Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
thelaskovic

Przemoc psychiczna, ktorej jestem sprawca

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

niespecjalnie wiedzialem do jakiego teamtu podpiac moj przypadek, wiec zostawiam go tutaj. Jestem agresywny i przemocowy. W relacji z moja byla juz dziewczyna, na co dzien, zycie bylo naprawde niezle (przynajmniej z mojego punktu widzenia...). Wspolne mieszkanie, praca, plany, milosc (choc zapewne wielu z Was to niebawem zakwestionuje), dobre relacje miedzy rodzinami, pojawiajaca sie szansa na kredyt, wspolne tresciwe spedzanie wolnego czasu, wyjscia (ktore niestety nierzadko naszpikowane byly negatywnymi emocjami i strachem moim, ale i mojej partnerki "z czym tym razem wyskocze"). Ogolnie sielanka. Problem pojawial sie, kiedy "zostalem wyprowadzony z rownowagi" (nie, nie wybielam sie, biore na klate kazdy jeden syf, ktory zrobilem, probuje to jakos sensownie opisac). Wtedy to, po kilku prosbach o zostawienie mnie w spokoju (nawet jesli mnie zostawiala, sam czesto nie odchodzilem i bez opamietania jechalem dalej, mimo ze dostalem to o co prosilem - tak bylo kiedys, w nowozytnej historii, nie bylo mowy zeby moja ex przestala mowic - tak wiem, kazdy widzi, ze usprawiedliwiam sie "bedac prowokowanym") odpalal sie demon. Demon, ktory bez najmniejszych ogrodek, w ciagu 30 minutowego ataku, potrafil rzucac wszystkie znane ludzkosci inwektywy, co - jak kazdy moze sie domyslic - niszczylo moja byla druga polowke. Zaskoczenie, nie dawalo mi to spokoju przez kolejne 3/4/5 dni/tydzien. Pozniej, slyszac ze w sumie wszystko jest ok, przystepowalismy do codziennosci, oczywiscie z obawa u mnie, ze za chwile znow wyjdzie ze mnie szatan i bede niszczyl psychike mojej dziewczyny. Placz u niej, powodowal tylko to, ze bylem jeszcze bardziej bezradny, jeszcze bardziej zly, ze nic nie moge teraz zrobic. Dzwonilem takze do jej rodzicow, zeby sobie ja zabrali, bo ja juz nie daje rady (naprawde czulem sie wycienczony psychicznie, dalej czuje, tym kim jestem/bylem, swoim zachowaniem i wstydem przed samym soba). Dochodzilo pare razy do szarpanin miedzy nami, tak z jednej, jak i z drugiej strony (oczywiscie jak rozumiem, to byla jej proba bronienia sie, przejela te zachowania ode mnie?), ja potrafilem siasc na nia, trzymac jej rece zeby juz mnie nie policzkowala, ona natomiast potrafila wbic mi w plecy pek kluczy (znow nie usprawiedliwiam siebie, zdaje sobie sprawe, ze to ja jestem powodem tego wszystkiego). Znajdzie sie za chwile ktos, kto powie, ze biorac wszystko na siebie, wybielam sie i szukam zrozumienia - darujmy sobie takie komentarze. Powiedzialem sobie kiedys, ze jesli uderze kobiete (przez to co robilem, mimo ze wiem, ze nie posunalbym sie tak daleko) odbiore sobie zycie. Sek w tym, ze przeciez ja ja bilem emocjonalnie nie raz. Ta mysl zaczyna mnie coraz bardziej przytlaczac (nie, nie powiesze sie, nie zrobie tego mojej rodzinie, z ktora zreszta dopiero co, po 20stu kilku latach sie pojednalem) przez co zaspecjalnie nie wiem co dalej. Nie szukam wybaczenia, rozgrzeszenia, nie chce sie spowiadac, slyszec milych slow, ze to nie Twoja wina, ze dwojka osob zawsze jest odpowiedzialna po czesci za to co dzieje sie w zwiazku, bla bla bla. Staralem sie zawsze bardzo, moze nawet za bardzo, mialem zawsze szczere intencje, nie do podbicia swojego podeptanego ego, tylko po to, zeby po prostu zylo jej sie choc odrobine latwiej i lepiej, i zeby widzac troski, o ktorych od poczatku nie chciala za specjalnie mowic, zostaly "ogarniete", bez mowienia o nich. Ze bede prawdziwym facetem, twardym nieustepliwym, ktory poswieci swoje zmeczenie, czas, nerwy, na to, aby ona miala wszystko. Szkoda tylko, ze tak bardzo nie widzialem emocjonalnych i psychicznych jej juz bylych potrzeb. Nie bede dodawal jakimi uczuciami ja darze, ile stracilem, jak bardzo mi zalezy - w to i tak nikt nie uwierzy. Palilem przez parenascie lat marihuane, wydaje mi sie ze tlumilem nia bardzo duzo przykrych emocji z dziecinstwa i nigdy pewnych rzeczy nie przerobilem (znow nie zrzucam winy na rodzicow). Dodam, ze przedostatni zwiazek wygladal dosc podobnie, tam jednak bylo o wiele mniejsze zaangazowanie emocjonalne z mojej strony - co oczywiscie nie usprawiedliwia mojego zachowania. Potrafie zadac bol, z pekajacym sercem musze przyznac, ze jestem w tym dobry - ot mialem dobrego nauczyciela - fakt. W zeszlym roku w okolicach wakacji, rozpoczalem terapie, dziewczyna mowila, ze faktycznie zauwaza poprawe, jednak przez koronawirusa, w okolicach lutego z niej zrezygnowalem. Teraz z racji, ze w koncu mam jakiekolwiek pieniadze, wcielilem ja ponownie w zycie. Niech bedzie, ze na swoja obrone dodam, ze wszyscy dookola, tak rodzina, jak znajomi, przyjaciele, nawet psycholog, jasno mowia, ze jestem bardzo wrazliwym i uczuciowym facetem. Pomagam ludziom w pracy, jakkolwiek sie da - czy to slowem, czy to obecnoscia, pieniedzmi, proba pokazania jak mozna zrobic cos lepiej, zeby troche lepiej im poszlo w pracy, jestem empatyczny i potrafie wyczytac z ich twarzy duzo emocji i tego co w nich siedzi, nie bedac jednoczesnie gluchym na te problemy (jakos musze przeciez zakontrastowac swoja czarna strone, czyz nie? Nie, sprawia mi to przyjemnosc i z tego czerpalem zawsze duzo energii, z pomocy drugiemu czlowiekowi). Nie pytam czy do mnie kiedykolwiek wroci, bo na to potrzeba czasu, moja zmiana jesli w ogole mozliwa, potrwac bedzie musiala raczej wiecej, anizeli mniej czasu, a i z jej odejsciem zaczynam sie powoli konfrontowac i z tym, ze raczej juz nie wroci. Poprzysiaglem sobie wrzucic tryb single player przez nastepne 12 lat, tj. do mojej 40stki, choc nie wiem czy nie wydluzyc tego czasu do konca zycia, skoro i tak nigdy nie potrafilem stworzyc normalnej relacji, zawsze konczylo sie nad przerostem oczekiwan i pewnym niezrozumieniem moich, tych dobrych, ruchow. Pytanie brzmi, czy jest dla mnie jeszcze jakakolwiek szansa, bo na chwile obecna, mimo tego ze wiem, ze robie duzo zlego, zatracilem chyba istote czlowieczenstwa, jednoczesnienie widzac w sobie czlowieka? Kazdy komentarz, nawet ten uszczypliwy, jest mile widziany - w koncu od podworka musialem torowac swoja droge do tego, zeby ludzie mnie lubili (szkola, sport, studia, praca, tam tez zawsze mialem ciezko z przyjeciem mnie do jakies spolecznosci). Takze prosze, karmcie sie moim "zje****em". 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Historia stara jak świat. Znajdz dobrego terapeute i pracuj nad sobą. Widać jestes jeszcze młody, a do tego swiadomy i inteligentny, wiec jeszcze duzo mozesz zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie bij tak w siebie, bo to na pewno Ci nie pomoże. Popełniłeś błędy, ale bardzo ich żałujesz i chcesz się zmienić a to ważne. Neon ma racje. Terapia i praca nad sobą.

Jesteś wrażliwy - sprawdź czy nie aby wysoko wrażliwy (WWO, HSP). Polecam książki od Elaine Aron. 

Zapoznaj się ze stylami przywiazania - teoria Bolwbiego (1978) w której zapewne zauwazysz siebie i byłe partnerki. Wystarczy net, a gdybyś potrzebował wiecej to polecam książkę "Partnerstwo bliskości". 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia, jasne, obecny, czasem tylko czuje, ze dostaje za malo odpowiedzi, mimo ze wiem, ze do nich raczej powinienem dojsc sam. Za lektury zabiore sie niezwlocznie, nigdy nie lubilem czytam, moze to takze byl problem. Dziekuje za odpowiedzi, pokrzepiacie Panstwo delikatnie moje czarne serduszko.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To bardzo duży plus, że tu napisałeś. Widać, że dostrzegasz, że coś w twoim życiu dzieje się nie tak jak powinno. Gorzej gdybyś wogóle tego nie zauważył i brnął dalej w tym złym kierunku nie próbując niczego zmieniać. Tak jak wyżej napisane, terapia, obserwacja siebie i zastanowienie się, dlaczego reaguję w danej sytuacji tak a nie inaczej. Obserwacja siebie daje dużo, ja sama miałam czas, że znęcałam się fizycznie i psychicznie nad kimś, nawet nie pojmujac, że ja faktycznie robię coś złego. Gdy popadłam w depresję i nerwicę, to musiałam zmierzyć się sama ze sobą i w końcu dostrzegłam, że nie jestem tak dobra i idealna jak myślałam. Ja miałam bardzo zły przykład z którego nauczyłam się takich negatywnych reakcji. Np. jak ktoś czegoś nie zrobił tak jak powiedziałam i chciałam to już się we mnie gotowało, gotowa kłótnia. Ale nie pomyślałam w tamtym momencie, że ktoś może zrobić coś według własnego wyobrażenia i to tez jest dobre. Terapia na pewno zmienia myślenie, ale samemu też wiele można wypracować. Ja tylko podałam swój przykład, rozumiem mniej więcej co tobie doskwiera. Nie wiem czy pijesz alkohol i jak po nim się zachowujesz. Twój opis trochę przypomina mi chwiejny charakter mojego ojca alkoholika. Także nie polecam alko, bo to tylko pogorszy sprawę. Innych używek również nie polecam, bo ta jak piszesz ukrywałeś swoje emocje dzięki temu. Tutaj duży błąd, emocje trzeba uwalniać, tylko że tu jest haczyk. Emocje trzeba uwalniać i uczyć się je rozpoznawać od małego dziecka, a tego przecież uczą (lub nie) rodzice. 

Pracuj nad sobą a będzie ci się żyło lżej. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzieki za odpowiedz Pellleryna. http://www.psychologia.net.pl/forum.php?level=458377&post=458377&sortuj=0&cale= tutaj temat rozwinal sie o wiele mocniej, aktualnie koncze ksiazke "Relacje na hustawce", bardzo praktyczny poradnik jak radzic sobie z wlasnymi myslami i emocjami. Alkohol nie lezy mi od 22ego roku zycia (na studiach nie proznowalem), przyklad rodzicielski, jak najbardziej. Natomiast wybaczylem rodzicom, wybaczam sobie, ucze sie siebie. Jak spiewala Halina Frąckowiak: 

"Idę
Idę dalej
Dalej dalej
Dalej wciąż"

Pozdrawiam !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×