Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 24 paź 2010, 16:41
Trochę nie rozumiem. Dlaczego cukry są takie złe w Twoim przypadku? Co za to odpowiada? Ja np. wróciłem do cukru i czuję się lepiej.

Swoją drogą jakie konkretnie objawy dopadają Cię po "złych" posiłkach?

[Dodane po edycji:]

Asia a jak reagujesz na kasze? Kupiłem dzisiaj kukurydzianą (bg) i czuję się podle...
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 09 lis 2010, 20:32
kilka słów o zbożach, przede wszystkim o pieczywie:

Zboża, a szczególnie pieczywo, może mieć działanie wilgociotwórcze i śluzotwórcze z kilku
powodów:
1. Uprawa zbóż w sposób przemysłowy - z użyciem chemii rolniczej.
2. Mechaniczy zbiór zbóż (kombajny), wymusza rozpoczęcie żniw przedwcześnie, zanim
ziarno dojrzeje, ponieważ wysypywałoby się z kłosów. Niestety, każdy owoc i ziarno
spożywane przed osiągnięciem dojrzałości ma działanie wilgociotwórcze i śluzotwórcze.
3. Natychmiastowe składowanie zżętych zbóż z pominięciem ostatniego procesu dojrzewania
w słońcu i na wietrze w snopach.
4. Rafinowanie mąki - co pozbawia ją wartości odżywczych, a czyni śluzotwórczą. Uwaga, w
Polsce (nie wiem czy w innych krajach również), mąka rafinowana jest dodatkowo
poddawana chlorowaniu. W ten sposób producenci odnoszą kilka korzyści: znaczne skrócenie
obowiązkowego okresu sezonowania mąki po zmieleniu (normalnie 3 miesiące), jej optyczne
wybielenie, oraz przeciwdziałanie zagrzybieniu.
5. Technologie wypieku pieczywa, ze skróceniem czasu wypieku, za to w wyższej
temperaturze i z dodatkami chemicznymi przyśpieszającymi cały proces.
Staramy się zapobiec tym szkodliwym skutkom, używając zbóż z upraw ekologicznych,
pieczywa z lepszych - małych, ekologicznych piekarni, bądź piekąc je w domu, (w
odniesieniu do chleba z pełnej maki w temp. 180-200 st. przez 3-6 godz.), ewentualnie
wybierając najmniej złe pieczywo i spożywanie go jako czerstwe, lub tostowane. Niezwykle
ważne jest długie żucie. Niedokładne i szybkie jedzenie prowadzi do wytwarzania wilgoci i
śluzu w procesie trawienia. Dobrze wypieczony, czerstwy chleb z pełnej mąki dobrej jakości,
nie jest wilgociotwórczy, a jest za to niezwykle energetycznym pokarmem. Należy podkreślić
wyższość zdrowotną podpłomyka, czyli pieczywa nie fermentowanego, nad pieczywem
uzyskanym z użyciem spulchniających środków, nawet gdy jest to zakwas naturalny, a tym
bardziej gdy drożdże lub środki syntetyczne, ostatnie powszechnie stosowane. Zalecenie 50%
zbóż w diecie jest względne, należy to dostosować do konstytucji danej osoby i do warunków
klimatycznych. U osób ze skłonnością do gromadzenia wilgoci, wskazane jest osuszanie
zbóż, czyli kasz, na ogniu w suchym garnku, po czym zalanie ich wrzątkiem i gotowanie na
sypko. Tak spreparowane zboża, szczególnie kasza jaglana, mają zdolność usuwania wilgoci
z organizmu.
Źródło: Notatka do ewentualnej publikacji w prasie w związku ze sprawą pp. Matsunaga. (proces o
odebranie praw rodzicielskich rodzicom żywiącym swoje dzieci w sposób wegetariański).
Nie opublikowane – odmowa redakcji Gazety Wyborczej.


U mnie to się całkowicie zgadza, jedzenie pieczywa wywołuje u mnie tworzenie się dużej ilości śluzu.

[Dodane po edycji:]

_Pete_ napisał(a):Trochę nie rozumiem. Dlaczego cukry są takie złe w Twoim przypadku? Co za to odpowiada? Ja np. wróciłem do cukru i czuję się lepiej.

Swoją drogą jakie konkretnie objawy dopadają Cię po "złych" posiłkach?

[Dodane po edycji:]

Asia a jak reagujesz na kasze? Kupiłem dzisiaj kukurydzianą (bg) i czuję się podle...


Ja cukru nie jadam w ogóle i nie zamierzam. Za to wolno mi już jeść owoce oprócz bananów, zarówno surowe jak i suszone. W ogóle teraz przechodzę rewolucję w diecie. :mrgreen:
Na kasze reagowałam na początku źle, teraz właśnie po kaszach czuję się najlepiej. Polecam jaglaną, ma właściwości lecznicze. Jem także gryczaną, czasem kukurydzianą.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 09 lis 2010, 21:56
-asia- napisał(a):2. Mechaniczy zbiór zbóż (kombajny), wymusza rozpoczęcie żniw przedwcześnie, zanim
ziarno dojrzeje, ponieważ wysypywałoby się z kłosów.
-asia-, bzdury wypisujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez justin 10 lis 2010, 22:10
Jak to moi lekarze mówią dużo mierze zależy od naszego samopoczucia i stresów. Mówią proszę unikać stresów ale jak tu unikać, lekarze tez za przeproszeniem nic nie wiedza < nie będę tu przeklinać, ale jak o nich gadam , to już się denerwuje> Ja np sama testowałam po czym mnie boli a po czym mam biegunkę, a jeśli chodzi o bule mam taki jeden fajny sposób, < Ice n Heat Reusable hot & Cold Gel Pack> To jest taki woreczek przezroczysty z takim w środku żelem , można na ciepło lub na zimno, mi pomaga na zimno jak sobie przełożę do brzucha i pomaga, myślę ze w Polsce też można kupić , często używają np na zbite kolana albo jak ktoś ma problemy jakieś tam z kościami wiecie ja się zbytnio na tym nie znam ale fakt mi pomaga na bóle innego sposobu nie znam. Pozdrawiam
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
01 lis 2010, 19:44

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 11 lis 2010, 15:48
MARIAN1967 napisał(a):
-asia- napisał(a):2. Mechaniczy zbiór zbóż (kombajny), wymusza rozpoczęcie żniw przedwcześnie, zanim
ziarno dojrzeje, ponieważ wysypywałoby się z kłosów.
-asia-, bzdury wypisujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


To nie jest tekst mojego autorstwa, podałam chyba źródło. :roll:
Ale żeby też nie było, że nic nie wiem o żniwach itd. - wyrosłam i wychowałam się na prawdziwej polskiej wsi. ;)
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 11 lis 2010, 22:28
Znak czasu .Ludzie mieszkający na wsi nie mają pojęcia o pracy na roli.Gdybyś mieszkała w mieście nie napisał bym tego .Ja całe życie mieszkam na wsi i też tu mam moje miejsce pracy .16 albo 17 żniw na kombajnie .Kiedyś żniwa zaczynały się zdecydowanie wcześniej,niż dzisiaj .Przy zbiorze zboża kombajnem ziarno musi być dojrzałe i suche.Dlatego żniwa dziś zaczynają się od siedmiu do czternastu dni później.Ziarno niedojrzałe lub wilgotne nie nadaje się do przechowywania,ani na paszę do zwierząt ,ani na mąkę.Bardzo szybko ulega zepsuciu ,pojawiają się w nim MYKOTOKSYNY!Mykotoksyny są silnie trujące ! Powodują zatrucia pokarmowe! Jeśli w sklepie pojawi się np. mąka zawierająca mykotoksyny ,jest natychmiast wycofywana ze sprzedaży ,a producent {młynarz} ponosi koszty tej operacji i płaci kary finansowe za narażanie konsumentów.Mamy Polsce SANEPID oraz Inspekcję Weterynaryjną , które zajmują się tego typu problemami.
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 12 lis 2010, 07:47
MARIAN1967, ojjjj, mykotoksyny kojarzą mi się zaraz z grzybskiem, candidą, bo właśnie ten rodzaj toksyn wytwarza grzyb również w ciele człowieka, gdy jest go tam za dużo i zatruwa organizm, zwłaszcza układ nerwowy. :pirate:
Tak... pamiętam, że dawniej żniwa zaczynały się wcześniej, teraz zboże jest często niedojrzałe z powodu anomalii pogodowych, których wcześniej nie było, wcześniej były normalnie 4 pory roku o właściwych porach bez żadnych dziwnych atrakcji, dziś jest to coraz bardziej poplątane, do tego powodzie itd. ... :roll:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 12 lis 2010, 20:21
-asia-, kiedyś też nie zawsze była idealna pogoda.Rolnik to ma zakład pracy pod chmurką .Nie tylko wilgoć i zła pogoda jest przyczyną powstawania mykotoksyn.Również niewłaściwe przechowywanie może spowodować pojawienie się grzybów które wytwarzają mykotoksyny.
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 15 lis 2010, 13:37
Hej, hej, żołądkowcy i nie tylko!

Długo nie pisałam, ale trochę się działo.

Napiszę coś baardzo dziwnego, odnosnie problemów żołądkowych.
Otóż: przeszły mi biegunki, już od dwóch tygodni nie mam problemu.

Historia jest dość zaskakująca. W drugiej połowie października bardzo mocno przeziebiłam się: niestety nie pomagały coldrexy i inne cuda, kaszlałam strasznie. efekt: po dwóch tygodniach wypluwania oskrzeli wizyta u lekarza, bakteryjne zap. oskrzeli - no cóż, nie obejdzie się bez antybiotyku. Bałam się strasznie, ale było już nieciekawie, wiec zaryzykowałam. Brałam przez 5 dni Duomox (amoxicilinum), oczywiście obstawiwszy się probiotykami: lakcid, enterol... i czekałam na zgon jelitowy, bo to przecież abx: więc kandydoza, dysbakterioza na mur beton. A tu - zonk! :shock: :lol:

1. Nie bolał żołądek, ani trochę.
2. Przeszły poranne biegunki
3. Na oskrzela nie pomogło, przynajmniej do konca. Poszłam jednak po rozum do głowy, kupiłam banki próżniowe. Po trzech sesjach jest duuużo lepiej


Wnioski: nasze organizmy są niezbadane. Lek przepisany na chorobę A pomógł na chorobę B.

Lekarz stwierdził tylko, że być moze antybiotyk wytłukł jakiegoś niewykrywanego testami bakcyla który siedział w trzewiach i mnie dręczył.

Mam jeszcze problem z odstawieniem antydepresantu - a konkretnie Mirzatenu.

Pani psychiatra już w sierpniu zgodziła się, abym odstawiła. Nie udało mi się, nadal schodzę i zejść nie mogę. Dzielę tabletkę 30 mg na 8 części i połykam te 'ósemki' wieczorem, a później śpię jak niemowlę. ktoś opisywał podobną historię. Próbowałam kilka razy odstawić: klapa, nie śpię, albo zasypiam o 5 rano. A zatem: odstawiam na 3-4 dni, po czym znów łykam, żeby spokojnie zasnąć. No masakra.
Ostatnio mąż nabył tabletki" Spokojny sen", ziołowe.
Połknęłam wczoraj zamiast Mirzatenu, jakoś udało się zasnąć i przespać noc. No i bańki też fajnie nasennie działają, tylko ranyboskie, przecież nie będę ich sobie codziennie aplikować :lol:
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Shadowmere 15 lis 2010, 13:40
To samo sobie pomyslalam po pierwszych slowach Twojego posta-musiala byc jakas podstepna niewykryta bakteria :!:

Uważaj z odstawianiem,ja po przerwaniu leczenia zalapalam straszne dolegliwosci żołądkowe-i nie tylko.
Kompletnie stracilam apetyt,biegunki,boleści,bezustanne nudności z napadowym rzyganiem.Nie funduj sobie gwaltownej odstawki,to może niestety chwilowo zaburzyc caly organizm.. :(
Shadowmere
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 15 lis 2010, 13:53
Shadowmere, dziwne, prawda?


Ja też, po nieprzespanej nocy jestem do niczego: nasilają się problemy żołądkowe i w ogóle wszystko boli. Będę musiała porozmawiać z lekarzem. Mirzaten to naprawdę niesamowity lek (w życiu nie sądziłam, że będę mogła coś takiego napisać o jakimkolwiek antydepresancie) - żeby po tak długim stosowaniu większych dawek (od marca, połykałam max. 30 mg) nadal organizm był wrażliwy na tak małe dawki (3,75 mg)? Gdy połknę ten swój okruszek, po 20 minutach zaczynam być senna, rozluźniona i to nie jest bynajmniej efekt placebo (mogłabym usnąć na siedząco). Gdy nie połknę, mam problemy.

Oczywiście, wyciągnął mnie z depresji, ale nie mogę się z nim rozstać :cry: :shock:

Nie było problemu, gdy redukowałam 3/4, 1/2, 1/4 i 1/8 tabletki - schodziłam dość szybko. A teraz jest...

Jak zatem odstawiać? Dzielić tabletkę na 16 części? A później na 32? :lol: ;)
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 15 lis 2010, 13:59
Zachmurami,

:) Ja tak dzieliłam przy próbach odstawiania:) Proponuję teraz: 10 liźnięć, potem 5 itd: :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 15 lis 2010, 14:12
wiola173 napisał(a):Zachmurami,

:) Ja tak dzieliłam przy próbach odstawiania:) Proponuję teraz: 10 liźnięć, potem 5 itd: :lol:


:lol: :lol:
Mam taką gilotynkę do krojenia tabletek. Na upartego da się podzielić na 16 części. A nawet na 32. Na 64 chyba nie, pozostaną liźnięcia.

Moim zdaniem producent powinien wyjść naprzeciwko odstawiającym lek i zaproponować np. Mirzaten tabletki 1 mg., 0,5 mg.
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez OSWIECONY 17 maja 2014, 13:23
-asia-, Hallo Asia, mam kilka pytań do Ciebie:) jeżeli możesz odezwij się,możesz mi pomóc.

Pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 maja 2014, 13:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do