Skocz do zawartości
Nerwica.com

Na czym polega leczenie nerwicy natręctw?


ana

Rekomendowane odpowiedzi

Trzeba się nastawić od razu, że leczenie trwa długo - zależy jeszcze od tego jak silna jest choroba, od predyspozycji organizmu i przede wszystkim od leków - niektórym zamuje to parę tygodni - innym - miesięcy. Ja lecze się od dwóch, trochę zelżało po fluoksetynie, którą biorę na depresję... pozdrawiam wszystkich leczących się!!!!!!!!!!! :D

 

nie krzyczymy ;] (dop. lith)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie jestem chora ale mój chłopak. Interesuję się tym jak tylko mogę i kombinuję jak mu pomóc. Narazie nie wpadłm jeszcze na nic konkretnego. Mój chłopak leczy się już ok. 3 lat, ale niestety nieregularnie. Nie chcę Cię straszyć bo okres leczenia u każdego trwa inaczej i może być różnie. Powodzenia i cierpliwości.

 

Tu rowniez nie krzyczymy ;] (dop. lith)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mówisz, że regularność to podstawa, ale on ciągle pracuje, bo ma dziecko na utrzymaniu (z inną kobietą, ale ona jest pozbawiona praw do dziecka).

Piszesz jeszcze, że muszę być przy nim, rozumiem, że jest mu to potrzebne, ale ja już czasami nie mam siły. Kiedy bierze leki, jest ok., ale kiedy przestaję, robi przerwę w ich braniu to poprostu nie można z nim wytrzymać. Mam nadzieję, że nie myślisz, że jestem jakąś wiedźmą, która jest z chłopakiem, tylko jak jest wszystko ok. bo to nie tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem co czujesz, bo ja sam z sobą czasem nie mogę wytrzymać :-) Powiedz mu, że nie może odstawiać leków - musi je brać regularnie, to chyba nie problem dla kogoś kto pracuje żeby brać leki? Ja też studiuję i pracuję i jakoś sobie radzę - zapas leków mam zawsze przy sobie i biorę regularnie. To jest dla mnie prawie że świętość - jestem osobą obowiązkową i poważnie traktuje takie rzeczy, zwłaszcza, że chodzi o moje zdrowie. A on też powinien mieć na uwadze nie tylko siebie ale i Ciebie... To okropna choroba i zrobię wszystko, żeby się tego pozbyć - on też powinien... Trzymaj, się... Jeśli tylko będzie brał regularnie - będzie dobrze... Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wielkie dzięki za pocieszenie. Nie wiem, czy to ja coś źle robie, czy to on jest bardzo uparty, ale jak czuje się lepiej, to nie bierze, wtedy zaczyna się znowu źle czuć i tak cały czas. Sory, że żale się Tobie, ale nie mam z kim o tym pogadać, nikt tego nie rozumie. Może doradzisz mi chociaż troszkę jak mu to wytłumaczyć. Ostatnio jest tak, że kiedy zaczynam o tym mówić, to rozpętuje się kłutnia, ale co ciekawe, na całkiem inny temat - jakieś to wszystko pokręcone. Już nie narzekam, jakoś to będzie. Zdrówka życzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma w tym nic złego że mi się żalisz... Czasem warto z kimś pogadać... A to co robi twój chłopak to największa głupota na świecie - każdy psychiatra Ci powie, że nie wolno odstawiać leku jak ktoś się lepiej czuje - nawet na niektórych ulotkach to jest napisane! Musisz mu to wytłumaczyć, bez względu na to czy dochodzi między Wami do kłótni, czy nie... Jeżeli mu na Tobie zależy powinien Cię posłuchać (chociaż z tym to czasem jest ciężko - moja koleżanka rozwodzi się z powodu tego, że prosi męża o różne rzeczy, a ten jej nie słucha... :-/ tak, że czasem jest ciężko). Jeśli nie dla Ciebie, to powinien to zrobić dla siebie. Chyba że na swoim zdrowiu mu nie zależy to będzie bardzo ciężko... Nie wiem co Ci napisać... Postaraj się z nim szczerze porozmawiać i przedstaw mu moje argumenty, że regularność do podstawa - musi brać leki ciągle - na wszystkich stronach i ulotkach od leków tak piszą. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za rady. Co powiesz na to aby postawić na jedną kartę i powiedzieć mu, że jak przestanie brać leki to z nim zerwę i będzie albo w jedną stronę albo w drugą. Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu i wydaje mi się, że to jedyne wyjście. Zrobię to z nadzieją, że jednak wybierze wersję z braniem. Co myślisz o moim pomyśle? Ma on jakiś sens, czy Twoim zdaniem to przegrana sprawa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno mi cokolwiek powiedzieć, bo nie znam ani jego ani Ciebie... Różni ludzie reagują różnie na takie coś - nie mam pojęcia jak on zareaguje. Może to być reakcja pozytywna lub - odwrotnie, może się załamać. Chociaż w sumie od samej groźby chyba nikt nigdy się nie załamał - gdybyś z nim zerwała to co innego, mógłby się załamać... To delikatna sprawa i musisz sama wybadać jak on zareaguje. Może się zmotywuje? Nie mogę Ci nic otwarcie poradzić, bo - tak jak mówię - nie znam ani Ciebie ani jego. Ale chyba mała groźba nie zaszkodzi - tylko na mnie nie przeklinaj jak coś pójdzie nie tak :-) Porozmawiaj z nim szczerze, powiedz mu że Ci na nim zależy, ale nie potrafisz dłużej w ten sposób i że on MUSI regularnie zażywać leki - jego psychiatra powie mu to samo... (a czy jego lekarz wie, że on tak bierze na raty? pewnie nie, bo jakby wiedział to by go porządnie opieprzył...)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za rady. Napweno nie będę na Ciebie przeklinać, fajnie, że jest ktoś kto mnie rozumie. Mineło już trochę czasu a ja nadal nie mam odwgi mu tak powiedzieć. Ostatnio nie bierze leków już prawie wcale, czuje się dobrze, jest ok. Zaczynam wątpić w sens ich brania, bo skoro nie bierze i czuje się dobrze, to po co ma się nimi faszerować. Naprawdę nie wiem, czy dobrze myślę. Co Ty na to? Pewnie masz sporo własnych problemów a tu jeszcze ja zawracam Ci głowę swoimi. Jak masz jakiś kłopot i chciałbyś pogadać albo potrzebujesz rady, to pisz śmiało. Możesz nawet na moją pocztę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest na razie OK! Poznałem świetną dziewczynę, tylko że ona nie wie, że ja się leczę i sam nie wiem jak jej o tym powiedzieć... Nie jestem wariatem, ale w polskim społeczeństwie jest taki stereotyp, że jak ktoś się leczy psychiatrycznie to musi być walnięty i to porządnie... boję się, że ona nie będzie chciała kontynuować tej znajomości....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Nie jestem ekspertem w sprawach sercowych ale ja na jej miejscu wolała bym wiedzieć. To pewnie trudna decyzja - powiedzieć, czy nie. Moim daniem, to jeżeli jej na Tobie naprawdę zależy, to napewno Cię zrozumie. Przy okazji będziesz miał ten komfort, że nie będziesz miał przed nią wielkich tajemnic, za które mogłaby się kideyś pogniewać. Może ona też odpłaci Ci szczerością. Zastanów się nad tym, bo to chyba trochę ważna decyzja. Ale nie chciałabym abyś był na mnie zły, jak coś nie wyjdzie. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam:) Ja chciałam wrócic do pytania zadanego na samym początku. Od pól roku chodze na terapię grupową. Są tam tez ludzie z innymi problemami(ja z nerwicą natręctw). Ale założenie terapii jest nastepujące- to co sie z nami dzieje to tylko objawy, problem tkwi gdzies wewnątrz i nalezy do niego dotrzec. Terapia opiera sie na spontanicznej rozmowie, nie ma z góry ułożonego planu terapii(chociaż takie tez są). Szukamy rozwiąznia problemu w dziecinstwie,w pewnych błednych schematach, które wynieslismy z domu, analizujemy uczucia.

Może dla jasności powiem, jak to wygląda u mnie. Moje natręctwa wiążą sie głownie ze sferą mysli. Moge pomyslec na swój temat najgorsza rzecz i nie mam pewności, na ile jest ona prawdziwa,a na ile fałszywa. Te mysli wywołuja we mnie poczucie winy. Z czesci tych mysli oczyszczałam sie "spowiadając" sie komus. Obecnie do mysli doszło intensywne mycie rąk. I to tez jest chyba jakas forma oczyszczania sie z poczucia winy. A to poczucie winy zakorzeniła we mnie moja mama, która jest alkoholiczką. Taka mam teorię na dzien dzisiajeszy.

Obecnie czuje sie duzo lepiej niz jakis czas temu. Czasem bywa zle, ale i tak widze, ze cos sie zmieniło. Jakos radze sobie z moimi myslami. Pomogło mi leczenie farmakologiczne. Ale od poł roku juz nie biore lekarstw. I ostatnio widze, ze cos drgnęło, ze cos sie zmienia w pewnych aspektach mojego życia. Mysle, ze to zasługa moja i terapii.

Sadze, ze terapia ma sens. Przede wszystkim pokazuje, ze nie nalezy skupiac sie na samych natręctwach, ale na ich zródle. za duzo energii tracimy na te parnoje. Powinnismy ją poswiecic na konstruktywne myslenie. pozdrawiam wszytskich:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam:) Ja chciałam wrócic do pytania zadanego na samym początku. Od pól roku chodze na terapię grupową. Są tam tez ludzie z innymi problemami(ja z nerwicą natręctw). Ale założenie terapii jest nastepujące- to co sie z nami dzieje to tylko objawy, problem tkwi gdzies wewnątrz i nalezy do niego dotrzec. Terapia opiera sie na spontanicznej rozmowie, nie ma z góry ułożonego planu terapii(chociaż takie tez są). Szukamy rozwiąznia problemu w dziecinstwie,w pewnych błednych schematach, które wynieslismy z domu, analizujemy uczucia.

Może dla jasności powiem, jak to wygląda u mnie. Moje natręctwa wiążą sie głownie ze sferą mysli. Moge pomyslec na swój temat najgorsza rzecz i nie mam pewności, na ile jest ona prawdziwa,a na ile fałszywa. Te mysli wywołuja we mnie poczucie winy. Z czesci tych mysli oczyszczałam sie "spowiadając" sie komus. Obecnie do mysli doszło intensywne mycie rąk. I to tez jest chyba jakas forma oczyszczania sie z poczucia winy. A to poczucie winy zakorzeniła we mnie moja mama, która jest alkoholiczką. Taka mam teorię na dzien dzisiajeszy.

Obecnie czuje sie duzo lepiej niz jakis czas temu. Czasem bywa zle, ale i tak widze, ze cos sie zmieniło. Jakos radze sobie z moimi myslami. Pomogło mi leczenie farmakologiczne. Ale od poł roku juz nie biore lekarstw. I ostatnio widze, ze cos drgnęło, ze cos sie zmienia w pewnych aspektach mojego życia. Mysle, ze to zasługa moja i terapii.

Sadze, ze terapia ma sens. Przede wszystkim pokazuje, ze nie nalezy skupiac sie na samych natręctwach, ale na ich zródle. za duzo energii tracimy na te parnoje. Powinnismy ją poswiecic na konstruktywne myslenie. pozdrawiam wszytskich:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie skuteczna jest TYLKO psychoterapia. Lekami jedynie ZAleczamy objawy, nie ruszając ogniska choroby, do którego możemy dotrzeć jedynie na sposób kontrolowanej, świadomej rozmowy. Należy zrozumieć problem który powoduje niepewność i wyeliminować go. Choćby nie wiem jak tkwił głęboko. To jedyna droga. 8)

 

Wera- nie ma stanu sprzed-choroby. Ona jest z nami od zawsze, tj. predyspozycyjnie.

 

Ana- Co robi się na spotkaniach? Gada, gada, gada, gada...;) I gada, ale i to nie zawsze- zazwyczaj się...GADA!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×