Skocz do zawartości
Nerwica.com

hej!


atrament

Rekomendowane odpowiedzi

Hej! Od zarejestrowania się na tym forum minęło już nieco czasu, jednak dopiero teraz zebrałam w sobie siły by się przywitać. Jestem prawie 21letnią mieszkanką północno-wschodniej Polski.

Okres dojrzewania przyniósł mi problem w postaci trądziku, który w połączeniu z niską samooceną doprowadził do tego, że przestałam wychodzić z domu. Znajomi początkowo próbowali mnie wyciągnąć gdzieś, jednak bardzo szybko odpuścili, w efekcie przez niemalże całe wakacje siedziałam we własnym pokoju. Rodzice nigdy nie interesowali się tym co się ze mną dzieje. Pewnego dnia doszłam jednak do wniosku, że tak dłużej nie da się żyć i warto spróbować wyjść do ludzi. Siedząc ze znajomymi przed blokiem przypadkowo zostałam świadkiem próby samobójczej kolegi. To wydarzenie sprawiło, że odnalazłam rozwiązanie swoich wszystkich problemów-samobójstwo. Wystarczyło mi kilkadziesiąt stron internetowych z opisem skutków przedawkowania leków i tabletki, które tata przyjmował na nadciśnienie, by całkowicie upewnić się, że zabiję się skutecznie. Tego dnia byłam sama w domu, usiadłam wygodnie na łóżku, wzięłam do ręki wszystkie tabletki i rozpłakałam się. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że jestem po prostu dzieciakiem, które nic o życiu nie wie i chce je sobie odebrać. Znajomi postanowili mi pomóc i dzięki ich wsparciu żyłam dalej. W wieku 16 lat przypadkowo wykryto u mnie niewielkie wodogłowie. Od neurologa dostałam skierowanie do CZD w Warszawie. Lekarze podczas konsultacji stwierdzili, iż będą mnie operować. Ja jednak nie zgadzałam się na operację, gdyż wada mózgu nie przeszkadzała mi aż tak mocno w normalnym funkcjonowaniu. Podczas pobytu w CZD byłam świadkiem śmierci półrocznego dziecka. To wydarzenie sprawiło, że zaczęłam doceniać to, że żyję i postanowiłam zacząć dążyć do spełnienia swoich marzeń, m.in. wyjazd na Przystanek Woodstock. Kolejne lata upływały pod znakiem walki o swoje szczęście, zdałam maturę, dostałam się na wymarzone studia, miałam pracę, chłopaka. Niestety, straciłam pracę, a chłopak zaczął mnie krzywdzić swoim zachowaniem i w końcu po 15 miesiącach związku zostawił mnie dla innej dziewczyny. Nie załamałam się i mimo wszystko próbowałam ułożyć sobie życie na nowo. W sierpniu poznałam chłopaka, który wywrócił moje życie do góry nogami, zakochałam się w nim, a on z dnia na dzień zostawił mnie. Nie zerwaliśmy jednak z sobą kontaktu. W grudniu byłam świadkiem jego załamania nerwowego-powtarzał mi, że się zabije. Próbowałam jak najwięcej być przy nim, wspierać go. Gdy jego stan psychiczny się poprawiał, załamałam się psychicznie. Ponownie zrozumiałam, że samobójstwo jest końcem problemów. Tkwię w tym stanie od prawie 2 miesięcy, boję się wyjść z domu, nie chcę by ktokolwiek na mnie patrzył, dotykał, nie mam nikogo bliskiego,dla rodziców jestem tylko współlokatorką w ich mieszkaniu, na wsparcie byłego chłopaka nie mogę liczyć. Każdy dzień wygląda tak samo-w dzień śpię, w nocy płaczę. Coraz częściej myślę o skończeniu życia... gdy będę w trumnie, nikt nie będzie mnie już krzywdził

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samobójstwo, jako najgorszy możliwy rodzaj ucieczki od problemów, nigdy nie jest rozwiązaniem! Zastanów się też, czy wsparcie psychologa, czy psychiatry w jakiś sposób by Ci nie pomogło :). Wiele osób z forum z pewnością przechodziło, czy też przechodzi przez podobne rzeczy i napewno czytając forum przekonasz się, że nie są to problemy, z których nie da się wyjść.

 

Witam wśród nas i mam nadzieję, że jak najszybciej się wszystko ułoży!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam cię atrament.Zgadzam się z tobą introvertic samobójstwo nie jest rozwiązaniem (piszę to dlatego że sam mam za sobą kilka prób samobójczych przez które to niemal straciłem życie ale dzisiaj już wiem że to były złe decyzje skoro teraz tu jestem to tak poprostu miało być).Wiem łatwo jest mi to wszystko pisać bo w rzeczywistości wszystko dzieje się zupełnie inaczej ale uwierz mi trochę już przeszedłem w życiu.Ale nie będę się rozpisywał o sobie.W pewnym miejscu twojego postu napisałaś że zaczełaś doceniać swoje życie to znaczy że jest w tobie siła do walki a WALCZYĆ naprawdę warto i napewno nie jest to łatwe jednak mimo to warto.Powinnaś pomyśleć o wizycie u specjalisty (sam jestem pod stałym kontaktem z lekarzem) on napewno cię wysłucha i powie co dalej robić.Z mojej strony życzę ci aby wszystko się u ciebie ułożyło.Pozdr.Luk_beta. Myślisz że cierpisz tak naprawdę walczysz o Szczęście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×