Niezadowolenie z siebie(???)

Inne zaburzenia.

Niezadowolenie z siebie(???)

przez zujzuj 07 kwi 2013, 23:19
Nie wiem czy to dobre okreslenie na to o czym chce napisać...chodzi mi mianowicie o moje stosunki ze znajomymi.
Ze względu na problemy z lękiem zawsze lubiłem sobie popić przed imprezą w czasach studenckich. W zasadzie zupełny standard...chodzi jednak o to, że ja kontakty z moimi znajomymi miałem cysto pijackie:). Nie gralismy w nic(no może w fife troche), nic w zasadzie razem nie robiliśmy, spotykaliśmy sie tylko na wyjście i popicie. Jako, że stosnek do studiów miałem mocno luzny, jakos zawsze też trzymałem sie z podobnymi do mnie...czyli takimi...mocno imprezowymi ludzmi.. Tylko że to imprezowanie to raczej brało sie z jalowości swojej egzystencji, w zasadzie studiowaniu kierunku którego sie nie chcialo studiować...i generalnie zostawało tylko to takie szczeniackie picie/balowanie i olewanie wszystkiego w koło...ale jednak w takim troche smutnym stylu

Nie wiem tez czemu, ale moje leki bardzo malały w kontakcie z takimi ludzmi...im ktos wiekszy zakapior/burak/prostak tym ja czułem sie przy nim lużniejszy i wolny od lęków. Takie osoby na zewn. sa hojrakami/imprezowiczami...ale tak na prawdę są zakompleksieni, mają pewnego rodzaju poczucie niższości...Im ktos pewniejszy siebie, emocjonalnie stabilniejszy/zdrowszy im więcej soba prezentuje tym mój lęk automatycznie jest duzo wyższy.

Wcześniej tego nie zauwazałem i o tym nie myślałem...jednak od jakiegos czasu te kontakty z tymi znajomymi staja sie dla mnie uciążliwe. Tak jakbym wypadał z rytmu przybywania ze sobą i adawał sobie pytanie "o krw co ja tu robie?" "Co to za ludzie i czemu ja tu w ogóle jestem?"Niby do nich ide/spotykam sie, ale na zasadzie że nie mam nic innego. Antysemityzm/buractwo/czyste hejterstwo/agresja...niby wcześniej to tez było, ale mi nie przeszkadzało. Teraz czuje sie po prostu zle.

Czuje po prostu wstyd myslać że to własnie sa moi znajomi. Czuje wstyd i normalnie marze obserwując innych ludzi o czymś zupełnie innym. Niby przy nich czuje sie swobodniej...pewnie jestem jakoś do nich podobny...lecz jednocześnie jestem zupełnie inny i zupełnie inaczej patrze na ludzi świat. Czego innego chce od świata... Nie rozumiem, czemu sie z nimi trzymam i czemu jest to takie naturalne. Kiedys na studiach jeden koles sie troche smiał, że wraz z moim kumplem jestem jak ojciec z synem. Sam nie rozumiem, czemu takie chyba najprymitywniejsze kontakty jakie można miec ze znajomymi utrzymuję. po prostu prymitywne, z konieczności, płytkie do bólu...ale jednocześnie naturalne

Mówie tu o ludziach mających dobra prace, którzy sa dobrze ubrani itd...chodzi mi o nich jako osoby i rodzaj naszej relacji
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Niezadowolenie z siebie(???)

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 07 kwi 2013, 23:51
zujzuj, ja przez pewien czas byłem w nieco podobnej sytuacji co Ty, moimi jedynymi znajomymi byli prości budowlańcy często z przeszłością kryminalną i z skłonnościami do nadużywania alkoholu. Wolałem ich towarzystwo i picie z nimi niż bycie w samotności, z jednej strony czułem wyższość intelektualną czy kulturową może bardziej, a z drugiej nie czułem się gorszy tym że nie robię kariery i nie mam mądrej pracy i poważnego życia co odczuwam przy ludziach z którymi studiowałem kiedyś i ogólnie ludziach którzy nie są z nizin.

Też mi przeszkadzało prostactwo tych ludzi, nadużywanie wulgaryzmów i prymitywny rasizm czy seksizm no ale miałem się z kim napić i pogadać o pracy czy futbolu ale po pewnym czasie paru latach miałem coraz bardziej ich dość ciężko było na jakieś poważne tematy z nimi pogadać, ilości alkoholu stały się niebezpiecznie wielkie, popadałem tez w coraz głębszą depresję i stopniowo zacząłem coraz mniej z nimi się spotykać. Na pewno było to lepsze niż totalny brak towarzystwa ale jak człowiek ma możliwość wyboru innego to lepiej poszukać gdzie indziej.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17064
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Niezadowolenie z siebie(???)

przez klarunia 08 kwi 2013, 09:50
A to bardzo ciekawe... ja mam dokładnie odwrotnie. Jestem typem młodej kobiety, artystki, która lubi intelektualne dyskusje i wierzy mocno w Boga. Nigdy nie bałam się ludzi podobnych do mnie, tylko właśnie tych imprezowiczów. Moje relacje z ludźmi są zawsze bardzo bliskie. Jakoś jestem bardzo pewna siebie tam, gdzie właśnie są tacy jak ja ludzie, umiem zachowywać się wśród nich swobodnie... wyrażam uczucia, które oni akceptują i opowiadam żarty, które oni lubią, poruszam tematy, które im odpowiadają. Ale wydaje mi się, że imprezowicze są bardzo warci poznania, bo oni mają cechy, których ja jakoś nie umiem wyrażać na zewnątrz. Chciałabym mieć taką imprezową, dobrą kumpelę, albo kumpla. Ale takiej osobie, jak ja ciężko poznać kogoś takiego.
Offline
Posty
353
Dołączył(a)
15 cze 2012, 17:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Niezadowolenie z siebie(???)

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 08 kwi 2013, 10:34
klarunia, picie a imprezowanie to 2 różne rzeczy, zwłaszcza w przypadku facetów, jak studiowałem to tez wydawało mi się to tożsame najpierw się trochę popiło a później szło do klubu. Ale ja z tymi znajomymi o których pisałem w ciągu 3 lat może z 5 razy gdzieś wyszedłem to było picie dla pica i pogadania ewentualnie. A co do intelektualnych dyskusji to w sumie mnie często interesują rzeczy który innych nie interesują a męskie gadanie o autach, budowaniu, technice mnie nie interesuje a o kobietach z wiadomych względów gadać nie lubię jedynie sport i polityka z tych męskich rozmów zostaje.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17064
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Niezadowolenie z siebie(???)

przez zujzuj 08 kwi 2013, 16:40
To nie chodzi o imprezowanie...bo ja z natury jestem raczej mało imprezowy:). Tu raczej chodzi o ucieczke w "imprezowanie". To nawet nie chodzi o takie wieczorne imprezy. Idziesz na wykład ...i zamiast na wykład idziesz na piwo i tak pare lat. Boisz sie zajęć, stresujesz sie... więc idziesz z kims podobnym kto tez niby ma iśc ale tez woli (z innych powodów) uciec w takie coś....to jest właśnie ta kwestia. Ja z tymi ludzmi nie miałem po co sie spotykać, tylko po to żeby razem wypić.I tak jest od 10 lat...to troche sporo czasu. Człowiek nie wie co ma robić, nie wie czego chce, ma poczucie że nic nie zalezy od niego itd... czasem tylko sie napije i staje sie kims innym. Lęki znikają, robi sie rózne głupie rzeczy i wydaje sie że to jest fajne...a potem przychodzi moment kiedy juz to "imprezowanie" zupełnie cie nie interesuje i nic nie zostaje. Ciągnie sie cos troche na siłe... ostatnio jak byłem w klubie w którym byłem często na studiach to po prostu prawie parsknąłem ze śmiechu. To było po prostu załosne. Więc teraz sie pije i ogląda mecz. Albo pije i jedzie nad jezioro. Albo pije i idzie na piwo:)...a jak sie nie pije to sie nie robi nic.

Ty klarunia piszesz , że masz znajomych z którymi czujesz sie ok na co dzień. Ja nigdy takich ludzi nie znałem i nie miałem takich relacji. Może znałem takich ludzi, ale do tych ciaśniejszych paczek nie nalezałem...bo sie bałem.

Generalnie czuje sie troche jak taka łajza, zycie mi ucieka , ja oczywiście wszystko zrzucam na lęki, ale to nic nie zmienia...nie wiem co tu napisać. Jakos czuje sie po prostu emocjonalnie zle po tych spotkaniach. Ja tych ludzi także oszukuje i z tym czuje sie zle. Ide do nich i jest fajnie bo gdyby nie oni to nie było by nic i nikogo. Te relacje to taka pochodna mojego życia... Nie wiesz co chcesz robić, kim być...zabierają ci kontrole nad życiem więc funkcjonujesz w narzuconym środowisku, nawet nie zdając sobie sprawy że chcesz czegoś innego....i potem tworzysz takie relacje kumpelskie na siłe, z braku laku...i drepczesz w miejscu

Ja będąc na tych studiach zgubiłem legitymacje kilkanaście razy...miałem dziesiątki kosmicznych przygód ze zdawaniem egzaminów...potem dopiero sobie uświadomiłem że ta legitymacja ginie bo ja nie chce tu być. Było mi to narzucone i ja z jednej strony starałem sie wytrwać, ale wewnetrznie robiłem wszystko na przekór... najlepsze jest to, że jak juz w kontakcie z terapeuta doszliśmy do tego, że ta legitymacja ginie własnie z tego powodu że ja chce ją gubić uparłem sie że będę jej pilnował...i za każdym razem mi znikała. Nie prawko, nie dowód, nie cos innego, nie klucze...zawsze znikała legitymacja, która sie przydaje, bo ma sie zniżki itd...ale nic z tego. Zawsze znikała.
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Niezadowolenie z siebie(???)

przez klarunia 08 kwi 2013, 19:24
Jej, piszesz, zujzuj, jakbym czytała o sobie. Co prawda nie gubię legitymacji, ale gubię... wiedzę. Choćbym nie wiem, jak była przygotowana nie dostaję nic ponad trzy na studiach. Jedyne czwórki, jakie miałam były z przedmiotów, które autentycznie lubiłam. Ale prawieże zawsze na styk wychodzi trzy. Zaliczone ledwo co, w ostatnim momencie... Ja też nie chcę tu być. Dociągam jakoś powoli do licencjatu, ale już totalnie nie mogę się zmusić do nauki. I też tworzę znajomości na siłę. I mam poczucie, że jakby nie ci znajomi, to by nie było nikogo. I też czuję się (szczególnie dzisiaj) jakby wszystko było już przesądzone na ten temat, jakbym nie miała wyboru, nie mogła zmienić towarzystwa. To znaczy nie chcę go w sumie zmieniać na "imprezowe" towarzystwo, tylko po prostu na ludzi, na których będzie mi zależało naprawdę. Może Ty boisz się tak, jak ja. Ja boję się przestać realizować scenariusze mojej mamy, bo boję się, że bez jej wsparcia finansowego sobie nie poradzę, a jeszcze bardziej się boję, że ją totalnie tym załamię...

Wiesz, myślę, że Twój problem jest podobny do mojego. Ty się w sumie chyba nie boisz i ja też tak naprawdę się nie boję. Sęk nie tkwi w strachu (taka moja hipoteza). Raczej w tym, że my oboje nie robimy tego, co chcemy. Nie kierujemy się w życiu miłością, nie idziemy za tym, co kochamy, tylko za tym, co bezpieczne. To pewnie nie tak, że Ty się boisz wykładu. Ty raczej po prostu nie chcesz na niego iść. Bo Cię to nie interesuje. Bo wolałbyś być gdzie indziej.
Offline
Posty
353
Dołączył(a)
15 cze 2012, 17:53

Niezadowolenie z siebie(???)

przez zujzuj 09 kwi 2013, 00:09
Ta kwestia o realizacji czyjejś wizji jest oczywista...mógłbym nawet więcej na ten temat pisać.
Co do strachu przed wykładem,to oczywiście on wystepuje...i przyjmuje to formę czysto psychopatologiczną. Pisałem juz wcześniej że mam dość dziwny lęk. mianowicie lęk fobicznym przed dostrzeżeniem przez innych wstydu na mojej twarzy. Oczywiście im bardziej stresująca sytuacja, im więcej ludzi itd...tym ów lek rośnie. Nazywa sie to skopofobia, ale jest to w zasadzie równorzędne z erytrofobią... pozornie głupoty. Jednak u mnie wystapiły myśli paranoidalne pod wpływem leków i generalnie mój przypadek jest niby standardem , jednak dośc kolorystycznym. Więc ten lęk wystepuje... Tylko że pewnie jego głęboka przyczyna tkwi w tym o czym piszesz. Jednocześnie nie chce tam byc jako ja, ale jednoczesnie nie chce tez porzucac tej działalności ze względu na innych... w momencie jeśli sie nie uświadamia owych konfliktów pewnie może dojść do tego typu zaburzeń/problemów. Generalnie nie idac za głosem serca można chyba tylko i wyłącznie budowac takie realcje które opisuje. Cos ci dają, sa formą substytutu, sa jednak puste powierzchowne i w końcu zupełnie przestaja wystarczać, a wręcz zaczynają męczyć.
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Niezadowolenie z siebie(???)

przez klarunia 09 kwi 2013, 11:46
No, ja mam tak, że jak wybitnie nienawidzę jakiegoś przedmiotu to zawsze czuję panikę przed zajęciami, albo przed egzaminem. Dopiero, jak powiem sobie: "Trudno, najwyżej nie zdam, najwyżej mama się załamie, i tak nie umiem zrobić tego lepiej" to strach mija. Z resztą, nie wiem, jak Ty, ale ja zamierzam dociągnąć do licencjatu i przestać robić to, co mnie nie interesuje. Tak nie można żyć. Mój organizm nawet już zaczyna szwankować przez ten cały strach i stres i nie chcę doprowadzić do jakiejś choroby. Wydaje mi się, że niestety jedynym sposobem na to, żeby pożegnać się ze strachem jest nachamowe przełamanie go. Myślę, że jak się zaryzykuje i przekona się, że rzucenie się w przepaść i wyjście ze strefy bezpieczeństwa nie jest takie okropne, to strach mija automatycznie. Ja tak zrobię. Ale nie wiem, czy w Twoim przypadku by to zadziałało, bo u Ciebie dochodzi ta dziwna fobia. Szkoda, że nie patrzysz na wstyd tak, jak ja, najchętniej bym Ci to przekazała, ale niestety nie mogę :P

Poza tym, co to znaczy, że nie chcesz porzucać tego ze względu na innych? Kto od Ciebie tego oczekuje i dlaczego?
Offline
Posty
353
Dołączył(a)
15 cze 2012, 17:53

Niezadowolenie z siebie(???)

przez zujzuj 09 kwi 2013, 12:21
Plan mam dokładnie taki sam. Też robie licencjat a potem w inną stronę. Z grubsza juz troche sprecyzowaną..

Jesli chodzi o wstyd, to oczywiście nie mówię o normalnym wstydzie, czy ucieczka przed ta konkretną emocją. Chodzi o to, że ten wstyd/lęk tak jakby zastepował wszystkie inne emocje... jak mnie cos rozsmieszyło i miałem zaczac sie śmiac pojawiał sie ten wstyd w formie bardzo silnej niemiłej reakcji, której dodatkowo bardzo sie wstydziłem...także to sprawa trochę skomplikowana.

Co do sedna. Moi znajomi ze studiów to: regularny alkoholik. Koleś co schudł 10 kg w 2 mies i na siłe na AA był wyrzucany. chodzi o to, że ludzie go unikali. On często pojawiał sie z rozbitym ryjem, złamana reką bo komus przyłozył.
Jednak nawet jego współlokatorzy go unikali... z czasem ja tez zaczałem, bo po prostu po alko nie było wiadomo co mu odpierd... Kolejny koleś to taki osiedlowy dres, co zdrowo walił po nosie. On czuł sie swobodnie w takim własnie środowisku. Jeśli chodzi o studia to też ja jestem jego jedynym obecnie znjaomym. Oczywiście znał ludzi i z nimi gadał...ale chodzi o to, że jednak najwyrażniej nie było takiej relacji żeby gdzies razem sie spotykac itd...ze mną jest inaczej...
Kolejny koleś to po prostu patologia/dziwak...nie będe sie rozwodził...chodzi jednak o to, że ja coś muszemiec z nimi wspolnego. Oni nie byli lubiani, nie mieli blizszych znajomych...inni ludzie zadziergali relacje między sobą. Ja sie zbliżałem z nimi. To przy nich sie czułem swobodnie. Chodzi o to, że we mnie musi tez być cos takiego, ja tez jestem w jakiś emocjonalny sposób tacy jak oni...a nie chce. Widzę ludzi którzy po prostu ze soba przebywają, gdzies chodzą, coś ich łączy w taki optymistyczny pozytywny sposób. Ze mną sie fajnie pije... chodzi o jakis emocjonalny rezonans.... Mam znajomych z liceum. Dobra praca, porządni ludzie z którymi utrzymuje kontakt. Jednak liceum to narzucone towarzystwo. Przy nich w zasadzie czuje pewne poczucie niższości...poza tym te kontakty sa juz żadkie...Emocjonalnie swobodnie czuje sie przy takich zulach.
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Niezadowolenie z siebie(???)

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 09 kwi 2013, 12:27
Mam znajomych z liceum. Dobra praca, porządni ludzie z którymi utrzymuje kontakt. Jednak liceum to narzucone towarzystwo. Przy nich w zasadzie czuje pewne poczucie niższości...poza tym te kontakty sa juz żadkie...Emocjonalnie swobodnie czuje sie przy takich zulach.


Mam podobnie znajomych ze szkoły i studiów unikam, bo się wstydzę po prostu tego kim jestem, że nic nie osiągnąłem. A jak kiedyś obracałem się z ludźmi z problemami, z społecznych dołów raczej to luźniej się czułem, nie musiałem się tłumaczyć przed nimi, wręcz uważali mnie za ułożonego kolesia bo nie przepijałem, przeimprezowałem całej wypłaty tak jak oni.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17064
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Niezadowolenie z siebie(???)

przez zujzuj 09 kwi 2013, 13:01
Tylko u mnie to jescze troche inaczej. Bo jest w tym pewien paradoks... Ja z tymi znajomymi ustrzymuje kontakt od liceum...ale jednoczesnie juz w liceum to byli ci których najbardziej unikałem ze względu na lęki. Jednocześnie była jakas naturalna nic porozumienia, a z drugiej strony była chec unikania ze względu na lęk... Na studiach było podobnie...jednak tutaj relacje sa duzo luzniejsze więc siłą rzeczy wchodziłem w relacje w które było jakby łatwiej. Tak jakby relacje wyznaczał mi poziom lęku. Jeśli np: dziewczyna mi sie podoba to przy niej ten lek fobiczny będzie maksymalny...a przy takiej która mnie nie interesuje miimalny, więc siłą rzeczy wybiore paradoksalnie relacje z kims z kim w zasadzie nie chce. Wybieram relacje powierzchowną, bo komfort jest wyższy...Wstyd który sie pojawia na mojej twarzy i który inni moga dostrzec świadczy o mojej beznadziejności, jest to cos co skrajnie pragnę ukryć i nie mogę, bo wraz z tymi reakcjami wszystko wychodzi na wierch i mnie kompromituje
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Niezadowolenie z siebie(???)

przez polaris 09 kwi 2013, 18:46
zujzuj Ja Cie doskonale rozumie to co opisujesz to nie jest lęk tylko po prostu niska samoocena, musisz nad nią popracować. Ja mam tak, że jak przebywam z tymi ,,lepszymi'' rówieśnikami to nie czuje sie swobodnie,czuje się źle, stresuje się , staram się ich unikać , czuje ze mają nademną przewage, nawet się wtedy jąkam w kontakcie z nimi, a jak jestem w towarzystwie ludzi np, nie akceptowanych czy nie lubianych, nad ktorymi czuje przewagę albo czuję się równy, to czuje się bardzo dobrze, mogę się swobodnie wypowiadać, wyrażać swoje uczucia, nie jąkam się , całkiem inna bajka.
Wenlafaksyna 150mg + bupropion 150mg
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
24 lut 2013, 17:32

Niezadowolenie z siebie(???)

przez zujzuj 09 kwi 2013, 19:40
tylko ze jak sie nad tym pracuje? Byłem kiedys u kolesia i om mi zdiagnozował(jako jedna z opcji) zespół pionkowskiego... i ponieważ nigdzie o tym nic nie ma to ja go pytam co to takiego...i on mi tłumaczył że to typ osobowości, w którym człowiek zdolny itd.. funkcjonuje na minimum swoich możliwości...chodzi jednak o to, że ja wcale sie nie czuje jakbym tak funkcjonował.
ale zmierzam do tego, że ja moge sobie powiedziec, że tak nie jestem głupi..tak w zasadzie moge sie podobac dziewczyną itd...itp...ale nic z tego nie wynika. Ja nie mam niskiej samooceny. Ja mam armagedon... A co do meritum. To może ja po prostu troche mądrzeje. Zawsze w jakis sposób sie nabijalismy, że ten to zdawał 5 razy, ten to10....zawsze przedłużenie sesji itd... itp...takie infantylne przechwałki. Teraz mnie to po prostu juz wkr..ia. Juz mnie to wcale nie bawi, a inni których bawi zaczynają mnie własnie wkr..iać
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Niezadowolenie z siebie(???)

przez szeps 10 kwi 2013, 17:45
Współczuje, musisz być naprawdę płytkim człowiekiem by oceniać ludzi po wyglądzie, ubraniu itp. Z jednymi czujesz się ok, ale z tymi "lepiej" ubranymi już nie. Musisz popracować nad przekonaniami. Człowiek to człowiek. Tak samo sra, sika i je. Zamiast wmawiać sobie, że ktoś jest "lepszy" wyluzuj się.
Offline
Posty
49
Dołączył(a)
31 paź 2012, 12:04

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do