Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
naleśnik

Brak chęci do życia, lęk, i obsesja. Nie wiem na co cierpię.

Rekomendowane odpowiedzi

Od 16 roku życia miałem pewne problemy. Samookaleczenie, brak sensu. Takie problemy które ma wiele nastolatków. Dzisiaj mam 21 lat. I chyba poznałem prawdziwy smak depresji i chęci śmierci dopiero po rozstaniu z ukochaną dziewczyną, która była dla mnie czymś w rodzaju katalizatora moich problemów. Wtedy zaczęła się obsesja. Wydzwanianie do niej, wypisywanie, stalking. Chciałem ją odzyskać. Straciłem sens życia. Później była próba samobójcza, chciałem się powiesić, ale ktoś mnie "przyłapał" jak już stałem na gałęzi, spanikowałem, zeskoczyłem i uciekłem. Później miesiące wegetacji, chodzenia pod dom owej dziewczyny. Nie miałem siły na nic. Nie miałem siły nawet nie mieć siły.

 

Czas mija. Minął rok, minął kolejny rok. Teraz już minęło 2,5 roku od rozstania. Nadal ją kocham. Nadal myśl o niej wraca co jakiś czas. Jestem praktycznie bezrobotny od tego czasu, utrzymywała mnie rodziny. Nie mam siły ruszyć do przodu. Byłem dwa razy w szpitalu psychiatrycznym, nic mi nie pomogli. Tylko te leki, a leki moim zdaniem niewiele dają., a czasem nawet szkodzą.

 

Raz fantazjuje o tym że jesteśmy razem, a raz że ją szarpię z nerwów. Jestem rozchwiany emocjonalnie.

 

Dobija mnie świat. Dobija mnie samotność. To, że kiedyś miałem ludzi wokół siebie, a dzisiaj nie mam prawie nikogo. Dobija mnie osoba którą widzę w lustrze. I jednocześnie nie mam w ogóle siły nic zmienić. Lata mijają, życie przecieka mi przez palce. Nie mam nawet matury, bo uwaliłem szkołę. Nie mam nic. Jestem śmieciem, gównem. Nikogo nie obchodzę. Bo kto by chciał mieć bliższą relację z takim zerem.

 

Ja naprawdę ją kocham. Mimo tego jak popieprzony jestem, mimo czasu jaki minął i prób ułożenia uczuć w innych kobietach, ona do mnie wraca jak bumerang. To jest prawdziwy problem. Nie umiem się odkochać i przez to cierpię. Moja samoocena jest równa zeru. Widzę w niej symbol wszystkiego co straciłem. Widzę jakie to wszystko szare i beznadziejne, jak nie ma ratunku. Boje się każdego dnia. Nie mam na nic siły. Nie chcę żyć, ale nie mogę się zabić, żeby nie zranić rodziny. I tylko dlatego żyje. Żeby nie zrobić rodzinie dodatkowego problemu z pogrzebem, cierpieniem, zwłaszcza że teraz pewien członek rodziny leczy się na raka.

 

Odezwałem się do niej w tym tygodniu po roku nie rozmawiania, o dziwo odpisała. A dzisiaj już nie. Nie wiem, pewnie się bała że zacznę znowu ją męczyć. Ja tylko zapytałem jak jej dzień minął. Nic ponad to. Chciałbym chociaż mieć w niej przyjaciółkę, jak kiedyś, zanim byliśmy razem. Nie była tylko miłością, ale i moim najlepszym przyjacielem.

 

Patrzę teraz na mój dowód osobisty który leży na biurku. Czuje pogardę do tego śmiecia na zdjęciu. Paskudnego, obleśnego typa. Szkoda że ona nie zgłosiła mnie na policję jak do niej wydzwaniałem. Może to by mnie czegoś nauczyła. Boże, jaki ja jestem żałosny. Pewnie dostarczę wiele śmiechu czytelnikom - chociaż tyle w sumie, że się ktoś pośmieje z młodego idioty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

naleśnik, witaj na forum ;) .

 

To o czym piszesz nie jest śmieszne. Raczej smutne i niepokojące.

Twoje uczucie do tej dziewczyny nie ma nic wspólnego z miłością, a już na pewno nie "prawdziwą". Kochać można drugiego człowieka a Ty piszesz że:

 

Widzę w niej symbol wszystkiego co straciłem.

 

Brak Ci nadziei, sensu, pozytywnego obrazu siebie, wszystkiego co wymieniłeś, a ta dziewczyna to po prostu takie naczynie w które włożyłeś te wszystkie rzeczy, domyślam się że nieświadomie. Myślę że tak naprawdę tęsknisz nie za nią, tylko za tym wyobrażeniem: "Jest ze mną więc jestem: wartościowy, ważny, kochany".

 

Takie "zauroczenia" zdarzają się, każdy jakoś przeżył mniej lub bardziej intensywnie swoją pierwszą miłość. To na pewno świadczy o dużej wrażliwości co nie jest złe, ale wiesz, nie samą wrażliwością żyje facet ;) .

 

Pisałeś, że byłeś dwa razy w szpitalu psychiatrycznym i że Ci tam nie pomogli.

A chociaż wystawili jakąś diagnozę?

 

Co do leków to też myślę, że to raczej metoda zamiatania problemów pod dywan. A myślałeś o podjęciu terapii?

 

P.S. gratsy za wybór nicka :pirate: .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiejski Filozof, takie rady to sobie w dupę wsadź kapiszonie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

naleśnik, zbastuj z tonem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith a czemu jemu nic nie powiesz. Robi sobie jaja z ludźmi z problemami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

naleśnik, gdybyś Go poznał, to wiedziałbyś, że nie robi sobie jaj. Wolisz jednak zaraz po wejściu na Forum, na którym nie znasz Użytkowników i Ich sposobu bycia i postrzegania świata - obrażać i oceniać. Twój wybór. Tylko, że nie będziesz tego robił pod moim nosem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę że wspólnie z Wiejskim Filozofem upatrzeliście mnie sobie jako ofiarę. W takim razie prosze skasować treść mojego 1 posta skoro chcecie mnie tu niszczyć psychicznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

naleśnik, włącza Ci się teoria spiskowa. Nikt tu nikogo nie chce niszczyć psychicznie. Trochę dystansu. A przede wszystkim - poznania ludzi przed płytką oceną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie denerwuj się, wiem, że ujawniłeś tu swój osobisty problem i możesz się czuć trochę wyczulony, ale nie ma sensu się irytować :)

 

Jesteś świadom, że masz poważny problem, który niszczy ci życie - to już wiele. Bo skoro jesteś świadom problemu, to możesz zacząć z tego wychodzić. Czy korzystałeś ze specjalistycznej pomocy? Psychiatra, psycholog?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, najważniejsze to być świadomym, że ma się problem. I też ważne jest nie denerwować się bez powodu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam za moją reakcje. Mam problem z kontrolowaniem emocji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedzcie mi co mam robić. Mam myśli, że chciałbym zabić człowieka. Udusić go za odrzucenie. Złapać za gardło i dusić, bić, szarpać. Porwać i torturować. Za to że nawet nie chce ze mną rozmawiać. Nie potrafię tego pojąć. To była osoba która znała mnie od 8 lat, była ze mną w bliskiej relacji. Jak to możliwe że teraz ta osoba nie chce wiedzieć co u mnie? Że tak po prostu jej nie obchodzę? Po 8 latach? Do cholery.

 

Ciągle myślę o tym, próbuje te osobe usprawiedliwić. Ale nie zawsze daje rade. Czasem potwór przejmuje kontrolę. I ten potwór chce krwi. Zemsty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może ona chciała z tobą kontaktu i dużo ją kosztowało odcięcie się od ciebie. Ale wybrała tak, bo zrozumiała, że jesteś dla niej i siebie zagrożeniem, więc tak będzie lepiej. Osaczyłeś ją i spłoszyłeś, więc pretensje możesz mieć tylko do siebie. Ona tu nie jest niczego winna, po prostu nie chciała rozgrzebywać sytuacji, widząc że jesteś skłonny do obsesji. Spróbuj to zobaczyć od tej strony, zaakceptować że to było najzdrowsze dla was obojga rozwiązanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doceniam te odpowiedź. Jest bardzo rozsądna i tak jest prawda. Potrzebuje co jakiś czas takiego kubła zimnej wody... żeby nie myśleć że ona po prostu miała mnie w dupie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×