Lęk przed prowadzeniem samochodu

Inne zaburzenia.

Lęk przed prowadzeniem samochodu

Avatar użytkownika
przez Asembler 13 kwi 2015, 12:05
Prawo jazdy zdałem dobre kilka lat temu. Co prawda za drugim razem, a nie za pierwszym, ale na jazdach i na egzaminie szło mi dobrze, po prostu za pierwszym razem egzaminator mnie ujebał bo chciał, parkowanie równoległe tyłem na kocich łbach pomiędzy dwoma pojazdami i wysoki krawężnik. Za drugim razem zdawałem w paskudną pogodę, breja na drodze, błoto ze śniegiem, pełno robotów drogowych na trasie egzaminacyjnej, wyłączone pasy ruchu, korki podczas zjazdu w dół i tak dalej. Poszło ok. Z odbioru prawa jazdy wracałem samochodem, którego wcześniej w ogóle nie czułem, warunki były podobne i sobie spokojnie dojechałem do domu. I tak jakoś się dalej kręciło.

Od czasu kiedy ostatni raz prowadziłem samochód minęło jakieś 4-5 lat. Nigdy nie miałem wypadku, stłuczki, nigdy nie byłem świadkiem poważnych wypadków komunikacyjnych, a na 99% przez ojca mam lęk przed prowadzeniem samochodu i na razie nie wyobrażam sobie bym ponownie wsiadł za kółko. Tak mnie stresował jak prowadziłem jego samochód.

Od tego czasu kilkanaście / kilkadziesiąt razy miałem sny, albo wypadków, uderzania z pełną prędkością w ścianę budynku i nagłe przebudzenie się, albo też rożne zjazdy samochodem w dół, po slalomach na pełnej szybkości gdzie w momencie uderzenia budzę się z przyśpieszonym biciem serca.

To, że mój ojciec ma nerwicę i pewnie z 20 innych dolegliwości to wiem, zapewne nigdy nie mógłby być też nauczycielem, pedagogiem, pracować z dziećmi lub młodzieżą, nie mówiąc o szkole jazdy.

Kilak sytuacji, które musiały wpłynąć na mój lęk. Wsiadam z nim do samochodu pojeździć sobie po placu. Lato. Słońce. Zaczynam na luzie, on cały zestresowany, wyciąga papierosa, zapala, ze stresu jest cały usztywniony, zapomina otworzyć okna, fajką zaciąga się nieregularnie, popiół z peta spada na podłogę i fotel, on chyba nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Postanawiam chociaż otworzyć szybę po swojej (kierowcy) stronie. Zapomniał mi powiedzieć, że szyba jest uszkodzona po stronie kierowcy i nie otwiera się. Jak pokręciłem to zaraz się przekrzywiła i zablokowała. Trudno. Fajka chyba już w ogóle mu spadła. Było strasznie gorąco + pet + zamknięte okna + jego pot z nerwów. Zaczął wyzywać i się wręcz dosłownie opluwać. Miałem już tego dnia a może i całego tygodnia dość prowadzenia. Tu sytuacja była nerwowa, ale nie niebezpieczna.

Innego razu prowadzę ojca samochód. Ojciec obok. Spięty i zestresowany jak zwykle. Jakieś skrzyżowanie plus zakaz skrętu w lewo i/lub nakaz skrętu w prawo. Nie pamiętam dobrze, ale na pewno było tak, że miałem skręcić w prawo. On nerwowo powtarza "w prawo... w prawo", za chwilę "w lewo...w lewo...." (ze stresu pomyliły mu się strony). Ja prowadzę i wiem co mam robić, że mam skręcić w prawo. Jednak pod jego wpływem lekko skorygowałem w lewo nie wiedząc o co chodzi, ale tak by spokojnie skręcić w prawo. Na to, że ja lekko odbiłem w lewo ojciec jeszcze głośniej nerwowo, już krzyczał "w lewo w lewo", pomyliły mu się strony i chodziło mu o prawo, im bardziej lekko skorygowałem w lewo tym on jeszcze głośniej krzyczał bo chodziło mu o prawo. Ja nie wiedziałem o co chodzi, może karetka, jakiś pościg, wypadek. Ostatecznie tak jak miałem skręcić w prawo tak skręciłem i wszystko ok, ale miałem już dość dostawania wprost przeciwnych nerwowych komend.

Jak dochodziło do podobnych sytuacji to na ogół po serii wyzwisk i kłótni wychodziłem z samochodu i sobie wracałem pieszo bo nie będę z furiatem jeździł. Raz pamiętam, że prowadziłem jakieś półtora kilometra od domu. Był śnieg, błoto, stromy podjazd i nie mogłem podjechać na górę na osiedle to zaciągnąłem ręczny. Potem "standardowa" kłótnia, wysiadłem i ojciec już wrócił samochodem bo nic innego nie mógł zrobić, a był po jakiś dwóch piwach. To jedna z ostatnich sytuacji albo ostatnia gdy w ogóle prowadziłem.

To był jego samochód, więc mógł mi go dawać, mógł jednak też mi go nie dawać albo dawać tylko jak on wsiądzie. Wcześniej nie bałem się i prowadziłem na luzie, chociaż nie miałem dużej wprawy. Teraz nie wyobrażam sobie jazd samochodem z nim, ani bez niego.

Jest ktoś kto ma podobne lęki?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 sty 2012, 15:47

Lęk przed prowadzeniem samochodu

Avatar użytkownika
przez abrakadabra xx 13 kwi 2015, 12:42
Ja unikałem na początku jazdy z ojcem, bo cały czas mnie pouczał, mówił mi o czymś co było dla mnie oczywiste albo wszędzie widział zagrożenie tak jak kiedyś kiedy mnie pouczał, kiedy nie miałem jeszcze prawka i jeździłem z nim jego autem. Człowiek wtedy zaczyna tracić pewność siebie i powątpiewać we własną wiedzę i umiejętności, do tego jeszcze dochodzi stres i wtedy można się już całkiem zacząć się bać. Dlatego starałem się unikać prowadzenia auta z ojcem. Kiedy razem gdzieś jechaliśmy wolałem jemu dać prowadzić niż się wkurzać. Wolałem sam jeździć wtedy zupełny spokój i opanowanie. Jak znajomych zabierałem też luzik. Później po jakimś roku kiedy już miałem trochę wprawy i kiedy przyszło mi zawieźć gdzieś ojca już się nie stresowałem, nawet nie zwracałem uwagi na to co ojciec mi mówi, zaczęło to po mnie spływać.

Moim zdaniem powinieneś po prostu wsiąść w auto i jechać (bez ojca), im więcej się myśli i wyobraża sobie różne przykre rzeczy tym bardziej narasta lęk, który później człowieka paraliżuje. Tak po prostu, powiedzieć sobie wsiadam i jadę i tak zrobić, nic nie analizować żadnych lękowych myśli (tych przesadnych). Zobaczysz, jak się kawałek przejedziesz to cały lęk minie i zyskasz na pewności siebie na nowo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1208
Dołączył(a)
25 sty 2015, 03:04

Lęk przed prowadzeniem samochodu

Avatar użytkownika
przez Asembler 13 kwi 2015, 13:17
Tak, tylko samochód to jego własność i w ramach choćby kaprysu nie dawał mi, ale o to nie mam pretensji, mogłem dokładać się do benzyny, ale i tak jego prawo. Ja bym pewnie synowi dawał, ale to inna sprawa, jego decyzja, kluczyków nie kradłem :) . Teraz od pół roku w ogóle nie ma samochodu. Jak mnie będzie stać to sobie kupię. Tylko problem z prowadzeniem. Mogę wykupić jazdy z instruktorem lub wyjechać gdzieś z kumplem jego pojazdem. Na razie nie ma we mnie woli do jednego i drugiego. Doszło do tego, że czasami czuję lęk nawet na przednim siedzeniu jako pasażer.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 sty 2012, 15:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Lęk przed prowadzeniem samochodu

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 13 kwi 2015, 13:21
Ja nie mam prawa jazdy.Jestem tylko pasażerem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16486
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Lęk przed prowadzeniem samochodu

Avatar użytkownika
przez Metaxa 13 kwi 2015, 13:33
ja uwielbiam jeździć i podobno nawet nieźle mi to wychodzi..do tego nie mam lęku przed prędkością
jest mi tak samo psychicznie czy jadę 20 czy 200 km/h
sprzedałam swojego ścigacza bo się zaczynałam siebie bać...
co najśmieszniejsze boję się jechać z kimś innym kto prowadzi,nawet ze znajomym..
siadam na siedzeniu pasażera i zaraz się kurczowo trzymam fotela,jestem cała w nerwach i modlę się żeby już był koniec podróży :roll:
w autobusie też siadam z przodu co by mieć na oku kierowcę i to co robi...
boję się że moje życie znajduje się w obcych rękach.
Nawet gdy zostaniesz sam, niech Cię nie przeraża nic,
po przekroczeniu życia bram z bliskimi łączy nić,
nawet gdy zostaniesz sam do końca swoich dni,
pamiętaj,o tym ze masz mnie, tego nie zmieni nikt.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
179
Dołączył(a)
26 mar 2015, 20:30
Lokalizacja
Warszawa

Lęk przed prowadzeniem samochodu

przez izaa 13 kwi 2015, 13:57
Asembler, nie dziw się, że masz strach przed prowadzeniem samochodu. Ja nie jestem najlepszym kierowcą, ale jak mam opanowanego "nauczyciela" to i pojadę i tak sobie jeżdżę. Nie jestem z tych super odważnych.
Na "twojego stracha" jest rada- jeździj z kimś opanowanym. Jeżeli chcesz sie zdecydować kupić auto to może warto wykupić godziny jazdy u instruktora. I nie dziw się, że jesteś spięty jeżdząc z ojcem- kto by nie był po serii wyzwisk. Po drugie nikt nie jest zrelaksowany w towarzystwie nerwusa- zdenerwowanie zaczyna udzielać się tobie.
Offline
Posty
1044
Dołączył(a)
04 sty 2014, 21:06

Lęk przed prowadzeniem samochodu

Avatar użytkownika
przez nieboszczyk 14 kwi 2015, 14:54
Asembler, złamałeś komuś noge tym samochodem i masz uraz na całe życie?
psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają samotnie.podobnie jak narkomani.narkomani umierają w jakimś śmierdzącym sraczu a psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają za murami obozów psychiatrycznych we własnych odchodach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7866
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 20:28
Lokalizacja
z trumny z peryskopem

Lęk przed prowadzeniem samochodu

przez blah! 14 kwi 2015, 15:11
nieboszczyk napisał(a):Asembler, złamałeś komuś noge tym samochodem i masz uraz na całe życie?

Omg...Ty i te Twoje stwierdzenia...odpuscilbys sobie czasem bo jak cos palniesz, to nie wiadomo czy sie smiac czy plakac.

Asembler, pojezdzin troche ze znajomymi na luzie. Jak Twoj ojciec wiecznie zachowywal sie jakbys mial zaraz Was rozbic, to nie ma sie co dziwic, ze nie masz pewnosci siebie za kolkiem.
A tak wlasciwie, to czego konkretnie sie o awiasz w prowadzeniu auta?
blah!
Offline

Lęk przed prowadzeniem samochodu

Avatar użytkownika
przez nieboszczyk 14 kwi 2015, 15:20
blah!, już mi kiedyś dzieciak wlazł przed samą kierownicę
psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają samotnie.podobnie jak narkomani.narkomani umierają w jakimś śmierdzącym sraczu a psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają za murami obozów psychiatrycznych we własnych odchodach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7866
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 20:28
Lokalizacja
z trumny z peryskopem

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do