Prawda wyzwala... Zadziałało! Arystoteles.

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Prawda wyzwala... Zadziałało! Arystoteles.

Avatar użytkownika
przez Christopher28 06 sty 2013, 07:49
Dzień dobry,

Tak sobie czasem szperam po Internecie i wszedłem akurat na to forum. I pomyślałem sobie, że się zarejestruję i napiszę nieco, by się podzielić swoim doświadczeniem, ponieważ mam za sobą wyzwolenie się z potężnej nerwicy. Tak czytam różne opinie i głosy, i czasem mi żal i szkoda wielu osób tutaj, jak bezskutecznie walczą, błąkają się i moim zdaniem nie raz idą w złą stronę.

Byłem bardzo ciężkim przypadkiem. Nerwica wzrastała u mnie od dziecka, od pierwszych chwil mojego istnienia, najpierw i zasadniczo wpojona we mnie była w środowisku rodzinnym - jej geneza była ewidentnie w patologicznych wręcz relacjach rodzinnych, a potem wszystkie czynniki społeczne jeszcze przyklepywały i pogłębiały.

Obserwowałem u siebie wiele problemów i objawów, np. lękowe, w bardzo szerokim zakresie (funkcjonowałem nie raz jak roślinka, wycofany, mizerny bojący się wszystkiego i wszystkich na około) albo kompulsywnych (uwierzycie, że potrafiłem się masturbować za jednym ciągiem kilkadziesiąt razy?), natręctwa, obsesyjne różne (np. sprawdzanie wielokrotne zamknięcia drzwi na klucz), fobie (przed spadającymi z drzew kwiatami na ziemię, musiałem omijać i płakałem), bulimia czasem (ciastka wyżerałem w sposób chory), egocentryzm, trochę uzależnień i spraw wegetatywnych, momenty agresji. Mógłbym to wszystko wyliczać jeszcze długo. Nerwica przybierała różne kształty. Byłem w przepaści psychologicznej.

Pomogła mi wiedza. Tak! Wiedza, prawda (na tyle na ile można ją poznać). O sobie, o relacjach z ludźmi. Po prostu dogłębna analiza uczuć i stosunków międzyludzkich. Czy to nie jest tak, że jeśli mamy prawdziwą wiedzę na dany temat, to powinna ona skutkować? Trzeba mieć dobrą teorię, która dobrze opisuje rzeczywistość i umiejętność jej zastosowania. Skąd więc nieskuteczność teorii? Z ich słabości w opisywaniu mechanizmów psychologicznych w ogólności i zastosowaniu w konkrecie...

Problem jest taki, wydaje się, że duża część dzisiejszych teorii opisujących nerwice błąka się w płyciźnie analizy. W naturalizmie ontologicznym, mówiąc językiem technicznym. Ja trafiłem dzięki Bogu na nurt odwołujący się do Arystotelesa, ojca nauki europejskiej. Okazuje się, że jego spostrzeżenia i tych, którzy doskonalą jego intuicje psychologiczne, na przestrzeni wieków, także dziś, mogą bardzo trafnie i bez przesadnego snobizmu intelektualnego mogą opisać mechanizmy rządzące psychiką człowieka. I na dodatek jest to praktyczne, jak każda dobra teoria. Oczywiście wszystko wzbogacone o analizy medyczne/naukowe współczesne, tylko umiejętnie włączone w teorię, a nie same rzucanie liczbami i nazwami. Natomiast sam zręb humanistyczny, realistyczny psychologii sięga do Arystotelesa.

Leki nic nie dadzą. Ewentualnie chwilową pomoc, doraźnie, a dalsze ich stosowanie, tylko zaburza naturalne procesy w człowieku. A przecież trzeba je przywrócić, przywrócić zdrowie, a nie dalej się sztucznie przetwarzać. Jeśli wierzyć temu (a ja to sprawdziłem na samym sobie), że genezą nerwicy jest przede wszystkich psychika, rodzina, społeczeństwo, to trzeba przejść tę drogę jeszcze raz. Od podstaw, od czasu, kiedy pojawiło się zaburzenie.

Proces zdrowienia w moim przypadku były to trzy lata przechodzenia ze stanu nerwicy do stanu zdrowia. Ale to nie była droga niepewności, tylko przyrównanie siebie do teorii i aplikacja. Chory musi rozumieć, co się z nim dzieje. Nie można nim manipulować poza jego świadomością. Wiedza u chorego niczemu nie szkodzi w procesie terapii. Chyba, że pieniądzom terapeuty, który maskuje swoją nieumiejętność albo koncernom farmaceutycznym, które będą nachalnie promować naturalizm biologiczny. Jakby człowiek nie miał serca, psychiki.

Teoria musi sięgać do przyczyny, a nie tylko objawy leczyć. Co to za terapia, która nieco objawy wyciszy? To powinno przemienić całego człowieka, dać mu nowe życie. Sięgnąć głęboko w jego charakter. Zasadniczo to jest proces, który stopniowo przebiega, sięga się do źródła i objawy maleją.

Pokusą leczenia nerwicy jest też maskowanie lęku, jakby to nazwać po polsku - energią, ambicją, siłą. Lęk trzeba umiejętnie wyciszyć i obezwładnić, a nie przykrywać go warstwą mocniejszych uczuć/emocji. Człowiek siłą woli ma zdolność despotycznego, autorytarnego wymuszania na sobie pewnych rzeczy. Ale powrót do zdrowia, to nie to. To wyciszenie tego, co chore i pozwolenie na rozwój tego, co zdrowe. To nie walka na siłę, bo to tylko przeszkodzi. Tak tylko pogłębiamy nerwicę i wszystkie konflikty w nas. Miałem sam ku temu bardzo duże skłonności. Tutaj trochę bierności potrzeba w nastrojach, uczuciach, a przy tym pracy rozumu. Nie intelektu, nauki, intelektualizmu technicznego, ale spokojne zastosowanie rozumu do własnych uczuć i do życia swojego. Człowiek jest jednością i psychiki (w tym ducha, umysłu), i ciała.

Człowiek jest rozumny. To zwierzę rozumne. Od strony subiektywnej, czyli przeżywania, człowiek odbiera siebie jako osobę rozumną i wolną. Tego nie można lekceważyć w terapii. Potrzeba spojrzenia całościowego na człowieka, nie tylko jako trybiku w maszynie przyrody.

Powoli wracały mi przez trzy lata uczucia, które się nie rozwinęły w czasie wychowania, początków rozwoju, za dziecka i które dalej konfliktowały się z innymi przy różnych okolicznościach. W czasie tych lat malały "patologie" nerwicowe, konflikty emocji, szarpanina, drażliwość, lęk... Wrócił spokój, stonowanie, łagodność, piękno, pełnia przeżywania... Musiałem przechodzić wiele etapów dojrzewania, rozwoju, których nie przeszedłem w swoim życiu poprzez trudności natury rodzinnej/społecznej, które wywołały nerwicę. Była to ciężka droga, ale teraz się z tego wszystkiego śmieję.

Ale teraz jestem zupełnie innym człowiekiem. Vivat zdrowie!

Wybaczcie, rozpisałem się nieco...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 sty 2013, 06:53
Lokalizacja
Warszawa

Prawda wyzwala... Zadziałało! Arystoteles.

Avatar użytkownika
przez refren 04 mar 2013, 19:10
To powinno przemienić całego człowieka, dać mu nowe życie. Sięgnąć głęboko w jego charakter. Zasadniczo to jest proces, który stopniowo przebiega, sięga się do źródła i objawy maleją.


Tak !!! Kiedy patrzę na swój proces zdrowienia to widzę, że jestem odmienionym człowiekiem i też musiałam przejść etapy dojrzewania, których wcześniej nie osiągnęłam. A kiedy znowu zaczyna się coś psuć to znak, że coś we mnie wymaga przemiany, wysiłku, naprawy.

Podpisuję się pod każdym zdaniem, również tym o walce "na siłę" - to wyniszczające, dla mnie to była prosta droga do szpitala.

Dla mnie to jedna z mądrzejszych wypowiedzi, jakie przeczytałam na tym forum, szkoda tylko że dość abstrakcyjna i ciężko z tego będzie komuś wyciągnąć korzyści. Ale rozumiem że ciężko opisać własną drogę do zdrowienia, dla mnie to ma w sobie coś z tajemnicy, choć ma swoją żelazną logikę.

Kiedy poszłam na początku moich problemów do pewnej pani psycholog zapytała mnie, czy wolę leki czy rozwój. Ostatecznie musiałam wybrać leki, ale myślę, że to świetne pytanie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3272
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do