Kolejny pajac, wrzeszczący na całe gardło,że sobie nie radzi

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Kolejny pajac, wrzeszczący na całe gardło,że sobie nie radzi

przez vanitasvanitatum 22 sty 2011, 22:47
Nie wiem co napisać i od czego zacząć. Nie wiem nawet po co piszę, czego oczekuję. Chyba po prostu chcę się "wygadać".
Mam 21 lat, studiuję socjologię. Właściwie studia zmieniam jak rękawiczki. Teraz jest sesja a ja zamiast się uczyć marnotrawię czas. Właśnie nauka. Tak naprawdę nigdy się nie uczyłam, mam wybitną pamięć i wystarczy,że raz coś przeczytam- zdam (to,że za tydzień nic nie pamiętam to osobna kwestia). Nie potrafię się uczyć, to też jest mój ogromny problem. Nie potrafię się skupić dłużej niż 5 minut. Dosłownie. Nie umiem, chcę ale nie mogę;/ Boję się,że niczego w życiu nie osiągnę, codziennie mam inny plan na życie. Jak już wspomniałam studiowałam już kilka kierunków- między innymi prawo w Wawie. Gdybym choć wprowadziła jeden plan w czyn wszystko by było dobrze. Czuje się lekko upośledzona. Jednocześnie wiem,że posiadam ponadprzeciętne zdolności. Nie jest to jakaś megalomania, po prostu widzę ile czasu potrzebują inni na "złapanie" jakiegoś tematu, na nauczenie się czegoś. Niby wszystko powinno być fajnie ale nie jest... Nie umiem się skupić, nie mogę zdać prawa jazdy. Jadę a po trzech minutach zapominam,że jestem na egzaminie i już myślę o czymś innym. Tak samo jest z nauką. Nie potrafią po prostu czegoś zakuć, egzaminy zdaję chyba dzięki Bożej opatrzności, omiatam tylko wzrokiem materiał, wchodzę do sali, zaliczam. Chciałabym się czegoś w końcu nauczyć Tak usiąść i po prostu się nauczyć... LUdzie zazdroszczą mi pamięci, a ja zazdroszczę im... Tego,że muszą sto razy powtórzyć coś zanim zapamietaja, a przede wszystkim tego,że umieją powtarzać. Jestem ogromnie chaotyczna, nie pamiętam imion, bardzo często zapomniam twarze. Śpię po 13godzin dziennie, czasami nie śpię w ogóle kilka dni. Ciągle odlatuje w niebyt. Ciągle skupiam się na tym,żeby nie myśleć, wiem jak głupio to zabrzmi ale uciekam, uciekam od bólu egzystencji... Ciągle mam jakieś natretne mysli.Potrafię w kółko myslec o tym samym.

[Dodane po edycji:]

Często boję się wyjść na ulicę, bo przecież jestem potworem... NIe ma dla mnie przyszłość... Położyć się i czekać na śmierć, któej to zresztą jak wszyscy się boję. NIe umiem opisać jak bardzo dojmujące jest to uczucie. Po prostu koniec.... Ogromnie wyczerpuje mnie to psychicznie, jak i również niszczy fizycznie. Doprowadziłam swoje ciało pod pewnymi względami do okropnego stanu. I właśnie te pewne mankamenty poczynione moją głupotą również mnie dołują. Ale.... czasami wyrywam się z tego i wtedy jestem zupełnie inna osobą. Ludzie mówią- jeja jaka ty jestes fajna, nie myslelismy, ze jeszcze takie osoby zyja. Wtedy, zyje za trzech. Pracuje w dwoch pracach,studiuje (dziennie), uprawiam sporty i ludzie jak ja moglam myslec, ze wszystko skonczone i nawet ładna się sobie wydaje. Widzę jednak ile złego poczyniły te moje stany nie-bycia. Ile straciłam, pozniej sie okazuje, ze moglam zrobic to i to i to i teraz by bylo swietnie i lipa. Widze ile jezykow moglabym sie nauczyc, popracowac w wolontariacie itd. Jest super:) Wszyscy są zadowoleni. A potem, a potem wszystko wraca.
Za każdym razem jest gorzej. Coraz i to gorzej... Nie wiem jak skończę. Mam hobby, powinnam isc na studia zwiazane z nimi. To hobby jest calym moim zyciem, tylko smieje sie cala soba. Ale juz jest za pozno. Mowa weterynarii. Dlaczego na nia nie poszłam.. ponieważ na maturę wstałam po miesiecznym leżeniu w łózku i gapieniu się w sufit. SKonczylam dobre liceum, niby najlepsze w miesice, wg mnie miernota maksymalna. Przychodziłam tylko na klasówki, wiecej mnie nie było niż byłam. Moją jedyną radością były spacery z psem, nic sie wtedy nie liczyło. Teraz bardzo często ogarnia mnie apatia. Siedze i mam totalnie gdzies to,że umówiłam się ze znajomymi i na mnie czekają, niech sobie czekają, wyłaczam telefon i odlatuje w najwieksze uzależnienie- sen. Był taki okres,że cierpiałam na bezsenność, siedziałam i patrzyłam się w okno. Całą noc. W dzieciństwie uciekłam w świat ksiązek. Przeczytałam ich tysiące. Czuje się nikim, bezwartościowym śmieciem..

[Dodane po edycji:]

Często spotykam fajnych ludzie, potrafię się z nim bardzo długo przyjaźnić tylko po to,żeby ich w pewnym momencie bardzo niemiło potraktować. "Nie masz prawa tego i tego. Nie jesteś moim przyjacielem" Jak to nie? Proszę cię przecież... "Nie! Nigdy nim nie byłeś. Nikt nie jest moim przyjacielem. Nikt nie może mnie kochać" Dlaczego ty taka jestes? odpychasz wszystkich ktorzy cie kochaja? "To wy odpychacie mnie" albo "i bardzo dobrze". Ranię tych ktorych kocham. Czesto naprawdę faceci z wyzszej półki się mną poważnie interesują co ja kwituję "on chyba nie wie jaka ja jestem", jestes ladna "jeja on nie wie, ze..." WIem,że nie jestem sobą. Jestem jakimś wykreowanym przez siebie monstrum. Własciwie nie wiem kim jestem. Staram sie unikać schiz. choc kiedys mialam manie zarazków. Wszędzie zarazki. Światła zapalałam przez rękaw, albo nogą. Zwłaszcza jak wychodziłam z ubikacji no bo: "co z tego że umyje ręce jak ktos przede mna ich nie umył i pac za klamkę, ja umyję ale wychodzą dotknę czy to klamki czy to zamka czy światła wszystko jedno, przejmę te zarazki". Jak wsiadłam do Lki miałam ogromną ochotę wyjąć chusteczkę higieniczną i przetrzeć kierownicę, bo kto tam siedział. Ale spoko, nie było tak źle nie zrobiłam tego choc może byłoby lepiej gdybym jednak zrobiła. Cały czas myslałam- dotykam brudnej kierownicy, co on o mnie mysli? pewnie,że mało ze brzydka to oferma... I całą drogę bombardowały mi mozg te dwie mysli. Stosunki z rodzicami. Bardzo kocham ojca, ale postepuje tak jakbym tak nie bylo, ma wiele zmartwien przeze mnie, nie potrafimy sie dogadac, nigdy nie rozmawialismy, nie jestesmy tego nauczeni, ojciec mnie nie zna. Matkę pozostawie bez komentarza. Czuje sie przerazliwie sama. Depresja poglebiła sie w chwili gdy straciłam psa. Zreszta nie wiem czy to depresja czy jestem po prostu stuknieta. Nie bede tu sie mazgalić,że chciałabym ze sobą skonczyc. Chciałabym przestac istnieć, ale samobojstwo tego nie rozwiaze. Kto wie co jest dalej? Wg mojej wiary nic dobrego.

[Dodane po edycji:]

Często spotykam fajnych ludzie, potrafię się z nim bardzo długo przyjaźnić tylko po to,żeby ich w pewnym momencie bardzo niemiło potraktować. "Nie masz prawa tego i tego. Nie jesteś moim przyjacielem" Jak to nie? Proszę cię przecież... "Nie! Nigdy nim nie byłeś. Nikt nie jest moim przyjacielem. Nikt nie może mnie kochać" Dlaczego ty taka jestes? odpychasz wszystkich ktorzy cie kochaja? "To wy odpychacie mnie" albo "i bardzo dobrze". Ranię tych ktorych kocham. Czesto naprawdę faceci z wyzszej półki się mną poważnie interesują co ja kwituję "on chyba nie wie jaka ja jestem", jestes ladna "jeja on nie wie, ze..." WIem,że nie jestem sobą. Jestem jakimś wykreowanym przez siebie monstrum. Własciwie nie wiem kim jestem. Staram sie unikać schiz. choc kiedys mialam manie zarazków. Wszędzie zarazki. Światła zapalałam przez rękaw, albo nogą. Zwłaszcza jak wychodziłam z ubikacji no bo: "co z tego że umyje ręce jak ktos przede mna ich nie umył i pac za klamkę, ja umyję ale wychodzą dotknę czy to klamki czy to zamka czy światła wszystko jedno, przejmę te zarazki". Jak wsiadłam do Lki miałam ogromną ochotę wyjąć chusteczkę higieniczną i przetrzeć kierownicę, bo kto tam siedział. Ale spoko, nie było tak źle nie zrobiłam tego choc może byłoby lepiej gdybym jednak zrobiła. Cały czas myslałam- dotykam brudnej kierownicy, co on o mnie mysli? pewnie,że mało ze brzydka to oferma... I całą drogę bombardowały mi mozg te dwie mysli. Stosunki z rodzicami. Bardzo kocham ojca, ale postepuje tak jakbym tak nie bylo, ma wiele zmartwien przeze mnie, nie potrafimy sie dogadac, nigdy nie rozmawialismy, nie jestesmy tego nauczeni, ojciec mnie nie zna. Matkę pozostawie bez komentarza. Czuje sie przerazliwie sama. Depresja poglebiła sie w chwili gdy straciłam psa. Zreszta nie wiem czy to depresja czy jestem po prostu stuknieta. Nie bede tu sie mazgalić,że chciałabym ze sobą skonczyc. Chciałabym przestac istnieć, ale samobojstwo tego nie rozwiaze. Kto wie co jest dalej? Wg mojej wiary nic dobrego.

[Dodane po edycji:]

sorki, ze dodałam dwa te same posty- zaciął mi się internet. Wracajac do tematu o studiach, zapomniałam napisać,że na socjologię poszłam dlatego,żeby zrozumieć ludzi. Dlaczego trzeba tak a tak. Czesto popełniam jakieś gafy bo nie wiem,że das tut man nicht- tak się nie robi! Od mojego imienia, jest meskie imie i tak tez mnie wołano. Rozrabiak. Wyciągnęli mi uszy na wszystkie strony, tyłek też nie szklanka. I się zaciełam, zapomniałam co chciałam napisać, pisze jakieś bzdety. Jestem bardzo empatyczna- kiedyś było wręcz przeciwnie. Ciągle wszytsko wszystki załatwiam, nie dbam o siebie tylko ciągle dostosowywuje sie pod ludzi, Ktos mnie kopnie a ja mówie o sory. Ludzie, ratunku. Nie widzę sensu. To jest najgorsze. Po co mam zyc, jak moje zycie ma dalej wygladac.A jeszcze gorsze jest to,że gardzę sobą,że okazałam się być takim słabeuszem. Jestem obciążeniem. Nie chcę, nie mogę znów ucieć co też raz już zrobiłam. Po prostu spakowałam walizki i wyjechałam za granicę. Zostawiłam studia. Teraz zwnó chciałam to zrobić, ale wiem,że już nie bede miala mozliwosci podjac studiow dziennych kolejny raz. Moj ojciec jest bardzo dobry. Mam ogromne wyrzuty sumienia, ze zamiast sie dobrze uczyc i miec stypednium i go troche i go troche odciazyc albo zdobywac doswiadczenie, robic kursy itd. to ja nie robie nic, doslownie nic. Siedze caly dzien na kanapie od czego zreszta porobiły mi sie zylaki. Dlaczego nie pójde do psychologa? Bo sama mogę sobie powiedzieć to co on mi powie. Leków zamulających nie chcę, chcę po prostu zmiany sposobu myślenia, pokazania sensu życia. Że warto coś robić,że mogę się uczyć. Zresztą atakuje psychologów tak,że to oni po chwili czują się jak pacjenci. Ponad to mało,jest psychologów mężczyzn, kobiet nie szanuje. Tzn. szanuje wszystkich ludzi i w normalnym zyciu byscie sie nigdy nie pokapowali, ze tak sie sprawy maja bo pomagam kobitom i walczę w ich obronie;d smiesznie zabrzmialo, ale taka prawda. Zreszta chyba powinnam byc facetem, silnym facetem. I znow zapomialam. Mialam napisac,że socjologią pomogła

[Dodane po edycji:]

odnaleźć się posród ludzi. KIedys nigdy nie zagadałabym do kogos obcego. Nigdy. Zwlaszcza ładnego, atrakcyjnego na ulicy. po prostu czulam sie smieciem. NIe lubiłam ludzi, ktorcyh nie znalam, mialam swoja grupe, cala klase, w ktorej bylam dusza towarzystwa a reszta- wystrzelac. Mialam bardzo ciety jezyk. Te studia poprzez to,że ciągle trzeba z kimś nowym wspołpracować nauczyły mnie rozmawiania z ludzmi. Takze taki plus widze tych studiow. Wiecej plusow nie ma. Jeszcze teraz nie zdam sesji, bo wszyscy kuja do superhipertrudnego egzaminu, z ktorego połowa roku ma repete. No ale nie ja, ja mam czas. Powinno się takich jak ja rozstrzelać. Serio podziwiam tego kto przez to przebrnie co ja tu napisałam. Zreszta to nie ma znaczenia. Po prostu sobie popisałam. Niedługo nie bede miec w ogole znajomych, w sumie jakbym umarła to z domu by się nie raz po trzech tygodniach dowiedzieli. Ale jak jest problem- pogotowie ratunkowe, wiedza gdzie uderzać. Lubie pomagac takze nie mam pretensji, zreeszta oni mnie wszedzie zapraszaja to ja ich odpycham. Taka prawda...Przeraza mnie dorosłość. Ja chcę być dzieckiem, Jeszcze się nie wybawiłam, kurczę dlaczego moja matka mnie całe życie nie kochała...Tak wiem, nie mnie jedna. I wlasnie dlatego miedzy innymi soba gardze, ze nie potrafie trzasnac reka w stoł i pokazać ze sobie nie poradze. I stanie sie jak ona mówiła. Zdechnę gdzies pod płotem... Co mam zrobić,żeby wziąć się w garść, zacząć żyć, naprawiać swoje zaległości. Ponaprawiać mankamenty urody itp. Wszystko jest do zrobienia, ale trzeba chciec, trzeba wstac i zaczac robic to co nalezy. Ostatnio znajoma powiedziala do mojej siostry, wlasnie gadalam z xxx, ona zawsze taka wesoła i wszystko u niej dobrze. Hehe sobie mysle, dobrze ze jedna choc tak sadzi, czyli nie jest tak zle show must go on.
Posty
1
Dołączył(a)
22 sty 2011, 22:24

Re: Kolejny pajac, wrzeszczący na całe gardło,że sobie nie radzi

Avatar użytkownika
przez BB1 23 sty 2011, 12:43
Podejmij decyzję co chcesz robić. To jest bardzo ważne trzeba podjąć decyzję i się nie wycofywać.
Przecztałaś tysiące książek, imponujmące :D
Jest wiele skutecznych technik pamięciowych, które pozwolą Ci zapamiętać materiał na jak długo chcesz np. mapy myśli, rzymski pokój, zakładki pamięciowe.
Jeżeli już zdecydujesz czego chcesz skoncentruj się tylko na tym, pomyśl że nic innego nie istnieje tylko to.
Mi jak nie chce się wstać i czegoś zrobić to wyobrażam sobie że ide i to robie. I w tym momencie na prawdę wstaje i działam :D
Avatar użytkownika
BB1
Offline
Posty
223
Dołączył(a)
04 gru 2008, 18:41

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do