Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
shanxy

Nienawidzę moich rodziców z całego serca

Rekomendowane odpowiedzi

Toksyczny ojciec. Od zawsze wychowana w lęku, strachu przed jego nieprzewidywalnymi zachowaniami, groźbami samobójczymi, agresją, nadużywaniem alkoholu. Choć czasem wolałam by pił, wtedy był spokojniejszy. Jestem jedynaczką, oczywistym jest że córka zawsze jest "zakochana w tatusiu". Przykre, że bezczelnie wykorzystałeś moją seksualność, zostawiłeś skazę na całe życie, brud którego już nie da się domyć. 

Nienawidzę go, jego głosu, nawet odchrząkiwania czy ziewania. Jak tylko to słyszę to czuje lęk i od razu nienawidzę samej siebie za to, że boję się choć już nie ma czego- jednak ciało pamięta. Do tej pory nie chcę poruszać tego tematu, choć wszystko wróciło i uderzyło z podwójną siłą jak zaczęłam czytać forum. 

 

A dlaczego nienawidzę matki? Była nieuważna, nadal jest. Często wyżywała się na mnie (swoje nerwy) za ojca, mimo że ja byłam całkiem niewinna. Zaszczepiła we mnie lęk przed ojcem, z którym walczę do dzisiaj (co najśmieszniejsze, ona dalej to robi) - czyli np jak podniosłam na nią głos albo wyraziłam swoje zdanie, to mowiła żebym poczekała jak przyjdzie ojciec i będę miała prze*ebane.. później, jak już wiedziałam co to oznacza to błagałam ją na kolanach żeby nic nie mówiła ojcu. Najbardziej przeraża mnie, że nawet jakbym jej o tym powiedziała to i tak by nie uwierzyła. 

Jest też nadwrażliwa, zawsze robiła z siebie ofiarę i że ona tylko chciała dobrze dla mnie, manipulowania swoim płaczem, wprawiała w poczucie winy. Dalej to robi, ale już z mniejszym skutkiem.

Denerwuje mnie gdy ktoś pyta czemu tak źle ją traktuje, jak mogę tak do niej mówić i jej nie szanować... Sama przez to czuje się winna i bardzo boli to, że nie mogę nikomu powiedzieć. 

 

W domu często były kłótnie, bójki, ja, jako 6 czy 7 latka musiałam już stawać między nimi, krzyczeć, plakac by przestali - i tak zawsze byłam niezauważana, jakbym była całkiem niewidzialna. Byli zbyt zajęci sobą i, jak mówi moja terapeutka "swoimi chorymi gierkami". 

Zapomnialabym też o ciągłym straszeniu rozwodem i żebym zdecydowała, z kim chce zostać. Tak samo, jak mieli swoje problemy albo cudowną miłość- ja nie istniałam; jak byli bardzo pokłóceni to jedno i drugie probowalo przeciągnąć mnie na swoją strone.

 

Przepraszam was, ale mam jakiś kryzys obecnie, musiałam to wszystko z siebie po prostu wyrzucić. Dodam, że dalej mieszkam z rodzicami (mozliwe że już niedługo) więc jest mi po prostu ciężko...

Edytowane przez shanxy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej @shanxy, wybacz, że się ośmielę, ale sam byłem skrzywdzony (DDA, nerwice i inne), pomimo tego syfu, wglebi jesteś pewnie wartościową niewiastą,
miałem taki problem, bo i czułem się zniszczony przez ojca i zarazem też mojego kolegę z klasy...
dno... metr mułu, chciałem się zabić, albo ich skrzywdzić, dużo się modliłem, płakałem z bezsilności i wiesz co...
dosłownie zdarzył się cud, dostałem łaskę przebaczenia, dosłownie w moim sercu przyszło takie przebaczenie dla tych co mnie krzywdzą/skrzywdzili ;) 
bardzo polecam, potem moje życie zmieniło się,
teraz jak ktoś mnie skrzywdzi staram się przestać w myślach ich krzywdzić/planować zemstę, ale oddać przed Krzyżem to, modlić się o przebaczenie dla nich, serio to bardzo oczyszcza...
Staraj się wybaczyć (choć to ciężkie, a zobaczysz ile się zmieni)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@tehnotehno szczerze mówiąc jestem bardzo wrażliwą osobą, dlatego też czuje się okropnie jak myślę o nienawiści albo nawet chęci skrzywdzenia ich.

Cieszę się, że takie coś Cię spotkało ☺️ Chciałabym umieć wybaczać, ale jeszcze nie umiem lub nie jestem na to gotowa. Jak nad tym pracowałeś, modliłeś się cały czas? U mnie z wiarą też ciężko... masz jakieś porady? Czy to stało się tak nagle, po prostu? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na wszystko potrzeba czasu. Na wybaczenie też. Jednym potrzeba go mniej, innym nawet wielu lat. To proces, a nie natychmiastowa zmiana. Staraj się nie ulegać nienawiści (wiem, że to okropnie trudne, jeśli jest się w samym środku piekiełka, bombardowanym nieprzyjemnymi uczuciami i emocjami). Jeśli jesteś pełnoletnia albo niedługo będziesz, pomyśl o wyprowadzce, znalezieniu pracy, by mieć samodzielne źródło utrzymania. Im wcześniej tym lepiej, dopóki nie wygaśnie ten "instynkt samozachowawczy". Potem motywacja spada, człowiek przyzwyczaja się do sytuacji, traci wiarę że można i warto coś zmienić, pojawia się jakby wyuczona bezradność. Ja się nie odważyłam i teraz żałuję. Oby Tobie się udało. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 minut temu, Barbecue napisał:

Potem motywacja spada, człowiek przyzwyczaja się do sytuacji, traci wiarę że można i warto coś zmienić, pojawia się jakby wyuczona bezradność. Ja się nie odważyłam i teraz żałuję. Oby Tobie się udało. 

 

To prawda. Niestety im dłużej dajemy wciągać się w ten wir przykrych emocji wywołanych dawnymi traumami, tym bardziej człowiek czuje się bezradny, osamotniony z problemem i może nawet nie umieć znaleźć pomocy, zniechęca się, przestaje w siebie wierzyć. Właśnie bardzo ważne jest, żeby się usamodzielnić jak najwcześniej, zająć się bardziej swoim życiem. Jednak ciężej już jest wtedy, kiedy ktoś trwający w takiej emocjonalnej rozsypce zostaje w końcu z tym wszystkim sam, bez znajomych, bliskich... Nikt nie jest samowystarczalny. 

 

Ja niestety miałem taką sytuację, że moja mama siedziała 4 lata w domu z powodu udaru, tata jej ciągle musiał pomagać, ona nie chciała się leczyć, nie dbała o siebie, nie wychodziła na spacery, bo po udarze trzeba dbać o układ krwionośny, serce itd co prawda dawała radę zająć się jeszcze domem, bo też miała mojego tatę u boku, ale wiedziała, że bez niego kompletnie sobie by nie poradziła. Żałuję, że miałem tak beznadziejną matkę, co nie potrafiła sama o siebie zadbać, przeszło to na mnie, rodzice nie nauczyli mnie stawiać granic, zawsze się każdemu dawałem, nie umiałem się obronić, bardzo się to odbiło na moich relacjach, w ogóle całym funkcjonowaniu... Teraz żyję z tymi wszystkimi traumami, plączą się po głowie od 10 lat, dopiero ostatnio odkryłem, że to wszystko przez to, że tłumiłem w sobie emocje, rodzice nie nauczyli mnie wyrażać emocji, a przecież dzięki temu buduje się relacje z innymi ludźmi. Żaden psycholog ani psychiatra mnie na to nie nakierowali, tylko stwierdzali, że mam zaburzenia rozwojowe, jakby wszystko była moja wina, bo to ja mam coś nie tak z głową, patrzę na świat nie tak jak powinienem... Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, ja zostaję ze wszystkim sam... 

Edytowane przez MarekWawka01

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety rodzina, rodzice najczęściej "urządzają" nam życie niszcząc psychikę. A potem człowiek czuje się winny, że czuje nienawiść. Ja też nienawidzę swojego starego. Najchętniej bym go zabiła gdyby nie było za to kary albo gdybym się nie bała. Ale z drugiej strony czy warto siedzieć w więzieniu za takiego drania... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

powiem wprost mam podobnie wiecznie nie zadowolony ojciec - kłócący się z mamą -

oraz wciągający w to brata i resztę rodziny - powoli? - mam ochotę mówić na niego nie ojciec..

tylko - patojeciec - bo jest taki patologiczny.. że aż mam ochotę.. spakować się z mamą.. zabrać laptop..

tel i klucze.. mu powiedzieć by spędził ostatnie dni w Polsce - bo na szczęście wyjeżdża - u siostry -

no i wyjechać do cioci.. byleby mamie nie zdołali zepsuć urodzin.. wiecie? tylko o tym myślę..

tylko o tym by mój stary.. - nie zepsuł urodzin mamie - bo wiem - po dzisiejszym występku brata..

do czego oni są zdolni.. niestety.. że są tacy toksyczni że aż mam ich dość.. całkiem..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Barbecue jeszcze chciałem spytać tak troszkę niegrzecznie z ciekawości, ale skąd ty takie słowa znasz? Nie ukrywam, że połowę ich musiałem googlować. Studiujesz psychologię/socjologię? Czy samo życie ci je podsunęło?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 4.09.2021 o 13:16, MarekWawka01 napisał:

@Barbecue jeszcze chciałem spytać tak troszkę niegrzecznie z ciekawości, ale skąd ty takie słowa znasz? Nie ukrywam, że połowę ich musiałem googlować. Studiujesz psychologię/socjologię? Czy samo życie ci je podsunęło?

Tak, studiowałam psychologię. Szewc bez butów chodzi jak to mówią. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, Barbecue napisał:

Tak, studiowałam psychologię. Szewc bez butów chodzi jak to mówią. 

 

No tak myślałem 🙂 Ja to nie mogę być psychologiem przy swoich zaburzeniach. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
54 minuty temu, MarekWawka01 napisał:

 

No tak myślałem 🙂 Ja to nie mogę być psychologiem przy swoich zaburzeniach. 

Pamiętam jak na studiach jedna z profesorek mówiła, że najlepiej zrozumie pacjenta ten terapeuta /psycholog, który sam przeszedł podobne zaburzenie. Może coś w tym jest. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Barbecue napisał:

Pamiętam jak na studiach jedna z profesorek mówiła, że najlepiej zrozumie pacjenta ten terapeuta /psycholog, który sam przeszedł podobne zaburzenie. Może coś w tym jest. 

 

A mi jedna psycholog mówiła: "Nie wyobrażam sobie psychologa, który sam ma jakieś problemy psychiczne, bo jak wtedy będzie mógł pomagać innym ludziom". Bo problemy psychiczne mogą czasem jakby powodować, że ktoś będzie na kogoś patrzył przez jakiś swój własny, niewłaściwy punkt widzenia czy coś... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem obie postawy, czyli że najlepiej czyjeś problemy zrozumie tylko osoba, która same je przeżyła, a także że jakieś problemy psychiczne wykluczają wykonywanie zawodu psychologa lub psychiatry, są błędne.

 

Jeżeli ma się wysoki poziom empatii, to można lepiej rozumieć problemy innych, nawet bardziej niż osoby, które przeżyły dany problem na własnej skórze. W praktyce jest tak, że osoby z tym samym problemem często tylko siebie nakręcają.

 

Każdy z nas ma jakieś problemy psychiczne. Stwierdzenie, że posiadanie problemów psychicznych dyskwalifikuje kogoś z wykonywania zawodu psychologa lub psychiatry jest niczym innym jak dyskryminacją. Tylko takie problemy psychiczne, które rzutują na wykonywanie zawodu, mogą wykluczać z wykonywania zawodu. Ponadto choroby psychicznie podobnie jak choroby somatyczne mogą dotknąć każdego, więc idąc tym tokiem myślenia nie miałby kto wykonywać tych zawodów.  

Edytowane przez move

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja swojego ojca nienawidzę. A tym trudniej było patusiarnię ujawnić że jestem z finansowo dobrze sytuowanej rodziny i strasznie pilnowano żeby gówno nie wylało się poza dom z powodu reputacji zawodowej. Teraz walczę o to żeby matkę z tego gówna które zafundował rodzinie (i jej teraz bo ona z nim została) wyciągnąć, bo ona zasługuje na medal i posąg. Kobieta i mężczyzna w jednym matka i ojciec w jednym. 

Ten stary /cenzura/ nie mógł lepiej trafić naprawdę, każda inna by albo go albo lała aż by się sam wyprowadził albo sama wywaliła z domu. 

 

I szczerze /cenzura/e starego /cenzura/a, zasłużył na gnicie w psychiatryku albo zamkniętym pokoju do końca życia.

Edytowane przez Psychciu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To przykre jest bardzo z tymi nieudolnymi rodzicami. Ja mam prawie 40 lat, ale często marzę o normalnych rodzicach, którzy daliby mi to, co dziecko dostać powinno. Praktycznie ciągle jeszcze jestem w żałobie.

Bo to strata i uposledzenie na całe życie, na każdym jego etapie.

Nie można sie wtedy dziwić, że się nienawidzi. Zabrali coś pięknego,  zabrali normalne życie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, ala1983 napisał:

To przykre jest bardzo z tymi nieudolnymi rodzicami. Ja mam prawie 40 lat, ale często marzę o normalnych rodzicach, którzy daliby mi to, co dziecko dostać powinno. Praktycznie ciągle jeszcze jestem w żałobie.

Bo to strata i uposledzenie na całe życie, na każdym jego etapie.

Nie można sie wtedy dziwić, że się nienawidzi. Zabrali coś pięknego,  zabrali normalne życie..

masz rację, ale to jakie  Twoje życie jest i będzie-zależy już tylko od ciebie. Wieloletnie rozpamiętywanie krzywd nic dobrego nie przynosi. Człowiek tylko gorzknieje. Rodzice niszczyli nas / mnie też/ ale  mamy wpływ na własne życie! nie jestesmy przeciez skazani na wieczne nieszczeście. Kwestia odpowiedzialności za sibie-każdy z nas ma wybór- albo rozpamietywac krzywdy całe życie i stawiać się w roli ofiary albo-zaakceptowac to że było żle, zostaliśmy skrzywdzeni, ale możemy życ inaczej-w zgodzie ze sobą i życzliwości do świata. wiem, bo sama przeszłam taką drogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, ala1983 napisał:

To przykre jest bardzo z tymi nieudolnymi rodzicami. Ja mam prawie 40 lat, ale często marzę o normalnych rodzicach, którzy daliby mi to, co dziecko dostać powinno. Praktycznie ciągle jeszcze jestem w żałobie.

Bo to strata i uposledzenie na całe życie, na każdym jego etapie.

Nie można sie wtedy dziwić, że się nienawidzi. Zabrali coś pięknego,  zabrali normalne życie..

Ja też. Może dziwnie to zabrzmi, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć bardziej otwarcie patologicznych rodziców, od których łatwiej byłoby mi się odciąć, albo takich przez których musiałbym uciekać z domu. Wtedy od młodości mógłbym konstruować swoje własne życie i otoczenie.

 

Edytowane przez forget-me-not

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123nie zgodze sie, ale to tez czesto powtarzaja terapeuci, pracujacy w nurtach bardziej behawioralnych- ze to od ciebie zalezy przyszlosc. Analityk powie Tobie , ze dziecinstwo ma fundamentalne znaczenie dla przezywania Twojego dalszego zycia. Cos zam mozna wyprostowac ale z reguly i tak jest tez u mnie, nie ma na czym budowac, bo nie bylo fundamentu, wszystko sie wali jak domek z kart, predzej czy pozniej, cokolwiek sie zbuduje. To jest takie uposledzenie w postrzeganiu swiata, w budowaniu relacji, w odczuwaniu wszystkiego dookola.

Ale niektorym bedzie tez latwiej, bo maja silniejsza osobowosc, mniej le,kow z natury, mimo spapranego dziecinstwa. Znam takie osoby i ty tez o sobie piszesz, ze mozesz zyc obecnie inaczej, z czego sie bardzo ciesze. Ja tego niestety nie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nienawidzę swojego ojca z całego serca. Nie mam nawet o to pretensji, że gdy byłam mała ważniejsza dla niego była praca, bo taki jakby mnie wychował to byłoby okropnie. Wczoraj miałam kłótnie z rodzicami. A u mnie kłótnia wygląda tak, że matka histeryzuje ( ostro), udaje, że ryczy, manipuluje płaczem. Ojciec się drze i nie można mieć żadnego słowa przeciwko, bo inaczej jest obrażony. A jak ojciec jest obrażony to jest totalnym burakiem. Nie obchodzi mnie, że ktoś napisze sobie, żebym szanowała rodziców. Jestem sama , nikt mnie nie wspiera, nie mam znajomych, dobrej pracy, mam tylko pracę w ICH sklepie, do której nie chcę przyjeżdżać , ponieważ mnie wyniszczyła. Mieszkam  w  małym miasteczku, co powoduje, że nie ma tutaj innej pracy. Jak chcę się wyprowadzić to matka " ze mną rozmawia" , przy czym - udaje lekarza, formuuje mi diagnozy ( mam depresję ), oraz mówi , że mój stan się  nie polepszył. Wypomina mi, że nie skończyłam studiów, co doprowadza mnie do szału. Moi rodzice robią mi na złość i to ostro, a ja muszę z nimi mieszkać, pracować, udawać grzeczną. Nie mogę się wyprowadzić i to za żadne skarby- mówią , że sobie nie poradzę, że skończy się to tak , jak ostatnio ( czyli  ,że narobię długów i przyjadę ) , gdy jestem gdziekolwiek indziej matka udaje troskliwą, udaje, że wszystko będzie dobrze, bym wróciła. Jednak po 2 tygodniach jak wracam widzę jaki popełniłam błąd , do jakiego syfu przyjechałam . Za miesiąc miałam wyjechać, matka oczywiście chce, bym została, przekonuje, mnie swoim słodkim głosem, którym wcześniej chciała wezwać policję by mnie z domu wyrzucić. Ja już nie wiem co robić. Wypominają mi nawet to, że mnie urodzili. Odcinają mi internet ze złości, chociaż wiedzą, że się ostro przygotowuję do lepszej pracy gdzie ich nie będzie. Ale czuję taki mały problem, bo nawet jak się przygotuje to pewnie będzie to samo, czyli - standard- matka chce bym została w domu , ojciec chce, bym wyjechała. Ojciec mówi, że mieszkanie w którym mieszkam jest jego i żebym stad .... że tak powiem- wyjechała. 

A... dodam do tego, bo zapomniałam przez to wszystko- że jak byłam nastolatką za posiadanie własnego zdania i obronę matki przed ojcem- ten mnie bił. 

Mam już dosyć mieszkania tutaj, ale czuję taką niemoc, że nic nie mogę zrobić, że mam kredyty i że matka może mieć rację, że sobie nie poradzę. Nie wiem jak się od nich odciąć. Nie wiem jak zaoszczędzić na wyjazd. Po prostu to wszystko mnie już przerasta. 

Dosłownie. Nie wiem co zrobić. Po każdej " kłótni" mam mętlik w głowie. Nie wiem jak to za bardzo nazwać . 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×