Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ashley

toksyczna przyjaźń

Rekomendowane odpowiedzi

Przepraszam jeśli ten temat już jest;)

Więc sytuacja wygląda tak: przyjaźnimy się od ponad 2 lat. Jesteśmy z sobą dość mocno związane, bo jesteśmy w jednej klasie, siedzimy w jednej lawce. Mamy do siebie zaufanie, możemy rozmawiać o wszytskim, zawsze mogę na nią liczyć, jak mam problem chętnie mi pomaga. Mamy fajny klimat i bardzo często sie razem śmiejemy. To jest ta dobra strona medalu. Ale ja czuję, że to jest toksyczna dla mnie przyjaźń. Ona ogolnie jest dziwna. Raczej nie budzi sympatii u ludzi. Ma wiele zachowań które mnie drażnią. Nie imponuje mi jej charakter i sposób bycia a wręcz przeciwnie, nie chcialabym być taka jak ona ani w kawalku. Jedna osoba powiedziala mi, że my jak razem idziemy to jesteśmy jak z dwóch różnych światów i że aż źle to wygląda. Ja jestem sympatyczną, otwartą dziewczyną ona jest przytlaczająca i raczej sprawia wrażenie oschle. Niestety czuję, że już się zmienilam pod jej wplywem niestety na gorsze. Czuję, że trochę przejęlam od niej nieświadomie poprostu przebywając z nią. Douje mnie to. Co kilka dni mocno odczuwam, że męczy mnie ta przyjaźń, ona i to, że jej sytl bycia mi nie odpowiada. Czuję poprostu, że moje wnętrze mówi dość i stawia opór. Czasem(może nawet często) oczywiście jest super klimat i to jest blędne kolo, ale myślę że nie tak ma wyglądać przyjaźń. Nie powinna niszczyć i podcinać skrzydel, bez przesady. Co z tym zrobić? Mam już dosyć serdecznie tego. Próbowalam już zakończyć tą przyjaźń ale nie wyszlo, bo przyzwyczajenie i pójście na latwiznę robi swoje. Poza tym dużo nas polączylo przez te 2 lata. Może poprostu zmniejszyć ilość czasu spędzaną z nią? I wreszcie zacząć więcej czasu spędzać z moimi "normalnymi znajomymi"? Doradźcie mi coś, co o tym myślicie? :/ Dzięki z góry;) Pozdrawiam;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam właśnie taką toksyczną przyjaciółkę. Znałyśmy się od przedszkola i potem w liceum siedziałyśmy w jednej ławce. Ja dla swojego dobra zakończyłam znajomość. Pomogło mi w tym to, że ona w końcu znalazła chłopaka i nie miała już dla mnie tyle czasu co wcześniej. Wiem, że trudno tak zerwać zupełnie kontakt z kimś, z kim było się blisko, ale czasami trzeba. Ona wysysała ze mnie wszystkie soki życiowe. I do tego przez jej zachowanie inni ludzie się ode mnie odsuwali. Taka przyjaźń to nie przyjaźń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba mylicie przyjaźń z ...nie wiem, trzymaniem z kimś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

miałam w pewnym stopniu podobnie, mnie i moją "psiapsiółę" połączyły podobne doświadczenia z toksycznymi facetami i takie tam. no ale cóż - było tak samo - przejmowałam od niej zachowania, a ja jestem osobą dosyć spokojną i zdystansowaną w obejściu, introwertyczną, a ona jest skrajnie ekstrawertyczna, wulgarna, prowokacyjna (prowokująca?) etc.

 

sytuacja się rozwiązała, przestałam jej przytakiwać, zapragnęłam mieć własne zdanie i własne życie i sama nagle przestała mnie poznawać :shock:

 

Nie można uzależniać swojego życia od jednej osoby, obojętnie czy to partner czy bliska koleżanka, jeśli jest się osobą towarzyską i chce się mieć do czego wracać. ja mam o tyle dobrze, że sama radze sobie równie dobrze, a może i nawet lepiej ;) ale to nie każdy. dlatego pamiętaj o złotym środku między Twoją kumpelą a resztą Twoich znajomych.

pozdrawiam 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ona wysysała ze mnie wszystkie soki życiowe. I do tego przez jej zachowanie inni ludzie się ode mnie odsuwali.

Wlaśnie to mnie dziwi. Czemu jak jesteśmy same jeszcze jest spoko, ale jak widzę jej aurę spoleczną(ja ja tak odbieram bynajmniej) to aż się boję żeby tylko nikt nie pomyślal że jestem taka sama. Chyba sobie nie wymyślam tylko tak jest skoro tak czuję( jakoś do innych przyjaciól i ludzi tak nie mam jest wszystko ok). Ma ktoś jakąś mądrą interpretację na to? O co to chodzi? Jest spoko przyjaciólką ale jej część mnie tak wkurza że aż doluje regularnie co pare dni od dluugiego okresu.? Eh...;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O kompromisy chodzi. Musisz się zastanowić - czy ważniejsza jest dla ciebie znajomość z nią, czy to że inni cię odrzucą dlatego, że ją odrzucają. Nie nazywałbym tego przyjaźnią - gdyby to była przyjaźń, to w ogóle nie byłoby takiego dylematu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie jest w tym jakaś prawda. Bo przecież dla prawdziwej przyjaźni skoczyloby się w ogień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie każdy jest akceptowany społecznie, różni są ludzie - i jeżeli nie odpowiada nam ich towarzystwo to nie musimy się z nimi zadawać. Ale nazywanie tego przyjaźnią... Jak dla mnie mocne nadużycie. Koleżanka z ławki i tyle.

 

Przyjaciel będzie przy kimś nawet jak wszyscy się odwrócą, taka prawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hm, tyż kogoś takiego znałam... Na szczęście, każda z Nas poszła swoją drogą. Chyba żadnej z Nas ta pseudo-przyjaźń nie służył. Zresztą, co tu dużo gadać - lepiej mieć mało przyjaciół, byle byli prawdziwi. Sporadycznie się widujemy - to pozwala mi nie myśleć o tym, jak mnie ona irytuje i skoncentrować się tylko na miłych aspektach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech,znam to.Znamy się z 10lat.Kiedyś widywałyśmy się codziennie,teraz rzadko ze względu na różne szkoły(licea).Dawniej była o osoba,której NIENAWIDZIŁAM(przez jej zachowanie)a teraz skoczyłabym za nią w ogień.Nie wiem czy to prawdziwa przyjaźń.Ja jestem ZAWSZE na jej zawołanie,ona rzadko kiedy.Nie wiem,chyba obrałam taką ścieżkę życiową,że wolę dawać szczęście jej,kosztem bycia szczęśliwą(choć to,że jej pomagam daje mi radość-PARADOKS!!!).Czasami nie potrafię z nią żyć(wiem,że nic się nie zmieni między nami,że nie będzie mi pomagać tak,jak ja jej)ale bez niej też życia sobie nie wyobrażam.Nie wiem co mam robić.Rozmawiałam z nią o tym.

Przyznałam się sama przed sobą i przed nią,że jestem od niej UZALEŻNIONA. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×