Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Może zaczne od początku.. 2 lata temu, po śmierci taty dostałam załamania nerwowego, wpadłam w depresję, jakoś sobie poradziłam z tym sama. Niestety nie mogłam liczyć na wsparcie bliskich, dla nich wszystko było prostsze (przejdzie Ci, zajmij się czymś, jesteś po prostu leniwa). Od tamtej pory zaczęłam mieć problem z nauką. Studiuje zaocznie, jestem na końcówce, zostały mi 3 egzaminy i obrona. I tu się zaczynają schody.. Na samą myśl o tym wszystkim zaczynam poprostu płakać, dolegliwości są takie same jak przy załamaniu nerwowym. Dołuje się, bo nie potrafię skupić się na nauce, nauczyć się nawet najprostszego tematu. Wmawiam sobie, że nie mam ambicji i skończe jako nieudacznik życiowy. Pracuję, ale to praca przejściowa, typowa dla studentów. Kiedyś miałam plany, ambicje, hobby, teraz jedynie co chciałabym robić, to schować się pod kołdrę i nie wychodzić. Sesja egzaminacyjna trwa, a ja jestem w proszku, powtarzałam już semestr dwa razy (tak można na mojej uczelni zrobić przerwę zamiast dziekanki) i nie wiem co dalej. Mam ochotę to wszystko rzucić, ale czuje straszną presję otoczenia. Chciałabym to skończyć, mimo że nie widze się w danym zawodzie. Mój chłopak zapewne mnie zostawi jak to zrobię, chociaż jesteśmy ze sobą 7 lat. Mama, przyszli teściowie, rodzeństwo, wszyscy zamiast wspierać tylko nieudolnie motywują i napierają na mnie. 

Proszę o jakieś rady, czuję że za chwile całkowicie się załamie a długo pracoowałam na to żeby wyjść samej, bez leków z tego wszystkiego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, extrava napisał:

Chciałabym to skończyć, mimo że nie widze się w danym zawodzie. Mój chłopak zapewne mnie zostawi jak to zrobię, chociaż jesteśmy ze sobą 7 lat.

Jak jest z Tobą 7 lat to raczej z takiego powodu by nie rzucił. Jak się nie widzisz w tym zawodzie to nie wiem czy jest sens tak się męczyć dla samego papierka który prawdopodobnie się w życiu nie przyda. Wiem że dzisiaj jest presja że każdy musi mieć studia, ale często nijak się ma do realiów i bez papierka można mieć lepsza pracę niż z nim. Zresztą ja nie jestem specjalistą od tego są psycholodzy i psychiatrzy, a ci na pewno przepiszą leki. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem zdania, że bez wyższych nie znajdę sensownej pracy, nawet w innej branży. Takie są niestety realia ( znajoma rekrutuje osoby, w pierwszej kolejności musi być papier, nie ważne że ktoś studiował byle jaki kierunek, ale wyższe ma). Co do związku.. raz jest dobrze, raz nie. Niby kocha i ja kocham, jednak on jest typem karierowicza, dla niego osoba, która nie ma studiów jest nic nie warta. Goni za pieniądzem. Ja na odwrót - mogę żyć na minimum, byleby być szczęśliwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też myślałam, że sobie sama pomogę, sama poradzę - no i sama sobie nie pomogłam i nie poradziłam. Warto skorzystać z pomocy specjalisty. Być może wtedy, jak wydobrzejesz, popatrzysz na te studia z zupełnie innej perspektywy. Zaburzenie to nie Ty - piszesz, że miałaś te pasje, hobby, a teraz nie masz ochoty na nic - i jak się go pozbędziesz albo chociaż zmniejszysz jego oddziaływania na swoją osobę, to może się przekonasz do tego kierunku, wrócisz do tego, co lubiłaś robić. Nie wiem, co studiujesz, ale w wielu przypadkach po studiach można robić wiele różnych rzeczy i pracować w wielu branżach. Skoro zostało Ci mało, to nie dziwię się, że trudno Ci to rzucić. 

Masz możliwość wzięcia urlopu dziekańskiego? 

Zrób, jak czujesz. Ja np. jestem taką osobą, że wolę się zmusić do zrobienia czegoś, bo wtedy jest mi lepiej psychicznie, jak jednak, mimo tego że np. mi się nie chce, jestem zdenerwowana, zła, znerwicowana do bólu, zrobię to, czuję się silniejsza. Ale Ty możesz mieć całkowicie inaczej niż ja i skoro piszesz, że jesteś na skraju, to nic na siłę. 

Na otoczenie się nie irytuj. Jak ktoś nie miał lęków np. to nigdy tego nie zrozumie. No po prostu nigdy i tyle, "normalne" osoby będą uważać, że ktoś sobie coś wkręca, jest leniwy może, niezaradny. Nie jest to wina moim zdaniem tych osób, ale jak się w tym nie siedzi, to po prostu nie da się wczuć w emocje osoby, która właśnie tego doświadcza. Oni chcą dobrze. 

Natomiast martwiące jest to, co piszesz o swoim partnerze. Jeśli nie masz wsparcia w związku, to w moim odczuciu nie jest to dobry związek. Jeśli miałby Cię zostawić z powodu nieukończenia studiów, no może warto pomyśleć nad fundamentami tej relacji. 

Edytowane przez alicja_z_krainy_czarów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Zrób, jak czujesz. Ja np. jestem taką osobą, że wolę się zmusić do zrobienia czegoś, bo wtedy jest mi lepiej psychicznie, jak jednak, mimo tego że np. mi się nie chce, jestem zdenerwowana, zła, znerwicowana do bólu, zrobię to, czuję się silniejsza. Ale Ty możesz mieć całkowicie inaczej niż ja i skoro piszesz, że jesteś na skraju, to nic na siłę. 

Ja nie potrafię się zmusić, wydałam już 16 tys. na studia i moge płacić dalej (1.5 tys. na pół roku) wole zapłacić żeby zyskać na czasie i mieć spokój z tym chociaż na chwile. To uczelnia prywatna, jak zapłacę to będą mnoe trzymać, przywrócą jak zrezygnuję i będę chciała wrócić. Może lekarz mi pomoże chociaż pomóc się skoncentrować i zebrać myśli, czuje się po prostu głupia nie mogąc się czegoś nauczyć. 

Frustrująca jest niewiedza otoczenia, za każdym razem jak słysze, że mam się ogarnąć to wybucham, wiem że bliskich to boli ale ja tego nie kontroluje.

Co do związku, nie raz chciałam to zakończyć, tylko nie wiem czego się zawsze bałam. Chyba tego, źe po prostu zostanę sama i nikogo już nie znajdę. Mimo tego, że na prawdę kocham i jestem w związku, mam wrażenie, że jestem jeszcze bardziej samotna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Co do związku, nie raz chciałam to zakończyć, tylko nie wiem czego się zawsze bałam. Chyba tego, źe po prostu zostanę sama i nikogo już nie znajdę. Mimo tego, że na prawdę kocham i jestem w związku, mam wrażenie, że jestem jeszcze bardziej samotna.

Tak jak @alicja_z_krainy_czarów pisała, to dość martwiące. 

Kochasz = dajesz.

I teraz pytanie: czy otrzymujesz? 

 

A tak na marginesie, witamy na forum ;) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybaczcie moje roztargnienie, ale dzisiaj jest ze mną wyjątkowo źle. Do tego jutro mam egzamin, który standardowo obleje. 

Witam wszystkich również, pewnie prędko stąd nie uciekne 😊

Otrzymuje niewiele. Zdaje sobie z tego sprawę, że to toksyczny związek, chociaż ostatnio jest lepiej. Mam postawione warunki - nie będzie ślubu jak się nie obronię i nie znajdę super płatnej pracy, potem analogicznie - dziecko. Na codzień wszystko robie sama, jego wkład w związek ogranicza się do tego, że do mnie przyjedzie - on twierdzi, że to bardzo dużo, nie neguję, ale myślę, że wypadałoby dawać z siebie jednak trochę więcej 😉 Często powtarza, że na mnie nie zasługuje. O miłym słowie czy chwili czułości mogę pomażyć, bo albo jest zmęczony albo nie ma ochoty albo po prostu tak i już. Chyba mnie sobie wychował, robie co mi narzuci, bo panicznie boje się, że mnie zostawi i zostanę sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@na_leśnik łatwiej mi zebrać myśli pisząc niż mówiąc, w taki sposób zawsze potrafie myśleć 😊

Teoretycznie jestem - on wyjeżdża w delegacje i widzimy się tylko w weekend. Praktycznie, jeszcze bardziej czuje się sama, czy jest czy go nie ma.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@extrava, no to w takim razie tym bardziej warto pokminić nad tym o czym koleżanka pisze:

1 godzinę temu, alicja_z_krainy_czarów napisał:

Jeśli miałby Cię zostawić z powodu nieukończenia studiów, no może warto pomyśleć nad fundamentami tej relacji. 

W pierwszym poście pisałaś o tym, że po śmierci swojego taty dostalaś załamania nerwowego, ale jakoś się sama pozbierałaś. Ale dalej piszesz, że pojawiły się problemy z nauką. Może nie dokońca się pozbierałaś? Może nie do końca przeżyłaś żałobę po utracie taty?  I to teraz wychodzi, mimo że sprawa wydaje się zamknięta?

Oczywiście to są tylko moje domysły, podejrzewam, że wykfalifikowany terapeuta mógłby rzuciś sporo światła co Cię tak męczy i Ci pomóc jak już ustalicie przyczynę tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, extrava napisał:

Ja nie potrafię się zmusić, wydałam już 16 tys. na studia i moge płacić dalej (1.5 tys. na pół roku) wole zapłacić żeby zyskać na czasie i mieć spokój z tym chociaż na chwile.

To masz odpowiedź na to, co powinnaś zrobić.

9 godzin temu, extrava napisał:

Frustrująca jest niewiedza otoczenia, za każdym razem jak słysze, że mam się ogarnąć to wybucham, wiem że bliskich to boli ale ja tego nie kontroluje.

Też kiedyś tak miałam. Zresztą niedawno. Słowa "ogarnąć się" działały na mnie jak płachta na byka.

Ale pomyśl, że to nie ich słowa tak na Ciebie działają, bo są złe - bo sam komunikat "ogarnij się" może nie jest najmilszy, ale to jeszcze nie wulgaryzm, nie obrażanie nikogo - tylko dlatego bo TY je tak odbierasz.

Tak naprawdę bliscy nie są w stanie Ci pomóc. Mogą Cię najwyżej wesprzeć. Sama kiedyś próbowałam "pomóc" a to swojemu byłemu z depresją, a to koleżance narkomance, a to przyjaciółce w toksycznym związku, ale prawda jest taka, że od problemów z psychiką to jest psychiatra i psycholog a nie nasi bliscy. Mnie to psychicznie wykończyło, że tyle energii poświęcałam ich problemom. Sama teraz mam nerwicę lękową i wiem, że nikt mi nie pomoże. Mogę sobie sama pomóc ze wsparciem psychiatry oraz może psychologa.

No i obiektywna prawda - nie chcę Cię absolutnie obrażać, dołować, nie myśl tak! - że to nie jest normalne, że masz taki problem ze skończeniem studiów zaocznych. To nie świadczy o tym, że jesteś głupia, nieogarnięta, nie! Tylko że masz bardzo złe samopoczucie i kiedy Twoje podstawowe potrzeby nie są zapewnione - nie czujesz się bezpieczna, nie masz wsparcia, nie czujesz się szczęśliwa - to trudno mówić o możliwości zaspokojenia wyższych potrzeb. Sama np. miałam przez pół roku na studiach zajęcia dwa razy w tygodniu i jakim wysiłkiem było dla mnie wstanie z łóżka i pójście na nie. A innym razem miałam dwie prace i studiowałam jednocześnie, i udzielałam się wolontariacko. Raz byłam głupsza, a raz mądrzejsza? Nie, ale byłam w zupełnie innym stanie psychicznym.

My - osoby widzące - nie wyobrazimy sobie, jak żyje niewidomy, nawet jak sobie zawiążemy chustkę na oczach. Ludzie niedotknięci zaburzeniami psychicznymi nie wyobrażą sobie tak samo nerwicy czy depresji.

9 godzin temu, extrava napisał:

Co do związku, nie raz chciałam to zakończyć, tylko nie wiem czego się zawsze bałam. Chyba tego, źe po prostu zostanę sama i nikogo już nie znajdę. Mimo tego, że na prawdę kocham i jestem w związku, mam wrażenie, że jestem jeszcze bardziej samotna.

Nigdy sobie nie daj nikomu wmówić, że kogoś nie znajdziesz, nie poznasz, że jesteś gorsza, bo nie masz faceta i w ogóle Twoje życie tylko wtedy ma sens, jak masz przy boku męskie gacie.

8 godzin temu, extrava napisał:

Wybaczcie moje roztargnienie, ale dzisiaj jest ze mną wyjątkowo źle. Do tego jutro mam egzamin, który standardowo obleje. 

Nie jest z Tobą źle, tylko masz bardzo niską samoocenę.

8 godzin temu, extrava napisał:

Otrzymuje niewiele. Zdaje sobie z tego sprawę, że to toksyczny związek, chociaż ostatnio jest lepiej. Mam postawione warunki - nie będzie ślubu jak się nie obronię i nie znajdę super płatnej pracy, potem analogicznie - dziecko. Na codzień wszystko robie sama, jego wkład w związek ogranicza się do tego, że do mnie przyjedzie - on twierdzi, że to bardzo dużo, nie neguję, ale myślę, że wypadałoby dawać z siebie jednak trochę więcej 😉 Często powtarza, że na mnie nie zasługuje. O miłym słowie czy chwili czułości mogę pomażyć, bo albo jest zmęczony albo nie ma ochoty albo po prostu tak i już. Chyba mnie sobie wychował, robie co mi narzuci, bo panicznie boje się, że mnie zostawi i zostanę sama.

Co do tego związku, nie będę CI w sumie jakoś doradzać, bo z doświadczenia wiem, że większość ludzi tkwiących w złych, toksycznych relacjach wcale nic z tym nie zrobi. Ale Ty sobie zdajesz sprawę, że Twoja relacja jest toksyczna - a to już bardzo dużo. Polecam tego bloga: https://mojedwieglowy.pl/.

Tak naprawdę bardzo mało napisałaś o swoim związku, więc nie wiem, czy to, co jest opisane na tej stronie, będzie Cię dotyczyło, ale warto się z tym zapoznać, jeśli myślisz, że tak. Nie wiem, czy Twój partner czasami palnie durnotę i Ty to odbierasz jako tragedię, bo jesteś nadwrażliwa (ja np. taka jestem, przyznaję się), czy może stale Cię poniża i dołuje.

W opisie Twojej relacji widać przede wszystkim Twoją niską samoocenę.

Czy Twój partner wie o Twoich odczuciach? Myślisz, ale czy głośno i wyraźnie o tym mówisz? Wymagania, które Ci stawia, wydają się nie należeć do niego, ale wynikać z presji - otoczenia, społeczeństwa, rodziny? Wydaje się też osobą niestabilną, skoro raz stawia Ci wymagania, a później mówi, że nie zasługuje. Może wspólnie powinniście zasięgnąć pomocy specjalisty? Nie ma w Waszej relacji używek, przemocy (nawet i werbalnej)?

Poza tym też sama powinnaś stawiać jemu jakieś wymagania, oczekiwać czegoś konkretnego.

 

Pomyśl o sobie. Piszesz o bliskich, o studiach, o partnerze. Zajmij się po prostu w tym momencie życia tylko sobą - wiem, że to trudne, ja jestem jednostką, która całe życie myśli o "kimś" - i rozważ, czego TY byś chciała, co robić, gdzie pracować. Zasięgnij sama pomocy jakiegoś specjalisty.

Następnie też porozmawiałabym z partnerem i - jeśli chcesz z nim być, zależy Ci na ratowaniu tego związku - zaproponowała nawet wspólną terapię, choć niezależnie od tego powinnaś sama najpierw zająć się sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, na_leśnik napisał:

W pierwszym poście pisałaś o tym, że po śmierci swojego taty dostalaś załamania nerwowego, ale jakoś się sama pozbierałaś. 

Ogólnie mam odczucia, że jednak zaczęło się to znacznie wcześniej, ale nie zostałam zdiagnozowana. Swój stan tłumaczyłam tym, że mam zły dzień, nerwobóle tłumaczyłam jakąś chorobą. Teraz po czasie widzę, że ciągnie się do za mną więcej niż dwa lata i nawet o tym nie wiedziałam. Wszystko spowodowane relacjami z partnerem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, extrava napisał:

Niby kocha i ja kocham, jednak on jest typem karierowicza, dla niego osoba, która nie ma studiów jest nic nie warta. Goni za pieniądzem. Ja na odwrót - mogę żyć na minimum, byleby być szczęśliwa.

No to są dość poważne rozbieżności, ja nie mógłbym być dłużej z typem karierowiczki bo jestem skrajnym minimalistą. A to że gardzi osobami bez wyższego wykształcenia też o nim dobrze nie świadczy. Oczywiście życzę wam i Tobie wszystkiego najlepszego, może chłopak z wiekiem zmądrzeje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, extrava napisał:

Otrzymuje niewiele. Zdaje sobie z tego sprawę, że to toksyczny związek, chociaż ostatnio jest lepiej. Mam postawione warunki - nie będzie ślubu jak się nie obronię i nie znajdę super płatnej pracy, potem analogicznie - dziecko

To niezły psychol, zwłaszcza ta super płatna praca mnie przeraża, płytki materialista z niego wychodzi, sam powinien się leczyć psychiatrycznie jak żąda takich rzeczy. A jak zajdziesz w ciąże to stracisz tą super płatna pracę i tyle z niej będzie. Nic dziwnego że masz problemy z nauką jak masz takie naciski i oczekiwania.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×