Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Banan

Moja glupawa nerwica

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich,

Przyznam na poczatek, ze, co przykro mi powiedziec, pomoglo mi poczytanie tego forum i wiedza, ze nie jestem sam i ze inni maja gorzej. Strasznie jednak fajne jest to, ze się nawzajem wspieracie.

 

U mnie zaczelo się około 3 lata temu. Zaczalem pracowac przy komputerze bez wychodzenia z domu - taki zawod. Praca starsznie wciagajaca i tylko czasem pracowałem w ‘normalnym swiecie’. Od jakiegos pol roku zaczalem się troche gorzej czuc, czasem braklo mi oddechu, zabolalo serducho, zakrecilo się w glowie itd. Lekarzy nie znosze, wiec zwalalem wszystko na papierosy i kawe.

Raz trafilo mnie nieco mocniej, wiec kupilem sobie mielisse i myslalem, ze wystarczy.

Jakis czas temu postanowilem tez zaczac robic cos ze swoim cialem, zapisalem się na silownie, pochodzilem 3 tygodnie i ….. wlasnie tam strzelil mnie pierwszy atak. Ech, to było cos! Wszystkie opisywane przez was objawy - poty, bol w piersiach, brak poczucia swiata, serce wali jak oszalale i ten przerazajacy lek. Jakos wyszedlem z sali ( chyba nawet bez butow, doczlapalem się do samochodu swięcie przekonany, ze to zawal.

Chociaz nie, przy zawale nie zadzwonilbym po pogotowie, chyba nawet jakby mi noge ucielo to bym nie zadzwonil. Wtedy zadzwonilem. Przyjechali, zmierzyli cisnienie, EKG, powiedzieli, ze wszytsko ok. i odeslali do lekarza rodzinnego. Jak się domyslacie od razu po ich wizycie zrobilo mi się lepiej - standard, prawda?

Poszedlem do rodzinnego ( w poczekalni oczywiście zawroty glowy na maksa) - dostalem jakies ziolka na obnizenie cisnienia czy uspokojenie i rade, zebym mniej palil i wiecej spacerowal. Bylem swiecie przekonany, ze umieram a tu mi radza spacery!

Wrocilem do domu, spalem prawie 2 dni bez przerwy i jadlem. Co ciekawe – prawie nie chcialo mi się palic, a pale paczke dzienie!

2 dni snu minely i wmowilem sobie, ze to sprawa kregoslupa – nie ma się co przejmowac! Pewnie jakies kregi naruszaja jakies nerwy i od tego kreci mi się w glowie. Prawda, ze piekne wytlumaczenie? Oblalem to odkrycie butelka wina i poszedlem spac. Nastepnego dnia jestem w markecie na zakupach i …… jak mnie nie trzasnelo! Ledwo do domu dotarlem.

Ciagle jednak wierzylem w ten nieszczesny kregoslup, poszedlem wiec do neurologa ( ciekawe dlaczego akurat do niego?) i pani powiedziala mi wprost – nerwica! Dostalem Xanax plus Memotropil i zaczalem się brac za siebie, bo nerwica zaczela mi wlazic do glowy coraz bardziej.

Odwolalem wszystkie spotkania, balem się jak diabli zamkniecia w jednym pomieszczeniu z jakas osoba ( dobrze, ze okres wakacyjny), codziennie dlugasny spacer na swiezym powietrzu, strach caly czas i do tego glupawe rady rodziny- „Przeciez jestes zdrowy, nie ma się czego bac! Nie umrzesz przeciez!”

Wiem, ze nie umre, i ze TO tylko mi się wydaje - ale co z tego skoro się boje jak nie wiem co?

Zaczalem od wychodzenia do lasu w poblizu drogi ( miałem stracha, ze jak będę daleko od ludzi i mnie trafi to… COS zlego się stanie), potem stopniowo coraz dalej i dalej. Zawsze nosilem przy sobie Validol ( to taki srodek ziolowy, bez recepty- podejrzewam, ze nic nie daje i dziala jak placebo, ale pomagala mi mysl., ze go mam przy sobie).

 

Tydzien temu nadszedl dzien, w którym postanowilem się wykapac w jeziorze! Sam! ( oczywiście tez strasznie się balem wejsc do wody)

Ech, trzaslam się ze strachu już wychodzac z domu, plaze mijalem 3 razy zanim w koncu się rozebralem ( z Validolem w ustach:-) ale – UDALO SIĘ! Plywalem pol godziny i NIC się nie stalo Teraz wmowilem sobie, ze to mi pomaga i chodze codziennie, niedlugo mistrzem swiata w plywaniu zostane

Dzisiaj jestem pelen energii, bo wiecie co? Byłem u fryzjera, u którego zawsze jest kolejka! ( balem się tego jeszcze bardziej niż kapieli w jeziorze) Udalo się bez validolu i jestem strasznie szczesliwy.

Chociaz… ten strach ciagle jeszcze we mnie jest. Boje sie, ze to może być tylko chwilowe polepszenie od lekarstw, a gdy je odstawie wszystko wroci…. Ale może nie? Strasznie nie mam ochoty isc do psychologa, nie boje się go, ale … jakos nie wierze w psychologie

Zbieram się teraz żeby pojsc jeszcze raz na te sama silownie gdzie miałem pierwszy atak.

Ech, to będzie hardcore, boje się jak diabli. Trzymajcie za mnie kciuki, może sie uda?

 

Paskudne to nasze chorobsko, ale damy rade je razem pokonac, prawda?

?

Na koniec podam moje osobiste rady, żeby ten mój post nie był tak calkiem bez sensu.

1) Nie wychodze z domu bez tego Validolu ( ech brzmi to jakbym miał udzialy w firmie go produkujacej ) ale pomaga mi swiadomosc, ze go mam ze soba.

2) Te paskudne miejsca ( koscioly, markety, poczekalnie) dobrze odwiedzac z kims znajomym.

3) W razie poczatku ataku zmoczyc glowe zimna woda.

4) Wysilek fizyczny – jak się zmecze, to nie mysle, ze To może nadejsc.

5) W trudnych sytuacjach bardzo pomaga mi komorka – mam taka z internetem wiec od razu wlaczam gadu gadu i zaczynam pisac do wszystkich na raz, byle nie myslec o tym leku. ( W kosciele pewnie się to nie uda – ale jestem niewierzacy)

6) Mowic jak najwiecej, to tez odrywa mysli ( zagadalem chyba dzisiaj tego fryzjera na smierc

7) Ponabijac się troche z samego siebie. Wiecie co mi przyszlo do glowy? Ta nasza choroba jest paskudna, ale tez jakas taka …. smieszna. Jak zaczniemy się z niej nabijac to się obrazi i sobie pojdzie..

Wiec gdy zaczyna mnie dopadac to mysle sobie – „Ooo, znowu idziesz glupia chorobo, ciekawe co teraz wymyslisz? zaraz serducho zacznie bic, a może tym razem szyja zdretwieje? Ale jestes glupia – przeciez to nieprawda co się dzieje, nie dam się nabrac! Zapamietam objawy, zebys potem mogl opowiedziec o tobie pani doktor”. Pomaga mi troche, ze obserwuje się jak obiekt doswiadczalny

 

Przepraszam, ze tak bardzo się rozpisalem, chyba bardziej dla siebie to pisalem bo nie miałem komu opowiedziec,

Trzymajcie się wszyscy cieplo! Damy rade!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehehe, dobre! I prawdziwe! Ale ja bym tego Validolu nie laczyla z tymi lekmi, ktore dostales od neurologa ;) Chyba, ze go tylko nosisz w kieszonce i tyle.

Ja nie mialam ataku od... Ponad miesiaca. A jak czuje ze ma nadejsc, to dzwonie do bliskiej mi ooby i mnie pociesza :D I moge sie wyzalic w sluchawke jak mi zle, jak niedobrze, wyrzucam cala zlosc i strach i potem jest ok, tylko ide zaraz spac, bo jestem zmeczona... Ale rano wstaje juz luzna, w miare wypoczeta i z usmiechem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Validol jest lekiem ziołowym - który w przypadku nerwicy lękowej ( która idealnie pasuje do opisu ) jest dobry.

Validol uspokaja serce, wyrównuje oddech - na serio jest ok :)

 

Co do nerwicy - hmmm muszę przyznać że to nie takie głupie znowu... W każdym razie mnie nerwica nauczyła panować nad własnymi emocjami ( choć czasem płaczę jak małe dziecko ).

Kiedyś czytałam artykuł na temat nerwicy lękowej... Wg najnowszych badań - w Polsce jest ponad 6 mln osób (które poszły do lekarza) które cierpią na tą dolegliwość.

Czasem pomaga zmiana trybu życia, czasem zmiana towarzystwa... Ale najlepiej działa ignorancja ludzi ... Wtedy musisz radzić sobie sam ze sobą. Dziwne, ale pomaga :)

 

Powodzenia i dużo uśmiechu życzę :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Polecam artykuł we wczorajszej Gazecie Wyborczej w dziale nauka o Lęku Napadowym!

Jest mega szansa n a nowe cudowne lekaarstwo ktore ans wyleczy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z doświadczenia wiem, że nie istnieje cudowne lekarstwo na nerwicę :)

 

Ale warto się troszkę połudzić ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wart przeczytac ten artykul bo jest na prawde ciuekawy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Artykuł w GW tez dal mi jakas nadzieje, ale zanim lek wejdzie do produkcj... lata przemina:( Poza tym jestem jakos sceptyczny wobec doniesien wakacyjnych gazet. Ale kto wie?

Dziekuje za rade o Validolu, jakos mi razniej, ze go mam przy sobie, chociaz nie bralem juz dosyc dawno. "Jade" na razie na xenexie i to chyba dosyc duza dawka (1mg rano i jeden wieczorem) Na razie jest ok ale lada moment ide do neurologa i pewnie bedzie powoli odstawiany. Ech, ciekawe co to bedzie, boje sie, ze wszystko wroci. Zobaczymy.

O tym, ze nerwica nasza jest smieszna pisalem w cudzyslowiu- na razie nic gorszego w zyciu mi sie nie zdarzylo. Staram sie jednak patrzyc na nia z zewnatrz, tak jakbym wzial super narkotyk i teraz obserwowal efekty. Jakos mi to pomaga.

Ostatnio zauwazylem, ze mam piekne stany euforyczne, gdy nic sie nie dzieje. Wydaje mi sie, ze wszystko minelo, bylo zludzeniem i teraz moge gory przenosic. Moze to efekt dzialania tych psychotropow?

 

Mam do was pytanie. Jesli macie jakies miejsca zwiazane z atakami (jak chociazby ta opisywana przeze mnie silownia) i zwiazane z tym lęki. Czy myslicie, ze warto je przelamywac i 'na siłe' tam chodzic, zeby sobie udowadniac, ze wszystko jest ok?

Jesli pojde i nic sie nie stanie to w porzadku, ale jesli znowu mnie zlapie to boje sie, ze w taka traume wpadne, iz juz mi zostanie i przeniesie sie na reszte zycia. Jak myslicie?

Macie jakies doswiadczenia? Warto byc 'twardzielem' w walce z samym soba?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Będzie dobrze, stary. Ja miałem taką nerwicę, ale jakoś udało mi się to przezwyciężyć. Rzeczywiście mam momenty, kiedy wraca, ale jak narazie dobrze sobie z tym radze. Da się. Na prawdę. Nie daj się i walcz :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim miejscem, gdzie dopada mnie atak nerwicy jest głównie przychodnia... A szczególnie stanie w kolejce do rejestracji...

Ciężko mi, ale wiem, że muszę, że nie mogę od tak uciec....

 

W sumie to wiele jest takich miejsc, ale chyba ta przychodnia najgorsza... Niestety !

 

Jeśli nie będziemy się starali pokonywać lęków, to będziemy na przegranej pozycji...

Tak więc trzeba każdego dnia stanąć przed wyzwaniami, aby dojść do celu...

 

Powodzenia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak przeczytałam zdanie "Jak zaczniemy się z niej nabijac to się obrazi i sobie pojdzie.. ", taki uśmiech wylazł na moja twarz, jak nigdy od jakiegos czasu :D

Dzięki banan :D

 

Zastosuję się do tej rady... albo przynajmniej spróbuje :smile:

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To znowu ja, Banan.

Obiecalem sobie kiedys, ze jeśli wyjde z tego paskudztwa to opisze Wam na forum, bo duzo mi pomoglo czytanie waszych postow. Takie podziekowanie.

Ale może po kolei…

KONIEC Z XANAXEM

Skonczylem na tym, ze byłem dobrej mysli bo szprycowalem się Xanaxem codziennie. Dawalem jednak już rade funkcjonowac. Minal ponad miesiac i zarejestrowalem się w tej samej spoldzielni, żeby dowiedziec się co robic dalej. Okazalo się, ze lekarka, która mi to zapisala juz nie pracuje i nikt mi nie chcial powiedziec co się z nia dzieje. Pomyslalem wiec, co za roznica jaki lekarz, choroba to choroba.

Przyjal mnie jakis wiekowy pan, spojrzal podejrzliwie na Xanax, powiedzial

– Tego to ja nie znam, niech pan lepiej nie bierze. ( Ech, jak można nie znac Xanax, przeciez nawet skrzynke mailowa tym spamuja:)

Mowie wiec prosto z mostu

– Może jakos stopniowo odstawiac?

Na co on:

- Ano niech pan jakos stopniowo, tak jakos zmniejszy sobie.

I zapisal mi cos, co trzeba robic na recepte ( nawet w google na temat tego specyfiku prawie nic nie było, jedyne info to, ze straszne przymula i ze stosowano to w czasie wojny dla oslabienia popedu wśród zolnierzy). Wylalem od razu do zlewu.

Wrocilem do domu, pomyslalem – jak odstawiac to odstawiac, koncze z Xanaxem. Wzialem tabletke magnezu i poszedlem spac. Nastepny dzien był jeszcze do przejscia, ale kolejny….

Ech, jak się obudzilem to balem się wstac z lozka. Czegos takiego w zyciu nie przezylem. To, ze bolalo mnie cale cialo, to jeszcze nic, ale to co dzialo się w glowie to koszmar. Dobrze, ze mam male okna i się nie miescilem, żeby wyskoczyc. Lezalem do poludnia i czytalem w kolko Szwejka, jak jakas mantre, trzesac się ze strachu. Gdy zadzwonil telefon myslalem ze serce mi stanie. Modlilem się, żeby zona wrocila z pracy, i balem się, ze jej cos zrobie bo nie kontrolowalem swoich mysli. Naprawde myslalem, ze jestem już pelnym szalencem.

Zona wrocila, powiedziala, zebym się nie wyglupial wzial tabletke i potem zobaczymy co robic. Madra mam zone, serio. Powoli wszystko przeszlo.

Od razu usiadlem do komputera. Teraz wiedzialem już ze nie mam wyjscia i tylko psychiatra może pomoc. Balem się go tak samo, jak wielu z was, ale to co przezylem było jeszcze gorsze.

Dosyc dlugo weszylem, sprawdzalem i w koncu znalazlem kogos, kto wydawal się sensowny. Wybralem pania, która jest jednoczesnie psychologiem, bo pomyslalem, ze lepiej placic za dwa w jednym. Zadzwonilem od razu ( zdaje się ze w sobote kolo 22?) i powiedzialem, ze proszę jak najszybciej, bo nie wytrzymam. Udalo się umowic na poniedziałek.

PSYCHIATRA I LEXAPRO

Lecialem do pani jak na skrzydlach, bo xanax się konczyl. Nie myslalem wcale, ze to jakas psychoanaliza, tylko chcialem cos z tym zrobic. Pani zdziwila się, ze ktos mi tak Xanax odstawil nagle, i zapytala co się dzieje.

Ha! Alez się rozgadalem, każdy przeciez lubi opowiadac o swoich chorobach, prawda? Boli tutaj, tutaj mniej, tutaj się boje wchodzic, tutaj nie itd.

Dochodzilem dopiero do polowy opowiesci, gdy zwrocila mi uwage, ze kolejka się już sie pod drzwiami ustawila. Pytam wiec:

- A jak wyglada prawdziwa psychoterapia?

Na co ona mowi:

- Wlasnie tak, jak teraz :)

Zapisala mi lexapro i powiedziala jak powoli odstawiac xanax. Powoli! A nie od razu! Pamietajcie!

Gdy wyszedlem czulem się jak nowonarodzony. ( oczywiście tylko przez jakis czas- nie ma tak lekko). Wykupilem xanax, zaczalem brac lexapro, bylo troche lepiej i ruszylem na wakacje z rodzina. Pamietajcie, ze miałem jeszcze niezle strachy wchodzac nawet na poczte.

Nie było to zbyt madre, niestety. Nagle wyjscie do ludzi, wszystko nowe, xanaxu coraz mniej we krwi, a lexapro nie zaczelo jeszcze ukladac mi mozgu, bo okazalem się wyjatkowo odporny. Dalem rade zyc, ale do toalety zona prowadzala mnie za reke. Balem się nawet korytarza pelnego ludzi. Ten, kto nie miał nerwicy nigdy tego nie zrozumie.

Strasznie mi się dluzyly te wakacje, ale jakos przetrwalem.( Moim zdaniem, nie warto od razu na poczatku kuracji lexapro ruszac w swiat, lepiej spokojnie przezyc to u siebie w domu, bo czasem organizm dziwnie reaguje).

Wrocilem do siebie, i jakos pieknie jeszcze nie było. Z domu sam się nie ruszalem, lezalem i patrzylem w sufit, telefonow nie odbieralem i caly czas myslalem - jakie to straszne będzie gdy będę musial isc do pracy. Przeciez ja nie dam rady! Zwieje, jak tylko wysiade z samochodu!

Ale powoli, powoli…. zaczalem wychodzic z domu. Najpierw po papierosy, potem coraz dalej i dalej. Caly czas chodzilem do mojej pani psychiatry, i co ciekawe- u niej nie balem się nic a nic!

W koncu udalo mi się juz chodzic spokojnie po miescie. Marzylem o tym od czasu, gdy cala zabawa z nerwica się zaczela. Okazalo się, ze to wcale nie jest takie super jak w marzeniach – nogi bola, deszcz kapie na glowe itd.

PRACA

Przyszla pora na prace. Ech, pierwsze wejscia byly straszne. Czulem, ze zaraz padne, paczka xanaxu w spoconej dloni ( nie bralem, ale zawsze lepiej mieć w pogotowiu), w drugiej Validol i cukierki z melissa w ustach. Okazalo się jednak, ze daje rade, nie mam tych paskudnych zawrotow, leku, i derealizacji. Do dzisiaj nie czuje się jeszcze na sto procent pewien w takich sytuacjach, ale – uwaga! uwaga! – czasem uda mi się zapomniec, ze mam nerwice!

Zycie zaczelo mi się już jakos ukladac, az tu nagle:

KONIEC LECZENIA

Moja kochana pani psychiatra ( czy wy tez się nieco podkochujecie w terapeutach?:) powiedziala mi:

- Panie Banan, pan jest już zdrowy. Powoli odstawiamy lexapro i szkoda pana pieniedzy na wizyty.

- JAK TO?! – zakrzyknalem – ALE JA SIĘ CHCE JESZCZE LECZYC! TO JEST… FAJNE…

Doszlismy wiec do tego, ze leczyc się już nie musze bo nerwicy nie widac, lexapro powoli idzie do kosza ale mogę przychodzic i tak, bo troche brudnych mysli jeszcze we mnie siedzi, i warto by do nich dotrzec.

Zgodzilem się od razu, bo taka terapia to fajna rzecz.

Za pare dni biore ostatnio okruch lexapro. Moje spotkania w poszukiwaniu siebie trwaja już od jakiegos czasu i coraz bardziej mi się podobaja, chociaz naprawde czasami jest ciezko.

PODSUMOWANIE

Teraz, gdy patrze na to z perspektywy czasu to wiecie, co mysle? To, ze nerwica mnie dopadla, nie było takie zle. Zycie z rodzina mi się pozmienialo, ale na lepsze, na duzo lepsze. Zaczalem troche myslec o sobie, czego nie robilem przez cale zycie. I wiele innych rzeczy.

Wiem, ze nie byłem w tak ciezkim stanie jak niektorzy z was. To, co mnie spotkalo to pewnie pestka. Wiem tez, ze ciagle się jeszcze gdzies w srodku trzese ze strachu, ze wszystko wroci ale mimo wszystko, w pewien sposob bylo to dobre.

I nawet - ech wiem, ze to glupie- troche tesknie do tych moich ciemnych dni. Były straszliwe, pelne leku ale jakies takie – inne.

Nie traccie wiec nadziei, z tego naprawde da się wyjsc, i może się okazac, ze lepszym.

Możliwe, ze jeszcze kiedys to wroci, i będę znowu plakal wam na forum, ale mimo wszystko – jakos zyje!

NA KONIEC.

Takie moje rady ogolne, może się przydadza?

1) Lekarstwa- sprawdzajcie wszystko co wam lekarz zapisuje w necie. Ja przeczytalem nawet badania labolatoryjne lexapro Starajcie się uwierzyc, ze one naprawde dzialaja. Nawet jeśli się pomylicie- z nadzieja latwiej się zyje.

2) Psychoterapia. Ludzie, naprawde nie ma się czego bac. Oczywiście trzeba najpierw poszukac, popytac, poweszyc. Ja miałem to szczescie, ze trafilem na dobrego lekarza, ale pewnie i wam się uda.

Psychoterapeuta nie jest straszny, naprawde. Wyobrazcie sobie, ze boli was noga i spotykacie dobrego kumpla, któremu marudzicie na ten temat. Fajnie się opowiada, prawda? Nic bardziej interesujacego niż wlasne bolaczki. Żaden kumpel nie wytrzyma takiego marudzenia i ucieknie, psychoterapeuta – nie. On wyslucha was do konca.

A w koncu - czy może się stac strasznego od gadania, co?

Nie martwcie się opinia spoleczenstwa, olejcie to, wy jestescie wazniejsi niż oni.

Ja teraz przyjalem taka metode. Mowie – sorry, nie mogę wpasc do ciebie we wtorek, bo mam spotkanie ze swoim psychoanalitykiem, wlasnie mamy pracowac nad moim ego. Polowa bierze to za zart, a polowa mysli „chwali się, na Amerykanca się snobuje, pozer jeden!) i oczywiście zazdroszcza.

Meskiej czesci forum podszepne, ze jeśli powie się dziewczynie w ciemnym pubie, po kilku piwach, o wizytach u psychoanalityka – skuteczny podryw murowany! Dziewczyny chca znac kogos o zlozonej osobowosci.

Już sam nie wiem, jak mogę was inaczej zachecic do rozpoczecia leczenia, zamiast siedzenia w domu.

Forum czytal będę dalej, a jeśli moglbym jeszcze komus jakos pomoc – niech smialo pisze na PW.

Trzymajcie się cieplo, ja tez trzymam za was kciuki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Uśmiałam się, jak przeczytałam, że lekarz przepisał ci lek stosowany podczas wojny... Trochę dziwne, że lekarz nie wie nic o xanaxie. Fajnie się czytało twój post. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

heh musze przyznac ze pan banan to rowny gosc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zobacz banan, już się tworzy twój fanclub. Pozdrawiam :):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nabijacie sie ze mnie:)

Chcialem po prostu napisac cos, zebyscie nie tracili nadziei. Pamietam swoj stan gdy bylem pewien, ze juz nigdy z tego nie wyjde. Okazalo sie jednak, ze mozna. I ze wam pewnie sie tez uda.

I jeszcze cos mi sie przypomnialo. Gdy zaczniecie terapie wasz stan moze sie chwilowo pogorszyc - ja przynajmniej tak mialem ale wiedzialem o tym wczesniej (nie wszyscy terapeuci o tym mowia) Jest to zupelnie normalne, i nie ma co uciekac z gabinetu. Po prostu jesli dotyka sie bolacych miejsc w psychice to musi bolec. To tak jak u dentysty - wiercenie boli, ale potem jest spokoj na cale zycie.

PS.

Cenzura forumowa zrobila ze mnie jakiegos lubieznika:(

Napisalem: "Moja kochana pani psychiatra ( czy wy tez się nieco /cenzura/ w terapeutach?:)"

Wyciete slowo do druga osoba liczby mnogiej od "podkochiwac" a nie zadne perwersje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"dziewczyny chcą znać kogoś o skomplikowanej osobowości" no ba :lol:

swoją drogą, ja też się non stop nabijam - z siebie. to moja obrona. kiedy człowiek dochodzi do krawędzi i widzi, że za nią jest już tylko przepaść, to odwraca się i chwyta każdej możliwej deski ratunku. długo olewałam objawy nerwicy, aż się śmiertelnie przeraziłam. lekarz? nigdy. leki? nigdy. teraz.. przede wszystkim to!

jest jeszcze jedna rzecz: masz nerwicę raz, masz ją "zapamiętaną" na całe życie. chodzę normalnie po ulicy, śmieję się, żartuję, rozmawiam z ludźmi - z pozoru wszystko jest cacy. a tu nagle dup! jakaś zapadnia się w głowie otwiera i spadam, lecę.. nie wiem czemu. grunt spod nóg ucieka. znów czuję się jak kosmitka i mam ochotę obżerać paznokcie.

jedno jest pewne, szkoda życia na nerwicę..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Banan nikt się z ciebie nie nabija. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

panie bananie! mógłbyś książki pisać, tak mi się dobrze czytało Twoje wypowiedzi=) i uśmiałam się nawet nie raz!

gratuluję pokonania nerwicy! ja jestem na etapie: leki- nigdy! już 3 lekarzy mi przepisywało a za każdym razem jak czytam ze uzależnia, ze to, ze tamto to chowam receptę w jakimś głębokim zakamarku..;-) teraz znowu wszystko wróciło, złe myśli, więc w czwartek wybieram się do lekarza ponarzekać na nowe choroby, pewnie też dostanę nową receptę, może nawet ją zrealizuję?=P kto wie?=)

 

a Twoja uwaga a propo chłopców z ciekawą osobowością - zgadzam się z tym w 100%! Lubimy ich, oj lubimy!=D

ale jakby dwóch partnerów było znerwicowanych, to chyba zbyt dobrze by nie było. Mój chłopak zawsze mnie doprowadza do porządku z myślami, ochrzania wręcz, i dobrze robi! bo zawsze jak mi tak gada to robię się na niego zła i w rezultacie od razu zapominam o tym że bardzo źle się czuję;-)

Z kolei mam takiego przyjaciela, który jest po ratownictwie i zdrowiu publicznym, i tak mnie potrafi wysłuchać i uspokoić że nic mi nie jest(w końcu ufam mu bo jest prawie jak lekarz), że jak wychodze od niego to autentycznie czuję się o niebo lepiej!

Więc już sama nie wiem co lepsze, ale pewne jest ze jakbyśmy mieli partnerów lekarzy to długo by z nami nie wytrzymali :mrgreen::mrgreen::mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naszym bliskim szacunek wielki - tak sobie teraz mysle. Przeciez to nie jest zrozumiale, ze ktos sie boi wyjsc na ulice, wejsc do sklepu lub na poczte. To nie jest zrozumiale dla kogos, kto przez to nie przeszedl. My to czujemy, oni nie maja szans.

Do tego ja cale dnie i noce gadalem o sobie, nawet teraz mi troche zostalo:( Wyobrazcie sobie zycie z kims takim:)

Nie jestem jakims wielkim znawca psychiatrii. Poczytalem troche gdy musialem, wiec nie chce sie wymadrzac na temat farmakoterapii. Z moich obserwacji wynika, ze Xanaxem lekarze nieco szafuja za bardzo. Jest dobry na krotka mete, ale przytepia i MOZNA GO BRAC TYLKO POD SCISLA KONTROLA! wiec jesli lekarz przepisuje go z marszu, i mowi, ze zobaczymy co bedzie dalej to lepiej zmienic lekarza.

Lexapro jest ok, na poczatku starsznie mnie wywracal, potem jednak zaczal dzialac i bylo ok. Nie powoduje uzalenienia, nie stwierdzono interakcji z innymi lekami itd. Niestety jest drogi - ponad 100 zl za 28 tabletek. ( Nie mam zadnych udzialow w firmie go produkujacej, jakby co:)

Czy da sie przejsc przez to calkiem bez lekow? Nie wiem, ja bym chyba nie dal rady. Po prostu jesli terapeuta ma z pacjentem zero kontaktu, to moze byc synem Freuda i a i tak nic nie pomoze. Wiec leki moze na poczatku, zeby stanac na nogi, a potem terapia?

Ale juz sie nie madrze, bo jeszcze komus zaszkodze.

 

Chodzilo mi tylko o to, ze z nerwicy da sie wyjsc, i ze nie trzeba jej traktowac jako czegos co jest tylko zle. Jest ona czescia naszej osobowosci i moze nam pomoc.

Czytalem kiedys opowiesc o jakims Rockefelerze lub innym bogaczu. Zapytano go, komu najwiecej zawdziecza w zyciu. Odpowiedzial, ze szefowi hurtowni w ktorej pracowal jako pomocnik magazyniera. Dlaczego? - dziennikarze byli ciekawi.

Bylo to tak, powiedzial -

Pewnego dnia szef wezwal mnie do siebie i rzecze:

- Panie kolego, pan sie nawet nie nadajesz na pomocnika magazyniera, ja pana zwalniam, pan nie umiesz nawet dobrze liczyc.

Wtedy bylem zalamany, myslalem, ze to koniec swiata - opowiadal Rockefeller - ale wrocilem do domu, zaczalem myslec, zalozylem wlasna firme i teraz widzicie kim jestem! Gdyby ten szef mnie nie wywalil, bylbym najwyzej starszym magazynierem. Bardzo mu dziekuje.

 

Moze nerwica to wlasnie taki szef? Teraz miota i strasznie ciezko jest, jestesmy zalamani i nie znosimy go, ale za pare lat pomyslimy - chwala bogu, ze to przeszedlem, dzieki temu jestem teraz Rockefelerem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Bardzo ładnie ująłeś problem nerwicowy, wspomagając się tą anegdotką o szefie Rockefellera. Widać, że masz głowę na karku. Cieszę się jak czytam, takie optymistyczne posty jak twoje. Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Super historia, masz talent do pisania. Po przeczytaniu pierwszego posta chcialem napisac, ze nie uda ci sie wyleczyc tak latwo, po twoim wczorajszym poscie, pozostaje tylko pogratulowac. Jednak z pewnych powodow mam inne zdanie o tym, czym jest wyzdrowienie z nerwicy.....

Jestes programista?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie jest tak, ze nerwica moja calkiem juz sobie poszla. Za zadne pieniadze nie pojechalbym teraz pociagiem do obcego miasta albo nie daj boze samolotem!. Zapewne nic by sie nie zdarzylo ale gdy pomysle, ze bylbym zamkniety w jakims pomieszczeniu i nie mogl wyjsc... brrr, ciarki mnie przechodza. To zapewne kwestia czasu.

Piszac swoj post chcialem wam tylko dac znac, ze z nerwicy da sie wyjsc na tyle, iz prawie sie o niej zapomina. Jakis dreszczyk mimo wszystko zostaje ale da sie z nim zyc. Moze i on minie?

Chcialem tez, zeby ludzie przestali sie bac psychiatry lub psychologa - tak jak ja kiedys.

Jakis czas temu pojawila sie u mnie znajoma, zupelnie rozsypana psychicznie. Od razu powiedzialem jej - do psychiatry marsz!, bo wydawalo mi sie to tak naturalne, jak pojscie do dentysty z bolem zeba. Strasznie mnie zdzwilo, ze nie chciala i sie opierala. Wizyta wydawala mi sie to calkiem naturalna - calkiem zapomnialem jak to ze mna bylo na poczatku:)

Poszla, porozmawiala i wyszla rozpromieniona ( z plikem recept niestety, ale na poczatku to chyba jest nie do przeskoczenia).

Informatykiem nie jestem, po prostu firma internetowa. Jesli chodzi o moj brak ogonkow, to przepraszam - przestawilem sie juz na niepolskie znaki tak bardzo, ze jesli wstawiam to tylko w polowie slow, co wyglada jeszcze durniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję :) takie wypowiedzi jak Twoje, chciałoby się czytać codziennie.

Zazdroszczę. podziwiam i gratuluję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×