Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam, kłaniam się


kronos.1234

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć!

Jest mi bardzo trudno mówić o sobie, bo mam wrażenie, że to niezwykle przygnębiający temat.

 

Ostatnio rzeczywistość dość mocno mnie przygniotła. Miotam się, nie znajduje sensu do robienia niczego. Wszystko co robię, zdaje mi się być stratą czasu. Fantazjuje o popełnieniu samobójstwa, researchuje w internecie sposoby... niby z nudów...

 

Do niedawna byłem studentem informatyki i gdzieś tak w połowie studiów zdałem sobie sprawę, że naprawdę jestem tragiczny "w tym" - nie mam pasji do żadnego aspektu informatyki, zainteresowania żadną technologią, językiem, nie zajmuję się komputerami dla przyjemności - jak tylko mam szanse odrywam się od klawiatury.

 

Pół biedy gdybym tego po prostu nie lubił ale był w tym dobry (znam kilku takich osobników) - można się zawsze przemóc i odbębniać te 8.00-16.00 pięć dni w tygodniu w jakiejś firmie za całką przyzwoitą płacę. Ale ja jestem po prostu do bani, nie znajdę pracy w zawodzie, jestem po prostu złym informatykiem. Także zmarnowałem sześć lat życia... a mając 25 lat, to tak jakby ćwiartka żywota!

Nie byłaby to kompletna strata czasu, gdybym chociaż miał z tego całego doświadczenia ten tzw. "papier" - czyli lśniący dyplomik. Niestety, nie napisałem pracy, a ostateczny termin jej złożenia minął niedawno. Bez możliwości reaktywacji. Czyli zostałem ze swoim absolutorium, z wykształceniem "niepełnym wyższym" czyli tzw. "prezydenckim" znanym lepiej jako "nieistniejące". Nie ma się co pocieszać - formalnie mam takie samo wykształcenie jak wtedy kiedy opuszczałem liceum. Nie mam też doświadczenia ani umiejętności.

 

Networking też leży. Jestem nudnym odludkiem, nie nawiązałem żadnych długotrwałych przyjaźni przez całe sześć lat studiów. Heck, nawet przygodnych znajomości nie nawiązywałem. Jestem przekonany, że 90% ludzi z mojego roku, gdyby mnie dziś zobaczyła na ulicy nie poznałaby mnie nawet z widzenia. Ludzie nie przepadają za mną i nie mogę się im dziwić.

 

Wszystko to miałbym gdzieś, gdyby nie to że rozczarowałem matkę. Wspaniałą osobę, która była dla mnie wsparciem przez cały ten czas. Wpakowała masę pieniędzy, energii i czasu w ten projekt, który nazywa swoim synem a ten okazał się porażką. A teraz nie mam odwagi jej powiedzieć, że czasem gdy idę po ulicy modlę się o to, żeby potrącił mnie samochód i wysłał na tamten świat.

Samobójstwa nie popełnię, bo nie mam jaj - tak jak nie miałem ich żeby zrezygnować ze znienawidzonych studiów gdzieś na drugim roku. I sprawiłbym ból rodzicom i bratu (i to w zasadzie zamyka listę ludzi, którzy zjawiliby się na moim pogrzebie). I w zasadzie tylko dlatego.

 

Chciałbym zacząć jakoś funkcjonować, znaleźć pracę, poznać ludzi, żyć normalnie... ale doświadczenie każe myśleć, że to raczej nie będzie możliwe.

Czasem sobie myślę, że moje życie potoczy się według scenariusza: zostanę w rodzinnym domu, znajdę jakąś niewymagającą żadnych umiejętności pracę i będę zajmował się starzejącymi się rodzicami. A kiedy oni już odejdą, to palnę sobie w łeb, skoczę z mostu, wyzwę niedźwiedzia na pojedynek, czy jaka tam będzie wiodąca metoda samobójstwa za jakieś 30 lat. Życiorys kompletnego życiowego nieudacznika.

 

Ale na co dzień trzymam maskę dość mocno - wszystkim wokół mówię, że wszystko jest OK i jestem nawet przekonywujący :yeah:

 

Ten wywód był trochę chaotyczny, za co przepraszam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć kronos.1234. Wielu z Nas, tak sądzę, zamyka sie pod takimi maskami - ja przed większością osób również. Być może to miejsce pozwoli Ci na wylanie choć części ze swoich negatywnych emocji.

 

Ps. Fajny awatar.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyzwanie niedźwiedzia na pojedynek jako wiodąca metoda samobójstwa za 30 lat wywołała wielki uśmiech na mojej twarzy:D Bardzo ładnie piszesz, nie wiem, na co była Ci ta informatyka. Trzeba było wziąć coś humanistycznego;) Wielu ludzi po skończonych studiach (lub jeszcze w ich trakcie, co gorsza) popada w taki stan, uzmysławiając sobie, że to, co robią nie ma większego sensu albo, że nie daje im satysfakcji, czy że nie jest przyszłościowe. Chodzi o to, żeby nadać temu znaczenie drugorzędne; wszelkiego rodzaju studia, kursy traktować jako środek do zdobycia pieniędzy i godnego życia. Jeśli przy okazji można łączyć to z pasją, to bardzo dobrze, ale jeśli tak nie jest, to pasję należy odnaleźć w czym innym - mówiąc krótko, w życiu. W ludziach, kontaktach, podróżach, książkach, muzyce, jedzeniu, we wszystkim, na co mamy tylko ochotę. Bardzo bym chciała uwierzyć w swój własny bełkot i się do niego zastosować, co nie bardzo mi od kilku lat wychodzi;)

Może pomyśl o terapii u psychologa? Podpowie Ci, jak przełamać się w kontakcie z innymi, jak odnaleźć wewnętrzny spokój i przedstawi wszystko z zupełnie innego punktu widzenia, co będzie bardzo pomocne. Być może zmiana środowiska też by Ci dobrze zrobiła. Życie w otoczeniu rodziny, co do której masz poczucie, że ją zawiodłeś, wpędzą Cię w jeszcze większą frustrację. Nawet wyjazd za granicę na przysłowiową pracę na budowie (czy za barem), nowe otoczenie i nowi ludzie potrafią postawić człowieka na nogi i naładować pozytywną energią. Ja pomimo tego, że kompletnie nie mam sił i chęci do życia stawiam wszystko na jedną kartę i wyjeżdżam do innego miasta, bo jeszcze parę lat w mieście rodzinnym przepełnionym atmosferą mojej własnej życiowej porażki i frustracji chybaby mnie wpędziły do grobu. Czasem trzeba zaryzykować, bo pewnie warto. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×