jak mu pomoc??

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

jak mu pomoc??

przez giraffe 10 sty 2012, 01:12
Witam wszystkich,
naprawdę nie sądziłam, że zwrócę się po pomoc w tej sprawie do kogokolwiek, jednak nie umiem już sobie z tym poradzić, pomimo tego, że nie chodzi o sprawę życia i śmierci lub innych nagłych i wielkich wypadków.
Otóż..
Zupełnie nie wiem co mam zrobić by poprawić swoje relacje z matką mojego chłopaka. Jest jedynakiem, rok ode mnie młodszym [w maju będzie miał maturę, zatem wciąż jest na utrzymaniu rodziców, planuje iść na studia, więc nawet podczas nich będzie zależny od nich finansowo], co więcej od zawsze był spokojnym, bezkonfliktowym, szanującym rodziców i wszystkich innych dzieckiem , dobrze się uczy, pomaga w domu [właściwie jest na każde skinienie jego rodziców], z pozoru ma wspaniałe życie. Zaczęliśmy się spotykać ponad rok temu, a jednak po tak krótkim czasie i pomimo tak młodego wieku wiążemy ze sobą wspólną przyszłość [teraz zapewne spotkam się z komenrtarzami typu 'jesteśmy młodzi, nie wiemy nic o miłości, będziemy jeszcze w dziesiątkach innych związków'. może, róznie w życiu bywa, ale wierzę, że mój plan się spełni, takie też zdanie będę utrzymywała psiząc resztę postu.]
Wszystko było w porządku między nami, zaczęliśmy nawet prowadzić pewnego rodzaju pamietnik by moc przekazywac jakos swoje uczucia gdy tego potrzebowaliśmy [spotykaliśmy się raz na kilka tygodni]. Było w nim wszystko- bilans naszego związku, sprawy intymne, plany na przyszłość, marzenia, lęki, ukryte pragnienia, informacje dotyczące różnych sytuacji, notatki napisane w złości [między innymi pisane o moich, bądź jego rodzicach mrpzyjaciołach etc]. Nie było to jednak złe lub złośliwe pisanie. Głownie chodziło o to, że bardzo za sobą tęsknimy, się kochamy, to, co młodzi ,zakochani ludzie zazwyczaj do siebie psizą, nic wielkiego. Któregoś dnia X. [tak będę nazywała mojego chłopaka] zostawił ten zeszyt na stole u siebie w pokoju. Pech chciał, że był tam wtedy jego tata i pomimo tego, że nie powinien, przeczytał go razem ze swoją żona i od tego momentu wszystko zaczęło się komplikować. Jego rodzice zabronili nam się spotykać, jego mama uznała mnie za czarownicę [spaliła mu rzeczy ode mnie, oblała go wodą święconą], cały czas powtarza, że jestem zła, że sprowadzam go na złą drogę, cały czas używa obraźliwych słów opowiadając o mnie [przyzwyczaiłam się od wyzwisk pokroju 'szmata', 'k..rwa', 'dzi..a']. Większość pewnie sobie pomyśli ,że pewnie sobie zasłuzyłam. Może, ale na prawdę nie wiem co mogłam takeigo zrobić. Dzięki mnie X. z 4 poprawił oceny na 5, jest wesoły, w końcu zaczyna rozmawiać z ludzmi, nei izoluje się, poznaje trochę życia, a ona wierzy w to, że zniszczę mu życie, powtarza mu to każdego dnia. Zdaję sobie srpawę z tego, że robi to, by go obronić przed złem całego świata, ale czy to nie jest przesada? Kiedyś gdy spotkał się ze znajomymi w godzinach popołudniowych, szukała go po całej okolicy gdy po dwóch godzinach spotkania nie odebrał od niej telefonu ,zrobiła mu awanturę, szlochała, krzyczała na niego powtarzając, że jest złym synem. Ale dlaczego? Bo mówił ,że spotyka się ze znajomymi i nie było go dwie godziny w domu? Zawsze sa z tym problemy. nie może nigdzie wychdozić, nie może nikogo zaprosic. Gdy próbuje sie gdzieś wyrwać na kilak godzin słyszy, że nigdzie nie pójdzie, że musi posprzątać dom i tak jest za każdym razem. X. nie wytrzymuje z nimi, ma dość ciągłych awantur, podczas ostatniej wyrzuciła go z domu w samych spodniach i koszulce pomimo tego, że był mróz i padał śnieg, co z tego, że jakims cudem wpuściła go po pół godziny dodomu, skoro zrobiłą mu kolejna awanturę, powtarzała mu, że nie mysli ,że nie może ze mna być, póki mieszka pod ich dachem oni będą mu dobierali znajomych a jak nie, to może już teraz "wypeir...ać do tej ku.wy". Zresztą gdy ostatnio mieliśmy się spotkać, gdy był z rodzicami w mieście całkeim niedalego mojego, jego rodzice dowiedzieli się o tym [o spotkaniu], zagrozili, że jeżeli mnei zobaczą, to wydrabią mi oczy i mnei zabiją. On cały czas żyje w strachu, że wyrzucą go z domu, że zostanie sam, zawali szkołę, a właściwie na zdaniu jej i dostaniu się na studia marzy najbardziej. Ciągle mi powtarza, że maltretują go psychicznie, że przyszłe święta chciałby spędzić u mojej rodziny, że nie może się doczekać aż zamieszkamy razem w lipcu. chyba, ze oczywiście moaj potencjalna teściowa wkroczy do gry i powie, że "Albo mieszka ze mna i radzi sobie sam, albo szuka innego mieszkania i oni za niego będą płacili".

Bardzo przepraszam za wszystkie błędy i niespójności w powyższym tekście. Poza tym, starałam się skrócić tę sytuację jak tylko się dało.

Co mam zrobić? Czy jest jakiś sposób na to, by mu pomóc? By pomóc naszemu związkowi przetrwać? Czy oni naprawdę mogą go bezkarnie wyrzucić z domu?
Naprawdę nie rozumiem jak ludzie dwa razy starsi od nas mogą zachowywać się jak typowi gimnazjaliści...

Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi,
pozdrawiam serdecznie,
J.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 sty 2012, 00:31

jak mu pomoc??

Avatar użytkownika
przez agusiaww 22 sty 2012, 21:59
giraffe, z domu go moga wyrzucic jezeli jest pelnoletni, natomiast co do studiow, jak bedzie studiowal dziennie, to moze wystapic do sadu o pokrycie srodkow na nauke itp i do 26 roku zycia o ile bedzie studiowal rodzice wyrokiem sadu beda musieli mu placic. Natomiast beda to na pewno male pieniadze...i za cos trzeba sie tez utrzymac, wiec...i tak jakas praca na pewno bedzie potrzebna. Co do matki to skoro takie jest jej stanowisko...to raczej nic nie poradzisz. Chyba ze on jej przytaknie, skonczy studia i jak Wasz zwiazek przetrwa pomyslicie o slubie, pozdr
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do