Nerwica wegetatywna (somatyczna). Kto ją ma?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica wegetatywna (somatyczna). Kto ją ma?

Avatar użytkownika
przez Motio 20 wrz 2016, 09:04
Nerwa, odpiszę za kilka dni ( do piątku włącznie).
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
265
Dołączył(a)
03 wrz 2016, 12:55

Nerwica wegetatywna (somatyczna). Kto ją ma?

przez nerwa 20 wrz 2016, 11:24
Motio, ok :)
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Online
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Nerwica wegetatywna (somatyczna). Kto ją ma?

przez Madzialenka 23 wrz 2016, 09:06
Witam!Po czterech latach znów źle się czuję.Moje objawy to ciągłe zawroty głowy,uczucie bycia pijanym,bóle głowy.Cały czas biorę Asentre 100.Czy pomimo brania leków mógł nastąpić nawrot?
Offline
Posty
422
Dołączył(a)
07 kwi 2009, 14:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica wegetatywna (somatyczna). Kto ją ma?

Avatar użytkownika
przez Motio 23 wrz 2016, 12:01
Dzień niech będzie dobry ;)

Nerwa, środowisko, czyli ramy w których człowiek żyje, czyli zasady/normy/prawo/reguły. To człowiek kształtuje te ramy i ramy mogą być dobre [nie ograniczają wolności] albo złe( zbędne normy też są złe). Obecnie, coraz więcej złych i zbędnych zasad jest wprowadzanych( same się nie wprowadzają), a przez to środowisko to ulega skurczeniu, czyli wolność zanika, a bez wolności nie ma rozwoju, mniej życia. I cywilizacja śmierci rozwija się w najlepsze.
Stan materialny wpływa na poczucie szczęścia, ale nie jest czymś decydującym, więc nic w tym dziwnego, że człowiek aktualnie w stanie biedy, albo człowiek aktualnie bogaty mogą być podobnie szczęśliwi.

Dla mnie najważniejsza jest nasza reakcja na środowisko, a nie środowisko same w sobie. Oczywiście - zmienić środowisko jest najłatwiej, ale co jak za chwile znowu środowisko (to nowe) stanie się złe? (niby) to wtedy znowu trzeba zmieniać - i w pewnym momencie dla mnie to już jest taka troche ucieczka (np. od problemów). A jak się zmieni podejscie i swoje myslenie, to może się okazać, że da się życ bez nerwicy nawet w gorszym środowisku.

Ale Twoja reakcja na środowisko, wynika w największym stopniu z tego jakie to środowisko jest.(?) I Ty możesz albo ulec i toczyć się razem z tym co teraźniejsze, możesz stawić opór, ale bez dodatkowego działania sam opór na nic się zda( w końcu nerwy i tak puszczą, zresztą jeżeli postawić na konformizm to też to się odbije na zdrowiu). Najlepiej, najtrudniej jest po prostu stawić opór i do tego oprzeć swoje życie na dobrych zasadach, i wtedy chwila cierpienia, ale za to przyszłość jaśniejsza będzie, bo i środowisko zacznie się zmieniać na dobre.
Oczywiście jeżeli środowisko jest w porządku, to nic złego w dostosowaniu się.
A konkretnie: jeżeli środowisko( Polska) ustalają urzędnicy ( a obecnie ustalają) i na przykład zdecydują, że aborcja staje się normalnym, powszechnym, nic nie szkodzącym (wręcz ratującym) zabiegiem, to czy ci co poddają się aborcji (kobieta bezpośrednio, facet pośrednio) są usprawiedliwieni rozboju, albo człowiek wykonujący ten zabieg, albo ten urzędnik który to ustalił?

Nie wiem czy czytałeś ksiązke Frankla - Czlowiek i sens życia. Opisuje on życie w obozie koncentracyjnym i jaka byla różnica (w mysleniu i postrzeganiu swiata) pomiedzy osobami ktorzy wlasnie nie chcieli życ, a ktory chcieli żyć (mimo takich niewyobrażalnie ciężkich warunków). I fajnie tam pokazuje jak myślenie może wpływać na naszą percepcje sytuacji w ktorej się znajdujemy (nawet bardzo ciężkiej) i na naszą siłe psychiczną. Oczywiscie nie wiaodmo jak dokladnie wygladal ich układ nerwowy fizjologicznie - bo tego nei zbadano. Mogloby się okazać, że oni myśleli inaczej (byli w stanie widziec światelko w tunelu i wyjscie z tej sytuacji), bo ich układ nerwowy był inny - tego nie wiaodmo

Nie czytałem tej książki (z tego co się zorientowałem, to chodzi o : "Człowiek w poszukiwaniu sensu" ?), ale przeczytam, bo już fragmenty świadczą, że wartościowe przemyślenia. Dziękuję.
Znasz "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya? W pewnym sensie analogia do współczesności.

Jest osoba, nieśmiała, nie asertywna, nie umie bronić swojego zdania i siebie, bo się boi (np. tego, że ludzie przestaną ją lubić - czasem ludzie mogą się tego bać). Pracuje sobie w firmie, ludzie (są często jacy są, i czesto się trafi jakis skurw...n) zaczynają taką osobe wykorzystywać. Ona robi wszystko co jej każą, jest męczona, dręczona, popada w nerwice, depresje.
Mysli sobie... ta praca jest zła, złe środowisko itd. Przenosi się do innej pracy, gdzie ten schemta się powtarza, bo znow nie umie walczyć o swoje i znowu ludzie to wykorzystują (bo taki jest świat, neistety). Oczywiscie, moze sie zdarzyć, ze w koncu wyjedzie sobie, będzie wypasac owce i jakos przezyje reszte życia we wzglednym spokoju.

To jeszcze raz: jeżeli w firmie są złe normy, to będą odnajdywać się w tych normach ludzie o złej moralności, więc ten ktoś kto czuje się nieswojo w tej firmie, to w sumie dobrze. Gorzej, że boi się ten ktoś kierować prawdą z powodu tego, że przestanie być lubiany, bo jest to niespójne, jest to ulegnięcie chorej sytuacji. Oczywiście, ważne by szanować innych i przyjemnie być lubianym, ale jeżeli wypaczeni kształtują złe normy, to lepiej się od takich odciąć niż przymilać, bo przez to, że właśnie boi się, że ktoś przestanie lubić (w tym środowisku) kształtuje się nerwica. Tylko że silnych i wytrzymałych nerwów do tego potrzeba, a to nie taka prosta sprawa. I o to się rozbiega, by kształtować dobre normy/zasady/prawo/kodeks, środowisko, ogólnie świat po prostu.
Ale... z drugiej stony, są takie osoby, ktore w tym momencie wlasnie idą na terapie. Tam zaczynają zauwazac, ze w pracy jest zle, bo JA nie walcze o swoje, JA daje sobie wchodzic na glowie i kazdy mi mowi co ma robic. Uczy się, ze mozna to zmienic, bo jak mnie nie beda lubic, to trudno, to nie jest wazne. Najwazniejsze zebym byla sobą, nie pozwala sobie na zle traktowanie itd.
No i taka osoba idzie do pracy, już potrafi odmawiac, nie zgadzac sie na pewno rzeczy itd. Czuje się pewniej, inni wtedy tez juz nie mogą nią "pomiatac" i nagle okazuje sie, ze kazda praca w ktorej bylo to "zle srodowisko", jest ok, jesli ja zmienie siebie - swoje podejscie i zachowanie.

To się sprawdzi wtedy, jeżeli środowisko było w porządku, a ten ktoś był tym o złej moralności. Albo po prostu terapia wzmacnia i ten ktoś zaczyna walczyć, ale według zasad które obowiązują w środowisku ( tu akurat chodzi o to złe środowisko) i dostosowuje się, czyli i tak prowadzi to do złego.
Ogolnie ja mysle, ze jest tak:
Swiat (i srodowisko) czesto jest zly, niesprawiedliwy i szkodliwy dla nas. Takie są fakty.

Zgadzam się, często tak jest, ale każdy z nas ma wpływ (mniejszy, większy) na zmianę na lepsze( bo o lepsze przecież chodzi ). (każda decyzja powoduje skutek dostrzegalny i trudniej dostrzegalny, bo niewidoczny na pierwszy rzut oka). Żeby zmienić środowisko, najpierw trzeba samemu być w porządku( to oczywiste) i tu zaczynają się urojenia, bo jakby tak popytać, to coś czuję, że okazałoby się: każdy dobry, tylko inni źli. Dobrze, że istnieje obiektywizm.
1) zmieniajac to srodowisko (tylko trzeba sie zastanaowic, bo mozna wpasc tez w bledne kolo - że wszedzie gdzie pojdziemy bedzie zle, bo to my mamy taką skrzywioną percepcje)
2) możemy zmienic siębie i percepcje srodowiska albo danej (trudnej) sytuacji. To tez nie jest zawsze rozwiazanie, bo jak kogos np. mąż bije w domu, no to wiadomo, ze nijak nie da się tego zaakceptowac i trzeba zmienic srodowisko.
3) Mozemy brac leki, wtedy nie odczuwamy lęku, nie odczuwamy somatyzacji, nie odczuwamy niczego, wiec wiele rzeczy nam nie przeszkadza i zyjemy sobie szczesliwe :) (tylko... wtedy trzeba je brac raczej caly czas, i jak one wplyną na wątrobę? i jak wplyną na odczuwanie tych dobrych emocji? Czy mozna czuc sie szczesliwym (Tak naprawde) będac na lekach psychotropowych? - nie wiem)

Najlepsze odpowiedzi jak najlepiej żyć są w Biblii( więcej w Nowym Testamencie), tylko też trzeba czasami innej wiedzy jak ta serwowana głównie, żeby zrozumieć istotę niektórych słów, zdań, przypowieści. Jest kilku Księży, Sióstr zakonnych, ogólnie mądrych osób, które pomagają w zrozumieniu. (Tylko że później po zderzeniu z teraźniejszością układ nerwowy bardzo boli, no ale cóż, prawda często boli.) Ale mając wiedzę jak żyć, łatwiej już działać, po prostu ma się więcej możliwości.
Leki traktować jako pomoc, ale nie oparcie bez którego ani kroku.
Tak to widzę, Nerwa.


Cześć Madzialenka
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
265
Dołączył(a)
03 wrz 2016, 12:55

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 50 gości

Przeskocz do