Mirtazapina

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Mirtazapina

przez AgaJoa 05 lut 2015, 17:57
Witam moi drodzy, jest to mój pierwszy wpis na forum i niestety pierwsze doświadczenie z depresją. Gdzieś wyczytałam, że depresja nie jest skutkiem obciążających wydarzeń lub wpływu naszego otoczenia, ale brakiem posiadania odpowiednich strategii radzenia sobie z danym problemem i niewłaściwego do niego nastawienia. Ich choć jest to logiczne i banalnie proste, to cały kłopot w tym, że będąc w depresji nic nie wydaje się ani logiczne ani proste. A już na pewno nie w zasięgu naszych możliwości. Najwyraźniej całe moje życie jakoś udawało mi się radzić sobie z problemami, aż do teraz. Nie będę za wiele pisać i skupię się na pytaniu, które chciałabym Wam zadać, bo moje doświadczenie w tej dziedzinie jest znikome. Otóż będąc na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego udałam się do lekarza rodzinnego, który przepisał mi mirtazapinę. Wtedy jeszcze myślałam, że to załamanie nerwowe, że muszę się uspokoić i na spokojnie wszystko przemyśleć. Lek zaczął działać praktycznie od razu - mogłam wreszcie jeść i spać. Właściwie tylko o to mi chodziło. Stale jednak ciągnął się za mną ten cały depresyjny cyrk w postaci (nieuzasadnionego?) lęku lub ataków paniki, smutku, poczucia beznadziejności, bezsilności, wyrzutów sumienia, złości. Z czasem jednak wszystko zaczeło się uspakajać (po około 2 tygodniach) i pozostało tylko poczucie przygnębienia, smutku i bezsilności. Po miesiącu byłam już niemal sobą, choć wciąż z cieniem niepewności i uległości. Uznałam, że wszystko się już naprawiło i mogę wkońcu tego psychotropa odstawić. Długo się nie nacieszyłam swoim szczęściem, a depresyjny cyrk powrócił w ciągu kilku dni z całym swoim repertuarem. Jest źle i już się nie łudzę, że jakoś przejdzie. Depresja jest jak orgazm - jak przychodzi, to nie ma mowy o pomyłce - totalny pożar duszy i ciała. Zapisałam sie do psychologa, choć w obecnym stanie nie bardzo wierzę w skuteczność terapii. I tu moje pytanie: mirtazapina właściwie dobrze na mnie działała, nie biorę jej jednak dalej, bo nie chcę żyć w pozornym szczęściu ze świadomością, że tylko blokuje ona we mnie destrukcyjne myśli i odruchy. Wystarczyło odstawić lek na chwilę, a wszystko wróciło. A może się mylę? Czy mirtazapina może leczyć w przypadku dłuższego zastosowania? Czy to jednak tylko blokowanie, odroczenie umierania, aby chwile odsapnąć i starać się naprawiać (np na terapii). I czy to nie paradoks? - jeśli po leku poczuję się dobrze, to wcale nie będę odczuwać potrzeby terapii.
Będę wdzięczna za wasze doświadczenia. Tylko proszę o niekopanie leżącego.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 lut 2015, 17:16

Mirtazapina

przez Don Kamillo 05 lut 2015, 18:07
Jeśli depresja to nie chwilowe załamanie 2 tygodnie czy tam miesiąc, to nie jest lekko odkręcić ten stan rzeczy. Lekarze przeważnie mówią pacjentom że minimalny okres leczenia to 6 miesięcy, a np leki z grupy selektywnych ihibilatorów wychwytu zwrotnego serotoniny zaczynają działać dopiero po takim czasie, po którym Ty uznałaś że czas zakończyć leczenie. Ja na depresje farmakologicznie lecze się koło 8 miesiecy i mimo wyeliminowania wszystkich problemów dalej mam poważny problem. Na Twoim miejscu wybrałbym się do lekarza psychiatry, albo do psychologa, bo na tą chorobe lekarz rodzinny - nie wiem czy ma takie kompetencje oprócz wypisywania recept

Pogrążyć się jest łatwo ale trudniej wydostać. Niestety to nie działa tak, że od razu jest pięknie, a nawet jeśli już dobrze się poczujesz trzeba schodzić z leków stopniowo i później brać coś na podtrzymkę.. Moim zdaniem za szybko zrezygnowałaś z leków i niestety to wredne choróbsko powróciło..

Wybierz się do odpowiedniego lekarza, przedstaw mu sytuacje a on na pewno coś poradzi. Musisz się niestety nastawić na to, że to nie są tabletki o działaniu cudotwórczym i na ich działanie trzeba często poczekać pewien okres czasu który zalezy od człowieka i problemów jego. Do tego dołączyć wizyty u psychologa, bo z autopsji wiem, że same leki to nie wszystko.

Pozdrawiam
A pierwsza kwestia, w sumie najważniejsza to zawsze wierzyć w siebie nawet po najcięższych przejściach..
Offline
Posty
507
Dołączył(a)
18 sty 2015, 18:20

Mirtazapina

przez i_am_a_legend 05 lut 2015, 18:10
AgaJoa, witaj moja droga. ;)

Pierwszy błąd - nigdy nie odstawia się leku, który działa, po miesiącu. Nawet na ulotce masz napisane, żeby go brać minimum pół roku po poprawie.

Drugi błąd - jeśli lek działa i stajesz na nogi, ale chcesz coś zmienić, to nie odstawiaj leku, tylko idź na terapię i omów problem z psychologiem.

Trzeci błąd - orgazm i totalny pożar duszy i ciała? Totalne odprężenie i błogość ogarniająca człowieka od stóp do głów - to tak. Nie łączmy, nawet słownie, orgazmu z depresją, bo jeszcze nam się wszystko pomiesza i będzie lipa. ;)

W dziale o lekach jest wątek poświęcony mirtazapinie, ale proponuję nie zagłębiać się zbyt mocno. Jeśli działa, to ciesz się tym, bierz go i niczego nie rób na własną rękę (bez porozumienia z lekarzem).

Powodzenia :great:
i_am_a_legend
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mirtazapina

przez AgaJoa 06 lut 2015, 12:40
No jasne! Z orgazmem chodziło mi o porównanie nie jakości lecz intensywności doznania - podnie jak w przypadku fal gorąca przy np. przekwitaniu: są jak orgazm - nie można ich mieć i tego nie wiedzieć (co nie znaczy zaraz, że są odczuwane równie przyjemnie :). Choć wiem, że depresja może ciągnąć się za człowiekiem miesiącami, a nawet latami, i pozostawać niezauważona. Moja depresja to jednak pożar. I owszem, wybieram się do psychologa, ale nie pokładam w terapii zbyt dużych nadziei
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 lut 2015, 17:16

Mirtazapina

Avatar użytkownika
przez Arasha 06 lut 2015, 17:54
Dorzucę parę zdań w temacie :P

AgaJoa napisał(a):Otóż będąc na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego udałam się do lekarza rodzinnego, który przepisał mi mirtazapinę.

Przede wszystkim szacun dla lekarza rodzinnego :uklon: za wiedzę i poważne podejście do tematu. Uwierz, że większość, by Cię zbyła, odesłała do psychiatry albo w najlepszym wypadku przepisała na odwal jakieś benzo. Jednym słowem trafiłaś pod właściwy adres :great:

AgaJoa napisał(a):Lek zaczął działać praktycznie od razu - mogłam wreszcie jeść i spać. Właściwie tylko o to mi chodziło. Stale jednak ciągnął się za mną ten cały depresyjny cyrk w postaci (nieuzasadnionego?) lęku lub ataków paniki, smutku, poczucia beznadziejności, bezsilności, wyrzutów sumienia, złości. Z czasem jednak wszystko zaczeło się uspakajać (po około 2 tygodniach) i pozostało tylko poczucie przygnębienia, smutku i bezsilności. Po miesiącu byłam już niemal sobą, choć wciąż z cieniem niepewności i uległości. Uznałam, że wszystko się już naprawiło i mogę wkońcu tego psychotropa odstawić. Długo się nie nacieszyłam swoim szczęściem, a depresyjny cyrk powrócił w ciągu kilku dni z całym swoim repertuarem.

Miesiąc brania leku antydepresyjnego mija się z celem ... bo to tylko doraźne maskowanie objawów. Powiem Ci tak ... jesteś wyjątkową szczęściarą, że pierwszy w życiu psychotrop i od razu trafiony :P To nie jest takie oczywiste. Ludzie męczą się latami, próbując w między czasie całą paletę antydepresantów z kiepskim skutkiem. Ale nie ma co się łudzić, że zaburzenia nastroju miną w przeciągu miesiąca czy dwóch. Nie da rady :bezradny: Dlatego leczenie powinno trwać przynajmniej pół roku i jeżeli człowiek stoi już mocno na nogach, to można pomyśleć o odstawieniu, bardzo powoli zmniejszając dawki :!: Oczywiście, żeby efekty były trwalsze warto to połączyć z psychoterapią, ale w większości przypadków same spotkania z terapeutą raz w tygodniu to zdecydowanie za mało.

AgaJoa napisał(a):I czy to nie paradoks? - jeśli po leku poczuję się dobrze, to wcale nie będę odczuwać potrzeby terapii.

Tak, to jest pewnego rodzaju paradoks, dlatego niektórzy psychiatrzy stosują minimalne dawki, żeby człowiek jakoś egzystował, a jednocześnie nie był na tyle otumaniony lekami, co rzekomo utrudnia skonfrontowanie się z własnymi emocjami. Ale powiem Ci, że to jest dość rzadko stosowana praktyka ... ja się spotkałam raz. Bo, jak człowiek jest za przeproszeniem w czarnej dupie, to i niewiele skorzysta na terapii, taka prawda :bezradny: Pozdrawiam i życzę właściwych wyborów ;)
Nie zamierzam się pod nikogo ustawiać, zamykać gęby, bo innym coś się nie podoba i brać na klatę czyichś zażaleń. Jestem sobą i sobą zamierzam pozostać.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
5761
Dołączył(a)
24 lut 2014, 18:41
Lokalizacja
dostałam ostrzeżenie, bo się broniłam... sprawiedliwość... to fikcja!

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do