Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
SherryAnn

Potrzebuję rady...

Rekomendowane odpowiedzi

Godzinę temu, przypadkowy napisał:

To ładnie brzmi w podręcznikach, ale o wiele ciężej wdrożyć w życiu bo postawisz granicę i połowa koleżanek w pracy przestanie się do ciebie odzywać, a druga śmiać za twoimi plecami...

Mi też nie chodzi przecież o kłótnie ale o kontakt ze sobą. Co mi nie przeszkadza a co tak. I to komunikuję. A z tego co pisze @SherryAnnto była urabiana, jej granice testowane, ona nie reagowała więc dowalano jej więcej, bo nie robiła nic.  Skoro ktos nie komunikuje ani nie negocjuje to jak sprawdzić gdzie granice? Dowala się więcej. Ktos kto się godzi to stawia czyjąś narrację powyżej swojego Ja a to znów uważam za zbrodnię. Nie chodzi mi o napięcie i szarpanie się ze wszystkimi bo "ja chcię", ale spokojną komunikację: to jest ok, to akceptuję, tego nie zrobię, a za tym idzie szacunek dla czyichś granic. Normalnie ludzie mówią na czym im zależy i wymieniają się info, żeby trafić w swoją strefę komfortu.  Jeśli kultura firmy jest tak zaburzona i nieludzka, że się tam totalnie męczysz- to sam piszesz- jaki jest sens w tym tkwić? W imię czego?

Twoja jest krew a ich jest nafta. ;)

 

Godzinę temu, przypadkowy napisał:

Nie rozumiem jak możesz pisać, że coś jest poniżej potencjału ?

No mogę , skoro napisałam. 🙂 Takie marzenie że praca fizyczna to jest to, święty spokój i brak odpowiedzialności ... ale to nieprawda. Toksyczni ludzie są wszędzie a ta część pracy - związana z tworzeniem, z frajdą, z uczestnictwem, z myśleniem- jest bardzo fajna, przynajmniej moim zdaniem. Może nie każdy to chce i lubi, ale iść do pracy, tylko dlatego że z daleka wydaje się spokojna- jaki to sens marnować czas swojego życia?

Jeśli ktoś nie komunikuje i nie stawia granic to zginie nawet w niebie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@przypadkowyOk, czyli ty reagujesz bierną agresją na to że ktoś ci wchodzi na głowę. I ok. Ale skreślasz - bo sam nie umiesz- asertywny sposób działania, uważając, że świat się zawali, ludzie sie obrażą, klienci masowo odejdą. etc.

Tak przecież nie jest.

Ludzie uważają mnie za asertywną ale nie mam z nikim konfliktu. Po prostu mówię co chcę i czego nie chcę- jasno. Inna rzecz czy dostanę (w 90% przypadków dostaję i tyle mi wystarczy). Konflikt był jak byłam poddana mobbingowi, nie umiałam odejść, nazwać sytuacji. Stres jest wtedy gdy nie mówisz wprost a podgryzasz innych , gryziesz się sam, prowadzisz konflikt w swojej wyobraźni, z kimś kto nawet nie wie, że jest ci trudno czy przykro. Jak się godzisz na coś co ci zwisa- też nie ma tutaj stresu.

Łatwo zrzucić odpowiedzialność za siebie nas "zły świat" . "Bo mi robią". Nieprawda- sam sobie robisz.

[PS to "ty" to zamiennik dla "ktoś", nie chodzi mi 1-1 o twoja osobę].

Myślę że podstawowa różnica jest w nazywaniu. Jesli ktos nazywa mobbing czy chamstwo wprost i mówi sobie "on jest cham, ale ja mam kredyt, spokojnie się rozejrzę za czymś innym" to jest coś innego niż autorka pisze. Ona pisze o tym, że czuła się zmanipulowana, że nie nazywała - wieszając się na narracji firmy- rzeczy które się dzieją (nadgodziny, audyty, choroby w pracy). Inaczej byłoby, gdyby nazwała- choćby przed sobą- że jest wykorzystywana, że dzieje się to kosztem jej życia. Ale takie postawienie sprawy wprost jest trudne- bo trzeba się przyznać, że jest się w opresji, że postąpiło się źle, że jest się słabym, że się marnuje czas etc etc. To jest bolesny narcystyczny cios, dlatego ludzie odgrywają się bokiem lub udają że jest ok tak długo aż ciało padnie.

33 minuty temu, przypadkowy napisał:

ale przy sprzątaniu nie ma odpowiedzialności...

jednak jest. We wszystkim co robimy jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, doi napisał:

Ludzie uważają mnie za asertywną ale nie mam z nikim konfliktu. Po prostu mówię co chcę i czego nie chcę- jasno. Inna rzecz czy dostanę (w 90% przypadków dostaję i tyle mi wystarczy).

@doi, niestety nie zawsze bycie asertywnym jest postrzegane jak Ty to przedstawiasz

 

w mojej firmie mówienie głośno co się naprawdę myśli jest od razu komentowane w sposób niewybredny

przykład - jedna z pracownic ( z dużym stażem ) pyta nas, kierowników dlaczego pracuje kolejną sobotę w tym miesiącu podczas gdy nowy pracownik ma dwie soboty wolne

jak komentuje to moja wspomniana wcześniej "przyjaciółka" ? "Niech ona tak nie podskakuje, bo w styczniu kończy się jej umowa" ( ?! )

Zmroziło mnie, wręcz spadły mi łuski z oczu, wtedy mniej więcej zaczęły się tez te moje problemy i stany lęku oraz objawy somatyczne... Wtedy kiedy zdałam sobie sprawę, że właśnie tej osobie chciałam dorównać, przypodobać się i to mnie przeraziło. Zobaczyłam jej prawdziwą twarz.

Wszystko jest komentowane. Odmowa przyjścia na nadgodziny, czelność wypowiadania własnego zdania, wszystko...

8 godzin temu, przypadkowy napisał:

Autorka posta pisze o polityce firmy, o audytach - wtedy to już nawet nie stawiamy granic fizycznej osobie tylko procedurom w firmie ? Absurd ! Może niech jedzie do właściciela firmy, a większość właścicieli firm opala się na tropikalnych wyspach i niech mu postawi "granice".

@przypadkowy, to prawda, nie jestem w stanie postawić się procedurom czy faktom, iż mamy audyty czy kontrole, podczas których kontroler ds. bezpieczeństwa (dobre sobie ) sprawdza monitoring i moja osobę czy wykonuję pracę zgodnie z procedurami, których mam w biurze trzy wypasione segregatory ! czy pracownik okazał mi przy wyjściu swoją torebkę i rzeczy osobiste ( notabene opisane specjalna naklejką tzw. towar wniesiony ) - każdy kosmetyk, lekarstwo, guma do zucia, cukierki, drugie sniadanie czy woda mineralna muszą mieć naklejkę "towar wniesiony" z datą, godziną i moim podpisem... nikt mi nie powie, że jest to normalne, to wręcz absurd

mogłabym takich przykładów przytoczyć jeszcze z dwadzieścia, to powyższe to tylko kropla w morzu

nie jestem w stanie w takim środowisku i polityce firmy komukolwiek stawiać granic, pozostało jedynie odejść

 

@przypadkowy bardzo chcę zrobić tak jak mi radzisz - dojść do siebie na zwolnieniu lekarskim i popatrzeć na to z dystansu, wyciągnąć jakieś wnioski...

 

dziękuję Wam za powyższą dyskusję, jest ona dla mnie lekcją na przyszłość

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, doi napisał:

Jeśli kultura firmy jest tak zaburzona i nieludzka, że się tam totalnie męczysz- to sam piszesz- jaki jest sens w tym tkwić? W imię czego?

 

trafione w punkt !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, SherryAnn napisał:

niestety nie zawsze bycie asertywnym jest postrzegane jak Ty to przedstawiasz

Bycie asertywnym to obojętność lub odporność na to jak jest to postrzegane.

Dwa lata opowiadałaś sobie bajki usiłując zaprzeczyć swojej rzeczywistości, rzeczywistości przemocy.

Jakie ma to znaczenie jak inni postrzegają skoro to teraz TY za to płacisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, przypadkowy napisał:

Mówisz mu wprost co chcesz, stawiasz granicę i mówisz mu żeby się umył jak przychodzi do pracy ? Zakładam, że żadne aluzje itd nie przynoszą rezultatu choć w ramach asertywności pewno i to nie jest dozwolone bo należy mówić wprost...

Myślę że masz tak zaburzony obraz asertywności, że nie ma sensu z nim dyskutować.

Tak to jest gdy ktoś wiesza się na "psychologach" i próbuje z nimi jakoś dyskutować nie wiedząc/nie czując o czym dyskutuje.

Asertywność i kontakt ze sobą nie ma nic wspólnego z jakimiś zarządzeniami psycho, z konfliktem, z jakąś eskalacją, z kłótnią, raczej ze zdławieniem tego w zarodku. Nie jest nijak asertywny komunikat "a bo ty..."

Ja piszę ze swoich doświadczeń. Lepiej, łatwiej, płynniej mi się żyje mając kontakt ze sobą, ze swoim ciałem, komunikując i nie bawiąc się w gierki. Nie trwając w sytuacjach dla mnie szkodliwych. Po prostu szkoda czasu na samo-niszczenie. Ja stara jestem, szkoda mi czasu na realizowanie planów innych ludzi.

 

Dostaję od ciebie po głowie za nieudolnych psychologów i za twoją bierną agresję i za twojego byłego szefa. No trudno.

 

PS. gra rynkowa, maska, "traktowanie klienta" nie jest stawianiem granic i nie ma z tym nic wspólnego.

Miłego :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, doi napisał:

Bycie asertywnym to obojętność lub odporność na to jak jest to postrzegane.

Dwa lata opowiadałaś sobie bajki usiłując zaprzeczyć swojej rzeczywistości, rzeczywistości przemocy.

Jakie ma to znaczenie jak inni postrzegają skoro to teraz TY za to płacisz?

Zgadzam się z Tobą. 

Dziś nie wytrzymałam już tego co się ze mną dzieje (znowu biegunki i wymioty) i poszłam do internisty,ale innego. Popatrzył w historię choroby i zapytał delikatnie czy to przypadkiem nie na tle nerwowym... Dostałam l4, leki i skierowanie do psychiatry ( poparł to że idę w poniedziałek). 

Oczywiście już mi doniesiono jak postrzegane jest moje zwolnienie lekarskie w pracy... Jak mam się tym nie martwić @doi ? Jak być obojętną ? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, SherryAnn napisał:

Oczywiście już mi doniesiono jak postrzegane jest moje zwolnienie lekarskie w pracy... Jak mam się tym nie martwić @doi ? Jak być obojętną ? 

To jest praca na lata. Psychoterapia.

Traktujesz tych ludzi lepiej od siebie, bo ich słuchasz a swojego ciała nie...

Ci ludzie są chorzy.

Ich plotki cię interesują? A w sumie dlaczego? Umiesz powiedzieć czemu? Napisz sobie czemu i zastanów się nad tym.

Odpoczywaj, dużo pij, żeby się nie odwodnić 🙂

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 minut temu, doi napisał:

Ich plotki cię interesują? A w sumie dlaczego? Umiesz powiedzieć czemu? Napisz sobie czemu i zastanów się nad tym.

 

Właściwie nie umiem sobie odpowiedzieć czemu. Przecież to sobą powinnam się martwić, swoim stanem zdrowia a nie tym czy ma mnie kto zastąpić, co kto o tym myśli czy jak to komentuje. Faktycznie ci ludzie są chorzy jeśli patrzą na to w złym kontekście... Dlaczego ja się zastanawiam nad nimi a nie nad sobą?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, SherryAnn napisał:

Dlaczego ja się zastanawiam nad nimi a nie nad sobą?!

Powodów, zwłaszcza nieuświadomionych,  jest mnóstwo. Bo mylisz ich z rodziną, bo jesteś wytresowana na dobrą dziewczynkę, bo stamtąd ciągniesz tyle emocji, które ci ego głaszczą, bo nie lubisz siebie, bo boisz się konfliktu, bo byłaś karana za bunt i własne zdanie, bo nikt cie nie słuchał, bo dali ci coś czego ci brak, choćby poczucie ważności i status, może jako oprawcy przyciągają cię do siebie bo nie masz kontaktu z własną agresją więc ją umieszczasz w instytucji (taki syndrom sztokholmski), bo pociąga cię kontrola i reguły z powodu zastałego lęku, etc etc. .

Psychoterapia, tyle mogę doradzić. Bo nie jest to refleksja w stylu "zracjonalizuję sobie", ale jakieś głębsze pokłady emocji i tresury, skoro doprowadziłaś się do takiego stanu.;(

Edytowane przez doi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@doi czy psychoterapia to coś co muszę załatwić sobie sama czy mam poprosić o to psychiatrę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 minut temu, SherryAnn napisał:

@doi czy psychoterapia to coś co muszę załatwić sobie sama czy mam poprosić o to psychiatrę?

Jest psychoterapia na NFZ, ale jakość jest tutaj różna.

Są też gabinety na wolnym rynku, kosztowne.

Warto coś o psychoterapii wiedzieć zanim zacznie się szukać.

Są też warsztaty asertywności.

Porozmawiaj spokojnie o tym z psychiatrą czy i jakie są opcje dla ciebie. Nie musisz "siama". 🙂 Na ogół nie jest tak, że dobry psychoterapeuta jest dostępny od już. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja napiszę jak u mnie , farmakologia 3 lata bez przepracowaniu i obecnie co ? Powrót. A leczenie to nie takie proste jest z trafieniem , tu potrzebny jest czas.  Więc daj Sobie czas , dużo czasu by osiągnąć jakiś efekt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z wpisem o psychologach. Nie wszystkie ich teorie są takie mądre. Nawet względem nich trzeba zastosować asertywność. Mam wrażenie, że psychologom chodzi o wzmocnienie u człowieka pewnej niezależności, samosterowności. Taki szczytny ideał psychologów, taka silna psychika. Ale potem łatwo się uzależnić od samych psychologów. A to już nie jest samosterowność. 

 

Mam pewną radę: samodzielne myślenie. Psychologowie coś twierdzą, trzeba się zastanowić czy to prawda. Mi już nie jeden człowiek wmawiał autyzm w dzieciństwie, syndrom DDA, brak autorytetu ojca. Liczy się teraźniejszość. Kiedyś mój tata pił alkohol i to było DDA, teraz sam z nim piję piwo i nie narzekam. Albo sam syndrom DDA. To już nie ma wolnej woli? Nie czynie tego co chce, tylko jakieś sekretne uwarunkowania mną motywują? Można w drugą stronę przegiąć, że wszystko zależy od świadomości. To też nie prawda. Jest cała rozległa podświadomość i to też jesteśmy my. Ale polecam żeby ślepo się nie zapatrywać w tych psychologów.

 

A odnosząc się do autorki tematu. Mi kobieta w stylu biznes-woman całkiem imponuje. Elegancko ubrana, pracowita, dość inteligentna.

Ale do biznesu to trzeba chyba jednak trochę być twardym. Czyli między innymi asertywność. Zmiana pracy to też jakiś pomysł. Można znaleźć jakąś mniej stresującą i mniej prestiżową, choćby na jakiś czas, a potem poszukać lepszej. Zawsze można nie szukać źródła tożsamości w pracy. W tym świecie głównym źródłem tożsamości dla ludzi jest praca. Na prawdę. Cały dzień kręci się wokół tego. Pracujemy żeby żyć, a nie żyjemy żeby pracować. Mało kto to rozumie w tym kraju, a to na prawdę ważne. Tacy emeryci, nie pracują, a czy są jakimś gorszym elementem? Trochę są, tacy nie przydatni, tylko czekać na śmierć. Mówię to jako rencista. 

 

Taka rada, pracować, ale nie szukać siebie w pracy. To tylko część tożsamości. Jest rodzina, narodowość, płeć, wykształcenie, pasje, itd.

 

Znam ten sen o Ameryce, serial Dynastia, Coca-Cola, Mentos, Jeansy. Ale czy to źle. Polacy zawsze byli zapatrzeni w świat, zawsze gonią za jakimś krajem. Nigdy nie mają nic swojego, wódkę chyba tylko. A nawet w tym Rosja nas bije. :P

Edytowane przez naftan_limes

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, naftan_limes napisał:

Pracujemy żeby żyć, a nie żyjemy żeby pracować.

O tym właśnie zapomniałam. Żyłam pracą ale nie dla siebie, raczej dla przełożonych, bądź po pewnym czasie po to by się nie wylamywac, nie mówiąc głośno co przestało mi się podobać i doszlam do stanu, w którym jestem. W którym moja psychika i ciało zaczęło dawać znaki, że już ma dość. I mimo że od wczoraj jestem na l4 od internisty, i czekam na poniedzialkowa wizytę u psychiatry, to od momentu przebudzenia, na myśl o pracy mam kołatania serca, w toalecie też już byłam kilka razy... 

11 godzin temu, roby napisał:

Ja napiszę jak u mnie , farmakologia 3 lata bez przepracowaniu i obecnie co ? Powrót.

 

@roby Ty też miałeś podobny stan ze względu na pracę...?

@doi @przypadkowy,dziękuję Wam że wciąż że mną tu jesteście 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, przypadkowy napisał:

jakoś dotąd widziałem asertywność tylko jako werbalne stawianie granic w każdej sytuacji co dla mnie jest niedorzeczne...

Bo akurat tak, to jest niedorzeczne, ale to nie jest asertywność.

Nie wiem? może zgoda ze sobą byłaby lepsza jako definicja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem pracocholikiem,  praca to ja , praca to mój dom , praca to moja rodzina. Trochę to uległo zmianom.  Ja potrafię zjechać wagą o 10 kg gdy się pojawia , gdy w porę nie zareaguje. Teraz uczę się asertywności.  Uczę się z tym żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, przypadkowy napisał:

Co to dzisiaj w biznesie oznacza "być twardym" ? Kiedy to mamy 5% bezrobocia, a specjaliści są na wagę złota... Szef powie parę słów za dużo i od nowa rekrutacja, zatrudnianie itd.

Myślę że wielu szefów, przełożonych jest mentalnie zakotwiczona w rynku pracy z lat 90, pierwszej dekady 21 wieku gdzie pracownik był nikim, łatwo wymiennym trybikiem na które miejsce czeka 100 chętnych. Mimo że sytuacja na rynku pracy się mocno zmieniła to wciąż mają w głowie te stare schematy i w warunkach stresu, wzburzenia pozbywają się danego pracownika, a później mogą tego żałować, bo nikogo na jego miejsce znaleźć nie mogą. Może z czasem zmądrzeją choć niektórzy chyba się już nie zmienią.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, przypadkowy napisał:

Myślę, że problem mógłby być jak by i w następnych pracach wystąpiły podobne sprawy, ale to może nie być w ogóle twoja wina tylko ludzi na jakich trafiłaś..

 

@przypadkowy, ja sądzę, że problemem dla mnie jest sama specyfika tej firmy - procedury, które nią rządzą, sztywne trzymanie się ich , kontrole czy my je wykonujemy, częste audyty, które przy małej ilości etatów nie są w stanie być zrobione na minimalne 80%, poczucie, że jesteśmy niewolnikami... masa absurdów, których nie widziałam w innych moich pracach

pomijam już fakt, ze w takich warunkach trudno o dobrą atmosferę w pracy

zaczęły się: wzajemne oskarżanie, wytykanie sobie błędów, konflikty między bliskimi sobie do tej pory osobami ( jak wspomniany wcześniej ten z moją przyjaciółką )... dośc dlugo to wypierałam, nie chciałam tego widzieć, wszyscy zamiataliśmy sprawę pod dywan, aż w koncu ja ucierpiałam na tym najmocniej :(

 

jestem teraz w takim stanie, że ja nawet nie wiem jak mam to wszystko opowiedzieć psychiatrze...

jednocześnie wiem , że nie poradzę sobie bez jej pomocy, bo gdybym nawet teraz chciała sie zwolnić to będę namawiana do zostania, manipulowana, itd :(

najlepszym wyjściem byłoby zwolnienie lekarskie i po prostu po jakimś czasie jak już nabiorę sił psychicznych ( bo w tej chwili jestem wrakiem człowieka ) ucieczka z tego miejsca ...

Edytowane przez SherryAnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, przypadkowy napisał:

To ich zmienią ich szefowie... Bo jak pracownik rzeczywiście źle pracuje to rozumiem, ale jak przełożony ma taki charakter, że nie umie się dogadać to co innego.

Ale to właśnie pracodawcy są tacy, ich nikt nie zmieni no może w końcu konkurencja wykończy bo nie będą w stanie zrealizować zamówień z powodu braku pracowników. U mnie w pracy( produkcja spożywcza) gdyby nie Ukraińcy firma by dawno upadła albo mocno ograniczyła działalność, w ciągu ostatnich 4 lat przyjęli na produkcje może 3-4 Polaków, więcej znaleźć nie mogli i korzystają z przybyszów zza wschodu. Tylko z pracownikami biurowymi nie mają problemu, oni są zatrudniani po znajomości i rodzinie.  Z kierowcami tez mają problem, zwykle przyjmują 20 latków bez doświadczenia bo inni nie przyjdą, a typowo fizyczna to tylko zagranica im pozostaje, a średnia wieku Polaków na produkcji to ponad 50 lat, nikogo poniżej 30 tam nie ma, żadna srajfonowa młodzież tam w życiu nie przyjdzie.😊.      

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, przypadkowy napisał:

Wiadomo, że w zawodach przy pracy fizycznej są Ukraińcy i nie darmo nasze mamy i babcie wciąż mówiły o nauce...

Bo w ich czasach studia czy nawet matura były prestiżowe i po nich się miało tzw pracę umysłową. Obecnie różnie to bywa, w polskich warunkach masowego studiowania wielu absolwentów zwłaszcza humanistów  musi pracować fizyczne, albo chce bo więcej zarobi. 

 

18 minut temu, przypadkowy napisał:

że w każdym normalnym społeczeństwie to ludzie po studiach robią karierę i lepiej zarabiają...

 Polska nie jest normalna, ale nawet w UK zanim ten kraj nie przeżył najazdu Polaków a później Rumunów, malarz pokojowy czy inny budowlaniec zarabiał dużo więcej niż pracownik biurowy.  W Polsce obecnie też tak jest nawet jeśli nie oficjalnie to w praktyce, a pensji dobrego hydraulika, glazurnika to mógłby pozazdrościć niejeden  szef czy  doktor habilitowany. 

 

23 minuty temu, przypadkowy napisał:

Z co do kierowców to znam przypadek chłopaka po szkole gastronomicznej, który pracował jako kierowca w MZK z pensją 2 tyś, a do tego był wykorzystywany i odszedł z tamtej pracy, zrobił prawko na tiry, a teraz zasuwa po całej Europie i zarabia 8 tyś/miesiąc, a więc 4xtyle. Zresztą sam mu to doradzałem jak pracował w tym MZK... Więc i w zawodzie kierowcy można zrobić karierę...

   W mojej pracy podobnie, choć zarobią dużo więcej niż 2 tysiące,  młodzi pojeżdżą 1-2 lata robią prawko na Tira i pójdą zarabiać te 8 klocków i tam jest tacho nie to co w zwykłych dostawczakach gdzie nieraz od rano do nocy jeżdżą. 

 

Niezły off top, ale przynajmniej temat jest na wierzchu. 😊

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spokojnie @carlosbueno @przypadkowy 😊 piszcie sobie ile chcecie jeśli tylko macie ochotę. Cała przyjemność po mojej stronie 😊 

Ja jestem teraz w takim stanie, że i tak nic konstruktywnego nie napiszę. W ogóle nie robię nic w tym stylu. Tylko leżę i myślę, i nie mogę pojąć jak w życiu wszystko się zmienia. Jeszcze kilka miesięcy dałabym się pokroić za tą pracę... Dzisiaj widzę do czego mnie doprowadziła. Do totalnej niemocy, bałaganu w domu, bałaganu w głowie.

Dziś zapytałam męża: "Powiedz, kiedy ja się w końcu uśmiechnę...?" 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jeszcze raz ja.

Wróciłam właśnie od psychiatry i jestem po raz pierwszy od miesiąca rozluźniona i ...normalna.

Zostałam wysłuchana, zrozumiana, bardzo dużo było pytań o pracę, o to co czuję w związku z nią i ewidentnie problem tkwi w niej... Mam zwolnienie, dostałam leki ( Coaxil ) i zakaz kontaktu z pracą. To ona mnie wykończyła, więc muszę teraz o niej nie myśleć. Lekarka zapytała wprost czy chcę tam wracać, odpowiedziałam,że nie, że się boję... Boże, jak to daleko zaszło.

Nie sądziłam, że kiedykolwiek znajdę się w tym miejscu.

 

Dziękuję @doi, dziękuję @przypadkowy. Bez was bym chyba nie dała rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, przypadkowy napisał:

 

A jak już odpoczniesz i dojdziesz do siebie możesz rozważyć pozwanie tego pracodawcy w sądzie pracy o odszkodowanie z tytułu utraty zdrowia w wyniku mobbingu... 🙂 Masz chorobę i to zdiagnozowaną, a sądy pracy obecnie są bardzo za pracownikami... Jakieś dodatkowe 50 tyś nigdy nie zaszkodzi... 🙂

 

@przypadkowy, tu to już się rozpędziłeś ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×