Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
sepideh

Bardzo proszę o pomoc

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich

 

Szczerze mówiąc nie wiem jak zacząć, podejrzewam, że mam depresję ale nie wiem jak to sprawdzić, raz próbowałam porozmawiać na ten temat z mamą i ciocią ale stwierdziły że wymyślam i już więcej nie poruszałam tego tematu. Mam 26 lat i prawdę mówiąc

nie pamiętam abym kiedykolwiek czuła się szczęsliwa,

kiedy mialam 5 lat ojciec wyjechał i już nigdy nie wrócił, mama bardzo to przeżyła i odbiło się to na naszym życiu, więc chyba od tego się zaczeło,

W szkole nie miałam większych kłopotów w kontaktach z rówieśnikami ale to tylko dlatego że to ludzie lgneli do mnie bo byłam ładna, ja unikałam kontaktu jak tylko mogłam panicznie wręcz bojąc się bliskości. Było mi z tym żle i wogóle czały czas czułam się jakaś inna.

Wydawało mi się że nikt mnie nie rozumiei coraz bardziej izolowałam się od wszystkich aż w końcu kiedy skończyłam szkołę zerwałam wszelkie kontakty i

spędzałam cały czas w domu. Z tego letargu wyrwala mnie koleżanka która zaproponował mi wyjazd za granicę, myślałam ze oderwanie się od starego środowiska coś pomoże. Tak było na początku, dostałam jakiejś nowej energii, znalazlam chłopaka którego bardzo pokochałam ale niestety coś zaczęło się psuć, znowu wpadłam w dołek, zrezygnowałam z pracy, w miom związku zaczeło się dziać bardzo żle aż w końcu spakowalam sie i po 3 latach ważąć 46 kg wróciłam do kraju bo bym się wykończyła. Od tego czasu jestem jak warzywo, nie mam siły na nic, nie mam żadnych przyjaciół, cały czas siedzę w domu, kiedy mam gdzieś wyjść czuję się chora, mam wtedy wrażenie że wszyscy na mnie patrzą, a ja się ich boję,

generalnie to boje się wszystkiego, nie mam żadnej motywacji, ani ambicji, czuje się nikim, śpię do południa i wstaje zmęczona bo zazwyczaj śnią mi się jakieś dziwne rzeczy, nie umiem podjąć żadnych decyzji, i nie wyobrażam sobie normalnego życia, bardzo mi z tym ciężko i chciałabym zgłosić się po pomoc żeby zacząć normalnie żyć, i tu mam pytanie:czy od razu mam zgłosić się do psychologa, czy najpierw do lekarza prowadzącego, przede wszystkim chodzi mi oprzepisanie leków bo terapia raczej nie pomoże, bardzo proszę o pomoc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj.Myślę ,że lepiej by było zacząć od DOBREGO psychologa...na lekarza będzie jeszcze czas.Poszukaj,popytaj może ktoś z twojej okolicy zna lub poleci ci specjalistę.Ja zaczęłam od psychologa.Był to dobry wybór.Niestety nie obyło się bez wsparcia psychiatry i dołączenia leków,ale to tylko dodatek pomagający przetrwać najcięższe chwile.Dobrze by było ,żebyś w sobie znalazła motywację do tego by ci się"chciało chcieć".Trzymaj sie .maxi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dodam jeszcze że ten stan trwa już od roku, i generalnie nie jest tak że cały czas jestem przygnębiona tylko czuję taki straszny lęk przed życiem a przedewszystkim przed ludzmi, chciałabym iść do pracy ale nie mogę się przełamać...jak mam załatwić coś na zewnątrz paraliżuje mnie strach i pochłania mnóstwo wysiłku a kiedy jestem spowrotem w domu czuję się taka szczęśliwa, jak to zmienić bardzo prosżę o pomoc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Według mnie powinnaś iść do psychologa, powiedzieć mu to co nam, zacząć jakąś terapię. Leki to nie jest rozwiązanie problemu, nie wyleczysz się nimi jak z grypy. Leki wyciszają lęk przed ludźmi, ale to nie znaczy że jego już w ogóle nie będzie. Najlepsza byłaby jakaś dobra terapia, żebyś uporała się z problemem do końca. Jeden krok bardzo ważny zrobiłaś przyznając sama przed sobą że nie jest ok i że wartoby coś z tym zrobić. Możesz sobie zrobić ściągę o czym chciałabyś powiedzieć specjaliście, bo w stresie można o wielu rzeczach zapomnieć. Psycholog to człowiek będzie chciał Ci pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

prawdę mówiąc do tej pory myślałam że to jak się czuje jest normalne i nie próbowałam nic z tym zrobić cały czas tylko winiłam się i potępiałam za to ze jestem taka beznadziejna i bezużyteczna i przez to czułam się jeszcze gorzej ale nie wyobrażałam sobie że można coś z tym zrobić, wydawało mi się że nie zasługuję na normalne życie i tak trwałam wijąc się z bólu.

Do czasu kiedy nie zaczęłam zażywać zotranu, który pojawił się w naszym domu przez przypadek, mama dostała go od znajomej której przepisał go lekarz ale go nie używała. Wiem że nie należy zażywać przypadkowych leków ale chciałam sprawdzić jak zadziała, dzięki temu uświadomiłam sobie że jednak może być lepiej i zupełnie inaczej, nie wiem czy to siła sugestii ale wiem na pewno że dzięki niemu uświadomiłam sobie że potrzebuje pomocy i trafiłam tutaj, czy to ma jakiś sens?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zotral jest lekiem p/depresyjnym ale bez wsparcia psychologa i psychiatry nie na wiele ci sie przyda.Sama przeszłam przez kilka lat terapii i nadal jej podlegam.Leki mają łagodzić ale nie zastąpią psychoterapii a co za tym idzie pracy nad sobą.Coś w przeszłości zraniło cie na tyle,że teraz daje takie skutki.Pomyślałaś co będzie jak lek sie skończy?Lekarz pierwszego kontaktu nie przepisze tego zbyt chętnie.Nie oznacza to,że lek jest zły.Może trafiłaś w 10-tkę.Jednak jeśli pytasz o radę to:bierz sie za siebie dziewczyno i to konkretnie.Nie ma na co czekać.życie potrafi być cudowne.Musisz tylko pozwolić sobie to zobaczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki bardzo za podpowiedzi, na prawdę miło się robi widząc że ktoś stara się pomóc, tym bardziej że większość z Was ma już jakieś doświadczenie a ja dopiero jestem na etapie uświadamiania sobie że coś jest ze mną nie tak. Trochę sobie poczytałam i doszłam do wniosku że chyba mam dystymię, oczywiście wiem że tylko lekarz jest w stanie to stwierdzić ale wszystkie objawy pasują do mnie jak ulał i od razu jakoś lżej mi się zrobiło bo w końcu wiem w jakim iść kierunku, czyli właśnie w tym że trzeba się leczyć. Czy jest tu ktoś kto

ma właśnie zdiagnozowaną dystymię i mógłby mi coś na jej temat powiedzieć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie radziłabym Ci samej sobie wystawiać diagnozy, bo tylko się "nakręcisz" i wszystkie objawy będziesz pod siebie dopasowywać. Dystymia krótko i sucho to: stale obniżony nastrój utrzymujący się przez dłuższy okres czasu ale najlepiej o tym nie czytaj tylko idź po diagnozę do specjalisty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i właśnie ten obniżony nastrój utrzymuje się u mnie już jakieś 10 lat, i już się do niego nawet przyzwyczaiłam, od tak dawna mi towarzyszy...poza tym nie odczuwam żadnych emocji, nie wiem co to radość, nie wiem co to smutek, nie potrafię płakać, w środku totalna pustka jakbym nie miała duszy, dlatego miałam wątpliwości czy to w ogóle depresja, kiedy ja nie przeżywam smutku, tylko zupełne zobojętnienie na wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sepideh, poczytałam sobie dzisiaj wszystko co tu pisałaś! Ja nie jestem tu dlatego, że mam doła - miałam ale minął i oby tak zostało! Teraz tylko lubię poczytać i ewentualnie doradzić :) 10 lat bez emocji??? Niesamowite i przerażające jednocześnie! Oczywiście zgadzam się z Koleżankami, które wcześniej pisały! Mam też nadzieję, że zaczniesz wychodzić z domu i sprawi Ci to w końcu przyjemność! Jeśli dobrze pamiętam to powrót do domu wywołuje radość u Ciebie - dobrze, że masz takie miejsce na ziemi gdzie czujesz się bezpiecznie, ale spróbuj też czerpać radość ze spaceru, z tego, że wiosna się zbliża i będzie ciepło! Daj sobie szansę na radość, zadowolenie!!! Każdy na to zasługuje :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na prawdę cieszę się że znalazłam to forum, pierwszy raz w życiu czuję że ktoś mnie rozumie, a to dla mnie bardzo ważne. Dzięki Wam zaczęłam w końcu szukać pomocy. Wczoraj byłam u lekarza rodzinnego i wszystko mu opowiedziałam, ale cały czas bałam się że powie mi że to tylko zły nastrój, który na pewno minie a ja zostanę sama ze swoimi problemami. Ale tak się nie stało, pokierował mnie do psychiatry i stwierdził że bez farmakologii się nie obędzie. Najpierw muszę jednak czekać na wyniki krwi, bo mówiłam mu że w przeszłości miałam nieprawidłowy poziom hormonów na który się leczyłam. Tak więc zaczęłam już coś robić i mam nadzieję że uda mi się z tego wyjść.

 

BINCIA- od 10-ciu lat czuję że coś jest nie tak, a jak sięgnę dobrze pamięcią to dokładnie od okresu dojrzewania czyli od jakiś 13-tu, wiadomo zaczyna się wtedy burza hormonalna i musiało się wtedy coś żle poukładać w mojej psychice, bo od tego czasu miałam ze sobą straszne problemy, czułam sie zupełnie inna niż wszyscy, nieszczęśliwa, wszyscy byli radośni a ja cały czas tylko przygnębiona i strasznie zamknięta w sobie, wydawało mi się że wyglądam jak chłopak i to mnie jeszcze bardziej dołowało. Już w tym czasie powinnam była zacząć się leczyć ale nie zdawałam sobie sprawy że można coś na to zaradzić. Z wielkimi problemami emocjonalnymi przebrnęłam przez szkołę średnią i po tym zaszyłam się w domu, bo każde spotkanie w gronie ludzi było dla mnie straszną męczarnią. Jak już pisałam potem był wyjazd za granicę który był podwójną porażka i doprowadził mnie do wykończenia nerwowego, w stanie krytycznym wróciłam do domu i od tego czasu jestem dosłownie jak zombi, ciało na miejscu ale dusza się gdzieś indziej, gdzieś się schowała albo ją gdzieś ukryłam żeby już nie odczuwać,nie cierpieć tak strasznie...

Teraz chcę ją odzyskać czuje sie na to gotowa, tylko nie wiem czy mi się uda, czy nie odeszła na zawsze...

W każdym razie dziękuję serdecznie za wsparcie i zainteresowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O nie, moja Kochana!!!! Absolutnie nie myśl, że jesteś jakaś gorsza!!! Teraz powolutku z pomocą lekarza i naszą minimalną też - spróbujesz wyjść z tego dołka i poczuć się jak kobieta atrakcyjna, która dużo może zdziałać!!! Proszę, nie myśl negatywnie!!! Coś da się zrobić, Ty szukasz pomocy i to już jest Twój mały sukces :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć Sepideh

 

Być może na Twoich dalszych losach zaważył fakt, że po odejściu ojca, Twoja matka była zdana na własne siły, radziła sobie raz lepiej raz gorzej, lecz Ciebie to przytłaczało, bałaś się, iż wkraczając w bramy dorosłego życia dojdzie do powtórki z rozrywki.

 

A przecież nie musiało. Jesteś, jak piszesz, osobą atrakcyjną fizycznie i wokół Ciebie było gwarno. Czy z całego tygla ludzkiego nie wyłonił się choćby nikt, komu mogłabyś pożyczać swoją duszę w czasie rozmów, wycieczek, zabaw, a nawet kłótni. Być może Ty sama miałaś wypaczone podejście do ludzki, którzy zwracali na Ciebie uwagę w związku z nietuzinkową fizjonomią.

 

Zapewne miałaś jakieś marzenia, ale wydaje Ci się, iż je zaprzepaściłaś w związku z inercją, jaką wykazujesz.Z Twojego opisu wynika, że nie studiowałaś, lecz od razu rzuciłaś się w wir pracy, aby wyprzeć wspomnienia związane z Twoim starym środowiskiem. A jednak, umiesz wyjść na zewnątrz i podjąc decyzję, zaś nowa perspektywa - mobilizuje Cię. Powinnaś spróbować dostać się na studia zaoczne oraz rozpocząć jakąs pracę, ale najlepiej taką, w której miałabyś wolne stanowisko. Na początku nie będzie łatwo, ale Tobie jest potrzebne jakieś życiowe metrum, dryl, który z bezkształtnego egzystowania uczyni każdy dzień szczęśliwym i przewidywalnym, nade wszystko uwolni Cię od samotnych godzin spędzonych z własnymi myślami pełnymi zwątpienia i samooskarżenia.

 

Spróbuj, o ile sytuacja na to pozwoli iść dodatkowo na jakieś kursy dokształcające, samodzielnie - jesteś na pewno w stanie - podejmij naukę drugiego języka obcego. To ziarno wyda kiedyś piękny plon.

 

Nie wracaj do starych kątów, skoro nie potrafią wykrzesać z Ciebie niczego konstruktywnego. Polecałbym Ci raczej ponowną zmianę miejsca, tak byś świadoma nowych wyzwań z werwą stawiała im czoła. Czy nie masz w żadnym z uniwersyteckich miast Polski bliższej i dalszej rodziny?

 

Potrzebna jest Ci pomoc psychologa, farmakoterapia tutaj nic da. Daj ludziom szansę, przede wszystkim jakiś subtelny i dojrzały chłopak się przydał. Ty jednak znacznie lepiej wiesz ode mnie, gdzie takiego szukać

 

Pozdrawiam serdecznie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hipochondria (czyli element neurotyczny,nieprzyjemny)szukanie w sobie czegos,czego nie ma,Ale to jest kierunek poznawczy,do zglebienia siebie i swojej psychy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DEPRES może faktycznie szukam w sobie czegoś czego nie ma, ale zawsze miałam pesymistyczną naturę i tym samym skazywałam siebie na porażkę.

 

IJS masz wiele racji, odejście ojca miało niewątpliwy wpływ na moje życie, ale nie to zaważyło na moim podejściu do związków. Nie mam mu za złe samego faktu że odszedł od nas, wiadomo ludzie czasem do siebie nie pasują i lepiej żeby od siebie odeszli, rozumiem to. Ale mam mu strasznie za złe że zostawił mnie z mamą wiedząc że tym samym skazuje mnie na piekło. Bardzo kocham moją mamę i oddałabym za nią życie, (co już w pewnym sensie zrobiłam) ale ona miała ze sobą straszne problemy, które odbiły piętno na mojej psychice, była na prawdę nieobliczalna, każąc mnie na każdym kroku za odejście ojca. Nie było nikogo kto by mógł mnie obronić. To mnie zniszczyło, zabrało wiarę w siebie i w ludzi. No bo jak ufać ludziom kiedy jedyna i najbliższa ci osoba, za którą oddałabys życie nie może na ciebie patrzeć, a tak właśnie było, nie mogła na mnie patrzeć. I tak rosłam w przekonaniu że jestem śmieciem, uczucia schowałam głęboko bo każda próba ujawniania spotykała się z totalną obojętnością z jej strony. W ogóle po raz pierwszy w życiu o tym mówię ale czuję że w końcu powinnam to z siebie wyrzucić. Mimo krzywd które mi wyrządziła kocham ją bardzo mocno i jestem z nią bardzo zżyta i wiem że bardzo żałuje tamtego okresu i ma straszne poczucie winy. Bardzo przeżyła mój wyjazd za granicę bo wiedziała że

wcale nie chciałam wyjeżdzać tylko trudna sytuacja finansowa zmusiła nas do tego, przez to jej stan bardzo się pogorszył co z kolei ja strasznie przeżyłam. I był to jeden z powodów mojego powrotu. I tu chciałam się odnieśc do Twojej rady abym wyjechała gdzieś zacząć nowe życie, bardzo bym o tym marzyła i sądzę że by mi to pomogło ale nie mogę zostawić mamy bo wiem że beze mnie sobie nie poradzi. I tu kółko się zamyka. Próbowałam sobie jakoś z tym wszystkim poradzić ale to tkwi bardzo głęboko we mnie, tak głeboko że sama sobie na pewno z tym nie poradzę.

To wszystko nie pozwala mi iść na przód choć bardzo bym chciała. Oczywiście mam marzenia ale na ich realizację nie mogę sobie na razie pozwolić. Chcę najpierw poukładać swoje życie tylko że na to brakuje mi sił, odnalazłam jednak chęci a to chyba juz jakiś sukces. IJS dziękuję za Twoje zainteresowanie, pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lekarstwa w niczym nie pomogą tylko ukryją prawdziwy powód depresji W ciężkiej depresji i tylko na początku trochę pomogą ale najważniejsza jest terapia u psychologa dojście do źródła choroby ale to nie jest łatwe wymaga dużo pracy ale warto powalczyć o siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×