pomocy, z jej ciepła i zrozumienia! Nie odbieraj sobie tego. nie myśl o zakończeniu terapii! Sama się tego jeszcze boję ale ufam, że jak przyjdzie czas kończenia to nie będzie dla mnie on już tak straszny. Będę gotowa. Powodzenia! Nie martw się :great:

Jestem już po moim ulubionym święcie... pozostaje mi znowu czekanie do czwartku :( ehh.. takie życie od czwartku do czwartku.

Czy Wasze fascynacje też trwały tak długo? Bo u mnie to prawie rok już.

Mimo wszystko chyba nie jestem w stanie jej tego powiedzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem już po moim ulubionym święcie... pozostaje mi znowu czekanie do czwartku :( ehh.. takie życie od czwartku do czwartku.

Czy Wasze fascynacje też trwały tak długo? Bo u mnie to prawie rok już.

Mimo wszystko chyba nie jestem w stanie jej tego powiedzieć.

 

Mam podobnie tylko od piątku do piątku :D I za ok miesiąc minie rok...

No... jak się nagle otrzymuje od kogoś tyle ciepła, zrozumienia, akceptacji... szybko można się przywiązać. Ale przecież to tylko 50 min., raz na tydzień i nic więcej. Przynajmniej w moim nurcie. Długo mnie to gryzło, że ja się przywiązuję, tęsknię, myślę, chcę więcej, a on nie. Bo takich jak ja ma ileś tam. Ma też swoje prywatne życie. Ale powoli to do mnie dociera. Im dłużej tym bardziej.

Nie jest łatwo powiedzieć o uczuciach, ja powiedziałam nawet nie o przywiązaniu tylko o tym, co mam ochotę z nim zrobić ;), ale wtedy miałam dziwny humor i byłam po drinku... no i dlatego było mi wszystko jedno. Oczywiście nie polecam tej metody, ale naprawdę mi ulżyło! I jego zachowanie było super. A możesz do swojej pisać? Może to byłaby metoda. Albo dać jej kartkę na spotkaniu? Ja co prawda nie mogę, ale niektórym tak poszło...

 

A od paru dni jestem w takim dziwnym nastroju, że gdybym dzisiaj miała zakończyć, to wcale by mnie to nie ruszyło. Ani to że nie będę miała z kim porozmawiać, ani to że go już nie zobaczę ... Tydzień temu prawie wpadłam w panikę kiedy padło słowo "zakończenie". A teraz normalnie nic nie czuję. Ech, chyba z nikim nie umiem nawiązać relacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×